Скачать fb2
Urocza Oszustka

Urocza Oszustka

Аннотация

    Hrabina Ravensdale ucieka od męża zafascynowana mężczyzną, który okazuje się nałogowym hazardzistą. Po jego śmierci pozostaje bez środków do życia. W trosce o dobro dziecka, Noelli, szuka pomocy u kuzynki, p. Wakefield, której córka ma również na imię Noella. Obie dziewczynki są do siebie podobne jak krople wody. Szczęście trwa jednak krótko… Hrabina, jej córka i pani Wakefield umierają. Noella zostaje zupełnie sama.
    Gdy umiera Hrabia Ravensdale, jego syn, Lyndon, próbuje odnaleźć swoją siostrę przy pomocy kuzyna Jaspera. Ten podejmuje działania z pobudek materialnych, dowiedziawszy się o śmierci hrabiego, nakłania Noellę do mistyfikacji.
    Co czeka Noellę, która, wstydząc się swoich kłamstw, udaje się na spotkanie z człowiekiem, który wierzy, że jest jego siostrą? Czy zdoła stawić czoło szantażującemu ją i grożącemu smiercią Jasperowi?


Barbara Cartland Urocza Oszustka

    Tytuł oryginału THE LOVELY LIAR

OD AUTORKI

    W przepięknym, górzystym hrabstwie Yorkshire zachowało się wiele wspaniałych starych, rodowych domów, a jednym z najznakomitszych jest zamek Howard.
    Położenie i architektura tego zamku zapierają dech w piersiach. Urzeczeni filmowcy nakręcili tu film telewizyjny „Brideshead Revisited”.
    Horace Walpole opisał go znacznie lepiej, niż ja mogłabym to uczynić:
    Nikt nie uprzedził mnie, że ujrzę pałac, miasto samo w sobie, warowną twierdzę, górską świątynię, bukowe lasy, miejsce godne Druidów.
    Innym wspaniałym zabytkowym zamkiem jest Harewood, w którym przez wiele lat mieszkała żona hrabiego Harewoodu, pochodząca z królewskiego rodu.
    Moim zdaniem najpiękniejszym pomieszczeniem w Harewood jest sala muzyczna, którą zresztą opisałam w tej powieści.
    Obecny, siódmy hrabia Harewoodu jest ściśle związany z operą królewską w Covent Garden.
    Brał udział w festiwalach w Leeds i w Edynburgu. Jego zamiłowanie do muzyki nie dziwi, zważywszy że wychował się w takim otoczeniu.

ROZDZIAŁ 1

    1835

    Noella z rozpaczą rozejrzała się po pokoju.
    Była wstrząśnięta tym, jak bardzo się zmienił od czasu jej dzieciństwa. Po wiszących tu kiedyś obrazach pozostały tylko prostokątne ślady na ścianach. Zniknęło też lustro znad kominka, a także piękne francuskie biurko, przy którym jej matka pisywała listy.
    Z dawnego umeblowania pokoju została sofa o połamanych sprężynach, dwa sfatygowane fotele i dywan tak wytarty, że nikt nie chciałby go wziąć nawet za darmo.
    Resztę rzeczy sprzedano, a przedmioty pozostawione w pokoju nie były warte ani szylinga.
    Podeszła do okna i spojrzała na zaniedbany, zarośnięty ogród.
    Wzeszły kwiaty posadzone przez matkę.
    Między drzewami wyrosły żółte narcyzy. Jednak od dawna nie koszona trawa w niczym nie przypominała zielonego, gładkiego kobierca, który Noella pamiętała z przeszłości.
    Krzewy, którym wiosna przywróciła życie, zmagały się w walce o światło z przerastający mi je krzakami dzikich jeżyn.
    – Co mam zrobić? – szepnęła.
    Wokół panowała głucha cisza. Noella zaszlochała:
    – Mamo… pomóż mi… proszę… pomóż mi.
    Ciągle jeszcze trudno było jej uwierzyć, że sprawy potoczyły się w tak zawrotnym tempie.
    Zanim uświadomiła sobie, co się stało, została zupełnie sama, zdana tylko na siebie.
    Kiedy jej ojciec zakończył wspaniałą karierę wojskową, uwieńczoną orderami za dzielność, otrzymał wysoką emeryturę.
    Rany, które odniósł na polu bitwy, nadwerężyły jego zdrowie, ale zmarł wiele lat po opuszczeniu wojska.
    Wdowie po nim przyznano rentę równą połowie jego emerytury.
    Odkąd Noella pamiętała, ich życie było pozbawione trosk, a dom wypełniała miłość. Nigdy nie przyszło jej na myśl, żeby spytać, co powinna zrobić, gdyby straciła także matkę.
    Od dziecka Noella uważała za naturalne, że kiedyś poślubi mężczyznę, który się nią zaopiekuje.
    Po stracie ukochanego męża pani Wakefield postanowiła dołożyć wszelkich starań, żeby zapewnić córce jak najszczęśliwszą przyszłość.
    Przede wszystkim zatroszczyła się o jej gruntowne wykształcenie.
    Wszystkie oszczędności, które odłożyli za życia męża, zostały przeznaczone na edukację Noelli.
    W rezultacie jej wykształcenie znacznie przewyższało normy przyjęte dla dziewcząt w jej wieku.
    Noella była niezwykle inteligentna i błyskawicznie przyswajała przekazywaną jej wiedzę.
    Miała zresztą doskonałych nauczycieli.
    Wszechstronnie wykształconego pastora miejscowej parafii, emerytowanego dyrektora szkoły oraz guwernantkę, która spędziła wiele lat w arystokratycznych domach.
    Noella uwielbiała czytać. Często też oddawała się marzeniom, które jej matka nazywała „podróżowaniem w myślach” po najdziwniejszych miejscach całego świata.
    Cóż więcej mogła robić, skoro życie towarzyskie praktycznie nie istniało w cichej wiosce w Worcestershire, do której przybyli po przejściu ojca na emeryturę i zamieszkali w skromnym domku.
    Był to stary, biało-czarny budynek z drewna, który Noelli wydawał się najpiękniejszym domem na świecie, pełnym słońca i radości.
    Nawet po śmierci męża matka często wieczorami żartowała z Noellą, kiedy dziewczyna odrobiła już lekcje.
    Opowiadały sobie historie o skarbie znalezionym w ogrodzie, marzyły o podróżach do miejsc, o których czytała Noella i które pobudzały jej wyobraźnię.
    Któregoś dnia, blisko rok temu, Noella miała wtedy siedemnaście lat, niespodziewanie przybyła do nich kuzynka mamy, Caroline Ravensdale z córką.
    Matka często wspominała Noelli o kuzynce Caroline, którą wprost uwielbiała. Były rówieśniczkami, znały się od dziecka i razem się wychowały. Matka jednak opowiadała tylko o czasach dzieciństwa. Dopiero kiedy Noella skończyła szesnaście lat, dowiedziała się o późniejszych dziejach Caroline Ravensdale.
    Ojciec Caroline, jak się okazało, był o wiele bogatszy od ojca matki Noelli. Któregoś roku rodzice zabrali Caroline na karnawał do Londynu.
    Piękna dziewczyna cieszyła się niewiarygodnym powodzeniem.
    – Miała włosy tego samego koloru co twoje, kochanie – opowiadała matka Noelli. – W każdym pokoleniu naszej rodziny rodzą się jasnowłose dzieci. To dzięki naszym dawnym szwedzkim przodkom.
    Włosy Noelli były złote jak słońce wschodzące nad horyzontem. Ludzie o takich włosach najczęściej mają oczy koloru jasnoniebieskiego nieba, a oczy Noelli przypominały barwę głębokiego błękitu morza przed burzą.
    – Po tym niebywałym sukcesie w Londynie – matka ciągnęła opowieść – nikt się nie zdziwił, że Caroline tak cudownie wyszła za mąż.
    – Kogo poślubiła, mamo? – zapytała Noella.
    – Hrabiego Ravensdale – odpowiedziała matka. – Był od niej znacznie starszy, ale miał potężny majątek w Yorkshire, a poza tym dom w Londynie i jeszcze jeden w Newmarket ze stadniną koni wyścigowych.
    Noella słuchała opowieści oczarowana.
    – Był dziwnym człowiekiem – matka ciągnęła opowieść – wzbudzał we mnie lęk, kiedy go poznałam.
    – Poznałaś go, mamo?
    – Oczywiście – odpowiedziała jej matka pierwszy raz, kiedy jeszcze byli zaręczeni i hrabia przyjechał w odwiedziny do rodziców Caroline.
    Drugi raz spotkałam go wkrótce po ich ślubie, kiedy odwiedziłam Caroline w Yorkshire.
    – Opowiedz mi o tym, proszę.
    Pani Wakefield wahała się przez chwilę, zanim spełniła prośbę córki.
    – To chyba w czasie tych odwiedzin uświadomiłam sobie po raz pierwszy, że Caroline poślubiła mężczyznę, który mógłby być jej ojcem.
    Zastanowiła się przez chwilę, zanim podjęła opowieść.
    – Był przystojny i bardzo apodyktyczny.
    Odniosłam wrażenie, że traktował Caroline jakby nie była jego żoną, lecz uczennicą.
    – A ona nie miała nic przeciwko temu? zapytała Noella.
    – Nie chciała o tym rozmawiać, ale sprawiała na mnie wrażenie odrobinę niespokojnej. Życzyłam jej z całego serca szczęścia w tym małżeństwie, ale ona wcale nie wyglądała na szczęśliwą.
    Westchnęła i mówiła dalej.
    – Yorkshire jest jednak tak daleko stąd, że nie odwiedziłam jej tam powtórnie. Kilka razy byłam jednak ich gościem w Londynie, kiedy hrabia otworzył dom rodziny Ravenów. Cudownie bawiłyśmy się na balach i biegałyśmy razem po sklepach.
    Noella zauważyła czułość w oczach matki.
    – Kochałyśmy się z Caroline jak siostry.
    Pozwalała mi nosić swoje stroje, tak jak w dzieciństwie dzieliłyśmy się zabawkami.
    – To musiało być cudowne! – wykrzyknęła Noella.
    – Naturalnie – zgodziła się pani Wakefield.
    – Pierwszy raz w życiu ubierałam się w drogie i piękne suknie, kochanie. Nie chcę się przechwalać, ale odniosłam wtedy naprawdę ogromny sukces w towarzystwie.
    – Przy twojej urodzie nie mogło być przecież inaczej, mamo.
    – Choć nie byłam tak urodziwa jak Caroline, kiedy twój ojciec poznał mnie na balu wydanym w domu Ravenów, natychmiast powiedział, że jestem dziewczyną, którą chce poślubić.
    – Jakież to romantyczne, mamo! – zawołała Noella.
    – To była najcudowniejsza chwila w moim życiu – powiedziała pani Wakefield. – Chciałabym umieć opisać, jak przystojny był twój ojciec w mundurze.
    – Zakochałaś się w nim od pierwszego wejrzenia?
    – To uczucie było silniejsze ode mnie – powiedziała pani Wakefield. – Niestety, nie mogliśmy się pobrać tak szybko, jakbym sobie tego życzyła, ponieważ batalion, którym dowodził mój przyszły mąż, został wysłany do Indii.
    Noella jęknęła rozczarowana.
    – To musiało być straszne dla was obojga.
    – Miał tylko tyle czasu, żeby wyznać mi miłość -powiedziała pani Wakefield -i poprosić, żebym na niego czekała. Zgodziłam się.
    – Tak więc… wyjechał – wyszeptała Noella.
    – Tak. A ja wróciłam na wieś – mówiła pani Wakefield. – Byłam przekonana, że żaden inny mężczyzna nie spodoba mi się bardziej i nie będzie dla mnie znaczył tyle co twój ojciec.
    – Jestem jednak pewna, że miałaś i innych konkurentów – domyśliła się Noella.
    – Tak, dwóch czy trzech – potwierdziła pani Wakefield. – Byłoby ich więcej, gdybym ich ośmieliła.
    – Ale ty czekałaś na ojca.
    – Nie było go prawie osiem lat – powiedziała pani Wakefield -a kiedy wrócił do kraju, bardzo się bałam, że mnie nie zechce.
    – Chyba pisał do ciebie.
    – Dwa, trzy listy tygodniowo – odpowiedziała pani Wakefield z dumą -w których wyznawał, że wciąż o mnie myśli i modli się, żeby jego pułk został odesłany do Anglii.
    – Nie chciałaś nigdy pojechać do niego do Indii? – zapytała Noella.
    – Podróż trwała wtedy prawie pół roku odparła pani Wakefield. – Nawet gdyby moi rodzice mieli pieniądze na sfinansowanie takiej eskapady, nie pozwoliliby mi samej wyjechać tak daleko od domu.
    – Biedna mama. Musiałaś więc czekać tutaj tak długo! – zawołała Noella.
    – Byłam na swój sposób szczęśliwa. Kiedy twój ojciec nareszcie wrócił do domu, natychmiast się pobraliśmy, mimo że lekarze zalecali mu odpoczynek po ranach odniesionych w Indiach.
    Pani Wakefield uśmiechnęła się i ciągnęła opowieść.
    – Ale pamiętasz, jaki uparty był ojciec, kiedy coś postanowił. Skoro więc się uparł, że mnie poślubi, wszyscy lekarze świata nie byliby go w stanie powstrzymać. Wzięliśmy ślub w wiejskim kościele w towarzystwie kilkorga przyjaciół, którzy wypili toast za nasze zdrowie.
    – Wyobrażam sobie, co czułaś, kiedy porównałaś swój skromny ślub ze wspaniałym weselem kuzynki Caroline – zadumała się Noella.
    – Wesele Caroline było bardzo huczne.
    Oprócz mnie miała siedem innych druhen.
    Pani Wakefield zamyśliła się na chwilę, ale szybko powróciła do swojej opowieści.
    – Ja nie miałam drużek ani paziów, ale kiedy wychodziłam za twojego ojca, wydawało mi się, że anioły śpiewają nad nami i spowija nas niebiańskie światło.
    Jej głos zadrżał nieco, kiedy kontynuowała opowieść.
    – Trzy miesiące później okazało się, że jestem w ciąży. Z tobą, kochanie.
    – Cieszyłaś się, mamo?
    – Oboje byliśmy tak wzruszeni i zachwyceni, że nie wierzyliśmy, iż mogą istnieć ludzie szczęśliwsi od nas.
    – Opowiedziałaś o wszystkim kuzynce Caroline – domyśliła się Noella.
    – Tak. Natychmiast wysłałam do niej list powiedziała pani Wakefield -a Caroline odpisała, że ona również oczekuje kolejnego dziecka. Miała już wtedy syna, którego urodziła w dziewięć miesięcy po ślubie.
    Matka opowiedziała Noelli o listach, które kuzynki wysyłały do siebie każdego tygodnia, opisując swoje uczucia i dzieląc się refleksjami.
    Któregoś tygodnia stała się bardzo dziwna rzecz. Listy kuzynek minęły się i obie przekonały się, że napisały te same słowa:
    Lekarze twierdzą, że rozwiązanie nastąpi w Boże Narodzenie albo dzień, dwa przed lub po świętach.
    Jestem pewna, że również ty urodzisz dziecko w tym czasie. Mam nadzieję, że zgodzisz się na mój pomysł, żeby chłopcu dać na imię Noel, a dziewczynce Noella.
    – Nie było nic nadzwyczajnego w tym, że wpadłyśmy na ten sam pomysł w tym samym czasie i wysłałyśmy jednakowo brzmiące listy powiedziała pani Wakefield do córki. – Caroline i ja byłyśmy sobie bardzo bliskie.
    Pani Wakefield uśmiechnęła się i dodała:
    – Nie tylko myślałyśmy w ten sam sposób, ale również wyglądałyśmy jak siostry. Myślę, że obie oczekiwałyśmy, że również nasze dzieci będą do siebie podobne, chociaż miały różnych ojców.
    Córka pani Wakefield zawsze była ciekawa losów Noelli Raven, która była nie tylko jej imienniczką. Dziewczyny były też rówieśniczkami, obie przyszły na świat w święta Bożego Narodzenia, mimo to nigdy jeszcze się nie spotkały.
    Noella nie rozumiała, dlaczego nie poznała jeszcze swojej kuzynki. Dopiero po wielu latach pani Wakefield uznała, że jej córka jest dość dorosła, żeby poznać całą historię.
    Noella pamiętała, że matka opowiadała ją ściszonym głosem, trochę zażenowana.
    Dwa lata po powiciu córki hrabina Ravensdale zakochała się szaleńczo w mężczyźnie, którego poznała, gdy wraz z mężem wybrała się na wyścigi konne do Newmarket.
    Kapitan D'Arcy Fairburn był przystojnym hulaką. Słynął z tego, że gdziekolwiek się pojawił, łamał serca niezliczonym niewiastom.
    Miał przy tym tyle rozbrajającego uroku, że był mile widziany zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety, i podejmowano go w najlepszym towarzystwie. Sam zresztą pochodził z dobrej rodziny, tyle że był namiętnym hazardzistą.
    Purytańscy krewni Fairburna tracili humor, kiedy ktoś wspominał go w ich obecności.
    To jednak absolutnie nie przeszkadzało D'Arcy'emu w wędrówkach od buduaru do buduaru.
    Z drugiej strony był doskonałym i uznanym sportowcem; przyjmowano go w Jockey Clubie i w domach członków najbardziej ekskluzywnych klubów w Saint James.
    Łatwo można było przewidzieć, że przywrócona światu po dwóch latach pobytu w Yorkshire Caroline zakocha się w tym pożeraczu niewieścich serc. Co jednak dziwniejsze, on także stracił dla niej głowę.
    – I ja, i wiele innych osób byliśmy jednak szczerze zdumieni – opowiadała pani Waleefield – kiedy Caroline uciekła z kapitanem D'Arcym Fairburnem, zabierając ze sobą Noellę.
    – Domyślam się, jaki to musiał być szok dla wszystkich – Noella słuchała opowieści z przejęciem.
    – Wszyscy byliśmy zaszokowani – odparła matka -a hrabia był bardzo rozgniewany, naprawdę go to wzburzyło. Natomiast Caroline napisała mi w liście, że wyjeżdża za granicę.
    Najpierw udali się do Paryża, a później podróżowali po całej Europie, wybierając te miasta, w których Fairburn mógł się oddawać hazardowi.
    – Dlaczego hrabia nie zdecydował się na rozwód? – zapyta Noella.
    – Wszyscy przypuszczali, że się z nią rozwiedzie – mówiła matka – ale w trosce o własne dobre imię nie chciał wywoływać skandalu.
    Nie zapominaj bowiem, że sprawą musiałaby się zająć Izba Lordów.
    – Co się działo później?
    – Caroline zniknęła i nie odezwała się do mnie przez następnych kilka lat.
    Noella zauważyła, że matka ciągle czuła urazę do Caroline za tak długie milczenie.
    – Ale oto któregoś roku tuż przed świętami Bożego Narodzenia otrzymałam od niej list, w którym napisała, że jej Noella jest śliczną dziewczynką i że bardzo chciałaby wiedzieć, czy ty jesteś do niej podobna.
    – Domyślam się, że byłyśmy do siebie bardzo podobne.
    Musiało jednak upłynąć dużo czasu, zanim córka pani Wakefield mogła potwierdzić to przypuszczenie.
    Matka, wyjaśniając Noelli dzieje swojej kuzynki, dodała że Caroline przestała używać tytułu hrabiny i nazwiska męża. Zmieniła je na Fairburn.
    – Miała nadzieję – mówiła pani Wakefield że dzięki temu ludzie, których poznała za granicą, będą myśleli, że jest żoną Fairburna.
    – A co się stało z synem, który został z mężem Caroline? – zapytała Noella.
    – Zostawiła go przy ojcu z oczywistych powodów.
    Przecież to on był dziedzicem hrabiowskiego majątku. Często się zastanawiałam pani Wakefield westchnęła – jak bardzo nieszczęśliwy i samotny musiał być ten chłopiec pozbawiony matczynej opieki.
    Cała ta historia wydała się wtedy Noelli fascynująca, ale dość trudna i skomplikowana, toteż nie zaprzątała sobie nią myśli do czasu, gdy niespodziewanie, mniej więcej rok temu, pojawiła się w ich domu pani Fairbum. Towarzyszyła jej córka.
    Był wczesny wieczór. Noella siedziała z matką przed kominkiem w bawialni. Rozmawiały o przeróbkach sukni, aby nadać jej modny wygląd, kiedy rozległo się pukanie do drzwi.
    – Ciekawe, któż to może być? – zdziwiła się pani Wakefield.
    – Pójdę otworzyć, mamo – powiedziała Noella.
    – Niania jest zajęta w kuchni przygotowaniem kolacji.
    Wyszła z małej bawialni i wąskim korytarzem pośpieszyła do drzwi. Kiedy je otworzyła, ze zdumieniem zauważyła stojący na dziedzińcu powóz, a na schodach kobietę w średnim wieku i towarzyszącą jej młodą dziewczynę. Było bardzo chłodno, więc obie damy były mocno opatulone.
    – Ty jesteś Noella! – wykrzyknęła kobieta.
    W tej samej chwili do drzwi podeszła pani Wakefield i zawołała szczerze zdumiona:
    – Caroline! Czy to naprawdę ty?
    – Tak, to ja. Averil, przybywam do ciebie z prośbą o pomoc.
    Kuzynki ucałowały się na przywitanie. Noella przyglądała się swojej imienniczce. Miała wrażenie, że patrzy na własny portret. Noely tak na nią mówiła matka – miała włosy tego samego koloru, takie same ciemnoniebieskie oczy i identyczny uśmiech.
    – Mogłybyśmy uchodzić za bliźniaczki powiedziała Noella.
    Pani Wakefield posadziła gości przy kominku, a woźnica wynajętego powozu wyładował ich bagaże.
    Historia, którą opowiedziała Caroline, była długa i smutna. Kuzynki rozmawiały szeptem, ale Noella słyszała każde słowo opowieści pani Fairburn.
    Z upływem czasu jej przyjaciel coraz bardziej lekkomyślnie oddawał się hazardowi. Zadłużył się tak dalece, że zaczął przyjmować pieniądze od kobiet.
    Któregoś dnia wdał się w karcianą awanturę, w czasie której został wyzwany na pojedynek.
    Caroline ze strachu o niego odchodziła od zmysłów. Pocieszała się jednak myślą, że walczył już w wielu pojedynkach i zawsze wychodził z nich obronną ręką.
    Być może dlatego, że się postarzał, a może jego przeciwnik był nie tylko młodszy, ale też lepiej strzelał, dość że kapitan Fairbum został ranny w pojedynku i zmarł trzy dni później.
    Caroline i Noely zostały same i praktycznie bez środków do życia.
    – Myślałam, że będę mogła liczyć na pomoc moich przyjaciół, których tylu miałam w Neapolu, bo tam właśnie zdarzyła się ta tragedia – opowiadała pani Fairbum – ale wszyscy odsunęli się ode mnie. Uświadomiłam sobie wtedy, że jedynym ratunkiem dla mnie i Noely jest powrót do Anglii.
    – Postąpiłaś bardzo rozsądnie – przyznała pani Waleefield.
    – Nie mamy pieniędzy – ciągnęła Caroline – ani też nikogo, kto mógłby nam pomóc.
    – Możecie zostać u nas – zaproszenie zabrzmiało ciepło i szczerze w ustach pani Wakefield.
    – Najdroższa Averil, wiedziałam, że to powiesz, ale nie mogę się narzucać.
    – Ależ Caroline! Jestem bardzo szczęśliwa, że znów będziemy razem.
    Wspominając tamte dni Noella przypomniała sobie, że jej matka była istotnie bardzo szczęśliwa w towarzystwie Caroline. Ona sama zaś lubiła rozmawiać z Noely.
    Mimo że były do siebie tak podobne, Noely wydawała się starsza. Być może pobyt na kontynencie tak na nią wpłynął.
    Wiodła wówczas bogate życie towarzyskie i często podróżowała od jednego kasyna do drugiego. Opowiadała teraz swojej imienniczce historie, o których ta nigdy wcześniej nie słyszała.
    Niektóre obserwacje Noely cechował jednak osobliwy cynizm, który nie pasował do jej delikatnej, pięknej twarzy.
    – Jeśli chodzi o pieniądze, tata był beznadziejny – mówiła Noely.
    Noella wiedziała, że mówiąc „tata”, jej rozmówczyni ma na myśli kapitana Fairburna, a nie swojego naturalnego ojca.
    – Musiało być wam… ciężko – powiedziała Noella z wahaniem.
    – Przeszłyśmy istne piekło – odparła Noely.
    – Często miałyśmy do wyboru albo wyłudzać posiłki od obcych ludzi, albo cierpieć głód.
    W jej głosie zabrzmiał ostry ton, który nie uszedł uwagi Noelli.
    Po jakimś czasie, kiedy dziewczęta poznały się lepiej, Noely wyznała:
    – Miałam już tak dość zamartwiania się, skąd weźmiemy następny posiłek, że któregoś dnia – byłyśmy wtedy w Wenecji – zdecydowałam się napisać do mojego prawdziwego ojca, hrabiego Ravensdale.
    Noella była zdumiona.
    – To odważny krok.
    – Opisałam mu, jak beznadziejna była nasza tułaczka po europejskich kasynach i zapytałam, czy pozwoliłby mi wrócić do domu.
    Wstrząśnięta Noella w pierwszej chwili pomyślała, że potajemne wysłanie listu do ojca było wysoce nielojalne wobec matki. Potem jednak uświadomiła sobie, jak ciężko było im żyć bez pieniędzy i jak poniżające dla Noely było udawanie córki człowieka, który nie był nawet mężem jej matki.
    – Czy zdajesz sobie sprawę – mówiła Noely że w rzeczywistości jestem lady Noella Raven?
    – Nie pomyślałam o tym – odparła Noella.
    – A jednak to prawda. Tylko że teraz, kiedy D'Arcy Fairburn nie żyje, będę musiała się zaopiekować matką – Noely westchnęła. -
    Naturalnie, mój ojciec nigdy nie wybaczy mamie ucieczki, również krewni się od niej odwrócili.
    W tej sytuacji nie mam wyboru, muszę pozostać Noellą Fairburn.
    – Tak bardzo ci współczuję – powiedziała Noella – miejmy nadzieję, że coś się jednak wydarzy.
    – Ale co? – zapytała Noely.
    Jak się później okazało, wydarzenia potoczyły się w sposób równie nieoczekiwany, co tragiczny.
    Przez kilka miesięcy cała czwórka żyła bardzo oszczędnie ze skromnej renty pani Wakefield, nieustannie radząc nad sposobami zdobycia jakichś pieniędzy.
    Caroline musiała sprzedać futra i wszystkie przedmioty przedstawiające jakąkolwiek wartość, żeby zdobyć pieniądze na opłacenie powrotnej podróży do Anglii. Kiedy przybyła z córką do domu pani Wakefield, miała przy sobie zaledwie parę funtów.
    Wszystkie zdawały sobie sprawę, że nie mogą tak żyć bez końca.
    Któregoś dnia Caroline otrzymała list. Kiedy go przeczytała, krzyknęła z radości.
    – Nareszcie dobra wiadomość! Cudowne wieści, Averil.
    – Cóż się stało? – zapytała pani Wakefield.
    – To od przyjaciela, bardzo dobrego przyjaciela.
    Nazywa się Leon Rothman. Jutro przybywa do Anglii i chce się ze mną zobaczyć.
    Spojrzała na córkę.
    – Kochanie, pamiętasz, że w dniu naszego wyjazdu z Neapolu zatrzymałam się koło jego willi i zostawiłam list, w którym informowałam go, że wyjeżdżamy do Anglii i mamy nadzieję się tutaj zatrzymać?
    Kiedy Caroline opowiadała o swoim przyjacielu, w jej głosie pojawiła się osobliwa nuta.
    – Był wtedy w Afryce, tak więc mój list przeczytał dopiero przed tygodniem, kiedy wrócił do Neapolu. Natychmiast ruszył w drogę moim śladem. Teraz wszystko się odmieni.
    – Czy to oznacza – pytała pani Wakefield że zamierzasz poślubić tego dżentelmena, Caroline?
    Caroline spojrzała na nią zaskoczona i powiedziała:
    – Poślubić go? Ależ to niemożliwe.
    On już jest żonaty. Ale jest bogaty, bardzo bogaty. I zawsze był bardzo oddanym… przyjacielem.
    W chwili ciszy przed słowem „przyjaciel” było więcej treści, niż Caroline zawarła w całym zdaniu. Noella nie zrozumiała tego niuansu, ale nie uszło to uwagi jej matki, która przyglądała się kuzynce z dezaprobatą. Wstała od stołu i zanim wyszła z pokoju, powiedziała:
    – Mam nadzieję, że nie spotka cię zawód, Caroline.
    Następnego ranka Caroline i Noely wyruszyły wynajętym powozem do Worcester, gdzie w najlepszym hotelu czekał na nie Rothman.
    – Z pewnością zechce nas natychmiast zabrać do Londynu – mówiła z przekonaniem Caroline – kiedy dojedziemy na miejsce, przyślemy po resztę naszych bagaży, choć jestem pewna, że Leon kupi nam wszystko, czego będziemy potrzebowały.
    Zabrały ze sobą tylko tyle rzeczy, żeby im wystarczyło na dwie, trzy noce.
    Ich podniecenie tak się udzieliło Noelli, że upłynęła dłuższa chwila od wyjazdu Caroline i jej córki, zanim uświadomiła sobie, że jej matka odnosi się do całej historii z dezaprobatą.
    Wróciły do bawialni i pani Wakefield rzekła niespodziewanie:
    – Najdroższa, byłabym tak szczęśliwa, gdybyś i ty miała okazję poznać takich ludzi, jakich ja znałam w młodości.
    – Jakich?
    – Damy i dżentelmenów, prowadzących przyzwoity tryb życia – odpowiedziała ostro.
    Wzięła córkę za rękę i usiadły razem na sofie.
    – Posłuchaj, Noello, masz już prawie osiemnaście lat i jesteś dość inteligentna, żeby zrozumieć, że niektórzy postępują dziwnie, może źle. Ale to ich sprawa. Obiecaj mi, że ty zawsze będziesz próbowała robić w życiu to, co jest słuszne i dobre.
    – Ależ oczywiście, mamo.
    Matka wypowiedziała te słowa z taką powagą, że po chwili Noella domyśliła się.
    – To twoja kuzynka Caroline wytrąciła cię z równowagi, prawda? Ale dlaczego? Myślisz, że źle robi, okazując tak wielką radość ze spotkania z tym panem?
    Przez chwilę myślała, że mama pozostawi jej pytanie bez odpowiedzi. Ta jednak rzekła:
    – Kocham Caroline od najmłodszych lat, ale chcę, żebyś ty, kochanie, zrozumiała, że popełniła błąd, opuszczając męża i uciekając z mężczyzną, którego nie mogła poślubić.
    Zamilkła na chwilę, jakby ważąc słowa, po czym ciągnęła dalej:
    – Źle uczyniła też, spotykając się z tym jakimś panem Rothmanem, i oczekując opieki od żonatego mężczyzny, który ma własną rodzinę.
    – Rozumiem, co chcesz powiedzieć, mamo.
    – Miłość to bardzo dziwne uczucie – kontynuowała matka. Kiedyś zrozumiesz, że gdy jest się zakochanym, wszystko widzi się z innej perspektywy i wydaje się, że nic nie ma znaczenia, oprócz siły i blasku własnych uczuć.
    Wciągnęła głęboko powietrze, zanim ze spokojem zaczęła mówić dalej.
    – Ale miłość dana jest nam przez Boga i jeśli ją zdradzimy, jeśli uczynimy źle, wtedy zbezcześcimy coś doskonałego, boskiego w swojej istocie.
    Słowa te zaskoczyły Noellę, więc jej matka pochyliła się, by ją ucałować.
    – Modlę się z całego serca, byś kiedyś zakochała się w mężczyźnie tak wspaniałym i szlachetnym jak twój ojciec. Wtedy zrozumiesz, że miłość, która łamie boskie prawa, hańbi tych, którzy się na nią godzą.
    Powiedziawszy to, pani Wakefield podniosła się z sofy i wyszła z pokoju, żeby ukryć przed córką łzy.
    Po jej wyjściu Noella głęboko zastanawiała się nad znaczeniem jej słów.
    Nie mogła odpędzić od siebie myśli o niesprawiedliwości losu, który zrządził, że Noely żyła w nędzy pozbawiona wszystkich przywilejów, do których miała prawo jako córka swojego ojca.
    – Być może kiedyś hrabia przebaczy kuzynce Caroline – pomyślała Noella z optymizmem – wtedy Noely będzie mogła być sobą i żyć w dostatku, do którego tęskni.
    Ona sama zawsze żyła skromnie i nie marzyła o fortunie.
    Ale wtedy nie wiedziała jeszcze, jakie nieszczęście ją czeka ani jak przeznaczenie odmieni jej życie.
    Trzy dni po wyjeździe Caroline i Noely powróciły.
    Kiedy tylko Noella powitała je u progu, od razu spostrzegła, że stało się coś strasznego.
    Weszły do domu bardzo blade i zdenerwowane.
    Caroline opadła na sofę bez sił, jakby nogi odmówiły jej posłuszeństwa, i powiedziała do pani Wakefield:
    – Trudno mi o tym mówić – sama nie mogę w to uwierzyć – ale Leon Rothman nie żyje.
    – Nie żyje? – wykrzyknęła pani Wakefield.
    – Zmarł dzisiaj wczesnym rankiem. Zaraz potem zabrałam Noely i wyjechałyśmy stamtąd.
    – Ale dlaczego? Co się stało?
    – Zaraził się jakąś chorobą w Afryce i po przyjeździe do Neapolu powinien pójść do szpitala. Lecz kiedy przeczytał mój list, postanowił natychmiast przybyć mi z pomocą.
    Caroline Fairburn mówiła z wysiłkiem, z trudem panując nad łamiącym się głosem.
    – W drodze do Anglii miał wysoką gorączkę i jakaś okropna trucizna opanowała całe jego ciało.
    Szlochając ciągnęła dalej:
    – Kiedy dotarłyśmy do hotelu, jego sługa opowiedział nam o chorobie i o tym, że wezwany przezeń miejscowy lekarz nie miał pojęcia, jak leczyć jego pana.
    Caroline opowiadała ze łzami w oczach.
    – Zmagał się z chorobą. Walczył o życie z taką samą determinacją, jaką wykazywał w interesach. Ale umarł. Odjechałyśmy stamtąd z poczuciem winy. Nic jednak nie mogłyśmy już dla niego zrobić.
    Caroline wybuchnęła płaczem. Pani Wakefield objęła ją.
    – Tak mi przykro, tak mi przykro – szeptała.
    – Averil, co ja teraz pocznę? To była moja ostatnia nadzieja. Chciałabym też umrzeć.
    Pani Wakefield próbowała ją pocieszać. Po jakimś czasie zaprowadziła wyczerpaną Caroline do sypialni.
    Następnego ranka okazało się, że Caroline i jej córka zaraziły się chorobą, na którą zmarł Leon Rothman.
    Lekarz był bezsilny. Zalecił jedynie chorym, żeby pozostały w łóżkach. Przepisał jakieś lekarstwo, które wyglądem i skutecznością przypominało farbowaną wodę.
    Matka stanowczo zabroniła Noelli zbliżać się do chorych i sama opiekowała się Caroline i jej córką. Noella protestowała, ale pani Wakefield powiedziała:
    – Masz się trzymać z daleka od ich pokoju. Pomóż niani w kuchni gotować i przynosić jedzenie na górę, ale jeśli się zbliżysz do którejś z nich, będę się bardzo gniewała.
    – Zrobię, co mi każesz, mamo, ale proszę, żebyś się nie przemęczała.
    Później doszła do wniosku, że to właśnie w wyniku przemęczenia jej matka, osoba i tak nie najlepszego zdrowia, zaraziła się tą samą chorobą.
    Caroline i jej córka zmarły tego samego dnia, w odstępie kilku godzin. Pani Wakefield umarła, jeszcze zanim ich ciała zostały zabrane z domu.
    Początkowo Noella miała wrażenie, że wszystko to jest złym snem, z którego zaraz się zbudzi.
    Po pogrzebie matki Noella została sama z nianią w pustym domu i bez pieniędzy.
    Ich życie stawało się trudniejsze z każdym dniem.

ROZDZIAŁ 2

    Muszę zdobyć jakieś pieniądze – powiedziała Noella do siebie.
    Postanowiła przejść się jeszcze raz po domu, ale tylko utwierdziła się w przekonaniu, że sprzedała już wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość.
    Któregoś dnia niania powiedziała, że powinny coś zrobić z odzieżą Caroline i jej córki.
    Noella zgodziła się po chwili wahania.
    – Te rzeczy są z pewnością zakażone – powiedziała.
    – Myślę, że niczego już na nich nie ma.
    Przecież wydezynfekowałyśmy sypialnię. Na wszelki wypadek wywieszę jeszcze wszystko na dwór.
    Pokoje, w których zmarły Caroline i Noely, zostały wydezynfekowane na polecenie lekarza. W sypialni rozłożono substancję, którą podpalono i zamknięto drzwi pokoju. Duszący dym rozszedł się po całym domu.
    Otworzyły resztę okien i drzwi, ale zapach śmierci wdarł się w każdy kąt budynku. Prześladował Noellę tak uporczywie, że w tamtych dniach większość czasu spędzała na dworze.
    Niania wyjęła z szaf ubrania Caroline i jej córki. Rozwiesiła je na trzy dni na sznurach w ogrodzie.
    Noella sprzedała je kilka dni później wędrownemu handlarzowi, który zajeżdżał w te okolice raz na tydzień.
    Zawsze był gotów kupić wszystko, na czym mógł zrobić interes.
    Zostawiła sobie kilka sukien wieczorowych, chociaż były zbyt wytworne i wydekoltowane dla przyzwoitej angielskiej dziewczyny.
    Dlatego wisiały ciągle w pokoju, w którym mieszkała Caroline.
    Handlarz zabrał także resztki garderoby, która została po pani Wakefield.
    Pozbycie się ich sprawiło Noelli ból, ale czuła, że jedzenie było wtedy ważniejsze niż stroje.
    Nie tylko o siebie musiała się przecież troszczyć.
    Była jeszcze prawie sześćdziesięcioletnia niania, która opiekowała się Noellą od najwcześniejszego dzieciństwa.
    Był też Hawkins, były ordynans ojca. Kiedy pan Wakefield przeszedł na emeryturę, Hawkins opuścił pułk, by dalej mu służyć.
    Oficjalnie został zatrudniony do opieki nad końmi, ale szybko stał się uniwersalnym sługą, gotowym zrobić wszystko, czego się od niego wymagało.
    Często myślała o tym, że to dzięki Hawkinsowi ona i niania jeszcze żyły.
    W ostatnich miesiącach żywili się królikami, które Hawkins łapał w sidła w lasku za ogrodem, i drobnymi rybami, które łowił w strumieniu.
    Do gwiazdki jedli ziemniaki, które Hawkins posadził i przechował w starej szopie. Jednak przed Nowym Rokiem ich sytuacja była rozpaczliwa.
    Bywały dni, kiedy musieli przeżyć tylko na czerstwym chlebie, który piekarz sprzedawał im za jednego czy dwa pensy, bo nikt inny i tak by go nie kupił.
    Hawkins nie był już młody. Zbliżał się do siedemdziesiątki.
    Noella zauważyła, że wygląda na starszego, niż był w rzeczywistości, ponieważ był niedożywiony.
    Podobnie było z nianią.
    Choć nigdy nie powiedzieli tego głośno, Noella wiedziała, że oboje bardzo się bali, iż przyjdzie im dokonać żywota w przytułku.
    – Nie dopuszczę do tego, choćbym nie wiem co miała zrobić – powtarzała sobie w myślach, choć nie przychodził jej do głowy żaden pomysł na wyjście z tych kłopotów.
    Postanowiła sprzedać dom. Jak jednak znaleźć chętnego na położony na odludziu, zaniedbany budynek? Czasami wydawało się jej, że dach runie im na głowy i ów dom stanie się ich grobem.
    – Muszę coś zrobić – powiedziała na głos.
    Podeszła do okna. Znów ogarnęło ją przerażenie.
    Zaczęła się modlić. Już nie tylko do Boga, ale do zmarłej matki.
    Nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi.
    Niania zapewne niczego nie słyszała. Noella postanowiła sama otworzyć przybyszowi.
    Z przykrością pomyślała, że za chwilę znów będzie musiała odbyć rozmowę z kimś, kto przychodzi ze wsi, żeby domagać się uregulowania zaległych rachunków. Znów czeka ją upokarzające tłumaczenie, że nie ma ani grosza.
    Zdenerwowana, niepewna otworzyła drzwi.
    Ku jej ogromnemu zdumieniu ujrzała eleganckiego, modnie ubranego mężczyznę.
    Przed domem stał powóz, do którego zaprzężone były dwa rasowe konie. Na jego tyle stał służący, a z przodu siedział woźnica.
    Spojrzała na przybysza, potem znów na powóz i znów na nieznajomego, który powiedział:
    – Chciałbym rozmawiać z Noellą Raven.
    Jestem jej kuzynem.
    Zaskoczona spojrzała na niego. Zanim zdołała cokolwiek powiedzieć, nieznajomy znów się odezwał:
    – To zapewne pani. Nazywam się Jasper Raven – powiedział, zdejmując kapelusz z głowy.
    – Nie. To nie ja, ale proszę wejść do środka. Wszystko panu wytłumaczę – odrzekła szybko.
    – Oczywiście – powiedział przybysz.
    Wszedł za Noellą do domu. Zauważyła, że szukał miejsca, w którym mógłby zostawić kapelusz. Sprzedała stół i dwa ładne dębowe krzesła. Korytarz był teraz zupełnie pusty.
    Nic nie powiedziała. Poprowadziła gościa do bawialni. Zauważyła, że przybysz uniósł brwi ze zdziwienia, kiedy ujrzał opustoszały pokój. Nie usiadł jednak, zanim nie usłyszał zaproszenia Noelli. Z wahaniem skorzystał z fotela. Kapelusz położył obok, na podłodze.
    Noella siadła na sofie naprzeciwko niego.
    – Niestety… muszę panu przekazać złe wieści – powiedziała.
    – Złe wieści? – powtórzył Raven wzburzonym głosem.
    – Noella i jej matka… nie żyją.
    – Nie żyją? To nie do wiary! – wykrzyknął Raven.
    – A jednak to prawda. Zaraziły się chorobą, którą ich przyjaciel przywlókł z Afryki. Zmarły mimo wysiłków lekarza i mojej matki.
    Przybysz się nie odzywał.
    – Mm… mmoja mama… zaraziła się od nich… i również zmarła.
    – Bardzo mi przykro – odezwał się Raven.
    – Rozumiem, co pani przeżyła.
    – Wciąż trudno mi w to wszystko uwierzyć.
    Zauważyła, że Raven zmarszczył twarz, kiedy jej słuchał. Przyjrzała mu się bliżej i stwierdziła, że wcale nie był taki młody, jak jej się zrazu wydał. Mógł mieć trzydzieści pięć lat. Mimo wysokiego wzrostu i szczupłej sylwetki nie był przystojny. W jego twarzy było coś nieprzyjemnego.
    Noella nie mogła oprzeć się ciekawości i zapytała:
    – Powiedział pan, że jest krewnym Noelli.
    – Tak. Jak już powiedziałem, nazywam się Raven. Jestem kuzynem hrabiego Ravensdale.
    – Noely oczekiwała wiadomości od ojca zaczęła Noella.
    – Niemożliwe, przecież on nie żyje.
    – Powiedziała, że napisała do niego z Wenecji.
    Nie wiedziała jednak, dlaczego ojciec nie odpowiedział na jej list.
    – Z prostego powodu. Hrabia był ciężko chory. Dopiero jego syn, który wrócił z zagranicy po śmierci ojca, zajął się zaległą korespondencją.
    – Szkoda, że Noely o tym nie wiedziała powiedziała cicho.
    – Cóż. Teraz już za późno – w głosie Ravena zabrzmiała irytacja raczej niż współczucie czy żal. – Moja podróż po Europie okazała się zupełną stratą czasu.
    Noella odezwała się uspokajająco:
    – Tak mi przykro. Jestem jednak pewna, że gdyby Noely żyła, byłaby niezwykle szczęśliwa ze spotkania z krewnym ze strony Ravenów.
    – Niewiele mi to daje – ostro powiedział przybysz.
    Na twarzy Noelli odmalowało się zaskoczenie.
    Mężczyzna widać potrzebował kogoś, komu mógłby się zwierzyć z trapiących go spraw, bo odezwał się w te słowa:
    – Śmierć panny Noelli jest moją osobistą tragedią.
    – Ale dlaczego?
    – Jej brat, obecnie już hrabia, polecił mi ją znaleźć. Gdyby moja misja powiodła się miałem otrzymać nagrodę. Hrabia pragnął, żeby panna Noella zamieszkała w jego domu.
    – Gdyby o tym wiedziała – powiedziała ze smutkiem. Po chwili jednak ciekawość kazała jej zadać kolejne pytanie:
    – Jaki jest hrabia? Kuzynka Caroline nie opowiadała o nim zbyt wiele.
    – Kuzynka Caroline? – powtórzył Raven. -
    Czyżby pani również była z nami spokrewniona?
    – Nie z Ravenami – odparła Noella – ale Caroline, o której powinnam chyba mówić hrabina, była kuzynką mojej matki, a także jej najlepszą przyjaciółką.
    Zauważyła, że Raven słuchał jej słów z uwagą.
    – Kiedy umarł kapitan D'Arcy Fairburn, kuzynka Caroline i Noely wróciły do Anglii.
    Zamieszkały u nas. Były bardzo biedne. Byłoby cudownie, gdyby wtedy hrabia mógł im pomóc.
    – Właśnie dlatego chciał je znaleźć – powiedział Raven. – Co więcej, obiecał mi hojną nagrodę za odnalezienie jego siostry.
    – Nie wygląda pan na człowieka w potrzebie – powiedziała Noella.
    Raven roześmiał się i rzekł:
    – Pozory mylą.
    Zapewniam panią, że moja sytuacja finansowa jest opłakana. – Nagle zmienił ton, jakby mitygując się, i powiedział:
    – Proszę mi wybaczyć tę niegrzeczność, ale jeszcze nie zapytałem pani o jej imię.
    – Zapewne zdziwi to pana, ale na imię mam również Noella. Kiedy się okazało, że zarówno moja matka, jak i kuzynka Caroline oczekują rozwiązania na Boże Narodzenie, postanowiły nadać swoim dzieciom takie same imiona. Noel dla chłopca, Noella. dla dziewczynki.
    – Domyślam się, że ten pomysł mógł wszystkim nieco skomplikować życie- zauważył Raven.
    – Mógłby, gdybyśmy utrzymywały bliskie kontakty – zgodziła się Noella. – Ale po raz pierwszy spotkałyśmy się rok temu i wtedy okazało się, jak bardzo byłyśmy do siebie podobne.
    – Oczywiście, ma pani przecież włosy tego samego koloru co ona – powiedział Raven takim głosem, jakby dopiero teraz to sobie uświadomił.
    Noella uśmiechnęła się i wyjaśniła swojemu rozmówcy:
    – Mama zawsze mówiła mi, że to dziedzictwo po przodku pochodzącym ze Szwecji.
    Zauważyła, że Raven przygląda się jej badawczo.
    Poczuła się niezręcznie. Ten zaś sięgnął do kieszeni płaszcza i wyjął z niej małe skórzane etui. Otworzył je. Wewnątrz był miniaturowy portret. Wręczył etui Noelli. Ujrzała twarz rocznego dziecka o złotych włosach i ciemnoniebieskich oczach. Nie miała najmniejszych wątpliwości. To była Noely.
    – Nawet kiedy dorosła, wyglądała zupełnie tak samo – powiedziała urzeczona odkryciem Noella.
    – Ten portret mógłby uchodzić za pani podobiznę z dzieciństwa – zauważył Raven.
    Noella z uśmiechem oddała mu etui i powiedziała:
    – Tak mi przykro, że nie mogę pana… niczym ugościć… obawiam się, że nic nie mam w domu.
    Po chwili milczenia Raven zapytał:
    – Jak to się stało, że jest pani tak biedna?
    – Po śmierci matki straciłam rentę ojca powiedziała.
    – Jak pan widzi nie zostało mi już nic, co mogłabym… sprzedać.
    Ubóstwo tego domu było tak oczywiste, że mówiła o nim bez oporów i zakłopotania.
    Pomyślała, że gdyby Noely na czas otrzymała pomoc od brata, z pewnością nie opuściłaby jej w potrzebie.
    Raven podniósł się nieoczekiwanie z fotela, przemierzył pokój i przystanął, wpatrując się w zaniedbany ogród.
    – Kto tu jeszcze mieszka? – zapytał.
    – Moja niania i ordynans ojca, mieszkający z nami od dnia, w którym tata przeszedł na emeryturę i kupił ten dom.
    – Z pewnością ma pani jakichś przyjaciół w okolicy.
    – Nie mamy zbyt wielu sąsiadów. A nieliczni mieszkańcy tych stron sami nie są zbyt majętni.
    Noella pomyślała, że chodzenie po prośbie do sąsiadów byłoby zbyt wielkim upokorzeniem.
    Po śmierci matki zapomnieli o istnieniu Noelli. W większości byli to zresztą ludzie w podeszłym wieku. Ich dzieci wyprowadziły się z tego odludzia do Londynu albo w inne bardziej interesujące okolice.
    Tak więc sąsiedzi nie zapraszali jej do siebie, a ona była zbyt nieśmiała albo dumna, żeby szukać u nich wsparcia.
    Raven odwrócił się od okna. Podszedł do zajmowanego wcześniej fotela i znów w nim usiadł.
    – Ciągle nie znam pani nazwiska – powiedział.
    – Przepraszam. Powinnam się przedstawić, kiedy pan przybył. Nazywam się Wakefield, Noella Wakefield.
    – Proszę mnie posłuchać, panno Wakefield.
    Mam propozycję, która może być dla pani bardzo korzystna.
    Mówił powoli i z namysłem. Wydawał się ważyć w myślach każde słowo. Noella zaś wpatrywała się weń szeroko otwartymi oczami.
    Wiedziała, że zamierza jej powiedzieć coś niezwykle ważnego, choć nie miała pojęcia, do czego Raven zmierza.
    – Przed dwoma miesiącami – zaczął Raven – odwiedziłem kuzyna, hrabiego Ravensdale.
    Chciałem go zapoznać z pewnym wynalazkiem.
    – Wynalazkiem?
    – Chodziło o teleskop, urządzenie nowocześniejsze niż używane obecnie w marynarce.
    Uważałem, że produkcja i sprzedaż tego wynalazku może być szalenie opłacalna.
    – Bardzo interesujące – powiedziała Noella.
    – Zamierzałem poprosić kuzyna o pomoc w finansowaniu przedsięwzięcia, ale jak zwykle odniósł się do projektu bez entuzjazmu.
    – Dlaczego?
    – Bo ma taki sam trudny charakter jak jego ojciec – uciął Raven.
    – Mama była zdania, że mąż kuzynki Caroline był bardzo despotyczny i budził postrach – zauważyła Noella. – To smutne, że brat Noely się w niego wdał.
    – Wielu ludzi czuje się onieśmielonych w jego towarzystwie. Ja zaś uważam, że jest po prostu skąpy.
    – Dlatego że odmówił finansowania pańskiego wynalazku?
    – Mam przyjaciela, który jest ekspertem w tej dziedzinie – odpowiedział Raven. -Zapewnił mnie, że to iście rewolucyjny projekt, dużo nowocześniejszy od sprzętu, którego używa się obecnie.
    Noella zastanawiała się, co to miało wspólnego z Noely. Raven, jakby czytając w jej myślach, przystąpił do wyjaśnień.
    – Po wielu kłótniach hrabia powiedział, że skoro mogę skonstruować teleskop, dzięki któremu będzie można widzieć dalej niż kiedykolwiek przedtem, powinienem potrafić odnaleźć jego siostrę, o której nie miał żadnych wieści poza jednym listem do ojca.
    – Teraz rozumiem! – wykrzyknęła Noella. -
    Musi pan być bardzo sprytny, skoro trafił pan aż tutaj.
    – Najpierw pojechałem do Wenecji, skąd został wysłany list. Po przepytaniu niezliczonej ilości ludzi, którzy znali kapitana Fairburna w czasie, kiedy tam mieszkał, pojechałem w ślad za Noely i jej matką do Neapolu.
    – To właśnie stamtąd kuzynka Caroline i Noely przyjechały tutaj – zauważyła Noella.
    – Tak właśnie sądziłem – powiedział Raven.
    – Ale okazuje się, że cała moja podróż poszła na marne.
    – Bardzo mi przykro! – wykrzyknęła Noella.
    – Niestety, nic na to nie można poradzić.
    – Prawdę mówiąc, jest jedna możliwość stwierdził Raven ze spokojem.
    Noella spojrzała na niego zaskoczona, kiedy powiedział:
    – Twierdzi pani, że jest bardzo podobna do swojej kuzynki.
    – Podobieństwo jest tak duże, że można by nas wziąć za bliźniaczki.
    Raven pochylił się w fotelu do przodu.
    – Mam dla pani propozycję.
    – Propozycję?
    – Widzę, panno Wakefield, że rozpaczliwie potrzebuje pani pieniędzy.
    – Wyobrażam sobie, że trudno byłoby to ukryć – odpowiedziała Noella. – Jak pan widzi… nie zostało mi już nic… co mogłabym sprzedać.
    – Zauważyłem to, jak również fakt, że jest pani dużo szczuplejsza niż powinna.
    Raven obrzucił ją krótkim spojrzeniem i Noella poczuła, że się rumieni.
    Pomyślała, że jest zbyt impertynencki, więc odrzekła:
    – Jakoś sobie poradzimy. Jest mi tylko przykro, panie Raven, że pańska podróż na nic się nie zdała.
    Wstała z fotela, lecz ku jej zaskoczeniu, Raven nie zbierał się do wyjścia.
    Patrzył, jak słońce odbijało się w jej włosach.
    Wyglądało to, jakby jej szczupłą, wyrazistą twarz otaczała aureola światła.
    – Niech pani siada – powiedział ostro.
    Tak ją to zaskoczyło, że go posłuchała.
    – A teraz niech pani słucha i spróbuje zrozumieć, co do niej mówię.
    Noella spojrzała na niego, a on ciągnął dalej:
    – Hrabia Ravensdale postanowił wyrwać swoją siostrę ze świata, w jakim, jak sądzi, żyje ona wraz ze swą matką i kapitanem D'Arcy Fairburnem.
    Noella słuchała go z niejakim zdziwieniem w oczach.
    – Obiecałem hrabiemu, że odnajdę tę dziewczynę, ale niestety, nie ma jej już wśród żywych.
    Myślę jednak, że bogowie byli dla mnie łaskawi i zesłali mi zastępstwo.
    Mówiąc to wykrzywił usta. Kiedy zaś uświadomił sobie, że Noella go nie zrozumiała, powiedział:
    – Proponuję, żeby zastąpiła pani swoją kuzynkę.
    Noella patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami.
    – Nie rozumiem…
    – Myślę, że już tak – sprostował Raven. -
    Widziała pani tę miniaturę i na pewno wie, że trudno byłoby komukolwiek zaprzeczyć, iż to pani jest na fotografii.
    – Co chce pan powiedzieć? – zapytała Noella.
    – Proszę zrozumieć – rzucił ostro Raven.
    Hrabia Ravensdale chce, abym przywiózł mu siostrę. Mam dwa wyjścia:
    mogę wrócić do niego i powiadomić go, że ona nie żyje i w związku z tym nie ma szans się z nią zobaczyć.
    Przerwał i uśmiechnął się, zanim powrócił do wyjaśnień.
    – Albo mogę wrócić z kimś, kto, jak sama pani powiedziała, jest podobny do siostry hrabiego tak bardzo, że mógłby być jej bliźniaczką.
    – Sugeruje pan że powinnam… udawać…
    Noely?! – wykrzyknęła Noella.
    – Nie tylko to sugeruję – powiedział Raven – ale mówię pani, że byłaby pani wyjątkowo głupia, gdyby na to nie przystała.
    – Nie… oczywiście, że nie… jak mogłabym… zrobić coś takiego? – oburzyła się Noella.
    Raven wstał z fotela.
    – W takim razie odbyłem tę podróż na próżno i mogę jedynie mieć nadzieję, panno Wakefield, że miło będzie pani zagłodzić się na śmierć, bo jest pani na najlepszej do tego drodze.
    Raven wziął kapelusz i ruszył w kierunku drzwi. Dopiero gdy do nich dotarł, Noella powiedziała, jakby do samej siebie:
    – Jak mogłabym zrobić coś takiego? Byłoby to oszukańcze i… złe.
    – Dla kogo? – zapytał Raven. – Dla pani?
    Dla pani służących, którzy prawdopodobnie są tak samo wychudzeni i wygłodzeni jak pani?
    Na wzmiankę o służących Noelli przeszła przez głowę myśl. że przecież nie może z premedytacją pozwolić niani i Hawkinsowi umrzeć z głodu.
    Na pewno nie powinna, jeśli tylko było jakieś wyjście. Tego ranka niania zrobiła Noelli na śniadanie grzankę z czerstwego chleba i dodała doń maleńką porcję ryby, którą Hawkins złowił wczoraj, po czym rzekła:
    – To wszystko co mamy i kiedy będziesz dziękować Bogu za jego skromne dary, możesz zaznaczyć, że w istocie są bardzo skromne.
    Noella spojrzała na talerz ze śniadaniem, a niania dodała:
    – Nie mamy nic do picia prócz wody. Herbata skończyła się przed dwoma dniami, a ja wolałabym być już w grobie, niż zaczynać dzień bez filiżanki herbaty.
    Wyszła z pokoju, zanim Noella zdążyła cokolwiek odpowiedzieć.
    Wiedziała, że brak herbaty był dla niani najgorszym niedostatkiem.
    Była pewna, że Hawkins miał podobne odczucia.
    Zjadłszy swą głodową porcję ryby z grzanką bez masła, pomyślała, że nie mogą tak dalej żyć.
    W przeciwnym razie wkrótce, jak mawiała niania, „skończą w grobach”.
    Kiedy teraz patrzyła na Ravena, myślała że gdyby przyjęła jego propozycję, uratowałaby nie tylko siebie, lecz także nianię i Hawkinsa.
    Myśląc o nich przeleżała bezsennie pół ubiegłej nocy. Byli wobec niej bardzo lojalni i żadne z nich nie poskarżyło się ani razu, że od śmierci matki Noelli nie otrzymywali pensji.
    Z właściwym sobie stoickim spokojem wierzyli, że „coś się wydarzy”, choć nie mieli pojęcia, co to by mogło być.
    Oto była odpowiedź i Noella poprosiła drżącym głosem:
    – Mógłby mi pan trochę dokładniej wyjaśnić, czego pan… ode mnie oczekuje?
    Przez twarz Jaspera Ravena przemknął ledwie dostrzegalny uśmiech, kiedy powoli powrócił do fotela i ponownie w nim usiadł.
    – To dość proste – powiedział cicho. – Ta choroba, o której pani wspomniała, panno Wakefield, zabiła Caroline, hrabinę Ravensdale, i jej wspaniałego przyjaciela, z którym żyła.
    Przerwał na chwilę, zanim podjął wątek.
    – Kiedy przybyłem, pani była w rozpaczy i zastanawiała się właśnie, co ze sobą począć.
    – Ale na pewno… gdybym… podała się za Noely, hrabia zacząłby coś podejrzewać?
    – Jakie miałby powody do podejrzeń? zapytał Raven. – Nie widział swojej siostry od czasu, gdy miała dwa lata, a kiedy jego matka uciekła, sam miał zaledwie jedenaście lat.
    – Ale… – zaczęła Noella.
    – Nie ma żadnego „ale” – przerwał Raven.
    – Nikt nie będzie oczekiwał od pani więcej wiadomości o rodzime niż pani posiada, skoro matka nie mówiła nic o życiu, jakie wiodła, zanim zdecydowała się uciec z D'Arcy Fairburnem i, żeby posłużyć s słowami pani krewnych, „żyć z nim w grzechu”.
    – Rozumiem, że byli tym… bardzo zaszokowani – wyszeptała Noella.
    Przypomniała sobie, jak sama się czuła, kiedy matka po raz pierwszy opowiadała historię Caroline.
    – Jest mało prawdopodobne, by ktoś chciał rozmawiać z panią na ten temat – rzekł Raven.
    – Teraz proponuję, byśmy jak najszybciej wyruszyli w drogę do Yorkshire, gdzie brat oczekuje pani.
    Noella krzyknęła leciutko:
    – Nie mogę tak po prostu… wyjechać!
    – Dlaczegóż by nie?- zapytał. Nie wierzę, że zostawia tu pani cokolwiek ważnego.
    Noella rozejrzała się dokoła oszołomiona.
    Potem powiedziała:
    – Rozumie pan, że muszę zabrać ze sobą nianię i Hawkinsa?
    – Wielkie nieba, to doprawdy zbyteczne powiedział Raven. – Dam im trochę pieniędzy i znajdą sobie inne posady.
    – Nie, nie! Oczywiście że nie! – wykrzyknęła Noella. – Muszę ich zabrać albo nie pojadę wcale.
    – To niemożliwe – oznajmił Raven – trzeba by było ich wtajemniczyć.
    – Mam do nich pełne zaufanie.
    Zorientowała się, że niełatwo go będzie przekonać i dodała:
    – Niania opiekuje się mną od urodzenia, a Hawkins był ordynansem ojca w jego pułku.
    Krzyknęła lekko, po czym oznajmiła:
    – Byli tacy wierni, tacy wspaniali. Albo pojadą ze mną, albo będę musiała zostać.
    Mówiła tak stanowczo, że Raven musiał ustąpić.
    Raz jeszcze wstał i przemierzył pokój, by wyjrzeć przez okno, jakby próbował sobie coś przemyśleć. Potem oznajmił:
    – No dobrze, zgoda. Lecz jeśli zdradzą panią i hrabia wyrzuci was do rynsztoka, stanie się tak całkowicie z pani winy.
    Noella zrozumiała, że zwyciężyła i powiedziała:
    – Myślę, że skoro nie możemy poczęstować pana obiadem, powinien pan udać się do zajazdu, który jest przy drodze o jakieś dwie, trzy mile stąd. Kiedy pan wróci, będziemy już spakowani i gotowi do drogi.
    – Zajazd? Będzie nam potrzebny – ucieszył się Raven.
    Zauważywszy zaskoczenie Noelli wyjaśnił:
    – Chyba nie sądzi pani, że w moim powozie zmieści się tyle osób i do tego z bagażami?
    Obawiając się, że Raven chce ją rozdzielić z nianią i Hawkinsem, Noella powiedziała:
    – Nie rozumiem, dlaczego Hawkins nie miałby siedzieć z woźnicą na koźle, a niania na małej ławce naprzeciw nas. Ta odrobina bagażu, którą mamy, da się z łatwością przywiązać z tyłu.
    Raven myślał nad tym przez chwilę, po czym rzekł:
    – Pożyczyłem ten powóz od przyjaciela. Na podróż do Yorkshire będzie nam potrzebny obszerniejszy i wygodniejszy pojazd.
    W jego głosie dała się wyczuć niechęć, więc Noella zapytała:
    – Jest pan pewien że… to mądra decyzja?
    Nie wolałby pan wyjechać i zapomnieć o mnie?
    – Co? Miałbym stracić szansę na to, żeby pani, nazwijmy go, brat sfinansował mój teleskop?
    Nie, lady Noello, odbędzie pani tę podróż tak, jak sobie pani tego życzy, a ja się zajmę przygotowaniami.
    Nie uszedł jej uwagi fakt, że Raven zwrócił się do niej, nazywając ją lady Noellą.
    Kiedy odprowadzała go do drzwi, wciąż nie wierzyła, że wszystko to dzieje się naprawdę.
    Kiedy Raven odchodził, miała przeczucie, że to żart, który się właśnie kończy.
    Jeśli jednak jej gość miał wrócić, Noella miała bardzo mało czasu. Ruszyła do kuchni.
    Niania gotowała, a Hawkins wszedł do środka z naręczem drewna.
    Tego na szczęście im nie brakowało. Gęsty zagajnik, który rósł przy ogrodzie, dostarczał im dość drewna, żeby ogrzać dom i ugotować to, co udało im się zdobyć do jedzenia.
    Noella siadła przy stole i poprosiła nianię i Hawkinsa o uwagę.
    Była pewna, że kiedy usłyszą, co ma im do powiedzenia, pomyślą, że cała historia jest tworem jej wyobraźni albo snem.
    Przyglądali się jej z niedowierzaniem.
    Kiedy powtórzyła im w szczegółach propozycję Ravena, niania odezwała się w te słowa:
    – Twoja matka, panie świeć nad jej duszą, przewróciłaby się w grobie na samą myśl, że mogłabyś dopuścić się oszustwa.
    – Wiem, nianiu. Wiem, co mama powiedziałaby o tym. Nie sądzę jednak, że mama byłaby zadowolona, gdybyśmy tu zostali bez jedzenia i umarli z głodu.
    Spojrzała na Hawkinsa w nadziei, że ten ją wspomoże. Wydało się jej, że dostrzegła błysk w jego oczach, kiedy się odezwał:
    – Po mojemu to, co panna Noella mówi, nie ukrzywdzi nikogo. Przy okazji może nareszcie się najemy.
    – Prawda jest prawdą, a kłamstwo kłamstwem – odpowiedziała mu ze złością niania.
    – To i ja nie chcę kłamać i mówić, że będę patrzeć, jak panna Noella chudnie coraz bardziej, aż kiedyś wiatr ją nam porwie.
    Noella spojrzała na nianię w milczeniu. Niemal każdego tygodnia zwężały suknie Noelli o kilka centymetrów, a one i tak ciągle były o wiele za luźne.
    – Musisz jedynie wyobrazić sobie – mówiła Noella – że to ja zmarłam, a nie Noely.
    – Chcę powiedzieć, że kłamstwo nie prowadzi do niczego dobrego.
    Niania mówiła ostrym tonem, ale Noella wiedziała, że staruszka musi się z nią zgodzić.
    Nie mieli innego wyjścia.
    – Pan Raven wróci po obiedzie -poinformowała ich. – Proponuję więc szybko się spakować.
    – Najpierw musisz coś zjeść – powiedziała niania. – Ugotowałam zupę na króliku. Był tak mały, że ledwo go było widać, ale lepsze to niż nic.
    – Dobrze, poczekam w jadalni.
    Noella wiele razy przekonywała nianię, żeby pozwoliła jej jadać w kuchni, ale staruszka stanowczo się temu sprzeciwiła:
    – Dopóki ja żyję, będziesz się zachowywała jak dama.
    Noella weszła do opustoszałej jadalni. Były tu dwa proste, drewniane krzesła i prowizorycznie podreperowany stolik, którego nikt nie chciał kupić. Sprzęty te ustawiono na środku pomieszczenia i tu właśnie, zdaniem niani, było miejsce, w którym przystało jadać dobrze wychowanej pannie.
    Na przykrytym czystym obrusem stole leżała serwetka i stała szklanka wody. Po chwili pojawiła się niania z talerzem gorącej zupy i kawałkiem czerstwego chleba, które tego dnia miały stanowić obiad Noelli.
    Kiedy Noella zaczęła jeść, niania powiedziała:
    – Rozmawiałam z Hawkinsem i oboje doszliśmy do wniosku, że lepiej ci będzie bez nas.
    Jakoś tu sobie poradzimy. Najważniejsze, że będziemy mieli dach nad głową.
    Noella wiedziała, że niania i Hawkins ponad wszystko bali się przytułku. Spojrzała na kobietę i pomyślała, że poza tą dwójką starych ludzi nie miała nikogo bliskiego.
    – Jeśli wy tu zostaniecie, ja również się stąd nie ruszę. Powiedziałam już Ravenowi, że bez was nie pojadę do Yorkshire. Nianiu, jesteś dla mnie jak rodzina. Gdziekolwiek pójdę, zawsze będziesz częścią mojego życia. Za nic nie chcę cię utracić.
    Zauważyła łzy w oczach niani, ale jej głos zabrzmiał jak zwykle stanowczo:
    – Dobrze, jeśli tak, będę musiała szybko się spakować powiedziała i wyszła z pokoju.
    Noella prędko dokończyła posiłek i poszła jej śladem.
    Nie miały wielu rzeczy do spakowania. Zaledwie kilka wysłużonych sukienek i dwie szykowne wieczorowe toalety, które należały do Noely.
    Uznała, że na podróż ubierze się w suknię i pelerynę, w których jej matka chodziła do kościoła. Postanowiła zaprezentować się jak najpoważniej. Kiedy jednak spojrzała w pozbawione ram lustro, z którego musiała korzystać po sprzedaży garderoby, powiedziała do niani:
    – Wyglądam jak żebraczka przybywająca do pałacu króla Cophetuy. Jakież to jednak może mieć znaczenie?
    – Miejmy nadzieję, że jego wysokość zabije tłustego cielca, żeby uczcić powrót marnotrawnej córy. – Po tych słowach niani Noella roześmiała się na głos.
    Kiedy Raven wrócił, przywiózł im trochę pasztetu wieprzowego, zakupionego w zajeździe.
    Poprosił, żeby szybko zjedli, ponieważ bardzo zależało mu na szybkim wyjeździe.
    Noella zmusiła się do zjedzenia paru kęsów.
    W przeciwieństwie do niej niania i Hawkins zjedli wszystko, nie pozostawiając ani kawałka.
    Jeszcze zanim skończyli posiłek, Raven krzyczał do nich, żeby się pośpieszyli, bo nie jest w stanie utrzymać koni na wodzy.
    Kiedy wreszcie Hawkins zamknął drzwi i wręczył klucz Noelli, ta czuła się, jakby wszystko to było snem. Wciąż nie wierzyła, że opuszcza dom, w którym się urodziła i spędziła osiemnaście lat. Że odjeżdża w towarzystwie mężczyzny, którego poznała zaledwie kilka godzin wcześniej. Że poda się za Noely, która spoczywa na cmentarzu obok jej matki.
    – To szalony pomysł-powtarzała w myślach.
    Z drugiej strony cała ta historia w jakimś sensie ją zaintrygowała. Od momentu, w którym ujrzała Ravena, jej życie się zmieniło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W każdym razie nie musiała już zaprzątać sobie głowy myślami o tym, skąd wziąć następny posiłek.
    Spojrzała na nianię siedzącą naprzeciwko.
    Noella wiedziała, że jej decyzja może być oceniana jako naganna, ale z drugiej strony była pewna, że ze względu na dobro tych dwojga staruszków nie mogła postąpić inaczej. Czyż mogła skazywać na śmierć głodową tych oddanych jej bezgranicznie ludzi?
    Spojrzała na Hawkinsa, który energicznie wszedł na powóz i usadowił się obok woźnicy.
    Wszystko dlatego, że starzec najadł się nareszcie do syta pożywnej strawy.
    Kiedy spojrzała na nianię, zauważyła, że zwykle blade policzki staruszki nieznacznie się zaróżowiły.
    – Mamo, nawet jeśli popełniam niewybaczalne oszustwo – mówiła w myślach – to przynajmniej ocalę nianię i Hawkinsa.
    Niemal poczuła na sobie spojrzenie uśmiechniętych oczu matki.
    Kiedy ruszyli w drogę, pomyślała z niepokojem, że w postawie Jaspera Ravena jest jakaś cyniczna satysfakcja. Sprawiał wrażenie człowieka, który nadspodziewanie łatwo rozwiązał wszystkie swoje kłopoty.
    – Wszystko się jakoś ułoży – pocieszała się Noella.

ROZDZIAŁ 3

    W drodze do Londynu zatrzymali się na noc w zajeździe, gdzie Raven wynajął najlepsze pokoje i jadalnię, w której spożyli niezbyt wykwintną, ale obfitą kolację. Noella już dawno nie widziała tak suto zastawionego stołu.
    Zanim zasnęła, pomyślała że niania, jakkolwiek nie powiedziała tego głośno, również była zadowolona z pożywnej kolacji i wygodnego łóżka.
    Kiedy następnego dnia wyruszali w drogę, Noella uświadomiła sobie, że niepokój, który odczuwała poprzedniego dnia, gdzieś zniknął.
    Do Londynu dojechali późnym wieczorem, zatrzymując się tylko dwa razy, żeby wymienić konie. Kiedy wjeżdżali do miasta, Jasper powiedział:
    – Zatrzymamy się w domu pani brata przy Park Street. Dom ten był otwarty na krótko w ubiegłym roku. Kiedy go zamykano, zabrano zeń całą służbę poza dwoma osobami.
    Proszę się więc nie obawiać krępujących spotkań.
    – Postaram się… być… dzielna – powiedziała Noella z trudem.
    – Tej dwójce służących powiem oczywiście, że jest pani lady Noellą – powiedział stanowczo Raven – oraz że zamierzamy zjeść kolację w drodze do domu. Kupiłem zresztą nieco jedzenia na ostatnim przystanku.
    Noella podziękowała mu za troskliwość. Pomyślała też, że Raven jest bardzo dobrym organizatorem, co zresztą udowodnił, starannie przygotowując ją do odegrania roli siostry hrabiego. To się jej nie podobało, uświadomiła też sobie, że niezbyt lubi Jaspera Ravena.
    W pierwszej chwili myślała, że ta niechęć wypływa z onieśmielenia jego manierami dżentelmena z wyższych sfer i pewnym siebie sposobem bycia.
    Kiedy jednak głębiej się nad tym zastanowiła, doszła do wniosku, że jej nieprzychylne nastawienie do Ravena ma znacznie głębsze przyczyny. Nie potrafiła ich nazwać. Coś jednak podpowiadało jej, że popełniła błąd, zgadzając się na plan Ravena, żeby odsunąć od niani, Hawkinsa i siebie samej widmo śmierci głodowej.
    Kiedy przybyli do wysokiego, okazałego domu przy Park Street, Raven od progu; ostrym głosem wykrzykiwał polecenia zupełnie zaskoczonym ich przyjazdem dwojgu służącym.
    Sprawnie jednak pościelili łóżka, w czym pomogli Hawkins i niania. Na kategoryczne żądanie niani w pościeli ułożono gorące cegły, żeby usunąć jej ewentualne zawilgocenie.
    Kiedy Noella zmieniła strój podróżny na | prostą muślinową suknię, którą zwykła nosić w domu, czekała już na nią kolacja.
    Postanowiła nie zakładać żadnej z sukien Noely. Wydały się jej zbyt szykowne na cichą kolację z Jasperem Ravenem.
    Obawiała się nieco jego reakcji, ale była zażenowana, kiedy zapytał ją:
    – Czy to twoja najlepsza suknia wieczorowa?
    – Jedyna, jaką mam. Zostały mi jeszcze dwie po Noely, których nie udało mi się sprzedać, ponieważ były zbyt ekstrawaganckie.
    Raven obserwował ją krytycznie. Noella czuła się skrępowana jego spojrzeniem.
    – Zastanawiam się, Noello, czy powinniśmy kupić trochę rzeczy, w których mogłabyś się zaprezentować w zaniku Ravenów, czy też pozwolić ci wystąpić w tym, co masz.
    – Wolałabym to drugie. Jak wiesz, nie stać mnie nawet na zakup chusteczki.
    Mimo pozorów swobody, Noella była bliska płaczu.
    Całodzienna podróż zmęczyła ją. Na domiar złego znów narastał w niej strach przed oszustwem, które zgodziła się popełnić. Miała wrażenie, że będzie musiała stawić czoło czemuś niesłychanie nieprzyjaznemu i złemu.
    Pomyślała, że w jakimś stopniu uczucia te wywołane zostały przez osobliwy klimat domu, w którym się zatrzymali. Był wielki i przytłaczający.
    Po tylu latach spędzonych na wsi Noelli wydawało się, że ten dom pozbawiony jest kolorów. Instynktownie pomyślała, że jego właściciel musi być równie szary i ponury.
    Szybko odepchnęła od siebie te myśli jako absurdalne.
    Nawet jeśli ojciec Noely był despotycznym człowiekiem, to jego syn mógł być zupełnie inny. Noella jechała spotkać się nie z ojcem, ale z „bratem”. Zapewne miło mu będzie poznać „rodzoną siostrę”, która w dodatku jest mniej więcej w jego wieku.
    Usiadła w jadalni, której ściany wyłożone były ciemnym dębem. Wisiały na nich portrety przodków hrabiego. Noella odniosła wrażenie, że wpatrują się w nią z dezaprobatą.
    Niania zapewne pomagała w kuchni. Hawkins zajął się obsługą przy stole.
    Była tak głodna, że jedzenie wydało się jej nadzwyczajnie smaczne. Zdumiała się więc, kiedy po skończonym posiłku Raven powiedział z rozdrażnieniem w głosie:
    – Gdybyśmy się zatrzymali w hotelu, z pewnością zjedlibyśmy lepszą kolację.
    Noella nic nie powiedziała. Po wielu miesiącach głodowania trzydaniowy posiłek był dla niej szczytem marzeń. Powiedziała więc tylko:
    – Kosztowałoby to jednak znacznie drożej.
    – To bez znaczenia – odparł Jasper. – Hrabia zwróci mi z nawiązką każdego pensa, którego wydam w czasie tej podróży.
    Sposób, w jaki powiedział te słowa, zaniepokoił Noellę.
    – Domyślam się, że jutro wyruszamy w drogę wczesnym rankiem. Pozwolisz, że pójdę do sypialni – powiedziała, wstając od stołu.
    – Naturalnie. Ja przejdę się do mojego klubu posłuchać najnowszych plotek.
    – A jeśli nie będzie żadnych plotek? – zapytała Noella z uśmiechem.
    – Byłbym tym niezmiernie zdziwiony.
    Z drugiej strony życie za króla Williama stało się strasznie nudne, zwłaszcza jeśli je porównać z czasami, kiedy na tronie zasiadał jego brat roześmiał się Jasper. – Król Jerzy był wyrafinowanym władcą, uwielbiał towarzystwo pięknych kobiet i miał mnóstwo pełnych galanterii przyjaciół.
    Noella klasnęła w ręce:
    – Proszę, opowiedz mi o tamtych czasach. Tak bardzo jestem ciekawa, jak się wtedy żyło.
    Jasper uśmiechnął się i powiedział:
    – Z pewnością nie usłyszysz ani słowa o tych czasach w Yorkshire. Jutro opowiem ci kilka zabawnych historii, które cię rozweselą i pozwolą łatwiej znieść trudy podróży.
    Później, kiedy Noella się rozebrała i położyła do łóżka, znów uświadomiła sobie, że szczerze się obawia przyjazdu do zamku Ravenów i tego, co tam ją spotka.
    Co się z nią stanie, jeśli nie spodoba się hrabiemu? Co będzie, jeśli hrabia domyśli się, że jest oszukiwany?
    Nie, nie będzie miał żadnych powodów, żeby cokolwiek podejrzewać, uspokajała się Noella.
    Wiedziała jednak, że rozmawiając z nim, będzie musiała się zastanowić nad każdym słowem.
    Te myśli tak ją przytłaczały, że ogarnęła ją nagła chęć, żeby wyskoczyć z łóżka, ubrać się i szybko wrócić do Worcestershire, do skromnego, biednego domu, żeby nie brać udziału w oszustwie, które w istocie jest przestępstwem.
    Z głębin pamięci zabrzmiała przestroga, że karą za nie może być nawet śmierć. Nie miała najmniejszych wątpliwości, że jeśli się poda za siostrę hrabiego, dopuści się przestępstwa, poważnego przestępstwa.
    – Boję się… mamo… boję się – powiedziała w myślach.
    Po chwili jednak zmęczenie wzięło górę nad niepokojem i Noella zapadła w głęboki sen.
    Kiedy się zbudziła, słoneczny poranek i pożywne śniadanie pozwoliły jej zapomnieć o wieczornych lękach.
    Zauważyła też, że niania i Hawkins z przyjemnością popijają herbatę, na którą nie było ich stać w ciągu ostatnich trudnych miesięcy.
    Kiedy przygotowali się do wyjazdu i wyszli przed dom, Noella ujrzała czekający na nich nowy powóz, dwa razy większy od tego, którym podróżowali poprzedniego dnia. Hawkins mógł teraz wygodnie usiąść obok woźnicy.
    Wewnątrz powozu było dość miejsca, żeby Noella, Raven i niania mogli się wygodnie usadowić, nie przeszkadzając sobie nawzajem.
    Noella czuła, że Jasper nie był zadowolony, iż pozwoliła niani podróżować z nimi, ale nie protestował otwarcie. Ta zresztą zachowywała się niezwykle taktownie, odzywając się jedynie wtedy, kiedy ją o coś pytano.
    Kiedy po krótkiej chwili wyjechali z miasta, Noella zamiast rozmawiać z Jasperem, co wcześniej planowała, oddała się podziwianiu widoków. Zanim się spostrzegła, dotarli do Baldock, gdzie zatrzymali się na obiad, po którym wsiedli do powozu zaprzężonego w cztery świeże konie.
    Według słów Jaspera do Yorkshire mieli dojechać w ciągu trzech dni. Kiedy u kresu wędrówki ujrzeli wreszcie nagie wzgórza, zalesione doliny i szerokie rzeki, Noella była bardzo zmęczona.
    Z pewnością ciągłe niedożywienie przez wiele ostatnich miesięcy spowodowało, że mimo młodego wieku Noella wyjątkowo źle znosiła trudy podróży.
    Na jej samopoczucie źle wpływała troska o nianię, która sprawiała wrażenie zupełnie wyczerpanej, choć przespała w powozie znaczną część dnia. Noella zauważyła, że starej kobiecie było bardzo niewygodnie drzemać na wąskiej ławce, toteż oddała jej swoje, znacznie wygodniejsze miejsce.
    – Ułóż się w rogu – zaproponowała i prześpij się. Kiedy odpoczniesz, znów zamienimy się miejscami.
    Noella oczekiwała, że Jasper zaprotestuje.
    Nie powiedział jednak ani słowa, choć z jego zachowania jasno wynikało, że nie podobał mu się ten pomysł.
    Raven dbał za to o solidne posiłki dla wszystkich.
    Gdy tylko zatrzymywali się, żeby zmienić konie, zasiadali do suto zastawionego stołu.
    Noella zauważyła, że Jasper zawsze zamawia dla siebie najlepsze czerwone wino, po którym wypijał kilka kieliszków brandy.
    W czasie jednej z rozmów Noella dowiedziała się, że podróżujący na tyle powozu sługa jest lokajem Ravena. Niski, otyły człowiek nie sprawił na niej najlepszego wrażenia. Musiała jednak przyznać, że należycie dbał o swego chlebodawcę, który zawsze prezentował się nadzwyczaj elegancko, a wysokie buty Ravena każdego ranka lśniły jak nowe.
    Było to trzeciego dnia od wyjazdu z Londynu.
    Noella wyglądała przez okno, podziwiając urodę krajobrazu Yorkshire, kiedy Jasper powiedział:
    – Zostało nam tylko kilka mil.
    Noella poczuła, że ogarnia ją przerażenie.
    Spojrzała na Ravena szeroko otwartymi, niebieskimi oczami, jakby chciała zapytać, co ma robić.
    – Postaraj się zachować spokój – mówił do niej. – Musisz sobie uświadomić, że nie masz powodów, żeby się bać hrabiego. To twój brat, który pragnie cię zobaczyć i z całą pewnością niecierpliwie oczekuje twojego przyjazdu.
    Noella miała nadzieję, że Jasper się nie myli.
    Z drugiej strony, mimo rzeczowych argumentów, nie potrafiła zapanować nad strachem, który ciążył jej na sercu jak ogromny głaz.
    Około trzeciej po południu skręcili z drogi w dwuskrzydłową bramę z kutego żelaza, której z obu stron strzegły rzeźbione w kamieniu kruki.
    Strach zaparł Noelli dech w piersiach.
    Zbliżał się czas próby. Już wkrótce rozstrzygnie się, czy człowiek, za którego siostrę chce się podać, przyjmie ją czy odeśle tam, skąd przybyła.
    Spojrzała na nianię i zauważyła, że również ona jest bardzo przejęta.
    Poprawiła czarną pelerynę, która przykrywała szarą suknię i sprawdziła, czy wstążki kapelusza są należycie zawiązane pod brodą.
    – Masz uważać na to, co mówisz – ostrym głosem pouczył nianię Raven. – Jeśli usłyszę choćby szept, że lady Noella nie jest osobą, za którą się podaje, oboje wylądujecie na bruku i skończycie w przytułku.
    W głosie Ravena Noella usłyszała niepotrzebne, niezrozumiałe dla niej okrucieństwo.
    Spojrzała na nianię i dostrzegła w jej oczach błysk, który świadczył, że kobieta z trudem się powstrzymała, żeby nie udzielić Ravenowi ostrej odpowiedzi.
    Noella usłyszała spokojny głos swojej opiekunki:
    – Ani ja, ani Hawkins, nie zrobilibyśmy niczego, co mogłoby wyrządzić najmniejszą krzywdę… jaśnie pannie.
    Przy ostatnim słowie niania się zająknęła.
    Nienaturalny dla niej, uniżony ton głosu tak wzruszył Noellę, że w pierwszej chwili chciała ją objąć i ucałować. Wiedziała jednak, że reakcja Ravena na taki gest mogłaby tylko pogorszyć samopoczucie niani i jej samej. Położyła więc tylko rękę na kolanie swojej opiekunki i powiedziała:
    – Najdroższa nianiu, umówmy się, że czeka nas coś w rodzaju przygody.
    – Oto rozumne słowa – powiedział Raven.
    – Tyle że jeśli nie będziemy się mieli na baczności, ta przygoda może się bardzo nieszczęśliwie zakończyć.
    Noella odniosła wrażenie, że Raven z premedytacją chce je przestraszyć. Przez chwilę była nawet zdecydowana powiedzieć, że mogą jeszcze wrócić do domu. Pomyślała jednak, że jest winna Ravenowi wdzięczność za jego wysiłki.
    – Chciałabym ci bardzo podziękować za wszystko, co dla nas zrobiłeś, kuzynie Jasperze.
    – Zwróciła się doń tak, jak sobie tego życzył, tłumacząc, że jako siostra hrabiego była jego kuzynką.
    Wyjrzała z powozu. Oczom jej ukazał się zamek. Była to cudowna, kamienna budowla z wieżami i basztami, które nadawały jej baśniowy charakter.
    Z drugiej strony szara monumentalność twierdzy wywoływała w Noelli strach przed spotkaniem z jej właścicielem.
    Powóz zatrzymał się u stóp szerokich schodów, które wiodły do portyku głównego wejścia do zamku.
    Dwaj lokaje w liberii rozkładali na nich czerwony chodnik, podczas gdy trzeci otworzył drzwi powozu. Widok mężczyzny w białej peruce zdumiał Noellę. Kiedy wspinała się po schodach w towarzystwie Jaspera, zauważyła, że czeka na nich siwowłosy szef służby, który skłonił się z szacunkiem przed Ravenem i powiedział doń:
    – Dzień dobry sir, dzień dobry milady.
    Jaśnie pan hrabia spodziewał się przyjazdu państwa dzisiejszego popołudnia.
    – Czy hrabia oczekuje nas? – zapytał Jasper.
    – Jest teraz w bibliotece, sir.
    Służący poprowadził ich do środka. Uwagę Noelli przykuł wielki, marmurowy okap nad kominkiem w hallu. Wisiały nad nim postrzępione chorągwie. Domyśliła się, że są to wojenne zdobycze rodziny Ravenów.
    Weszli w szeroki, ozdobiony obrazami korytarz, w którym stało kilka wyjątkowo pięknych mebli w stylu angielskim. Noella widziała podobne w książkach, które czytała w bibliotece pastora. Przypomniała też sobie opowieści guwernantki o meblach arystokratycznej rodziny, dla której niegdyś pracowała.
    Noella nie była jednak w stanie skupić myśli na przedmiotach, obok których przechodziła.
    Myślała o człowieku, który był właścicielem tego zamku, który ją tu sprowadził i zapłacił za jej podróż przekonany, że nareszcie ujrzy swoją siostrę.
    Usłyszała donośny głos kamerdynera:
    – Pan Jasper Raven do jaśnie pana hrabiego.
    Noella domyśliła się, że nie została zaanonsowana, ponieważ służący nie wiedział, czy wolno mu to zrobić.
    Nadchodził czas próby. Za chwilę rozstrzygnie się, czy zostanie w tym zamku, czy będzie odesłana w hańbie tam, skąd przybyła.
    Nie była w stanie spojrzeć w twarz rosłemu człowiekowi, który podniósł się znad stojącego pod oknem biurka. Noella stała z opuszczoną głową i wzrokiem wbitym w podłogę, toteż mężczyzna zmierzający w jej stronę wydawał się nienaturalnie wysoki.
    Kiedy się zbliżył, usłyszała jego niski głos:
    – 
    Przybyłeś wreszcie, Jasperze. Mam nadzieję, że podróż nie była zbyt nużąca.
    – Niestety, jestem nieco zmęczony. Najważniejsze jednak, że zakończyła się pełnym sukcesem – Jasper przerwał na chwilę, jakby chciał spotęgować napięcie. – Pozwól, że cię przedstawię twojej siostrze – powiedział i odsunął się na bok, wskazując ręką na Noellę.
    Spojrzała na hrabiego i nagle wydało jej się, że stoi na krawędzi głębokiej przepaści.
    Nie próbowała nigdy wyobrazić sobie jego wyglądu, ale spodziewała się, że może być podobny do Noely i Caroline. W rzeczywistości jednak wyglądał zupełnie inaczej niż matka i siostra. Noella pomyślała, że z pewnością był podobny do ojca. Co więcej, jego wygląd również budził respekt. Stał przed nią ciemnowłosy, niezwykle przystojny mężczyzna. Wpatrywał się w nią badawczo stalowoszarymi oczami. Spostrzegła jego wyciągniętą rękę.
    – Witam cię Noello – powiedział. – Nie sądzę, żebyś pamiętała ten zamek.
    Noella podała mu rękę, ale zauważyła, że hrabia nie uścisnął jej dłoni.
    – Domyślam się – mówił – że chcesz się przebrać po tak długiej podróży. Proponuję, żebyś się udała do swojej sypialni, a kuzyn Jasper opowie mi w tym czasie okoliczności waszego spotkania.
    – Dziękuję – powiedziała Noella.
    Hrabia spojrzał na kamerdynera stojącego w drzwiach:
    – Zaprowadź jaśnie pannę do pani Kirkton.
    – Dobrze, jaśnie panie.
    Noella zrozumiała, że jej rozmowa z hrabią na tym się skończyła. Była odrobinę rozczarowana.
    Szybki, spokojny przebieg tego spotkania gwałtownie rozładował nagromadzone w niej emocje. Podeszła do drzwi i wyszła na korytarz w towarzystwie kamerdynera, który zaprowadził ją do schodów.
    Czekała tam starsza, siwowłosa kobieta, która ukłoniła się Noelli.
    – Zapewne panienka jest bardzo zmęczona – powiedziała, prowadząc ją szerokim korytarzem.
    – Goście, którzy przybywają do nas z południa, z reguły narzekają na trudy podróży.
    Szybko jednak dochodzą do wniosku, że warto było tu przyjechać.
    – Jestem pewna, że ze mną będzie podobnie – powiedziała Noella.
    Pani Kirkton otworzyła drzwi prowadzące do wielkiego pięknego pokoju.
    Noella zwróciła uwagę na obszerne łoże zasłonięte bogato zdobionymi storami i dwa duże okna.
    Podeszła do nich i ujrzała ogród, pośrodku którego była fontanna. Woda tryskała z niej wysokim strumieniem mieniącym się w promieniach słońca.
    Noella wpatrywała się w okno z zapartym tchem.
    Pani Kirkton zorientowała się, co tak przykuło uwagę Noelli.
    – Wszyscy podziwiają nasz ogród – powiedziała.
    – Był dumą i radością zmarłego hrabiego. Jaśnie panienka z pewnością zechce też obejrzeć Labirynt i Grotę, której ściany są wyłożone muszlami morskimi.
    – To wszystko brzmi tak niewiarygodnie! -zawołała Noella.
    Pani Kirkton opowiadała, pomagając Noelli zdjąć odzież podróżną. Jej rzeczy wyglądały rażąco ubogo pośród tego luksusu.
    Wniesiono do pokoju bagaż Noelli. Dwie pokojówki ubrane w białe, sztywno wykrochmalone fartuszki i czepki zajęły się jego rozpakowaniem.
    Ubrania powiesiły w szafie, której szczytu strzegł złoty kruk, herb rodu Ravenów.
    Noella usłyszała nieśmiałe pytanie pani Kirkton:
    – Czy to już wszystkie rzeczy, które jaśnie panienka przywiozła?
    – Innych nie mam – odpowiedziała.
    Pani Kirkton wyjęła z szafy jedną z sukien, która wypłowiała i wystrzępiła się w kilku miejscach. Nie powiedziała ani słowa, ale była wyraźnie zaszokowana, że panienka z rodu Ravenów mogła cierpieć takie ubóstwo. W tej chwili nie można było jednak poprawić stanu garderoby Noelli. Pani Kirkton wybrała jedną z sukien.
    Przyszła kolej na uczesanie. Noella zorientowała się, że jej fryzura była bardzo niemodna i czuła się tym ogromnie skrępowana. Nie zdawała sobie sprawy, że jej jasnozłote włosy w połączeniu z ogromnymi, niebieskimi oczami wyglądają przeuroczo, a kto raz spojrzał na jej twarz, nie mógł od niej oderwać wzroku.
    Była zawstydzona i skrępowana stanem swojej garderoby, która prezentowała się rażąco nędznie na tle eleganckiego umeblowania sypialni i pięknie haftowanych zasłon łoża.
    – Dziękuję za pomoc – powiedziała Noella do pani Kirkton i uśmiechnęła się do dwóch pokojówek.
    Podeszła do drzwi sypialni i przystanęła.
    – Czy powinnam teraz wrócić do hrabiego do biblioteki? – zapytała.
    – Pan Johnson czeka na panienkę w hallu.
    Myślę, że jaśnie pan hrabia jest teraz w salonie, gdzie za chwilę podadzą herbatę.
    Noellę ucieszyła ta wiadomość, jako że od niezbyt zresztą smacznego obiadu upłynęło już sporo czasu i odczuwała głód.
    Zaśmiała się sama z siebie. Z jakiegoś błahego powodu krytykowała obfity posiłek, który zaledwie tydzień wcześniej nazwałaby królewską ucztą. Teraz mogła, jak czasem mawiała niania, „wybierać i przebierać”.
    Co do jednego miała wszakże całkowitą pewność.
    Dopóki ona, niania i Hawkins zostaną w zamku, głód im nie zagrozi.
    – To szczęście, że tu jesteśmy, że nie mamy zaległych rachunków, że nie musimy głodować – powtarzała w myślach.
    Podeszła do schodów, gdzie czekał kamerdyner Johnson.
    – Jaśnie pan hrabia oczekuje panienki w salonie.
    Spodziewa się, że po tak długiej podróży z przyjemnością wypije pani filiżankę herbaty – powiedział.
    – Brzmi to zachęcająco – odparła Noella. -
    Mam nadzieję, że ktoś się zajął nianią.
    – Zajęliśmy się panią Browning i służącym jaśnie panienki.
    – Hawkins był… – Noella chciała powiedzieć:
    „Hawkins był ordynansem mojego ojca”.
    Na szczęście ugryzła się w język w ostatniej chwili.
    Serce zabiło jej gwałtownie. Jak mogła się tak głupio zachować, niemal popełniając gafę tuż po przybyciu na zamek? Była tak przerażona, że kiedy kamerdyner zaprowadził ją do salonu, przez moment stała w drzwiach zastanawiając się, co teraz powinna uczynić.
    W głębi pokoju zobaczyła hrabiego i Jaspera, siedzących w wygodnych fotelach przy kominku. Obok nich nakryto stolik do herbaty.
    Stały na nim srebra, bardzo podobne do tych, które Noella pamiętała z czasów dzieciństwa w rodzinnym domu.
    Na dużej srebrnej tacy ustawiono ogrzewany płomieniem czajniczek. Cała zastawa wykonana była ze srebra:
    dzbanek na herbatę, dzbanuszek do śmietanki, cukiernica oraz mały pojemnik w stylu królowej Anny, identyczny jak ten, którego jej rodzina używała przez wiele lat. W pojemnikach tego typu przechowywano herbatę w czasach, kiedy stanowiła niezwykle kosztowny przysmak. Jedyną osobą, która miała do niego klucz, była gospodyni.
    – Czy mogłabyś nalać nam herbaty, Noello?
    – zapytał hrabia, a ona pomyślała, że był to bardziej rozkaz niż prośba.
    Usiadła przy stoliku i posłusznie napełniła piękne porcelanowe filiżanki z manufaktury Crown Derby.
    Jednocześnie Noella zauważyła, że na stoliku i przenośnym barku z pięcioma półeczkami czekały prawdziwe przysmaki.
    W srebrnym naczyniu z przykryciem były gorące, jęczmienne placuszki, na trzech talerzach leżały najróżniejsze kanapki, a całość uzupełniały rozmaite ciasta.
    Były tam ciasteczka takie, jakie w czasach dzieciństwa Noelli piekła jej mama, oraz pysznie wyglądający tort owocowy, biszkopt udekorowany wiśniami, tort czekoladowy i ciasto pokryte różowo-białym lukrem.
    Ponieważ hrabia zajęty był rozmową z Jasperem, Noella mogła niepostrzeżenie oddać się jedzeniu, co uczyniła – musiała to przyznać dość łakomie.
    Jedno jest pewne – pomyślała, uśmiechając się – utyję, jeśli długo zostanę w zamku.
    – Jak ci się podoba twój dom rodzinny, Noello? – zapytał nieoczekiwanie hrabia.
    – Jest… większy niż się spodziewałam – odpowiedziała.
    – Zachwyciła mnie ta urocza fontanna w ogrodzie.
    – Nie pamiętasz jej?
    Jego ton wydał się jej ostry.
    – Niestety nie – zgodnie z prawdą odparła Noella.
    Hrabia wstał z fotela. – Chodź, pokażę ci rozarium. Róże były chlubą dziadka.
    Noella podeszła do okna, przy którym stał hrabia. Wiedziała, że Jasper ich obserwuje.
    Bardzo krępowało ją to, że uważnie słuchał każdego jej słowa, gotów ją skrytykować, a może nawet, gdyby miał okazję, skarcić.
    – Chciałabym, żeby sobie pojechał – pomyślała.
    – Bez niego wszystko byłoby dużo prostsze.
    Odwróciła się do niego plecami, żeby przez otwarte okno podziwiać rozarium. Róże jeszcze nie kwitły, ale widać było, jak artystycznie rozmieszczono krzewy wokół starego zegara słonecznego. Wzdłuż klombów biegły ścieżki wyłożone kamiennymi płytami, a tło stanowił olbrzymi trawnik ogrodzony żywopłotem z cisów. Wycięto w nim figurki ptaków – kruków, jak przypuszczała Noella.
    Był to widok tak uroczy, tak inny od tego, jakiego się spodziewała, że patrzyła jak urzeczona.
    Nagle poczuła na sobie wzrok hrabiego.
    – Przypuszczam – powiedział po chwili – iż jak większość ludzi podejrzewałaś, że Yorkshire to dzika, prymitywna, może nawet niecywilizowana kraina.
    – Nie, skądże znowu… – odrzekła Noella. -
    Ale przyznaję, że nie spodziewałam się, iż jest tu aż tak pięknie.
    Zapadło milczenie.
    – Czy porównujesz to do ogrodów przy pałacach i willach we Włoszech, które na pewno są bardziej imponujące, czy może do egzotycznych bungalowów w Monte Carlo? zapytał hrabia głosem, w którym Noella zdawała się wyczuwać nutę ironii. Przez moment nie rozumiała, co do niej mówi.
    Z wielkim wysiłkiem zdobyła się na odpowiedź.
    – Być może dlatego, że jestem Angielką, angielskie ogrody i pejzaże podobają mi się bardziej niż jakiekolwiek inne… na świecie.
    Mówiąc te słowa mimowolnie spojrzała na Jaspera. Dostrzegła, że lekko poruszył wargami i spojrzał na nią z aprobatą. Domyśliła się więc, że sprytnie wybrnęła z sytuacji.
    Hrabia odwrócił się od okna, jakby rozczarowany odpowiedzią Noelli, i powiedział:
    – 
    Błędem byłoby chyba pokazywanie ci dzisiaj czegoś więcej. Jutro będziesz miała mnóstwo czasu na zwiedzanie zamku i ogrodów.
    – Cieszę się z tego ogromnie – powiedziała.
    Hrabia spojrzał na zegar wiszący nad kominkiem i powiedział:
    – Proponuję, żebyś teraz udała się na spoczynek. Zobaczymy się na kolacji o siódmej trzydzieści. Jeśli będziesz zbyt zmęczona, żeby zasiąść z nami do stołu, daj mi o tym znać przez pokojówkę, a kolację podadzą ci na górę.
    – Z przyjemnością zejdę na kolację – powiedziała stanowczo Noella. Pomyślała, że błędem byłoby jakiekolwiek nienaturalne zachowanie pierwszego dnia pobytu na zamku. Z drugiej strony perspektywa kilkugodzinnego odpoczynku przed kolacją wydała się jej wyjątkowo kusząca. – Muszę odpocząć, co pozwoli mi zachować trzeźwość umysłu i uniknąć pomyłek.
    Muszę być bardzo ostrożna – powiedziała w myślach.
    Powtarzała w duchu te same słowa, kiedy pokojówka pomagała jej się rozebrać i położyć w łóżku. – Muszę być bardzo ostrożna – powiedziała zamykając oczy i powtarzała te słowa w myślach do momentu, kiedy ogarnął ją głęboki sen.
    Hrabia i Jasper rozmawiali w salonie na dole.
    – Lepiej, żebym ci już oddał tę miniaturę. Jak widzisz, Noella ciągle wygląda jak na tej podobiźnie.
    – Ma niezwykłe, jasnozłote włosy – głos hrabiego zabrzmiał sucho.
    Jasper położył miniaturę na małym stoliku i powiedział:
    – A teraz, Lyndonie, porozmawiajmy o teleskopie. Obiecałeś mi pomoc finansową, jeśli odnajdę twoją siostrę.
    Przez chwilę w salonie panowała cisza, którą przerwały słowa hrabiego:
    – Pod twoją nieobecność pokazałem plany projektu ekspertowi z Londynu.
    – Nie uprzedziłeś mnie, że zamierzasz to zrobić – powiedział zdziwiony Jasper.
    – Sądziłem, że potraktujesz moją ostrożność jako naturalną, zwłaszcza że chodzi o poważną sumę pieniędzy – zauważył hrabia.
    – Plany mają szkicowy charakter. To dopiero wstęp do dalszych badań.
    – Bardzo szkicowy charakter, jak mi się wydaje. Zdaniem eksperta, o którym wspomniałem, nie są one ani nowe, ani oryginalne.
    Jasper wyprostował się w fotelu i znieruchomiał.
    – To nie do wiary – powiedział.
    – Ale tak właśnie mi powiedziano. Skorzystałem również z opinii przewodniczących rad naukowych armii i marynarki.
    – Łatwo się domyślić, że byli po prostu zawistni, ponieważ ktoś ich ubiegł z tym wynalazkiem.
    – Nie sądzę, żeby chodziło tu o zawiść. Oni po prostu mają teleskop, który jest lepszy pod każdym względem od twojego.
    Jasper podniósł się z fotela. Odwrócony plecami do swojego rozmówcy, wpatrywał się w ogień w kominku.
    Milczenie przerwał hrabia:
    – Przykro mi, Jasperze. Było to bardzo sprytne posunięcie z twojej strony. W przeciwieństwie do wielu osób, które udało ci się oszukać, ja nie jestem naiwny.
    – Niech cię diabli. Jesteś równie skąpy jak twój ojciec.
    – To nie jest kwestia skąpstwa, ale właściwie prowadzonych interesów. Otóż ja nie lubię wyrzucania pieniędzy w błoto.
    – Chcesz powiedzieć, że ja lubię?
    – Ta rozmowa, z mojej strony, nie ma charakteru osobistego – hrabia mówił wyniosłym tonem. – Chcę ci jedynie powiedzieć, że nie zamierzam inwestować pieniędzy w coś, co nie ma szans na opłacalność i jest wręcz wyśmiewane przez znawców przedmiotu.
    Jasper spojrzał na niego zimno. Z trudem powstrzymał się od wypowiedzenia słów, które cisnęły mu się na usta.
    – Ile wobec tego otrzymam za odnalezienie twojej siostry? – zapytał markotnym głosem.
    – Otrzymasz zwrot kosztów, choć mam wrażenie, że ze mnie zdzierasz. Dam ci też dwa tysiące funtów.
    – Dwa tysiące zamiast dziesięciu, o które cię prosiłem? – W głosie Jaspera słychać było wyraźną pretensję.
    Hrabia nie odpowiedział. Spojrzał na kuzyna pogardliwie.
    – Wygląda na to, że nie mam innego wyboru.
    Muszę przyjąć twoją propozycję – powiedział Jasper po długiej chwili namysłu.
    – To zależy tylko od ciebie.
    – Dlaczego nie zlitujesz się nade mną i nie zaproponujesz mi pięciu tysięcy?
    – Wyciągnąłeś już ze mnie tyle pieniędzy, że gdybym teraz dał ci tyle, ile sobie życzysz, w rodzinie wybuchłby skandal.
    Jasper parsknął zniecierpliwiony, ale nie powiedział ani słowa.
    – Dość już tego – ciągnął hrabia. – Jestem urażony, że potraktowałeś mnie jak ignoranta, i próbowałeś nadużyć mojego zaufania za pomocą tak prostych sztuczek.
    – Zgoda. Popełniłem błąd – zgodził się Jasper.
    – Jeśli jednak chcesz uniknąć skandalu w rodzinie, lepiej zastanówmy się, jak spłacić moje długi. Mam ich o wiele więcej niż wynosi suma, którą zaproponowałeś.
    – Nie jesteś jedynym członkiem rodziny, który potrzebuje pieniędzy – odparł hrabia. -
    Mamy też inne ważne zobowiązania, o których muszę pamiętać.
    – Tak, wiem, wiem – mówił poirytowany Jasper. – Przytułki, szkoły, starzy renciści.
    Wszystko to już słyszałem.
    – Jeśli chcesz poznać nasze wydatki, zapraszam cię do lektury ksiąg finansowych – hrabia mówił spokojnym głosem. – Może wtedy zrozumiesz, że rozrzutność jednego z Ravenów szkodzi całej rodzinie.
    – Łatwo ci mnie pouczać. Zostałeś wychowany w dostatku. Czy ty wiesz, co to znaczy być głodnym? Co to znaczy nie mieć złamanego grosza, kiedy do twoich drzwi dobijają się wierzyciele?
    Hrabia milczał.
    – Poproś swoją siostrę o odpowiedź na te pytania – ciągnął Jasper. – Kiedy ją znalazłem, była głodna, a dom wyglądał tak, jakby się miał za chwilę zawalić.
    Jasper mówił coraz głośniej:
    – Nie miała nic do jedzenia, nic do picia. Ciągle jeszcze, choć przez ostatnie dni karmiłem ją jak maciorę przed konkursem, wygląda jak skóra i kości.
    – Czego nie można powiedzieć o tobie wtrącił hrabia.
    – Moje położenie jest równie żałosne. Będziesz zadowolony, kiedy zamkną mnie w więzieniu za długi?
    – Odbyliśmy niedawno podobną rozmowę.
    Powiedziałem ci wtedy, że po raz ostatni reguluję twoje długi. Musisz sobie uświadomić, że w ten sposób nie możesz żyć.
    – Na Boga! A o cóż takiego ja proszę?
    Nazywam się Raven, podobnie jak ty. I podobnie jak ty mam prawo do rodzinnego majątku – Jasper wyrzucił z siebie gniewne słowa i zamilkł.
    Hrabia podniósł się z fotela i powiedział:
    – 
    Nie zamierzam się z tobą kłócić, Jasperze.
    W nagrodę za odnalezienie mojej siostry otrzymasz pomoc w postaci czeku na pięć tysięcy funtów. Kiedy jednak przepuścisz te pieniądze, nie waż się tu wracać po więcej, ponieważ już nigdy nie wyciągniesz ode mnie ani grosza.
    Mam nadzieję, że mnie rozumiesz.
    – Trudno cię nie rozumieć. Pozwól, że zażądam pieniędzy natychmiast. To na wypadek, gdybyś jeszcze zmienił zdanie przed moim jutrzejszym wyjazdem.
    Hrabia uśmiechnął się kwaśno.
    – Pozwól sobie powiedzieć, że ty straciłeś moje zaufanie już wiele lat temu. Myślę, że sobie na to zasłużyłeś. Mam tylko nadzieję, że po jutrzejszym poranku nigdy więcej się nie spotkamy – zakończył hrabia i wyszedł z salonu, zamykając za sobą drzwi.
    Jasper wpatrywał się w nie przez chwilę, po czym przemierzył pokój i podszedł do okna.
    Słońce zachodziło za lasem. Zegar słoneczny rzucał długi cień na ogród różany.

ROZDZIAŁ 4

    Kiedy Noella otworzyła oczy, ujrzała nianię, która rozsuwała zasłony łóżka. Przez chwilę nie mogła sobie przypomnieć, gdzie jest. Nagle z przerażeniem uświadomiła sobie, że zaspała.
    Nie zbudziła się na kolację z hrabią. Usiadła w łóżku i zapytała nianię:
    – Dlaczego pozwoliłaś mi spać tak długo?
    – Chciałam cię zbudzić przed kolacją – odparła niania – ale byłaś tak zmęczona podróżą, że postanowiłam pozwolić ci pospać.
    – Nianiu, jestem pewna, że popełniłyśmy błąd. Myślę, że powinnam zejść na kolację bez względu na zmęczenie.
    – Ale dlaczego? Przecież wszyscy byliśmy zmordowani.
    Szczera troska w głosie niani przekonała Noellę, że należał się jej odpoczynek po podróży. Zrozumiała też, że zmęczenie całej trójki związane było z niedożywieniem.
    Uśmiech wrócił na twarz Noelli, kiedy niania podała jej tacę ze śniadaniem, na które składały się jajka sadzone, boczek, grzanki, miód i owoce. Jeszcze przed tygodniem, kiedy nie stać ich było nawet na czerstwy chleb, nie umiałaby sobie wyobrazić takiego luksusu.
    Kiedy skończyła śniadanie, zapytała o godzinę.
    – Jest wpół do jedenastej – powiedziała niania.
    Noella krzyknęła cicho.
    – Hrabia z całą pewnością pomyśli, że to bardzo niegrzeczne z mojej strony tak długo spać.
    – Pojechał na przejażdżkę, nim się nie przejmuj – powiedziała niania chłodnym głosem.
    Noella nie zareagowała.
    – To dziwny dom – ciągnęła niania niemal szepcząc – chociaż tyle tu bogactwa i dobrego jedzenia.
    – Co masz na myśli?
    – Pani Kirkton powiedziała mi, iż hrabia wciąż nie może przeboleć, że matka go porzuciła.
    Noella przyglądała się niani szeroko otwartymi oczami.
    – Myślisz, że wciąż żywi do niej urazę?
    – Mówią, że po jej ucieczce bardzo rozpaczał.
    Słyszałam też, że jego świętej pamięci ojciec nauczył go nie ufać kobietom.
    Noella bardzo uważnie wsłuchiwała się w każde słowo niani.
    – Jeśli to prawda – odezwała się po chwili namysłu – to dlaczego tak bardzo pragnął odnaleźć siostrę?
    – Wszyscy się nad tym głowią. A cała rodzina każe mu się ożenić, bo nie będzie komu odziedziczyć majątku.
    – Hrabia zaś odmawia, bo nie lubi kobiet?
    – Nie mówią, że ich nie lubi, ale że im nie wierzy. Czy zresztą nie ma racji? – Niania spojrzała na Noellę, która ślicznie wyglądała w świetle porannego słońca. – Drogie dziecko, tak bardzo żałuję, że musisz udawać kogoś innego. Źle robimy i tyle.
    – Wiem, nianiu. Już o tym rozmawiałyśmy, lecz gdybym się na to nie zdecydowała, umarlibyśmy z głodu – Noella westchnęła głęboko.
    Niania zacisnęła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale zmieniła zamiar w ostatniej chwili.
    Po chwili ciszy powiedziała:
    – Pójdę im powiedzieć, że jesteś gotowa do kąpieli. Potem powinnaś zejść na dół i czekać na hrabiego.
    Noellę ogarnął strach na myśl o czekającym ją dniu. Po chwili do sypialni weszły pokojówki, rozpaliły ogień w palenisku i położyły przy nim matę kąpielową, na której ustawiły okrągłą wannę.
    W tym samym czasie lokaje przynieśli duże mosiężne naczynia z gorącą wodą. Zostawili je tuż koło drzwi i zniknęli.
    Pokojówki napełniły wannę i dolały do wody kilka kropel fiołkowych perfum.
    Noella wyszła z łóżka.
    Zanurzyła się w pachnącej wodzie i pomyślała, że jeszcze żadna kąpiel nie sprawiła jej tyle radości.
    Do wanny podeszła niania, otuliła Noellę dużym, białym ręcznikiem i pomogła jej się wytrzeć.
    Dziewczyna była bliska śmiechu. Wszystko to było tak różne od życia, które znała do tej pory. Dopiero widok znoszonej sukni, którą jej podano, przywołał Noellę do rzeczywistości.
    – Powiedz hrabiemu, żeby kazał ci kupić trochę odzieży, bo niedługo będziesz chodziła nago – powiedziała niania.
    Noella pomyślała, że istotnie mogłaby się owinąć w zasłonę z łóżka albo obrus i wyglądałaby lepiej niż w sfatygowanej sukni.
    Pochyliła się do niani, ucałowała ją i powiedziała:
    – Wszystko to jest przygodą. Czekajmy więc na rozwój wydarzeń.
    Niania zamierzała właśnie wygłosić jedną ze swoich cierpkich uwag, kiedy do sypialni weszła pokojówka.
    – Jaśnie pan hrabia powrócił z przejażdżki i chciałby się spotkać z jaśnie panienką w bibliotece.
    – Już jestem gotowa. Za moment zejdę na dół.
    Po chwili wybiegła z sypialni i pośpieszyła w stronę schodów. Zatrzymała się u ich szczytu i spojrzała w dół na wspaniały korytarz i hall.
    Poza obrazami na ścianach wisiały gobeliny przedstawiające cztery pory roku. Pod nimi stały antyczne rzeźby, które Noella postanowiła dokładnie obejrzeć przy najbliższej okazji.
    Wszystko tu zdawało się mieć własną historię.
    Uwagę jej przykuły wspaniałe posągi, znajdujące się na korytarzu prowadzącym do biblioteki.
    Poprzedniego dnia była zbyt przytłoczona wszystkim, żeby skupić uwagę na pojedynczych przedmiotach. Teraz jednak dostrzegła między rzeźbami figurę przedstawiającą Cererę i pomyślała, że zamek Ravenów jest właściwym miejscem dla rzymskiej bogini urodzaju.
    Johnson otworzył drzwi prowadzące do biblioteki i donośnym głosem, jakby chciał zatuszować niedopatrzenie poprzedniego dnia, zaanonsował:
    – Panna Noella, jaśnie panie hrabio.
    Kiedy weszła do środka, spojrzała szybko na regały wypełnione różnokolorowymi książkami.
    Hrabia stał przy oknie i przyglądał się czemuś na zewnątrz. Miał na sobie strój do konnej jazdy, na który składały się białe bryczesy, żakiet i wysokie buty, tak starannie wyczyszczone, że przedmioty odbijały się w ich cholewach jak w lustrze. Noella pomyślała, że nigdy nie widziała równie przystojnego mężczyzny.
    – Dzień dobry, Noello. Mam nadzieję, że dobrze spałaś – przywitał ją.
    – Tak mi przykro, że przespałam wczorajszą kolację – powiedziała, podchodząc do niego.
    – Domyślam się, że byłaś bardzo zmęczona.
    Na szczęście niczego nie straciłaś poza dąsami naszego kuzyna Jaspera.
    Noella spojrzała na niego zaskoczona.
    – Nie zgodziłeś się na sfinansowanie jego teleskopu? – zapytała.
    – A więc opowiedział ci o tym.
    – Tak. Wydawał się bardzo liczyć na twoją pomoc.
    – O tak, jestem tego pewien. Mam dość jego sztuczek, których używa, żeby wyłudzić ode mnie pieniądze. Ta była ostatnia.
    Hrabia skrzywił się, kiedy to mówił. Jego głos brzmiał ostro i stanowczo.
    Zapadła cisza, której Noella nie odważyła się przerwać.
    – Usiądź, proszę. Chciałbym z tobą porozmawiać.
    Noella podeszła do kominka. Postanowiła skorzystać z krzesła o wysokim oparciu, a nie z wygodnej sofy.
    Miała niejasne przeczucie, że rozmowa, która ją czeka, nie będzie zbyt przyjemna.
    Hrabia podszedł do kominka i ustawił się tyłem do ognia. Nie patrzyła na niego, ale wiedziała, że się jej przygląda przenikliwymi, szarostalowymi oczami. Poczuła irracjonalny strach, że hrabia Raven ma dar czytania w myślach innych ludzi.
    Opanowała się i spojrzała na niego, składając splecione, zaciśnięte dłonie na udach.
    – Przede wszystkim – usłyszała jego głos powinienem ci wytłumaczyć, dlaczego nie odpowiedziano na twój list do ojca.
    – Ten wysłany z Wenecji – powiedziała niepewnym głosem, przypominając sobie dawną rozmowę z Noely.
    – List dotarł do ojca, kiedy był już bardzo chory. Ja przebywałem w tym czasie za granicą.
    – Domyślałam się, że… zaistniały jakieś…
    tego typu przyczyny – powiedziała Noella.
    Przypomniała sobie, jak gorzko wyrażała się Noely o ojcu, który nie odpisał na jej list. Tak bardzo chciałaby teraz móc jej powiedzieć, że nie zrobił tego świadomie.
    – Po śmierci ojca zająłem się jego zaległą korespondencją i natychmiast napisałem do Wenecji. Kiedy długo nie otrzymywałem odpowiedzi, domyśliłem się, że wyjechałaś.
    – Pojechaliśmy do Neapolu.
    – Słyszałem o tym od Jaspera. Powiedział, że niełatwo mu było trafić na twój ślad. Jeśli dobrze rozumiem, z Neapolu wróciłaś do Anglii i zatrzymałaś się u przyjaciół matki.
    – Mama i… pani Wakefield były kuzynkami i przyjaciółkami. Razem się wychowały.
    Noella starała się odpowiadać spokojnym głosem i w naturalny sposób, żeby nie wzbudzić w hrabim najmniejszych podejrzeń.
    – W czasie pobytu u tej pani zmarła twoja matka.
    Noella zauważyła, że nie powiedział „nasza”, czy „moja”, ale „twoja matka”. Usłyszała też osobliwą nutę w jego głosie, która przypomniała jej poranną relację niani.
    Postanowiła nie komentować jego słów.
    Spojrzała w dół na złożone na kolanach dłonie.
    Długie rzęsy, pod którymi ukryła oczy, rzucały cień na jej policzki.
    – Rozumiem, że nie chcesz o tym rozmawiać – powiedział hrabia. – Ja zresztą również.
    Pierwszy i ostatni raz wspominam twoją matkę.
    Nie chcę o niej ani mówić, ani słyszeć.
    Próbowała się wczuć w rolę Noely i zachować się tak, jak ona by się zachowała po tak ostrych słowach brata.
    – Była również… twoją matką… a po śmierci Fairburna… bardzo cierpiała.
    – Nie zamierzam o niej rozmawiać – uciął hrabia. – Jeśli cierpiała, to dlatego, że sobie na to zasłużyła. Postąpiła ohydnie. Nie rozumiem powodów, dla których kobieta może uciec z jakimś żałosnym hazardzistą od męża… od syna.
    Przerwa, która poprzedzała dwa ostatnie słowa, lepiej niż cokolwiek tłumaczyła jego gorycz.
    Został porzucony przez matkę, która zabrała ze sobą tylko córkę, jego siostrę.
    Noella była pewna, że Caroline go kochała.
    Wyobrażała sobie ból matki opuszczającej dziecko i świadomej, jak bardzo będzie tęskniło.
    – Teraz to już sprawy przeszłości – powiedział swobodniejszym tonem. – Noello, musisz udowodnić, że nie uległaś złemu wpływowi matki oraz że jesteś godna naszego ojca.
    Mówił to, przechadzając się między kominkiem a biurkiem.
    – Zastanowiłem się nad tym głęboko – kontynuował – i chcę cię uprzedzić, że nie będę tolerował zachowań i nawyków, które mogłaś wynieść ze środowiska, w jakim się obracałaś.
    Jest rzeczą godną ubolewania, że matka wciąga własne dziecko w grzechy popełniane przez siebie i zmusza je do życia w europejskich jaskiniach hazardu.
    Noella wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami. Słyszała, że wenecjanie mieli opinię sybarytów goniących za uciechami i niezdolnych do myślenia o niczym innym poza rozrywkami.
    Przez głowę przemknęły jej też słowa Noely, która opowiadała o ekstrawagancjach bogatego Rzymu i okropnej nędzy, którą widziała w Neapolu i innych włoskich miastach.
    Mimo to nie rozumiała, dlaczego życie we Włoszech miałoby zepsuć Noely.
    Postanowiła stanąć w jej obronie.
    – Niepotrzebnie dramatyzujesz wpływ tych miejsc na mnie. Poza tym nigdy nie byłam w żadnym kasynie i nie miałam do czynienia z hazardzistami.
    – Jak to możliwe? Przecież mieszkałaś pod jednym dachem z Fairburnem. Chcesz mi wmówić, że ten człowiek nie był hazardzistą, że nie uwodził kobiet? To bydlę, do którego uczciwy człowiek nie powinien się zbliżać. – Hrabia mówił z głęboką odrazą. Wzburzonym głosem wykrzykiwał ostre słowa, które cięły jak bicze. Noella miała wrażenie, że od jego gniewu drży powietrze w bibliotece.
    Po chwili milczenia Noella powiedziała:
    – Cóż… jeśli doszedłeś do wniosku… że sprowadzenie mnie tutaj było błędem… być może powinnam odejść.
    A jeśli się zgodzi, że to wszystko jest pomyłką? – myślała. Dokąd wtedy pójdzie, co się z nią stanie?
    – Zostaniesz tutaj – powiedział hrabia stanowczo – a ja zrobię wszystko, żebyś zapomniała o rynsztoku, w którym żyłaś do tej pory.
    Każda twoja znajomość będzie musiała mieć moją aprobatę. Nauczę cię poprawnych manier i odpowiedniego zachowania. Kiedy zaś dojdę do wniosku, że nie masz już żadnych naleciałości ze środowiska, w którym się obracałaś, wydamy cię za mąż.
    – Za… mąż? – zająknęła się Noella.
    – Naturalnie, wybierzemy ci kogoś odpowiedniego, co zresztą wcale nie będzie takie proste, jeśli wziąć pod uwagę życie, jakie wiodłaś od dnia, kiedy stąd wyjechałaś.
    – Przepraszam – powiedziała Noella drżącym głosem – ale wyjdę za mąż… tylko za kogoś, kogo pokocham.
    – ,A cóż ty możesz wiedzieć o miłości? uniósł się hrabia. – Od kogo się jej nauczyłaś?
    Od tej upadłej oszustki, która zabrała cię z domu, skazała na życie w najpodlejszym otoczeniu i zostawiła w nędzy, bez środków do życia?
    Gniewne słowa ugodziły ją jak kule wystrzelone z pistoletu.
    Hrabia odwrócił się do niej i powiedział:
    – Przyjrzyj się sobie. Zobacz, do czego cię ta miłość doprowadziła.
    Noella jęknęła, ale on nie przerywał:
    – Masz na sobie suknię, którą pogardziłaby nawet dziewka kuchenna. Jesteś wycieńczona z głodu i nie masz niczego poza szmatami, które nazywasz odzieżą.
    Zamilkł na chwilę, jakby zbierał siły i powiedział gniewnie:
    – Posłuchaj mnie i zapamiętaj moje słowa. Miłość to nieszczęście i coś, czego się należy wstydzić.
    Noella była przerażona siłą jego ataku.
    Oniemiała wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami.
    Z drugiej strony rozumiała, dlaczego jest rozgniewany, dlaczego miłość matki do Fairburna tak zbrukała jego pamięć o niej…
    Cóż jednak mogła powiedzieć? Wpatrywała się w zaciśnięte dłonie, których kostki pobielały.
    Na jej pobladłej twarzy malowało się przerażenie. Siedziała bez ruchu.
    Hrabia widać zorientował się nagle, jak krucha i słaba jest ofiara jego ataku, bo zamilkł, podszedł do okna i odwrócił się do niej plecami.
    Długą, krępującą ciszę przerwały słowa Noelli.
    – To takie… straszne – powiedziała cicho.
    – Co? Twoje życie? – zapytał hrabia, nie odwracając się od okna.
    – Nie… to straszne, że tak cierpiałeś… rozumiem twoją… gorycz.
    Noelli wydało się, że był zdziwiony jej słowami.
    Nic jednak nie powiedział.
    Milczenie się przeciągało. Zdesperowana Noella pomyślała, że najlepiej będzie, jeśli natychmiast stąd odejdzie. W tym samym momencie hrabia odwrócił się od okna i powiedział:
    – Przede wszystkim – jego głos był znacznie spokojniejszy – musimy pomyśleć o nowych strojach dla ciebie.
    Noella rozumiała, jak trudno było mu to powiedzieć. Wiedziała, że musi mu coś odpowiedzieć:
    – Będę… zachwycona. Dzisiaj rano, kiedy się ubierałam, pomyślałam, że lepiej bym wyglądała… gdybym zamiast tej sukni włożyła na siebie… jedną z twoich zasłon, albo, jeśli ci nie żal, któryś z arrasów.
    Hrabia nie mógł się powstrzymać od śmiechu, ale zmiana nastroju nie przychodziła mu łatwo.
    – Wyglądałabyś w tym stroju dość dziwacznie – powiedział. – Zresztą posłałem już do Yorku po najlepszą krawcową w mieście.
    Wydawał się nie zauważać zakłopotania Noelli.
    – Niedługo powinniśmy pojechać do Londynu, ale już teraz musimy zadbać o twoją garderobę, żebyś mogła się zaprezentować, jak przystało na moją siostrę.
    – Jestem ci ogromnie wdzięczna – powiedziała Noella – ale czy mogę cię poprosić o coś jeszcze?
    – Naturalnie.
    – Czy mógłbyś dać niani i Hawkinsowi… trochę… pieniędzy? Nie otrzymują zapłaty za służbę od bardzo dawna.
    Wydawało się jej, że dostrzegła zdziwienie na twarzy hrabiego.
    – Czy mogę liczyć na twoją… wspaniałomyślność?
    Hrabia przez chwilę się nad czymś zastanawiał, po czym rzekł:
    – Domyślam się, że kobieta, którą nazywasz nianią, i Hawkins byli na służbie u pani Wakefield.
    Noella uświadomiła sobie, że brak wyjaśnienia obecności tych dwojga ludzi jest poważnym błędem, który popełniła, zdając się we wszystkim na Jaspera.
    Szukała w myślach jakiegoś rozsądnie brzmiącego wytłumaczenia. Po chwili powiedziała:
    – Masz rację. Oboje służyli pani Wakefield, ale niania bardzo troskliwie opiekowała się mamą… do ostatniej chwili.
    Zauważyła, że hrabia spochmurniał, kiedy wspomniała matkę, toteż szybko dopowiedziała:
    – Co do Hawkinsa, to tylko dzięki niemu jeszcze żyję. Zawsze zadbał o drewno na opał, a dzięki upolowanym przez niego królikom udało nam się jakoś przeżyć. – Jej głos zadrżał. – Bez nich obojga nie dałabym sobie rady.
    Hrabia rozchmurzył się i powiedział:
    – 
    W takim razie zasłużyli na nagrodę. Rozumiem też, dlaczego nie chciałaś się z nimi rozstać.
    – Czekałby ich przytułek.
    – Zapomnij o tym. Zapomnij o dotychczasowym życiu. Możesz zatrzymać przy sobie ludzi, którzy tak wiernie ci służyli.
    – Dziękuję ci, dziękuję – wykrzyknęła Noella.
    – To dla mnie najważniejsze.
    – Ważniejsze niż nowe suknie?
    – Mam nadzieję, że mi je podarujesz. Sam powiedziałeś, że mój wygląd drażni nawet kamienne rzeźby. -Wydawało się jej, iż dostrzegła lekki uśmiech na twarzy hrabiego. – Jestem niemal pewna, że Cerera spojrzała na mnie pogardliwie, kiedy przechodziłam obok niej parę chwil temu.
    Hrabia roześmiał się na głos i rzekł:
    – 
    A więc rozpoznałaś ją? Pozwól wobec tego, że przedstawię cię reszcie osobistości tego zamku.
    – To będzie… niesamowite – powiedziała Noella. – Czy pozwolisz mi przeczytać te książki?
    – Wszystkie?
    – Tak. Jeśli się zgodzisz, będzie to oznaczało, że zostanę tu co najmniej sto lat.
    Roześmiał się, ale Noella pomyślała, że jego śmiech brzmi dziwnie, jakby hrabia nie nawykł do zabawnych sytuacji.
    Zwiedzanie rozpoczęli od biblioteki. Noella stwierdziła, że jakkolwiek przeważały stare dzieła, to jednak znalazło się pośród nich miejsce na „Women as they are” Catherine Grace Gore, powieść Edwarda Bulwerą i poematy lorda Byrona.
    Nie powiedziała ani słowa na temat tego ostatniego, jako że książę zapewne nie zaaprobowałby jej upodobania do literatury romantycznej.
    Po obejrzeniu biblioteki przeszli do galerii.
    Obejrzała wspaniałe portrety pędzla van Dycka, Petera Lely i Gainsborougha. Uwielbiała malarstwo, toteż nie mogła się wprost nacieszyć wspaniałymi obrazami.
    Zachwycił ją cudowny portret królowej Henrietty Marii autorstwa van Dycka. Zaintrygował obraz namalowany przez Godfreya Knellera przedstawiający księcia Albermale, generała i admirała w jednej osobie.
    Nie zauważyła, jak bardzo jej smak i wiedza o sztuce zdziwiły hrabiego. Był absolutnie zdumiony, kiedy przystąpili do oglądania sreber.
    Noella z dużym znawstwem rozmawiała o Martinie Bowesie oraz Adamie i Paulu Vianenach z Elrechtu, słynnych XVI-wiecznych mistrzach sztuki złotniczej.
    Hrabia nie wiedział naturalnie, że matka Noelli była miłośniczką sztuki, a w młodości oddawała się głębokim studiom nad twórczością największych artystów minionych epok.
    Przekazała Noelli wiedzę, która dotyczyła nie tylko malarstwa, ale również muzyki, złotnictwa i sztuki meblarskiej.
    Kiedy weszli do sali muzycznej, Noella krzyknęła na widok fortepianu.
    – Czy pozwolisz mi zagrać na nim czasami? – zapytała błagalnie.
    – Naturalnie – odparł hrabia. – Nie sądziłem jednak, że jesteś pianistką.
    – O, to zbyt wiele powiedziane – uśmiechnęła się – ale uwielbiam grać na fortepianie.
    Często grywałam też na organach kościelnych.
    – Wygląda na to, że jesteś ekspertem w dziedzinie muzyki. Mam nadzieję, że masz w repertuarze coś więcej niż pieśni religijne.
    Noella zamierzała powiedzieć mu, że zna również sonaty Chopina, a także wspaniałe walce, które w czasach panowania króla Jerzego IV stały się modne w Londynie za sprawą księżniczki de Lieven. W porę jednak uświadomiła sobie, że hrabia prawdopodobnie potraktowałby jej upodobania muzyczne jako przywiezione z Rzymu, Wenecji i, nade wszystko, z Paryża, przeto godne potępienia. Postanowiła więc nie komentować jego ostatniej uwagi.
    Wspaniała jadalnia, do której przeszli po wyjściu z sali muzycznej, pozwoliła jej na bezpieczną rozmowę o cudownych meblach i dekoracjach wykonanych przez Adama Vianena.
    Pod jasnozielonymi ścianami stały dwa rzeźbione, pozłacane stoliki pochodzące z czasów Karola II.
    Wnętrze udekorowane było obrazami tak pięknymi, że Noella nie potrafiła oderwać od nich oczu. Nie przestała im się przyglądać, nawet kiedy zasiedli do lunchu, choć wszystko smakowało jej wybornie i z niejakim smutkiem stwierdziła w pewnym momencie, że nie jest w stanie nawet spróbować kolejnych dań. Trudno jej było się z tym pogodzić, szczególnie przez świeżą jeszcze pamięć dni, kiedy cierpiała niedostatek jedzenia.
    – Powinienem był się domyślić, że jesteś głodna -powiedział hrabia, kiedy Noella wreszcie podziękowała i nie skosztowała nawet owoców podanych na cudownej porcelanie z Sevres.
    – Chętnie spróbowałabym tych owoców powiedziała – ale, jak mawia niania, „oczy mam większe od żołądka”. Prawdę powiedziawszy, nie jestem już w stanie przełknąć ani kęsa.
    Wypowiedziała te słowa tak naturalnie, jakby rozmawiała z matką, i odniosła wrażenie, że ten ton zdziwił nieco hrabiego. „Muszę bardziej uważać i starać się zachowywać jak dama” – postanowiła.
    Noella nie potrafiła jednak dotrzymywać tego typu postanowień i naginać do nich swojej natury. Po chwili zapomniała już, że powinna być damą, i zapytała:
    – Co pokażesz mi po południu? Tylko nie mów, że nic, bo jestem niezwykle ciekawska i nie zniosłabym odmowy.
    – Myślę, że przejażdżka po posiadłości zaspokoi po części twoją ciekawość. Trochę już dziś pospacerowaliśmy, proponuję więc odłożyć zwiedzanie ogrodów na inny dzień.
    Zamyślił się na chwilę, po czym powiedział:
    – Możemy obejrzeć stajnie. Myślę, że spodoba ci się również nasza świątynia. Zaprojektował ją sam Vanbrugh w 1724 roku. Mówi się, że jest klejnotem architektury ogrodowej.
    Jego słowa zabrzmiały nieco pompatycznie, ale Noella klasnęła w dłonie i wykrzyknęła:
    – 
    Oczywiście, z przyjemnością zwiedzę świątynię i wszystko, co tylko zechcesz mi pokazać!
    Powiedz mi, jakie to uczucie, kiedy się ma taki zamek i tyle innych skarbów?
    – To jest również twój dom – powiedział cicho hrabia.
    Noella nie odpowiedziała.
    Nagłe znów z całą ostrością uzmysłowiła sobie, jak bardzo nieuczciwie wobec niego postępuje. Pomyślała o swoim smutnym czarno-białym domu, który wymagał malowania.
    Przypomniały się jej dziury w dachu, z którego wiatr zwiał dachówki, popękane i powybijane rombowe szyby w oknach, na naprawę których było już za późno, a także zaniedbany ogród, wyglądający teraz jak dżungla. „To tam jest moje prawdziwe miejsce” – zadumała się.
    Zatopiona w myślach nie zauważyła, że hrabia przygląda się jej z uwagą.
    – Czy coś się stało? – zapytał.
    – Nn… nic – odpowiedziała szybko.
    – Nieprawda. Rozumiałem, że byłaś przestraszona i skrępowana tuż po przybyciu na zamek. Teraz jednak widzę, że trapi cię coś innego. Powiedz mi, proszę, co to takiego?
    Z najwyższym wysiłkiem Noella zmusiła się do uśmiechu.
    – Martwię się, że któregoś ranka to wszystko okaże się tylko snem – odparła szybko.
    Spojrzała na hrabiego wstającego od stołu.
    Była pewna, że jej nie uwierzył.
    Kiedy wrócili z przejażdżki otwartym powozem zaprzęgniętym w dwa cudowne konie, przy wejściu czekał na nich kamerdyner:
    – Pół godziny temu przyjechała krawcowa, panie hrabio. Czeka na jaśnie panienkę w jej sypialni.
    – Czas, żebyś wybrała sobie wyprawkę panny młodej – powiedział hrabia.
    Noella wzdrygnęła się na jego słowa, ciągle pamiętając, co powiedział wcześniej na temat jej małżeństwa. Po czym powiedziała impulsywnie:
    – Może będziesz mi chciał w tym pomóc?
    Boję się, że wybiorę niewłaściwe rzeczy.
    Od dawna nie kupowałam nawet chusteczek do nosa.
    Przez chwilę wydawał się zaskoczony jej słowami, po czym powiedział:
    – Oczywiście.
    Pokaż mi się we wszystkim, co przywiozła krawcowa. Poczekam w bibliotece.
    Noella uśmiechnęła się i wbiegła na schody.
    Krawcowa, kobieta w średnim wieku, i jej dwie asystentki rozmawiały z nianią. W sypialni piętrzyły się stosy białych kartonów. Niektóre z nich były już otwarte, a ich zawartość leżała na łóżku lub wisiała na szafie. Było tych sukien tyle, że Noella poczuła się przez moment bardzo onieśmielona. Kiedy jednak przypomniała sobie własne stroje, stare i powycierane, szczerze Ucieszyła się, że nareszcie się ich pozbędzie.
    Zaczęła od dwóch niezwykle twarzowych długich sukien dziennych o wąskich taliach i obszernych rękawach.
    Kiedy włożyła pierwszą z nich, zbiegła do biblioteki, gdzie czekał hrabia. Siedział za biurkiem i nie wstał na jej widok..
    Noellę rozpierała radość, że mogła włożyć na siebie modną suknię, tak różną od staroświeckich, długich i wąskich, w które się do tej pory ubierała. Okręciła się kilka razy przed hrabią, żeby mu pokazać, jak dół sukni pięknie wiruje w ruchu.
    Kiedy się zatrzymała i wpatrzona w niego czekała na werdykt, hrabia powiedział krótko:
    – Tak, weź ją – po czym powrócił do lektury listu.
    Pobiegła na górę i przymierzyła jeszcze trzy inne suknie dzienne, zanim otwarte zostały kartony z kreacjami wieczorowymi.
    Wszystkie były przepiękne. Kiedy Noella włożyła na siebie pierwszą z nich, o falbanach wysadzanych diamentami, poczuła się jak księżniczka z bajki.
    Schodziła na dół, tym razem powoli i z godnością, wsłuchując się w szelest jedwabiu. Biel jej skóry, widocznej w głębokim dekolcie, kontrastowała z ciemnym materiałem.
    Kiedy weszła do biblioteki, pomyślała, że powinna się głęboko pokłonić hrabiemu. Tak też uczyniła, po czym spojrzała mu w twarz, czekając na opinię.
    Ze zdumieniem spostrzegła chłód w jego oczach:
    – Ten dekolt jest za duży – powiedział ostro – stanik za nisko. Powiedz krawcowej, że jeśli nie ma dla ciebie niczego stosowniejszego, może się zabierać stąd razem ze swoimi strojami.
    Słowa hrabiego zabrzmiały jak policzek.
    Przez chwilę nie była w stanie się poruszyć.
    Wpatrywała się w niego w milczeniu, zaskoczona tym niespodziewanym atakiem. Poczuła, że łzy napływają jej do oczu.
    Kiedy zamierzała się odwrócić i wyjść z pokoju, uderzył pięścią w biurko i powiedział gniewnie:
    – Chcę, żeby moja siostra wyglądała jak dama, a nie… komediantka.
    Przed ostatnim słowem była długa pauza.
    Noella pomyślała, że hrabia zmitygował się w ostatniej chwili i powiedział „komediantka” w miejsce pierwotnie zamierzonego słowa „ladacznica”.
    Była też pewna, że pomyślał o jej matce.
    Powoli wróciła do sypialni.
    Bardzo dużo czasu zajęły im poszukiwania między rzeczami przywiezionymi przez krawcową sukni na tyle prostej, by hrabia mógł ją zaakceptować.
    Zgodził się jeszcze na dwie inne i zażyczył sobie rozmowy z krawcową, przy której Noella nie była obecna, ale domyśliła się, że hrabia w mocnych słowach powiedział, czego od niej oczekuje. Po tej reprymendzie zrezygnowała z prezentacji zawartości reszty kartonów.
    Noella sama wybrała bieliznę i stroje nocne.
    Wszystkie wybrane przez nią rzeczy były wykonane z miękkiego jedwabiu i ozdobione koronkami, toteż Noella pomyślała, że gdyby hrabia je zobaczył, z pewnością by ich nie zaaprobował.
    Przed wyjazdem krawcowa zaoferowała Noelli liczne niezbędne dodatki, które mogłaby niezwłocznie przysłać z Yorku. Noella zgodziła się na jej propozycje i krawcowa opuściła zamek w pełni usatysfakcjonowana.
    Po krótkim odpoczynku Noella ubrała się w jedną z nowych sukien, choć ciągle się obawiała, że hrabia znów wybuchnie gniewem na jej widok. Najwyraźniej nie rozumiał, że zgodnie z panującą modą wszystkie suknie wieczorowe musiały mieć ciasny stanik i odsłaniać nieco ramiona.
    Noella podniosła stanik jak najwyżej, ale me mogła zaradzić jego wykrojowi. Przejrzała się w lustrze i pomyślała z niezadowoleniem, że istotnie jej ramiona i szyja wyglądają nago.
    Nigdy nie była na żadnym przyjęciu, a informacje o modzie czerpała jedynie z lektury „Magazynu dla pań”, który jej matka pożyczała od żony pastora. Nic dziwnego, że teraz nie potrafiła powiedzieć, czy wkładając tę suknię była modna, czy frywolna.
    Stała przed lustrem, kiedy do sypialni weszła niania i powiedziała:
    – Panno Noello, potrzebny ci będzie jakiś naszyjnik.
    – Nawet gdybym go kiedykolwiek miała, dzisiaj byłby już sprzedany – powiedziała rozbawiona Noella.
    – Mam pomysł – rzekła niania.
    Na stole przy łóżku stał wazon z kwiatami.
    Właśnie z nich sprawne dłonie niani uplotły naszyjnik. Noella przypomniała sobie wianki ze stokrotek, które plotła w dzieciństwie dla mamy.
    Niania zawiązała na długiej szyi Noelli uwity z drobnych kwiatów wianek. Spojrzały w lustro, żeby ocenić efekt.
    – Nianiu, jesteś genialna – zawołała Noella.
    – Gdybyśmy miały sklep, zrobiłybyśmy majątek na twoich naszyjnikach.
    Niania uśmiechnęła się i powiedziała:
    – Jak długo tu jesteśmy, nie potrzebujemy żadnego sklepu.
    – Cicho – zawołała Noella i spojrzała nerwowo na drzwi.
    – Nie przejmuj się – uspokoiła ją niania. -
    Służba ciągle opowiada, że wciąż wyglądasz tak samo jak tego dnia, kiedy matka cię stąd zabrała.
    – Boję się, że popełnię jakiś błąd – szepnęła Noella i przypomniawszy sobie poranną rozmowę z hrabią dokładnie powtórzyła niani wszystko, co powiedziała mu o niej i Hawkinsie.
    – Nie skłamałam – mówiła Noella, jakby chciała przekonać samą siebie. – Przecież byłaś bardzo dobra dla Noely i opiekowałaś się mną od urodzenia.
    – Cóż, miejmy nadzieję, że teraz ktoś się zaopiekuje nami – rzekła niania. – Inaczej wrócimy do domu bez grosza przy duszy.
    Noella drgnęła:
    – Myślisz, że tak właśnie by zrobił, gdyby się dowiedział?

ROZDZIAŁ 5

    Wracali do zamku z przejażdżki. Noella myślała o tych kilku pierwszych dniach spędzonych w Ravensdale. Było to cudowne przeżycie.
    Hrabia zabierał ją na wycieczki, w czasie których mogła dokładnie zwiedzić posiadłość.
    Niektóre z wypraw odbywali wierzchem.
    Noella z satysfakcją stwierdziła, że nie zapomniała jazdy konnej, choć upłynęło już pięć lat od śmierci ojca, kiedy to ich sytuacja materialna zaczęła się pogarszać i matka musiała sprzedać konie.
    Wierzchowce hrabiego były wspaniałymi, rasowymi i doskonale ułożonymi zwierzętami.
    Miała cudownego opiekuna i kompana w osobie gospodarza Ravensdale. Była szczęśliwa.
    Wieczorami, kiedy wracała do sypialni, uświadamiała sobie, że darzy hrabiego coraz większą sympatią, choć wciąż nie potrafiła się uwolnić od strachu przed jego niezrozumiałymi, zaskakującymi reakcjami.
    Potrafił być ujmująco miły. Chętnie odpowiadał na wszystkie pytania i wydawał się zadowolony z jej towarzystwa. Ale chwilę później, zupełnie nieoczekiwanie, stawał się zgorzkniały, kłótliwy i przyglądał się jej podejrzliwie.
    W takich chwilach serce Noelli waliło ze strachu, że hrabia odgadł mistyfikację.
    Kiedy jednak głębiej się nad tym zastanawiała, dochodziła do wniosku, że zachowanie hrabiego nie wynikało z jego nieufności wobec niej, ale z podejrzliwości wobec kobiet w ogóle. ' Była też przekonana, że hrabia obawia się z jej strony czegoś nieodpowiedniego, jakiejś niemiłej niespodzianki, która ujawni, że życie w towarzystwie matki i Fairburna naznaczyło ją nieusuwalnym piętnem.
    Noella nie miała jednak pojęcia, czego dokładnie się hrabia obawiał. Za mało wiedziała o miejscach, w których obracała się Noely, J żeby wyobrazić sobie ich ewentualne zgubne skutki.
    Naturalnie kuzynka poinformowała ją o złej sławie weneckich kasyn. Opowiedziała o comiesięcznych festiwalach, w czasie których wszyscy oddawali się rozmaitym uciechom, ale nie dowiedziała się, na szczęście, że każda wenecka dama musiała mieć swojego cicerona, przewodnika lub kochanka, choć w istocie nie zawsze prowadziło to do zbliżenia cielesnego.
    O weneckich dżentelmenach Anglicy zwykli mawiać, że mają oni nieco „inne zainteresowania”, które dotyczą wszystkich pięknych kobiet w mieście, ale z pominięciem własnych żon.
    Gdyby Noella wiedziała, że hrabia miał wobec niej tego typu obawy, nie tyle by się przestraszyła, ile zdziwiła. Od urodzenia mieszkała bowiem na wsi i była bardzo naiwna.
    Słyszała od kuzynki, że paryżanki upiększały się kosztowną biżuterią, a na ich cześć wydawano przyjęcia, które nazywano „orgiami”.
    Nie wiedziała jednak zupełnie, jakie niegodziwości kryją się za tą nazwą.
    Podobnie było w Rzymie. Noely często opowiadała o komplementach, których się nasłuchała od ciemnookich Włochów, poznanych przez Fairburna w kasynach:
    – Trochę się ich bałam – powiedziała kiedyś. – Czasem przychodzili do mamy, a ja uciekałam od nich i ukrywałam się na wypadek, gdyby chcieli się ze mną kochać.
    – A dlaczegóż chcieliby to robić? – zapytała Noella, wpatrując się w kuzynkę szeroko otwartymi oczami.
    Szybko jednak sama odpowiedziała:
    – A, już wiem. Z pewnością chcieli się z tobą ożenić.
    Noely odwróciła wzrok i rumieniąc się wyjaśniła:
    – W Italii o małżeństwach decydują rodzice.
    Włosi żenią się bardzo młodo.
    – Czy to znaczy, że zalecali się do ciebie żonaci mężczyźni?
    Noely milczała przez chwilę, po czym powiedziała:
    – Pomówmy o czym innym. Dzięki Bogu, porzuciłyśmy Wenecję, Rzym, Neapol, Paryż i wszystkie te miejsca na zawsze. Gdziekolwiek mama będzie chciała stąd wyjechać, ja wolę zostać tutaj.
    Noella była wtedy bardzo zadowolona, że kuzynka tak dobrze się czuje w jej towarzystwie.
    Zaproponowała jej spacer po ogrodzie i rozmowę na ciekawsze niż mężczyźni tematy.
    Teraz jednak była pewna, iż hrabia ją obserwuje i jest gotów natychmiast zareagować na każde niegodne damy zachowanie. Zapewne był przekonany o ich nieuchronności. Co gorsza, mógł też wierzyć, że zaraza „rynsztoków Europy” pozostawiła na Noelli nieusuwalne piętno.
    Nie miała innego wyjścia, jak zachowywać się z godnością i unikać sytuacji, które mogłyby go sprowokować do kłopotliwych pytań.
    Nie chciała urazić jego uczuć, toteż nie wypytywała go o jego przeszłość, zadowalając się informacjami, które przekazywała jej niania.
    Ta zaś miała ich sporo, jako że większość służby stanowili ludzie w starszym wieku, którzy służyli Ravenom od lat i znali hrabiego od dziecka.
    Często przed zaśnięciem Noella zastanawiała się, dlaczego Caroline zdecydowała się na tak okrutny postępek wobec własnego syna. „Dlaczego nie zabrała ich obojga?” Któregoś wieczoru domyśliła się odpowiedzi na to pytanie.
    Gdyby Caroline odeszła z córką i synem, hrabia by jej tego nie darował. Znalazłby ją i odebrał oboje dzieci. Z pewnością nie pozwoliłby bowiem, żeby jego syn, dziedzic tytułu i majątku, był wychowywany przez innego mężczyznę i kształcony poza Anglią.
    Wszystko to było dla Noelli szalenie skomplikowane.
    Często myślała o dniu, kiedy Caroline i Noely pozbawione środków do życia przybyły do domu jej matki. Caroline musiała wtedy bardzo żałować, że oddała życie w dobrobycie dla poniewierki.
    A zamek i posiadłość wydawały się Noelli coraz wspanialsze. Każdego dnia poznawała nowe skarby i cudowne budowle znajdujące się w okolicy.
    Oprócz świątyni Czterech Wiatrów obejrzała kamienne mauzoleum o wspaniale rzeźbionym wnętrzu. Zachwyciła ją cudowna fontanna.
    Był to posąg Atlasa dźwigającego Ziemię i to z niej właśnie tryskała woda.
    Kiedy Noella ujrzała tę rzeźbę, oniemiała z zachwytu i znieruchomiała.
    Hrabia uśmiechnął się do niej i powiedział, że przypomina mu jedną z rzeźb. Uwagę tę wygłosił dobrze znanym Noelli, chłodnym tonem, dlatego nie zorientowała się, że miał to być komplement. Wokół było tyle ciekawych rzeczy, że troszczyła się jedynie o to, żeby nie pominąć niczego ważnego.
    Gdzieś w zakamarkach świadomości czaił się wciąż strach, że któregoś dnia jej oszustwo wyjdzie na jaw, że w poniżający, haniebny sposób zostanie odprawiona z zamku.
    Gdyby tak się miało stać, byłoby to jak wyrzucenie z raju. Obawa przed takim zakończeniem jej przygody musiała się odbić na jej twarzy, bo hrabia zapytał:
    – Czym się martwisz?
    – Niczym… tylko pomyślałam właśnie, że jeśli to wszystko jest tylko snem, kiedy się obudzę, nie będzie zamku, fontanny, świątyni i ogrodu.
    – A co z właścicielem tego wszystkiego? zapytał hrabia.
    Spojrzała na niego. Wyglądał cudownie na wielkim, czarnym ogierze.
    – Ty też wydajesz mi się… nierealny – odpowiedziała.
    – Kim więc jestem? – zapytał z uśmiechem.
    – Może bogiem z Olimpu. I równie nieprzewidywalnym – rzekła bez zastanowienia.
    – Co masz na myśli?
    Nie powinna była dopuścić, żeby rozmowa tak się potoczyła. Popełniła błąd, nie pozostawało nic innego, niż szczerze mu odpowiedzieć.
    – Wiele razy czytałam, że Zeus i wszyscy inni bogowie byli bardzo chimeryczni, zmienni w swoich sympatiach i antypatiach, no i zachowywali się wyniośle wobec istot ludzkich.
    – Rzeczywiście takie masz o mnie zdanie?
    Pomyślała, że ta rozmowa przybrała zbyt osobisty charakter. Po chwili namysłu powiedziała:
    – Czasami jesteś dla mnie bardzo…
    miły… a czasami… boję się ciebie.
    Przez chwilę jechali w milczeniu, które przerwał hrabia:
    – Jesteś zupełnie inna, Noello, niż myślałem.
    Spojrzała na niego zdziwiona i zapytała:
    – 
    A co myślałeś?
    – Że spotkam kogoś bardzo światowego, komu po latach spędzonych w kosmopolitycznej Europie trudno będzie polubić wiejskie życie w Anglii.
    Noella westchnęła. Gdyby mogła mu powiedzieć, że nigdy nie poznała innego życia, że nawet nie była go ciekawa, że nie ma dla niej piękniejszego miejsca na świecie niż Yorkshire.
    Hrabia milczał. Zrozumiała, że czeka na jej odpowiedź.
    – Mam nadzieję, że chciałeś mi powiedzieć, iż moje towarzystwo sprawia ci przyjemność… jeśli tak, to jestem bardzo szczęśliwa – powiedziała poganiając konia, żeby odjechać od hrabiego.
    Kiedy ją dogonił, nie powrócili już do tego tematu.
    Noella z niedowierzaniem myślała o szczęściu, które ją spotyka. Każdego poranka budziła się niecierpliwie oczekując nowych atrakcji, których codziennie dostarczał jej hrabia.
    Smaczne, obfite posiłki jedzone cztery razy dziennie sprawiły, że wróciła jej energia i ciekawość świata. Zauważyła też, że niania i Hawkins odmłodnieli i sprawiali wrażenie szczęśliwych.
    W czasie porannej toalety w sypialni mogły rozmawiać z nianią bez obaw, że ktoś je podsłucha.
    Któregoś ranka Noella dowiedziała się od swojej opiekunki, że wśród służby nie ma nikogo, kto by cokolwiek podejrzewał.
    – Mówią, że jesteś nawet ładniejsza od hrabiny – mówiła niania. – Mnie to nie dziwi, bo twoja matka była o wiele piękniejsza od pani Fairburn, jak kazała się nazywać.
    – Jakie to szczęście, że byłam tak podobna do Noely.
    – Po mojemu – mówiła mania – to Bóg czuwał nad nami, że się tu znaleźliśmy. Gdybyśmy zostali w domu, już dawno byśmy pomarli.
    Niania powiedziała to z takim przekonaniem, że Noella nie ważyła się nawet sprzeciwić.
    Z każdym dniem coraz trudniej było jej uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno nie miała środków do życia i najmniejszej choćby nadziei na jakąś odmianę.
    Z tych myśli wyrwał ją widok zamku, który ukazał się jej w promieniach słońca.
    – Czyż może być coś piękniejszego? – zapytała półgłosem.
    – To samo pytanie zadaję sobie setki razy i nigdy nie zrozumiem powodów, dla których ktoś chciałby stąd uciekać.
    Noella domyśliła się, że hrabia miał na myśli matkę.
    – Jeśli chodzi o mnie, gotowam spędzić tu wieczność.
    – To nie będzie, oczywiście, możliwe.
    – Dlaczego? – Noella spojrzała na niego zdziwiona stanowczym tonem jego głosu.
    – Ponieważ kiedyś wyjdziesz za mąż – odparł.
    Noella odetchnęła z ulgą, ponieważ przez chwile myślała, że hrabia odsyła ją z zamku z innych powodów.
    – Nie ma potrzeby się z tym śpieszyć powiedziała niefrasobliwie. – Jeśli mnie nikt nie poprosi o rękę, nie będę żałowała. Chętnie zostanę tu jako stara panna.
    Wjechali na dziedziniec i zatrzymali się przed wejściem. Dwaj służący podbiegli do nich i chwycili konie za uzdy. Hrabia zeskoczył na ziemię i pomógł zejść Noelli, podając jej rękę.
    Spojrzała na niego. Był taki silny i przystojny.
    Nie potrafiła sobie wyobrazić, że istnieje na świecie mężczyzna piękniejszy i mądrzejszy.
    Kiedy dotarli na szczyt kamiennych schodów i weszli do hallu, hrabia powiedział:
    – 
    Przebierz się szybko. Sir Stephen Horton będzie na obiedzie.
    – Znowu? – powiedziała Noella odwracając się do służącego, żeby mu podać szpicrutę i kapelusz. Hrabia zapewne nie usłyszał jej.
    Kiedy szła do sypialni, poczuła się rozczarowana tym, że zjedzą obiad we troje, a nie, jak liczyła, we dwoje z hrabią.
    W minionym tygodniu hrabia wydał dwa lub trzy małe przyjęcia, na które zaprosił przyjaciół i sąsiadów. Rozmawiali o lokalnych wyścigach konnych, które zaplanowano na przyszły miesiąc. Rozprawiali też o koniach, których hrabia był wielkim znawcą. Większość gości stanowili starsi mężczyźni. Zdziwiła ich obecność Noelli, nie wiedzieli bowiem, że hrabia sprowadził swą siostrę. Dziewczyna wszystkim przypadła do gustu. Przed opuszczeniem zamku goście księcia oświadczyli, że ich żony na pewno będą chciały zaprosić Noellę do siebie, żeby ją poznać.
    Przy okazji jednak Noella dowiedziała się, że nieznacznie młodszy od reszty Stephen Horton nie był żonaty.
    Dwa dni wcześniej po raz trzeci złożył wizytę hrabiemu, żeby, jak twierdził, omówić problemy związane z hodowlą koni. Noella zauważyła jednak, że sir Stephen Horton poświęca jej nadzwyczaj dużo uwagi. Pomijając fakt, że był nudziarzem i wolał wszystkich pouczać, zamiast rozmawiać, było w nim jeszcze coś, co się Noelli nie podobało.
    Mam nadzieję, że długo nie zabawi – pomyślała Noella, idąc korytarzem do sypialni. – Wolałabym, żeby Lyndon zabrał mnie na przejażdżkę.
    Niemal tak bardzo jak konne wycieczki, lubiła jazdę wygodną bryczką, która dawała jej możliwość swobodnej konwersacji z hrabią bez krępującej obecności służby. Podziwiała łatwość, z jaką hrabia, nie używając bata, umiał utrzymać konie w ryzach. Prędkość, jaką udawało mu się przy tym osiągnąć, była nadzwyczajna.
    Teraz – myślała gniewnie – sir Stephen będzie siedział może nawet do wieczora. Będą musieli go słuchać, zamiast cieszyć się słonecznym dniem.
    Zmieniła strój do konnej jazdy na jedną z ładnych, dziennych sukien, które przysłano jej z Yorku. Miała modne, szerokie rękawy i szeroki, rozkloszowany dół.
    Smukła talia, ciągle jeszcze zbyt szczupła po latach niedojadania, sprawiała, że Noella wyglądała krucho i niemal eterycznie. Jej suknia miała kolor pierwszych niezapominajek, nieśmiało rozchylających drobne, błękitne płatki pośród innych, bardziej okazałych kwiatów w ogrodzie.
    Wchodząc do salonu, była zupełnie nieświadoma urody swej okolonej jasnymi włosami, drobnej i wyrazistej twarzy.
    – Jesteś, Noello! – wykrzyknął hrabia. – Sir Stephen właśnie pytał o ciebie.
    – Przykro mi, że musieliście na mnie czekać – powiedziała Noella. Mówiąc to podała sir Stephenowi rękę, ten zaś trzymał ją w swej dłoni dłużej, niż wymagała tego etykieta.
    Podano do stołu i wszyscy udali się do jadalni. Zgodnie z oczekiwaniami Noelli panowie natychmiast zaczęli rozmawiać o koniach, co pozwoliło jej swobodnie podziwiać obrazy i pięknie malowany sufit. Tak głęboko się zamyśliła, że nie zauważyła, kiedy obiad dobiegł końca.
    Gdy wychodzili z salonu, sir Stephen poprosił hrabiego:
    – Mogę z panem porozmawiać na osobności?
    – Oczywiście – odparł hrabia. – Noella na pewno znajdzie sobie zajęcie w sali muzycznej.
    – Naturalnie – odpowiedziała Noella.
    Od przyjazdu nie miała zbyt wiele czasu na grę na fortepianie.
    Za każdym razem, kiedy wchodziła do sali muzycznej, zachwycały ją bliźniacze klasyczne wzory na suficie i dywanie. Na ścianach wisiały duże obrazy Zucchiego, wnętrze zdobiły złocone krzesła w stylu chippendale, sofy z obiciami z Beauvais i pięknie rzeźbione, pozłacane stoliki pod oknami.
    Zasiadła przy fortepianie i zaczęła grać. Kiedy zabrzmiała muzyka, Noella wyobraziła sobie, że pokój jest pełen dam i mężczyzn z minionej epoki.
    Ubrani byli w barwne stroje w stylu Ludwika XVI i Marii Antoniny. Kiedy wyimaginowane przez nią postaci zaczęły tańczyć do muzyki, którą grała, ktoś nagle otworzył drzwi. Wróciła do rzeczywistości sądząc, iż to hrabia przyszedł jej powiedzieć, że sir Stephen już wyszedł. Kiedy zdejmowała palce z klawiszy, ujrzała sir Stephena.
    Była rozczarowana, więc nawet nie podniosła się z taboretu, czekając, aż gość sam do niej podejdzie.
    – To było bardzo romantyczne, Noello powiedział.
    Po raz pierwszy zwrócił się do niej tak nieoficjalnie, więc odpowiadając mu, Noella celowo użyła jego tytułu.
    – Jest pan muzykalny, sir Stephenie?
    – Nie – odrzekł – ale w tej chwili pragnąłbym być poetą.
    – Poetą? – wykrzyknęła Noella.
    Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić sir Stephena czytającego wiersze, tym bardziej piszącego je.
    Przez chwilę milczeli, po czym Noella zapytała:
    – Czy Lyndon na mnie czeka?
    – Chcę z tobą porozmawiać – powiedział sir Stephen.
    Spojrzała na niego i dostrzegła w jego oczach coś, co ją zaniepokoiło.
    – Poprosiłem twojego brata o zgodę na poślubienie cię i otrzymałem ją – oznajmił sir Stephen.
    Noella nie wierzyła własnym uszom. Wstała z taboretu i wykrzyknęła ze strachem:
    – Nie, nie! Oczywiście, że nie!
    Chciała się odsunąć, ale przeszkodził jej taboret i fortepian. Sir Stephen chwycił ją za rękę.
    – Chcę, byś została moją żoną – powiedział.
    – Jestem pewien, Noello, że będziemy razem bardzo szczęśliwi.
    Kiedy jego palce zacisnęły się na jej dłoni, Noella poczuła się zagrożona i zapragnęła uciec. Próbowała wyrwać mu swą rękę, ale on trzymał ją mocno, mówiąc:
    – Może mój dom nie jest aż tak wspaniały, jak ten zamek, ale należy do mojej rodziny od dwustu lat i na pewno będziesz najpiękniejszą spośród wszystkich kobiet, które kiedykolwiek w nim gospodarzyły.
    – Bardzo mi przykro – powiedziała Noella cichutko. – Choć czuję się zaszczycona pańską propozycją, sir Stephenie, nie mogę się zgodzić.
    Sir Stephen uśmiechnął się.
    – Jesteś jeszcze bardzo młoda – powiedział.
    – Rozumiem, że jesteś zdenerwowana i że możesz się nawet trochę obawiać małżeństwa.
    Ale będę dla ciebie dobrym i wielkodusznym mężem, i nie ma w Anglii lepszego miejsca do wychowywania dzieci niż Yorkshire.
    Noella wciągnęła powietrze. Miała wrażenie, że w ogóle nie słuchał, co do niego mówiła.
    Najwyraźniej po prostu uznał, że zostanie jego żoną, zupełnie nie licząc się z jej uczuciami.
    Z trudem wyzwoliła dłoń z jego uścisku i ścisnąwszy palce, powiedziała:
    – Proszę, niech mnie pan posłucha.
    – Ależ słucham – odpowiedział sir Stephen.
    – Ale musisz wiedzieć, Noello, że nie zrezygnuję. Twój brat zgodził się na nasze małżeństwo i w ciągu kilku dni zamierzam podać do prasy wiadomość o naszych zaręczynach.
    – Nie! – powtórzyła Noella.
    Sir Stephen wyciągnął ręce, by wziąć ją w ramiona.
    Zrozumiała, że chce ją pocałować i wyrwała się pośpiesznie. Zanim zdążył ponownie ją złapać, Noella wybiegła z pokoju. Słyszała, jak ją wołał, ale nie zatrzymała się. Pragnęła tylko przedrzeć się przez hall, potem w górę po schodach, by wreszcie skryć się we własnej sypialni.
    Zamknęła drzwi, przekręciła klucz w zamku i opadła na krzesło, przerażona i bez tchu.
    – Skąd mogłam przypuszczać… jak miałam się domyślić… że hrabia będzie chciał mnie tak szybko wydać za mąż, i do tego za sir Stephena Hortona – nie mogła zrozumieć Noella.
    Na samą myśl o tym, że miałby ją pocałować, Noella czuła wstręt. Prócz tego, że uważała go za pompatycznego nudziarza, sir Stephen nie podobał jej się jako mężczyzna.
    – Jak mogłabym poślubić kogoś takiego? pytała sama siebie z rozpaczą.
    Pomyślała o miłości, jaka łączyła jej rodziców, o szczęściu jakie, niby światło, emanowało z ich dusz.
    To było jej pragnienie i na pewno nie zaznałaby takiej miłości z sir Stephenem Hortonem.
    – Muszę przekonać hrabiego – pomyślała.
    Długo siedziała na krześle, po czym wstała i przejrzała się w lustrze.
    Nie mogła uwierzyć, że wyglądała tak zwyczajnie, gdy duszę jej owładnęło nieopisane przerażenie.
    A jeśli hrabia nie zechce jej wysłuchać?
    Nie mogła opanować drżenia.
    Potem, bezradna, jęła szukać pociechy w modlitwie.
    – Mamo, pomóż mi, pomóż! – błagała. -
    Jak mogłabym wyjść za mąż bez miłości?
    Zrozumiała po raz pierwszy, że uczucie, którego tak pragnęła, było tą samą miłością, którą kuzynka Caroline czuła do D'Arcy Fairburna.
    Może ona także była rozczarowana, może i ona czuła do hrabiego wstręt.
    Może dlatego zdobyła się na odwagę, by uciec z mężczyzną, którego nawet nie mogła poślubić.
    To było złe i grzeszne, ale równie źle jest poślubić kogoś, kogo się nie kocha, czyj dotyk przyprawia o dreszcz wstrętu.
    – Hrabia musi mnie zrozumieć – powiedziała głośno.
    Zastanawiała się, co się tam dzieje na dole, czy sir Stephen już doniósł hrabiemu o jej zachowaniu.
    – Może po tym już nie zechce mnie poślubić?
    – pomyślała z optymizmem.
    Potem jednak przypomniała sobie wyraz oczu sir Stephena. Nigdy dotąd tak na nią nie patrzył. Ponieważ zawsze był taki oschły i pompatyczny, Noella nie sądziła, że mógł mieć jakieś uczucia.
    Lecz kiedy ścisnął jej dłoń, a potem próbował ją wziąć w ramiona, Noella zrozumiała, że podoba mu się jako kobieta.
    – Jak ja to zniosę? – spytała przerażonym głosem.
    W końcu, po godzinie, poprawiła fryzurę i z bijącym sercem wolno zeszła po schodach.
    Była już prawie w hallu, kiedy idący jej naprzeciw służący wykrzyknął:
    – Właśnie szedłem po jaśnie panienkę. Jaśnie pan hrabia pragnie z panienką rozmawiać.
    – Jest… sam? – spytała Noella.
    – Tak, jaśnie panienko. Sir Stephen wyszedł przed chwilą.
    Powoli, jak gdyby każdy krok był dla niej olbrzymim wysiłkiem, Noella szła szerokim korytarzem prowadzącym do biblioteki. Stojące po obu stronach figury wydawały się więziennymi strażnikami, dybiącymi na jej wolność.
    Pomyślała, że Cerera z niej drwi, odmówiła bowiem przyjęcia Rogu Obfitości, zaoferowanego jej przez bogatego mężczyznę.
    – Wolałabym żebraka albo zamiatacza ulic – powiedziała Noella do siebie.
    Kiedy kamerdyner otworzył przed nią drzwi biblioteki, uniosła głowę do góry i weszła do środka.
    Hrabia stał przy oknie, spoglądając na ogród. Kiedy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi, odwrócił się i spojrzał w ich stronę, ale nie powiedział ani słowa do Noelli, ani ona do niego.
    Dopiero kiedy podeszła bliżej, rzekł:
    – Jak już wiesz, sir Stephen Horton poprosił mnie o twoją rękę i otrzymał moją zgodę.
    Noella chciała się odezwać, ale nie dał jej dojść do głosu.
    – Powinienem cię wcześniej poinformować, że Stephen Horton jest jednym z najbogatszych ludzi w hrabstwie, właścicielem wspaniałego domu. Był już co prawda żonaty, ale owdowiał ponad dziesięć lat temu.
    – Był… żonaty? – wyjąkała z trudem Noella.
    – Przypuszczam, że nie było to szczęśliwe małżeństwo. Ciebie to jednak nie powinno interesować. Uważam to za wielkie szczęście, że zainteresował się tobą mężczyzna tak majętny i z doskonałego rodu.
    – Ale ja… nie mogę wyjść za niego.
    – A to dlaczego?
    Gniewne pytanie hrabiego ugodziło ją jak kula pistoletu.
    – Ponieważ… nie kocham go.
    – Powiedziałem ci już, że miłość, o której ciągle mówisz, to rzecz bez najmniejszego znaczenia, ale typowe dla dziewcząt w twoim wieku romantyczne nonsensy i marzenia.
    Mówił coraz głośniej i gniewniej:
    – Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Powiem więcej, to mrzonki wymyślone przez pisarzy dla pieniędzy. Tylko głupiec może je poważnie traktować.
    – To… nieprawda – odparła Noella. – Miłość… jest podstawą… szczęśliwego małżeństwa.
    Przypomniała sobie swoich rodziców i starannie dobierając słowa powiedziała:
    – Znam ludzi, którzy byli nadzwyczajnie szczęśliwi…
    ponieważ się kochali… chociaż nie mieli pieniędzy.
    – No to zdarzył się cud – zadrwił hrabia. -
    Ja jednak zrobię wszystko, żeby cię ustrzec przed łowcami posagów albo karierowiczami, których celem jest wejście do arystokratycznej rodziny.
    – Jeśli o mnie chodzi… to chyba trudno mnie nazwać… łakomym kąskiem… dla łowcy posagów.
    – I tu się mylisz – powiedział książę. – Nasz ojciec zapisał ci znaczną sumę pieniędzy, którą będziesz mogła podjąć, kiedy wrócisz do domu jako jego prawowita córka.
    Noella była szczerze zdziwiona. Wpatrywała się w hrabiego szeroko otwartymi oczami.
    – Czy to znaczy… czy to znaczy, że mam… własne pieniądze?
    – Zapomniałem ci o tym powiedzieć pierwszego dnia po twoim przyjeździe. Dopiero Stephen Horton, którego nasz ojciec darzył olbrzymim zaufaniem, właśnie przed chwilą przypomniał mi o tym zapisie.
    Noella była tak zdziwiona tymi wieściami, że nie była w stanie się odezwać.
    – Naturalnie w jego przypadku nie ma to większego znaczenia – kontynuował hrabia ponieważ, jak już powiedziałem, Horton jest bardzo majętny.
    – Nawet gdyby był bogaty jak Krezus… nie wyszłabym za niego.
    – Znowu się mylisz- odparł książę. -Jako twój opiekun mam prawo wybrać kandydata na męża, a ty musisz zaakceptować mój wybór. Dowiedz się więc, że moim zdaniem sir Stephen Horton jest właściwym kandydatem na twojego męża.
    – Nie zamierzam… wyjść za niego – powiedziała Noella. – Jest nie tylko nudny… ale też… zupełnie mi się nie podoba.
    – Co za nonsens! – wykrzyknął rozgniewany hrabia. – To, że jest od ciebie starszy, pozwoli mu należycie się tobą zaopiekować i ustrzec cię od takich pomyłek jak…
    Nie dokończył zdania, ale Noella wiedziała, co miał na myśli.
    Przez chwilę zamierzała mu powiedzieć, że cokolwiek spotkało jego matkę po śmierci Fairburna, to jednak szczerze kochała człowieka, z którym uciekła. Przypomniała sobie relacje matki z rozmów z Caroline, która twierdziła, że gdyby jeszcze raz przyszło jej wybierać miedzy hrabią a Fairburnem, nie wahałaby się nawet przez chwilę.
    Przypomniała sobie, że matka była szczerze zdziwiona siłą uczucia Caroline, ale rozumiała jej determinację, ponieważ sama bardzo kochała swojego męża.
    Wspomnienie matki obudziło w niej odwagę i śmiałość:
    – To do niczego nie prowadzi… cokolwiek powiesz… nie zmusisz mnie do tego małżeństwa.
    – Wyjdziesz za niego, nawet gdybym miał cię siłą zaprowadzić do ołtarza! – krzyczał hrabia. – Przez idiotyczny, dziecinny opór nie jesteś w stanie zrozumieć, że robię to dla twojego dobra. Twoje dotychczasowe życie, miejsca, w których spędziłaś szesnaście lat, skutecznie odstraszą innych konkurentów. Jeśli będą inni. Już nigdy możesz nie mieć tak dobrej propozycji.
    – Nie chcę tej… ani innych dobrych… propozycji! – krzyknęła Noella. – Po co ten pośpiech?
    Jeśli w ogóle wyjdę za mąż… to za mężczyznę, którego… pokocham!
    – Wyjdziesz za tego, kogo ja ci wskażę! – wybuchnął hrabia.
    – Nigdy… a ty nie możesz… mnie zmuszać… jeśli spróbujesz… ucieknę!
    Kiedy wykrzyknęła ostatnie słowo, hrabia niemal stracił panowanie nad sobą. Ku jej przerażeniu, chwycił ją za ramiona i potrząsając nią, wrzasnął wściekle:
    – Jak śmiesz mi się sprzeciwiać? Jesteś taka jak twoja matka! Nie zamierzam tego tolerować! Zmuszę cię do posłuszeństwa, nawet jeśli będę musiał użyć siły!
    Była przerażona jego atakiem. Przez chwilę nie mogła zebrać myśli, ale wiedziała, że nie może się poddać.
    – Nienawidzę go! Nigdy za niego nie wyjdę!
    – szeptała do momentu, kiedy zaczęło jej brakować sił. Wtedy dopiero hrabia przestał nią potrząsać. Spojrzał na nią z wściekłością.
    Włosy opadły jej na ramiona. Stała przed nim w milczeniu, nie mogąc złapać tchu.
    Wpatrywała się w niego pociemniałymi oczami, w których determinacja mieszała się ze strachem.
    Drżącymi rękami odpychała go słabo w odruchu obrony.
    Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu, które przerwał hrabia:
    – Do diabła! Zrobisz, co ci każę albo, przysięgam, siłą cię do tego zmuszę!
    Wykrzyknął to podniesionym z furii głosem, a słowa wydawały się odbijać echem bez końca, aż Noella poczuła, że łzy napływają jej do oczu. Nie mogła się powstrzymać od szlochu.
    Dopiero wtedy ją uwolnił i szybko wyszedł z biblioteki, hałaśliwie zatrzaskując drzwi.
    Siły opuściły Noellę. Powoli osunęła się na podłogę.

ROZDZIAŁ 6

    Z trudem powstrzymując się od płaczu, wyszła z biblioteki. Po powrocie do sypialni usiadła na krześle. Ze wszystkich sił próbowała pozbierać myśli i odzyskać panowanie nad sobą.
    Nie mogła uwierzyć, że hrabia, tak uroczy i miły tego ranka, nagle się zmienił w zupełnie innego człowieka, okrutnego i bezwzględnego.
    Jak może zmuszać ją do małżeństwa z mężczyzną, którego wprost nie znosiła? Dlaczego zaatakował ją fizycznie? Dlaczego straszył ją, że przemocą zmusi ją do posłuszeństwa?
    Było to tak do niego niepodobne. Noella znów poczuła łzy na policzkach.
    Tak bardzo chciałaby teraz być w domu.
    Porozmawiać z rodzicami, którzy by ją pocieszyli, Cofnąć się o wiele lat i poszukać sposobu, żeby uciec od przyszłości.
    – Nie wyjdę za niego… Nigdy… nigdy! wyszeptała z determinacją.
    Poczuła się jak więzień, któremu uświadomiono, że już nigdy nie opuści lochu.
    Po godzinie do sypialni weszła niania.
    – Myślałam, że jesteś na dole. Tam też szuka cię służba.
    Noella wstała z krzesła i podeszła do stolika, żeby niania nie zauważyła jej zapłakanych oczu.
    – Czego chcą? – zapytała.
    Coś w jej głosie musiało zaniepokoić nianię, bo zapytała:
    – Co się stało? Dlaczego jesteś taka zdenerwowana?
    Noella przez chwilę nie była się w stanie odezwać.
    – Dlaczego… służba… mnie szuka?
    – Hrabia otrzymał jakieś bardzo złe wiadomości.
    – Złe wiadomości?
    – Zostawił ci list. Poczekaj. Zaraz ci go przyniosę.
    Niania wyszła z sypialni.
    Z całą pewnością hrabia posłużył się listem, żeby jeszcze raz przypomnieć, że jej opór co do małżeństwa z Hortonem jest bezsensowny.
    – Obu ich nienawidzę – szepnęła.
    Natychmiast jednak pomyślała, że jej stosunek do hrabiego jest zupełnie inny.
    Lubiła go. Lubiła jego towarzystwo. Bez niego ten zamek nie miałby najmniejszego uroku.
    Dzisiaj wszystko zepsuł.
    Chciała wykrzyczeć hrabiemu, że nie ma prawa zachowywać się jak sułtan wydający rozkazy swoim ślepo posłusznym poddanym.
    Niania weszła do sypialni.
    – Poszli za tobą aż do sali muzycznej.
    Musiałam ich szukać – mówiła, wręczając Noelli Ust.
    Dostrzegła na kopercie swoje imię. Poznała równy, zdecydowany charakter pisma hrabiego.
    Kiedy otwierała kopertę, poczuła, że serce zaczyna jej bić ze strachu. Ręce drżały jej do tego stopnia, że litery tańczyły na białej kartce.
    Musiała odczekać chwilę, żeby przeczytać wiadomość:
    Droga Noello!
    Doniesiono mi właśnie, że zmarł wuj Robert, młodszy brat naszego ojca.
    Jego żona poprosiła, żebym niezwłocznie przybył do ich domu, który znajduje się o dwadzieścia pięć mil stąd. Naturalnie nie mogę i nie chcę odmawiać. Wrócę dopiero jutro wieczorem, natychmiast po zakończeniu przygotowań do pogrzebu.
    Z powodu żałoby spór o twoje małżeństwo staje się na pewien czas bezprzedmiotowy.
    Proszę przeto, abyś nie zaprzątała sobie nim myśli.
    Do sprawy powrócimy po moim powrocie do domu.
    Szczerze ci oddany
    Kochający brat
    Lyndon
    Kiedy Noella czytała list, poczuła się jakby słońce nagle zaświeciło w pochmurny dzień.
    Poznała już Lyndona na tyle dobrze, że domyśliła się, iż ten list to w istocie przeprosiny.
    Teraz mogła mieć nadzieję, że następna rozmowa będzie miała rozsądniejszy przebieg.
    Może nawet uda się go odwieść od zamiaru wydania jej za Hortona, choćby był najlepszym kandydatem.
    Jeszcze raz przeczytała list i zapytała zupełnie innym niż przedtem głosem:
    – Czy hrabia już odjechał?
    – Jakieś pół godziny temu – odpowiedziała niania. – Chyba pytał o ciebie, ale służba nie mogła cię znaleźć, więc pojechał.
    Noella odetchnęła z ulgą. Dzisiaj już nie umiałaby podjąć tej samej rozmowy. Do jutra nie musiała się niczym martwić. Była wolna do końca żałoby.
    – Hrabia napisał – powiedziała do niani że zmarł jego wuj.
    – Powiedział mi o tym Johnson, kiedy tu szłam.
    Był bardzo chory. Wszyscy go tu bardzo lubili.
    – Ciekawe, jak długo może trwać żałoba?
    Noella z niecierpliwością czekała na odpowiedź niani.
    – Myślę, że cztery miesiące do pół roku. Tak by wypadało, ale musisz zapytać o to hrabiego.
    Różni ludzie różnie do tego podchodzą.
    – W moim wypadku raczej cztery – pomyślała Noella.
    – Będziesz potrzebowała czarnej sukni na pogrzeb – powiedziała niania. – Przygotuję ci czarne opaski na inne suknie i wstążkę do włosów. No i musisz zapomnieć o zabawach.
    Noella nie odpowiedziała.
    Zgodziłaby się chodzić w czarnej sukni albo w worku pokutniczym do końca życia, gdyby uwolniło ją to od małżeństwa z Hortonem.
    Wuj Robert zmarł zaiste w najodpowiedniejszym momencie.
    Niania nie przestawała mówić:
    – Chyba nie będziesz chciała sama jeść kolacji w wielkim salonie. Johnson powiedział, że mogą ci ją podać w buduarze.
    Buduar przylegał do jej sypialni. Jednak wobec tylu atrakcji, których pełen był każdy dzień, nie miała jeszcze okazji go obejrzeć. Raz tylko rzuciła nań okiem przez krótką chwilę.
    Teraz niania otworzyła drzwi prowadzące do sąsiedniego pomieszczenia i oczom Noelli ukazał się bardzo ładny pokój.
    Na brokatowych ścianach wisiały lustra w złotych ramach. Francuskie meble świetnie się komponowały z miśnieńską porcelaną ustawioną na okapie kominka.
    – Będzie mi tu bardzo wygodnie – powiedziała Noella do niani. – Ale będzie jeszcze milej, jeśli ty zjesz kolację ze mną.
    – Wszyscy by tu poumierali z wrażenia – ze śmiechem odparła niania. – Muszę znać swoje miejsce. To wszystko.
    Noella objęła ją i pocałowała w policzek.
    – Twoje miejsce jest przy mnie. Jesteś moim jedynym wspomnieniem z dawnych czasów, kiedy wszyscy byliśmy tacy szczęśliwi.
    W głosie Noelli zabrzmiała lekka nutka żalu, na którą niania natychmiast zareagowała:
    – Tylko się nie rozczulaj. Mamy szczęście, że tu trafiliśmy, że mamy nad głową dach, który nie przecieka, i pełne brzuchy.
    Noella roześmiała się na te słowa. Tak bardzo kochała nianię za jej pełen prostoty zdrowy rozsądek.
    Chciała jak najszybciej zapomnieć sprzeczkę z hrabią. Usiadła z książką w ręku i czytała aż do wieczerzy. Kolacja była przepyszna. Usługiwało jej aż dwóch lokai. Noella żałowała jedynie, że mama nie może jej widzieć w tak cudownym otoczeniu.
    Kiedy po kolacji lokaje opuścili buduar, a ona zastanawiała się czy powinna natychmiast pójść spać, czy jeszcze trochę poczytać, rozległo się pukanie do drzwi. Do pokoju wszedł służący ze srebrną tacą, na której leżała biała koperta.
    – Wiadomość dla pani, jaśnie panienko.
    – Od kogo?
    – Nie wiem, jaśnie panienko.
    Kiedy lokaj wyszedł z pokoju, Noella spojrzała na list i dojrzała swoje imię wypisane na kopercie.
    Była pewna, że napisał je Stephen Horton.
    Pierwszy raz od przyjazdu na zamek otrzymała przesyłkę adresowaną na jej nazwisko.
    Nawet dwa zaproszenia od żon przyjaciół hrabiego były adresowane do niego.
    W pierwszej chwili chciała wyrzucić list do kominka, ale zaraz pomyślała, że musi się zachowywać rozsądnie. Nie powinna teraz gniewać hrabiego.
    Otworzyła kopertę i zdumiona przeczytała jednozdaniowy liścik:
    Przyjdź jak najszybciej do świątyni Czterech Wiatrów.
    Wpatrywała się w kartkę papieru, przekonana, że zaszła jakaś pomyłka.
    Nagle zrozumiała.
    Tego listu nie wysłał sir Stephen, jak początkowo się obawiała, lecz Jasper Raven.
    Przypomniała sobie jego pismo. Widziała je w londyńskim domu Ravenów. Nie miała teraz najmniejszych wątpliwości. Doskonale pamiętała sposób, w jaki pisał wielkie litery.
    Poczuła strach. Czego mógł od niej chcieć?
    Dzień po przybyciu na zamek, kiedy się dowiedziała, że hrabia odesłał Jaspera, była pewna, że już nigdy nie ujrzy tego człowieka.
    I oto otrzymuje od niego list, rozkaz raczej, którego nigdy by się nie odważyła nie posłuchać.
    Wstała z krzesła i podeszła do okna.
    Zapadł już zmierzch. Na niebie blado świeciły pierwsze gwiazdy. Wkrótce obok nich pojawi się księżyc.
    – Muszę się z nim zobaczyć – pomyślała.
    Jeśli postąpi wbrew jego woli, gotów przyjść na zamek i osobiście zażądać widzenia z nią.
    Wróciła do sypialni, skąd wzięła ciepły szal z Paisley, którym się owinęła.
    Niania jadła kolację z resztą służby. Jedyną osobą na straży był lokaj w hallu przy frontowych drzwiach. Postanowiła wyjść tylnymi drzwiami, które prowadziły do ogrodu.
    Mimo że mrok gęstniał z każdą chwilą, a cienie wysokich drzew wydłużały się coraz bardziej i bardziej, bez przeszkód przemierzyła murawę ogrodu. Minęła następnie fontannę, z której ciągle tryskała woda, i dotarła do świątyni Czterech Wiatrów.
    Była to budowla z kopułą z czterema jońskimi portykami i pięknie rzeźbionymi kwiatonami.
    Wewnątrz część ścian pokryta była białym, żyłkowanym marmurem, inne były złocone.
    Również czarne kolumny i architrawy miały złote elementy. Wszystko razem tworzyło zapierającą dech w piersiach, piękną całość.
    Teraz jednak nie zważała na urok wnętrza.
    Była pewna, że jest obserwowana.
    Jasper wyszedł nagle zza filaru. W wieczornym świetle sprawiał wrażenie złowróżbnej zjawy. Z trudem powstrzymała się od ucieczki na jego widok.
    – Dobry wieczór, Noello – powiedział.
    – Dlaczego chciałeś się ze mną zobaczyć? zapytała drżącym głosem. – Zapewne to jakaś pomyłka.
    – Czekałem, aż mój miły, wspaniałomyślny kuzyn zostawi cię samą – powiedział Jasper. -
    Kiedy więc dzisiaj wyjechał z zamku, powiedziałem sobie:
    teraz albo nigdy.
    Pomyślała, że Jasper musi mieć na zamku swojego człowieka, który donosi mu, co się tam dzieje.
    Noella milczała. Jasper podszedł do jednego z otwartych okien. Poszła za nim. Cóż innego jej pozostało?
    Przez chwilę stali w milczeniu. Przerwała je Noella:
    – Dlaczego chciałeś się ze mną zobaczyć?
    – Potrzebuję twojej pomocy.
    – Mojej… pomocy?
    – Właśnie. Twój, nazwijmy go tak, „brat” myślał, że pozbędzie się mnie, dając mi jałmużnę.
    Przychodzę więc sam wziąć, co mi się należy.
    Noella jęknęła.
    – Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że zamierzasz… ukraść coś z zamku?
    – Właśnie taki mam zamiar. I nie zadowolę się byle czym. Twoja pomoc będzie polegała…
    – Nie mogę. Nie mogę zrobić czegoś takiego.
    – Możesz. Chyba że chcesz, żeby się wydały twoje kłamstwa.
    Noella krzyknęła z cicha:
    – Chcesz mnie szantażować?
    – Oczywiście. I pozwól, że coś ci powiem, śliczna kłamczuszko:
    albo zrobisz, co ci każę, albo ty i te dwa nudne staruchy, o które tak się troszczysz, pójdziecie na bruk.
    Mówił do niej takim tonem, jakby straszenie jej sprawiało mu przyjemność.
    – Jak możesz być tak… nikczemny? Jak możesz oczekiwać, że zrobię coś takiego człowiekowi, który okazał mi tyle dobroci?
    Jasper roześmiał się na głos.
    – Jak? Ależ to bardzo proste. Ty, bardziej niż ktokolwiek inny, powinnaś wiedzieć, co to znaczy życie bez pieniędzy. Otóż ja potrzebuję czegoś, co mógłbym sprzedać. Na zamku jest mnóstwo rzeczy, których braku nikt nie zauważy.
    – Nieprawda. Hrabia pamięta… wszystko w najdrobniejszych szczegółach.
    – Biorąc pod uwagę, jak bardzo jesteś w tę sprawę zaangażowana, myślę, że jakoś mu wszystko wytłumaczysz.
    Jego słowa wydawały się ociekać jadem.
    Noella jęknęła i powiedziała:
    – Coś mi się właśnie przypomniało. Nie musisz kraść. Ja ci pomogę.
    – A to w jaki sposób?
    – Książę powiedział mi dzisiaj, że jego ojciec zostawił swojej córce znaczną sumę pieniędzy, jeżeli wróci ona do domu.
    Jasper milczał przez chwilę.
    – Tego bym się rzeczywiście nigdy nie spodziewał – rzekł nareszcie. – Dziękuję za ofertę.
    Będę ci ogromnie wdzięczny za każdą pomoc, kiedy pieniądze trafią w twoje ręce.
    – Obiecuję. Dam ci wszystko co do grosza zapewniała Noella.
    – Nie jestem głupi – Jasper uśmiechnął się szyderczo. – Te pieniądze będą leżały w banku.
    Tobie dadzą ich tyle, żebyś miała się za co ubrać.
    Dla mnie taka suma to kropla w morzu potrzeb.
    Noella wciągnęła powietrze, jakby chciała coś powiedzieć, ale się nie odezwała.
    – Mnie chodzi o prawdziwe pieniądze – ciągnął Jasper. – Potrzebuję ich natychmiast i będę je miał.
    – Ale nie możesz kraść – powiedziała błagalnie.
    – Ja ci nie mogę w tym pomóc.
    – Będziesz musiała – powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Zresztą nie żądam od ciebie wiele. Masz mnie tylko wpuścić do zamku przez drzwi ogrodowe, przez które tu przyszłaś, a później zamknąć za mną, kiedy wyjdę. To wszystko.
    Noella zadrżała.
    – Dlaczego mam to zrobić?
    – Żeby dać mi czas na ucieczkę. Chcę być daleko stąd, kiedy włamanie, nazwijmy to w ten sposób, się wyda.
    – To złe… to bardzo złe – szepnęła Noella.
    – Nie dyskutuj ze mną, tylko rób, co ci każę – powiedział Jasper wściekłym głosem. -
    Kiedy Lyndon ma wrócić?
    – Powiedział, że wróci jutro wieczorem, kiedy zakończy przygotowania do pogrzebu.
    – Pogrzebu? Jakiego pogrzebu?
    – Zmarł jego wuj, Robert.
    Jasper wpatrywał się w nią zdumiony w najwyższym stopniu.
    – Czy jesteś pewna, że chodzi właśnie o szanownego wuja Roberta Ravena? – zapytał po chwili.
    – O młodszego brata ojca Lyndona.
    Ku jej zdumieniu Jasper wydawał się ucieszony tą wiadomością.
    – A więc Robert Raven nie żyje. Nigdy bym się tego po nim nie spodziewał. Myślałem, że będzie trwał przez wieki.
    – Dlaczego tak cię to poruszyło? Czy jego śmierć w jakiś sposób cię dotyczy?
    – Naturalnie, że mnie dotyczy, ty idiotko.
    – Ale w jaki sposób? Nie rozumiem.
    Jasper otworzył już usta, żeby jej odpowiedzieć, ale w ostatniej chwili zmienił zamiar i rzekł tylko:
    – Nie zadawaj żadnych pytań.
    Posłuchaj, co masz zrobić. Jutro…
    – Jutro? Mówiłeś przecież, że dzisiaj przyjdziesz na zamek. Byłoby o wiele bezpieczniej…
    jeśli musisz… coś ukraść… zrobić to dzisiaj, kiedy nie ma Lyndona.
    – Tak mówiłem, ale zmieniłem zamiar.
    Teraz wolę, żeby hrabia był w zamku. Powiem więcej, ogromnie mi zależy na jego obecności.
    W jego głosie słyszała ten sam ton niegodziwości, który ją przeraził wcześniej. Gdyby mogła go teraz widzieć wyraźniej, być może łatwiej by jej było odczytać jego zamiary.
    – Posłuchaj mnie – powiedział – i nie łudź się, jeśli nie zrobisz tego, co ci każę, wydam cię. A dobrze wiem, co mój kuzyn myśli na temat nieuczciwych kobiet. Wylądujesz na ulicy bez grosza przy duszy.
    W jego słowach było tyle pogardy, że Noella chciała mu przerwać i powiedzieć coś w swojej obronie, ale on ciągnął dalej:
    – Jestem pewien, że będzie ci przyjemnie przyglądać się, jak ta stara wiedźma, którą nazywasz nianią, umiera na twoich oczach. Jeśli chodzi o tego drugiego, ma trochę więcej szans na przetrwanie.
    – Nie masz prawa tak do mnie mówić.
    – Co do ciebie, to z twoją urodą bez wątpienia sobie poradzisz. Znajdzie się z pewnością ktoś, kto się tobą zaopiekuje. Choć wątpię, czy będziesz mogła liczyć na małżeństwo z tym kimś.
    Noella zdała sobie sprawę, że Jasper z rozmysłem stara się jej ubliżyć. Była tym tak poniżona, że szybko powiedziała:
    – Obiecałam już, że zrobię, co mi każesz.
    – Dokładnie jak ci każę.
    – Ale myślę, że powinieneś przyjść dzisiaj upierała się Noella. – Drzwi są otwarte. Chodź teraz ze mną. Wejdziesz do środka, a ja pójdę do siebie i udam, że nic nie wiem.
    – O, to byłoby dla ciebie bardzo wygodne, nieprawdaż? – Jasper przedrzeźniał jej głos.
    Zapadł już zmierzch, ale Noella zorientowała się, że Jasper bacznie ją obserwuje. Było to bardzo dziwne spojrzenie.
    W pewnym momencie krzyknął.
    – Co się stało? – zapytała.
    – Skaleczyłem się w palec. Daj mi chusteczkę.
    Noella sięgnęła do szarfy na biodrach i wyjęła zza niej chusteczkę, którą dała jej niania przed kolacją.
    Nagle uświadomiła sobie, że jest to jedna z niewielu rzeczy, które były jej własnością, a nie zostały kupione za pieniądze hrabiego.
    Tę chusteczkę uszyła dla niej mama na gwiazdkę.
    W narożniku wyhaftowała inicjały Noelli otoczone kwiatami.
    Spojrzała na Jaspera. W słabym świetle księżyca zdołała się jednak przyjrzeć jego rękom.
    Naraz coś przykuło jej uwagę.
    – Przecież masz własną. Zatkniętą za mankietem.
    – Daj mi swoją – powiedział ostrym tonem.
    Zanim zdołała odpowiedzieć, wyrwał jej chusteczkę i owinął nią palec.
    Pomyślała, że Jasper nie ma powodów do takiej niegrzeczności, ale jej uwaga i tak nie zrobiłaby na nim większego wrażenia. Postanowiła przemilczeć jego zachowanie.
    Uporawszy się z chusteczką, Jasper rzekł:
    – 
    Teraz posłuchaj mnie i dobrze zapamiętaj, co ci powiem. Jutro wieczorem po kolacji, kiedy Lyndon pójdzie spać, upewnij się, że jest w swojej sypialni i otwórz drzwi ogrodowe.
    Mówił bardzo powoli, jakby cały plan powstawał w jego głowie teraz, na gorąco.
    – Będę czekał w pobliżu. Jeśli na schodach będzie ciemno, poprowadzisz mnie do korytarza, w którym jest twój pokój i główna sypialnia, zajmowana przez mojego wspaniałomyślnego kuzyna.
    Znów słyszała w jego głosie ten sam straszny, mściwy ton. Noella zadrżała.
    – A teraz wracaj. Gdyby ktoś cię zapytał, gdzie byłaś, odpowiedz, że wyszłaś zaczerpnąć świeżego powietrza. Rozumiesz?
    – Tak… oczywiście, rozumiem – odpowiedziała Noella nieprzytomnie.
    – No to na co czekasz? Idź już! I pamiętaj, jeśli jutro nie zrobisz tego, co ci każę, gorzko tego pożałujesz.
    Jego pogróżki sprawiały Noelli niemal fizyczny ból. Ruszyła szybko przed siebie, starając się uciec jak najdalej od jego głosu. Kiedy wyszła z ciemności panujących wewnątrz świątyni na świeże powietrze, poczuła ogromną ulgę.
    Na bezchmurnym niebie lśniły gwiazdy i jasny księżyc. W jego świetle pięknie się prezentowały wieże i baszty zamku.
    Szybko ruszyła w jego stronę. Z każdym krokiem stawianym na murawie dziedzińca oddalała się od zagrożenia, jakim był dla niej Jasper.
    Przypominał jadowitą żmiję. Nie umiała powiedzieć o nim niczego innego ponad to, że go nienawidzi.
    Weszła do zamku przez ogrodowe drzwi.
    Zamknęła je za sobą, zaryglowała, przekręciła klucz i skierowała się do sypialni.
    Wewnątrz czekała na nią niania:
    – Gdzie byłaś? – usłyszała jej pytanie.
    – Na dole – odpowiedziała Noella.
    – Pewnie czytałaś w bibliotece. – Noella nie zaprzeczyła. – Teraz szybko do łóżka – poganiała ją niania. – Wyśpij się, wypocznij i żadnego czytania. Tylko wzrok się od tego marnuje.
    Zanim dożyjesz moich lat, będziesz zupełnie ślepa.
    Morały niani zabrzmiały znajomo i pocieszająco.
    Noella rozebrała się i położyła do łóżka.
    Kiedy niania zdmuchnęła świecę, Noella przez chwilę myślała, że powinna jej opowiedzieć, co się wydarzyło i poprosić o radę.
    Szybko jednak zdała sobie sprawę, że tylko ją zaniepokoi.
    – Dobranoc, nianiu – powiedziała. – Nie zapomnij pomodlić się za mnie.
    – Nigdy nie zapominam. Jestem pewna, że mama słyszy twoje modlitwy. Za życia była świętą kobietą. Na pewno słyszy twój głos w niebie.
    Kiedy niania wyszła z sypialni, Noella pomodliła się do matki:
    – Pomóż mi… mamo.
    Wiem, że to, co robię, jest złe. Kiedy Jasper ukradnie z zamku kosztowności… wybuchnie potworna awantura… co powinnam wtedy zrobić?
    Zadrżała na myśl o tym, co może ją czekać i znów się pomodliła. Długo jeszcze odmawiała pacierze, zanim wreszcie zasnęła.
    Następnego ranka trudno było jej uwierzyć, że spotkanie i rozmowa z Jasperem były rzeczywistością, a nie częścią koszmarnego snu.
    Kiedy jednak niania zapytała ją o chusteczkę, wspomnienie poprzedniego wieczoru znów ożyło z całą wyrazistością.
    W ostatniej chwili powstrzymała się przed powiedzeniem na głos:
    – Nawet to musiał mi ukraść.
    Kiedy zeszła na dół i przechadzała się po wspaniałych salach zamku, uzmysłowiła sobie, że podświadomie próbuje odgadnąć, które przedmioty mogą paść łupem Jaspera.
    Bardzo możliwe, że zechce wziąć bezcenne wazy Familie Rose wraz z zielono-złotymi stojakami, a może wysadzane jadeitami i kryształami ozdoby, które miały, według słów księcia, ogromną wartość.
    W kolejnej sali znajdował się regał pełen tabakierek. Wiele z nich było wysadzanych diamentami i innymi szlachetnymi kamieniami.
    Noella wiedziała, że była to niepowtarzalna i warta fortunę kolekcja.
    Potem spojrzała na obrazy i miniatury. Jęknęła na samą myśl, że ktoś mógłby je stąd zabrać.
    Wszystko tu było częścią historii rodu Ravenów.
    Nie umiała się pogodzić z myślą, że bezcenne kolekcje, gromadzone wysiłkiem tak wielu pokoleń, padną łupem zepsutego hulaki, który je bezmyślnie przepuści.
    – Kiedy ten rabunek się wyda, będę miała ogromne kłopoty – pomyślała z przerażeniem.
    Postanowiła zrobić wszystko, żeby nie dać się wciągnąć w spisek Jaspera.
    Zdenerwowana i zatrwożona cały dzień przechadzała się po zamku. Dotykała porcelany i innych pięknych przedmiotów. Przyglądała się obrazom, jakby w obawie, że lada moment ktoś je może zabrać, pozostawiając na ścianach puste ramy.
    Hrabia wrócił krótko przed kolacją.
    O siódmej trzydzieści czekała w pustym salonie, gdzie zwykle spotykali się przed wspólną wieczerzą.
    Wszedł do pokoju w czarnym, wieczorowym stroju. Wyglądał niezwykle elegancko.
    Miał na sobie długie spodnie, modne od czasów króla Jerzego IV. Zdaniem Noelli wyglądały one o wiele lepiej niż bryczesy do kolan i jedwabne pończochy.
    – Przepraszam za tak długą nieobecność, Noello – powiedział, zbliżając się do niej. -
    Nie sądziłem jednak, że będę tam aż tak zajęty.
    – Przykro mi z powodu śmierci twojego wuja.
    – Naszego! – poprawił ją hrabia, ale nie przestawał się uśmiechać.
    – Na szczęście nie cierpiał – kontynuował po chwili – a jego żona, bardzo zrównoważona dama, zachowała godność i panowanie nad sobą, dzięki czemu wszystko poszło o wiele łatwiej, niż się spodziewałem.
    – Czy miał dzieci? – zapytała Noella.
    – Cztery córki. Był tym zresztą bardzo rozczarowany.
    Johnson podszedł do stołu i podał hrabiemu lampkę szampana. Hrabia spróbował odrobinę i zapytał:
    – A czym ty się zajmowałaś?
    – Niczym specjalnym. Właściwie czekałam tylko na twój powrót.
    – Mam wrażenie, że coś cię niepokoi – powiedział nieoczekiwanie hrabia. – Przecież zostawiłem ci wiadomość, że nie masz powodów, żeby się martwić. Przynajmniej przez najbliższe pół roku.
    Serce Noelli zabiło szybciej ze szczęścia.
    Spoglądając na hrabiego błyszczącymi z radości oczami, powiedziała:
    – Dziękuję… to dla mnie… bardzo radosna nowina.
    Hrabia spojrzał na nią, podszedł do kominka i powiedział:
    – Pogrzeb odbędzie się dopiero w sobotę. Nie musisz na nim być, pomówmy więc o czymś bardziej interesującym.
    – Właśnie… to samo sobie pomyślałam.
    Rozmawiali przez cały wieczór. Hrabia starał się ją zabawiać i był niezwykle czarujący.
    Dopiero po kolacji, kiedy siedli na chwilę przed kominkiem w salonie, znów ogarnął ją strach.
    – Chyba powinniśmy już iść spać – powiedział hrabia. – Szczerze mówiąc, jestem ogromnie zmęczony po ostatniej nocy. Miałem bardzo dużo pracy przy porządkowaniu papierów po wuju Robercie.
    – Mam nadzieję, że będziesz dobrze spał powiedziała Noella z ledwo wyczuwalnym drżeniem w głosie.
    Odniosła wrażenie, że hrabia przyjrzał się jej z uwagą, ale nic nie powiedział.
    Skierowali się w stronę drzwi.
    W hallu pełnili służbę dwaj lokaje.
    Kiedy wchodzili po schodach, Noella zauważyła, że właśnie zaczęli wygaszać świece w srebrnych kinkietach i kandelabrach.
    Przeszli razem wzdłuż korytarza prowadzącego do wszystkich komnat reprezentacyjnych w głównej części zamku i zatrzymali się dopiero przy drzwiach do sypialni Noelli.
    – Czy jutro wyruszamy natychmiast po śniadaniu? Już mi brakuje naszych przejażdżek – powiedział hrabia.
    – Mnie również.
    Spojrzała mu w twarz i uświadomiła sobie, że nie może od niego oderwać oczu.
    – Dobranoc, Noello! – szorstko przerwał jej zadumę i szybko odszedł w stronę swojej sypialni położonej w przeciwległym końcu korytarza.
    Noella otworzyła drzwi. Serce przepełniało jej przyjemne ciepło. To zapewne dlatego, że hrabia był dla niej tak dobry i miły tego wieczoru. W sypialni czekała na nią niania.
    Dopiero kiedy się rozbierała, zadrżała na myśl o tym, co musi teraz zrobić.
    Noella miała wrażenie, że niania guzdrze się i zbyt długo porządkuje jej rzeczy. Chciała już być sama, spokojnie wszystko jeszcze raz przemyśleć.
    – Wszyscy na dole mówią o panu Robercie, jaki to z niego był miły i dobry człowiek powiedziała mania.
    Noella nie zareagowała.
    – To smutne, że ani pierwsza, ani druga żona nie urodziła mu syna – ciągnęła niania. -
    No, ale hrabia jest dość młody, żeby mieć choćby i tuzin własnych synów, więc nie ma się czym martwić – mówiła, zdmuchując świece. -
    Ale wiesz, co mi powiedział Johnson?
    Noella z trudem uświadomiła sobie, że mania oczekuje od niej udziału w tej rozmowie:
    – Co ci powiedział?
    – Powiedział, że jeśli hrabia nie będzie miał syna, to pan Jasper, do którego mam tyle zaufania, co on sympatii do mnie, zostanie jego następcą.
    Na dźwięk tego imienia Noella znów poczuła przerażenie. Wiedziała, że Jasper czeka w ogrodzie, aż ona otworzy drzwi. Ciekawe, czy przybył ze wspólnikiem, czy wszystko sam zabierze.
    – Dobranoc, Noello – usłyszała głos niani.
    – Śpij dobrze.
    – Dobranoc, nianiu. Zbudź mnie o ósmej.
    – Dobrze.
    Noella usłyszała odgłos zamykanych drzwi.
    Poczekała jeszcze chwilę, do momentu, w którym, jak sądziła, niania doszła do schodów przy końcu korytarza i weszła na nie, żeby się wspiąć piętro wyżej, gdzie była jej sypialnia.
    Usiadła w łóżku i zapaliła jedną ze świec.
    Wstała i narzuciła na siebie negliż, który niania zostawiła na krześle. Był piękny, choć jej matka wybrałaby dla niej coś odrobinę mniej szykownego. Cóż, ona sama nie mogła się oprzeć i wybrała właśnie ten. Zachwycił ją niebieski jedwab obszyty delikatną koronką w kwieciste wzory, z rodzaju tych, o których w dzieciństwie myślała, że były dziełem wróżki.
    Krawcowa z Yorku powiedziała jej, że będzie to idealna rzecz na lato, a na zimę obiecała uszyć aksamitny szlafroczek obszyty multonem.
    Noella wolałaby mieć go już teraz, bo było jej zimno ze strachu.
    Wsunęła stopy w pantofle nocne i podeszła do okna.
    W świetle pełnego księżyca ogród wyglądał jak kraina z bajki.
    Lecz gdy pomyślała o Jasperze czającym się gdzieś między drzewami, świat za oknem stracił cały urok i wydał się jej ciemny i straszny.
    Zbliżyła się do drzwi i cicho je otworzyła.
    Korytarz oświetlały tylko trzy świece. Resztę wygaszono na noc. Nie miała jednak najmniejszych kłopotów z odnalezieniem drogi do schodów. Pokonała ją na palcach.
    Stanęła u szczytu schodów i spojrzała na dół.
    Wszędzie panowały ciemności. Jedynie na samym dole, w pobliżu wysokich pod sam sufit okien pozbawionych zasłon, wpadało nieco księżycowego światła. Właśnie tam były drzwi do ogrodu.
    Po kilku chwilach przywykła do ciemności i zaczęła schodzić po schodach w kierunku drzwi.
    Wiedziała, że gdzieś za nimi czeka Jasper.
    Nie myślała już o nim jako człowieku z krwi i kości, ale przyczajonym potworze, który za chwilę miał wtargnąć do zamku i zniszczyć wszystko, co było w nim dobre i piękne.
    – Co się stanie, jeśli hrabia się dowie, że to ja wpuściłam włamywacza? – pomyślała, stawiając stopę na ostatnim stopniu schodów.
    – A co będzie, jeśli natknę się na Lyndona, kiedy będę wracała do sypialni? Dlaczego Jasper nie chciał tu przyjść wczoraj, kiedy hrabiego nie było na zamku? Pewnie potrzebował czasu, żeby sprowadzić wspólnika, który miał mu pomóc w tym niegodziwym rabunku.
    Odpowiedź na dręczące ją pytania olśniła ją z siłą eksplozji w momencie, kiedy odsunęła rygiel w drzwiach. Wiedziała już, dlaczego Jasper przybył dzisiaj, a nie wczoraj. Był następcą hrabiego, dziedzicem jego tytułu i majątku.
    Nie chciał już okraść swego kuzyna, ale postanowił go zabić.
    Tysiące myśli kłębiło się w głowie Noelli.
    Z każdą sekundą zyskiwała jednak pewność, że jej podejrzenia co do zamiarów Jaspera były słuszne.
    Ruszyła biegiem w stronę schodów, ale drzwi były już otwarte.
    Wbiegła na półpiętro.
    Myślała tylko o jednym – musi ocalić hrabiego.
    Najszybciej jak umiała przebiegła korytarz i wpadła do jego sypialni.
    Wewnątrz nie było zupełnie ciemno, jak się tego spodziewała. Odsłonięte okna wpuszczały blade, księżycowe światło. Zawahała się przez chwilę, po czym ze zduszonym krzykiem na ustach ruszyła w stronę łóżka hrabiego.
    Dostrzegała zarys jego ciała pod pościelą.
    Wyciągnęła rękę i dotknęła jego ramienia:
    – Lyndon! Lyndon! Obudź się!
    – Co się stało? Czego chcesz?
    Nagle oprzytomniał, jakby uświadomił sobie, że stało się coś nadzwyczajnego, a ona szepnęła ledwo dosłyszalnym szeptem:
    – To Jasper.
    – Jasper? – zapytał zdziwiony.
    – Idzie tu… chce cię zabić!
    Przez chwilę patrzył na nią, jakby chciał powiedzieć, że postradała zmysły, po czym powiedział:
    – Jeśli jesteś tego pewna, musimy się przygotować. Schowaj się za zasłoną!
    Wskazał zasłonięte okno, znajdujące się po przeciwnej stronie kominka.
    Noella była zbyt przerażona, żeby go nie posłuchać.
    Weszła za zasłony, rozsuwając je lekko, żeby widzieć, co robi hrabia. Ten zaś wstał z łóżka i wepchnął jedną poduszkę pod kołdrę, drugą zaś ułożył nieco wyżej. Całość przykrył, bardzo wysoko podciągając pościel.
    Noella obserwowała go i nie mogła się oprzeć wrażeniu, że w tym tempie nigdy nie zdąży się ukryć. Kiedy wreszcie skończył, wziął ze stojącego przy łóżku krzesła długi, ciemny szlafrok, włożył go na siebie i ukrył się za storami przy odsłoniętym oknie. Był teraz zupełnie niewidoczny.
    W ciemnościach Noella widziała tylko niewyraźne kontury łóżka.
    W pokoju panowała taka cisza, że słyszała głośne bicie własnego serca.
    Przez chwilę przeraziła się, że być może wszystko to jest wytworem jej wyobraźni i Jasper wcale nie miał zamiaru zabić hrabiego.
    Może właśnie teraz opróżnia regał z drogocennych tabakierek i zdejmuje miniatury ze ścian.
    Była pewna, że się ośmieszyła. Pomyślała, że bardzo trudno będzie jej wytłumaczyć to wszystko hrabiemu i wtedy usłyszała delikatny szelest pod drzwiami.
    Znieruchomiała.
    Spojrzała zza zasłon na drzwi, które powoli się otwierały, aż pojawił się w nich Jasper.
    Wszedł do pokoju. Widziała cień jego sylwetki.
    Powoli, niemal bezszelestnie zmierzał w stronę łóżka.
    Kiedy doszedł do celu, zatrzymał się i przez chwilę, która wydała się Noelli długa jak wieki, patrzył na przykryty pościelą kształt.
    Nagle szybkim ruchem wyjął z kieszeni jakiś przedmiot i rzucił na łóżko.
    W prawej dłoni Jaspera ujrzała długi sztylet.
    Ostrze błysnęło w świetle księżyca, kiedy napastnik wbił je w miejsce, gdzie, jak się spodziewał, mogło być serce śpiącego w łóżku człowieka.
    Właśnie w tym momencie hrabia wyszedł z ukrycia i powiedział:
    – Dobry wieczór, Jasperze!
    Nie spodziewałem się twojej wizyty.
    Jasper drgnął i przestraszony uniósł głowę.
    Noella zobaczyła teraz jego twarz, ponieważ padało na nią światło księżyca. Wydał się Noelli niemal komiczny, kiedy zupełnie osłupiały wpatrywał się w Lyndona. W pewnym momencie wykonał ruch, jakby chciał się odwrócić i uciec, ale dostrzegł rewolwer w dłoni hrabiego.
    – Nie tak szybko – powiedział hrabia. -
    Wyjaśnij mi najpierw, co tu robisz.
    – Jeśli mnie zabijesz, zostaniesz oskarżony o morderstwo nie uzbrojonego człowieka!
    – Jeśli można nazwać nie uzbrojonym człowiekiem kogoś, kto właśnie usiłował wbić sztylet w moje serce!
    – Będziesz to musiał udowodnić! – Jasper uśmiechał się szyderczo. – To przecież Noella chciała cię zabić. Mam dowody, które przekonają sąd!
    Zaskoczona jego słowami Noella wyszła bezwiednie zza zasłon.
    W mgnieniu oka Jasper chwycił ją i przyciągnął do siebie, przystawiając sztylet do jej piersi.
    – Spróbuj mnie zatrzymać, a ją zabiję! powiedział i ruszył tyłem w stronę drzwi, ciągnąc ze sobą Noellę.
    – Zatrzymaj się – powiedział hrabia – albo będę strzelać. Jak wiesz, jestem dobrym strzelcem i zapewne nie chybię.
    – Oszczędź tę kulę! Nie musisz jej ochraniać!
    Ona nie jest twoją siostrą! Ta mała to oszustka!
    Noella miała wrażenie, że słowa Jaspera zawisły w powietrzu.
    Zrobił jeszcze jeden krok do tyłu, naciskając nieznacznie sztylet.
    Krzyk przerażonej Noelli zlał się z hukiem strzału.
    Ale to nie hrabia strzelił.
    Strzał padł z tyłu, zza pleców Jaspera, który padł na ziemię, uwalniając Noellę.

ROZDZIAŁ 7

    Przez chwilę Noella stała ogłuszona hukiem wystrzału. Świat wirował jej przed oczami.
    Wyciągnęła rękę przed siebie, szukając oparcia.
    Hrabia objął ją, zanim upadła na ziemię.
    Poczuła się bezpieczna. Zamknęła oczy.
    Kiedy je otworzyła, ujrzała stojącego w progu Hawkinsa. Zdała sobie sprawę, że hrabia wynosi ją z pokoju.
    Kiedy doszedł do jej sypialni, kopnął drzwi, wniósł ją do środka i delikatnie położył na łóżku.
    Spojrzała mu w twarz i nagle zrozumiała, że go kocha.
    Hrabia wykonał gest w kierunku drzwi.
    – Nie odchodź – powiedziała, chwytając go za szlafrok.
    – Muszę wrócić tam i doprowadzić wszystko do porządku – rzekł cicho. – Kiedy mnie nie będzie, niania zajmie się twoją raną.
    Noella spojrzała na siebie. Krew cieknąca z rany zadanej jej przez Jaspera nasączyła negliż, tworząc na nim ciemnoczerwoną plamę.
    Hrabia mocno pociągnął za linkę wiszącą przy łóżku, żeby przywołać nianię.
    – Powiedz jej, żeby się tobą zajęła, ale nikomu innemu nic nie mów.
    Wyszedł z pokoju, zanim zdążyła mu cokolwiek powiedzieć.
    Przypomniała sobie, co Jasper powiedział hrabiemu. Uzmysłowiła sobie znaczenie wypadków, które się rozegrały w sypialni hrabiego.
    Zaniosła się płaczem.
    Pomyślała, że teraz z całą pewnością będzie musiała stąd odejść.
    Zadrżała na myśl o męce rozstania z hrabią:
    – Kocham go… kocham… kocham – powtarzała szeptem.
    Do sypialni weszła niania otulona wełnianym szalem narzuconym na flanelowy szlafrok. Na jej twarzy malował się niepokój:
    – 
    Dzwoniłaś? Co się stało?
    – Ty krwawisz! – krzyknęła, kiedy ujrzała plamę na jej szlafroku. – Co ty zrobiłaś?
    To… Jasper – wyjąkała Noella.
    Przypomniała sobie, że Hawkins zabił Jaspera.
    Pójdzie przez nią do więzienia, mogą go nawet powiesić. Rozpłakała się w głos.
    Dlaczego spotkało ją coś tak strasznego?
    I to teraz, kiedy była taka szczęśliwa.
    Niania nie wypytywała Noelli. Szybko pomogła jej się rozebrać. Przemyła ranę, z ulgą stwierdzając, że nie była głęboka. Opatrzyła ją czystą szmatką i zabandażowała. Potem ubrała Noellę w czystą koszulę i ułożyła w pościeli.
    Noella poddawała się tym wszystkim zabiegom jak bezwolna kukła, myśląc tylko o tym, że cały jej świat legł w gruzach.
    Jeśli będą musieli wrócić do Worcestershire, już nigdy nie zobaczy hrabiego.
    Noella leżała wsparta na poduszkach, a niania delikatnie umyła i osuszyła jej twarz miękkim bawełnianym ręcznikiem.
    – Przestań już płakać, kochanie. Rana szybko się zagoi. Jutro poprosimy hrabiego, żeby wezwał lekarza – powiedziała niania.
    – Nie! Nie! – wykrzyknęła Noella. – Nikt nie może się dowiedzieć… ani domyślić, co się stało tej nocy.
    – Co się wydarzyło? – zapytała niania.
    Noella z trudem zdobyła się na odpowiedź, i niemalże wyszeptała:
    – Jasper groził, że mnie zabije i Hawkins go zastrzelił!
    Niania spojrzała na nią, nie wierząc własnym uszom. Potem odezwała się cierpkim głosem:
    – Świat będzie lepszy bez niego. Nie martw się, moja droga. Idź spać. Jutro rano na pewno lepiej się poczujesz.
    Noella pomyślała, że stanie się odwrotnie, bo książę wygoni ich z zamku. Ale nie mogła już nic powiedzieć, bo słowa uwięzły jej w gardle.
    Niania umyła zakrwawioną miskę, w której obmyła ranę Noelli. Zabrała okrwawione ręczniki, nocną koszulę i negliż.
    – Pójdę już, kochana – powiedziała. – Chyba że chcesz jeszcze coś do picia?
    – Nie, nic już nie chcę – odrzekła Noella.
    Wiedziała, że niania nie powinna iść teraz do kuchni, gdzie mogłaby spotkać kogoś ze służby.
    – W takim razie dobranoc. Niech Bóg cię ma w swojej opiece – powiedziała niania. -
    Zostawię ci świecę, w razie gdyby jaśnie pan hrabia przyszedł do ciebie.
    Noella nie zaprotestowała. Hrabia wspomniał, że przyjdzie do niej, ale nie spodziewała się, że będzie o tym pamiętał. Przemknęła jej przez głowę myśl, że być może kazał aresztować Hawkinsa. Przede wszystkim zaś musiał jakoś usunąć ciało Jaspera ze swojej sypialni.
    Nie miała pojęcia, jak postąpi teraz hrabia.
    Wiedziała tylko, że znienawidzi ją za to, że go oszukała.
    Już nigdy nie będą tak zajmująco i przyjemnie rozmawiać, jak choćby dziś przy kolacji.
    Chciałaby móc wyjechać, zanim hrabia ją wypędzi. Na razie jednak nie mogłaby się nawet ubrać. Przeszkadzałaby jej w tym obandażowana rana. Poza tym nie mogła wyjechać bez powozu. Myślała ze strachem, że być może spełnią się groźby Jaspera i hrabia wyrzuci ich, bez bagaży i pieniędzy.
    Musieliby podjąć próbę powrotu do domu piechotą i niechybnie umarliby z głodu. Z przerażeniem wyobraziła sobie nianię, jak mdleje na drodze. Potem ona i Hawkins musieliby żebrać u przechodniów o jedzenie lub kilka pensów.
    Wolałabym umrzeć! – pomyślała Noella.
    Łzy wciąż spływały jej po policzkach.
    Ktoś otworzył drzwi. Wiedziała kto, ale nie otworzyła oczu.
    Podszedł do jej łóżka, a ona czekała na słowa potępienia za oszustwo, jakiego się dopuściła.
    Była pewna, że przybył, aby ją wyrzucić z zamku.
    Poczuła, że usiadł obok niej na łóżku. Zdobyła się na odwagę, żeby otworzyć oczy.
    – Myślałem, że śpisz – usłyszała jego niski głos – a ty płaczesz.
    – Czy bardzo się… gniewasz? – wyszeptała.
    Jej słowa były ledwo słyszalne. Kiedy hrabia spojrzał na nią, zauważył, że drżała. Była taka bezbronna, z przerażonymi oczami i mokrymi od łez policzkami.
    Przyglądał się jej przez moment i rzekł:
    – Myślę, że chcesz wiedzieć, co się stało.
    – Czy Hawkins… stanie przed sądem?
    To pytanie jako pierwsze przyszło jej do głowy.
    Hrabia spojrzał na nią zdumiony. Nawet teraz myślała przede wszystkim o służbie a nie o sobie.
    – Hawkins odjechał z najbardziej zaufaną osobą z mojej służby, żeby pomówić z komisarzem policji.
    Noella krzyknęła przerażona, ale hrabia mówił dalej:
    – Jest to stary przyjaciel mojego ojca.
    Znam go od urodzenia. Myślę, że kiedy się dowie o szczegółach całej historii, wymyśli coś, żeby pomóc nam uniknąć skandalu.
    – Mówisz o skandalu, który spowodował Hawkins?
    – Mówię o skandalu spowodowanym przez Jaspera, który chciał zabić mnie i groził tobie! – odrzekł szorstko hrabia.
    Noella wpatrywała się w niego, jakby nie zrozumiała, co powiedział. Po chwili milczenia rzekła:
    – Czy mam przez to rozumieć, że… nie będzie żadnego sądu… że nikt się niczego nie dowie?
    – Tak sądzę, właściwie jestem o tym przekonany, że śmierć Jaspera zostanie uznana za wypadek, a on sam będzie pochowany jako członek rodziny ze wszystkimi honorami.
    Noella westchnęła z ulgą. Hrabia odczekał chwilę i powiedział:
    – Hawkins odkrył, że Jasper przekupił nowego służącego, żeby ten doniósł mu, kiedy opuszczę zamek.
    Noella przypomniała sobie, że również jej przyszło do głowy, iż Jasper musiał mieć szpiega na zamku.
    – Hawkins zachował się bardzo przytomnie i kiedy się dowiedział o otrzymanym przez ciebie liście, śledził cię do świątyni.
    – Musiałam… musiałam tam pójść!
    – Wiem – powiedział hrabia. – Hawkins zorientował się też, że po śmierci mojego wuja Roberta Jasper byłby moim następcą i wystarczyłoby, żeby się mnie pozbył, a zostałby szóstym hrabią Ravendale.
    – Zamierzał cię zabić – wyszeptała Noella z przerażeniem.
    – I oskarżyć o to ciebie. Dlatego położył twoją chusteczkę obok moich domniemanych zwłok – dodał hrabia.
    Noella westchnęła przerażona. Wyciągnęła do niego rękę, a on ujął jej dłoń. Poczuła ciepło i otuchę płynące z tego gestu.
    Ze zgrozą przypomniała sobie, jak Jasper wyrwał jej chusteczkę udając, że się zranił.
    Jego plan był bardzo sprytny i Noella miałaby duże trudności z oczyszczeniem się z zarzutów.
    – Uratowałaś mi życie!- powiedział hrabia ze spokojem, jakby czytał w jej myślach.
    – A gdyby cię zabił? – wyszeptała.
    – Oboje żyjemy – uciął hrabia – i bardzo ci jestem wdzięczny za to, że mnie ostrzegłaś. Ale powinnaś mi była wyznać, że Jasper cię szantażował.
    Noella zamarła.
    Nadeszła chwila, w której hrabia oskarży ją o kłamstwa i oszustwo, a potem wyrzuci z zamku, zgodnie z przepowiednią Jaspera.
    – Bardzo przepraszam… Szalenie mi przykro – szepnęła. – Wiem, że już nigdy nie będziesz chciał ze mną rozmawiać… ale kiedy Jasper zaproponował mi… To był jedyny sposób, żeby uratować nianię i Hawkinsa od śmierci głodowej.
    – Przypuszczam, że ty również cierpiałaś głód – zauważył hrabia.
    – To było złe… bardzo złe… i podłe – kontynuowała Noella. Mama nie wybaczyłaby mi, że cię oszukałam.
    Głos uwiązł jej w krtani, a ponieważ hrabia nic nie mówił, dodała:
    – Jutro stąd wyjedziemy i może kiedyś… w przyszłości… wybaczysz mi.
    – Czy zależy ci na tym, żebym ci wybaczył? – zapytał hrabia.
    – Oczywiście, że tak. Bardzo się wstydzę swego czynu. Kłamstwo jest mi wstrętne. Przez cały czas okropnie się bałam, że dowiesz się prawdy.
    – Ale mimo wszystko spędziłaś tu kilka szczęśliwych chwil? – spytał hrabia.
    – Byłam tu bardzo, bardzo szczęśliwa. Kiedy wracaliśmy razem konno do zamku, myślałam, że jeśli będę musiała stąd kiedykolwiek wyjeżdżać, będę się czuła jak wypędzona z raju.
    Szloch niemal zupełnie zagłuszył jej ostatnie słowa.
    Hrabia wstał, a ona wiedziała, że ją opuszcza, i że może już nigdy go nie zobaczy. Powie służbie, żeby ją wyrzuciła z zamku. Nie dość, że jest nieszczęśliwa z powodu konieczności rozstania z hrabią, to jeszcze poczuje się upokorzona.
    Ze zdziwieniem stwierdziła, że hrabia nie skierował się do drzwi.
    Obszedł łóżko dokoła, położył się koło niej i objął ją. Przyciągnął ją do siebie tak, że mogła mu położyć głowę na ramieniu.
    Nie mogła w to uwierzyć, jednak to była prawda, leżał u jej boku. Jego bliskość była tak cudowna, że wydawało jej się, że śni.
    Potem hrabia przemówił do niej niskim głosem:
    – Nie płacz już, mój skarbie, i pozwól mi powiedzieć, co do ciebie czuję.
    Noella była tak zdziwiona, że otworzyła oczy i spojrzała na niego. Jego twarz była tak bardzo blisko.
    Uświadomiła sobie, że drży, ale już nie ze strachu.
    Poczuła, że w jej sercu narodziła się nadzieja, jak pierwsza wieczorna gwiazda. Nieświadomie przytuliła się do niego.
    – Zacznijmy od początku – zaproponował hrabia. – Powiedz mi, kim naprawdę jesteś.
    – Nie jestem twoją siostrą.
    – Bardzo się z tego cieszę.
    – Tak? Ale ja…
    – Kim jesteś? – przerwał jej hrabia. – Od tego musimy zacząć.
    – Nazywam się Noella Wakefield. Nasze matki były kuzynkami i razem się wychowały.
    – Więc jesteś moją daleką krewną. Zapewne dlatego jesteś podobna do mojej siostry.
    – Noely i ja byłyśmy jak bliźniaczki.
    – Co się z nią stało?
    – Ona i… jej matka umarły w naszym domu w Worcestershire.
    – I pewnie tam znalazł cię Jasper?
    – Szukał Noely. Kiedy mnie zobaczył…-Ponieważ chciał pieniędzy, które mu obiecałeś… Przekonał mnie, żebym udawała twoją siostrę.
    – Rozumiem, że skorzystał z tej niezwykłej okazji – powiedział nieoczekiwanie hrabia.
    Noella bała się, że hrabia się na nią gniewa, powtórzyła więc:
    – Bardzo przepraszam. Trudno mi wyrazić, jak bardzo mi przykro.
    – Wiem, że mówisz to szczerze – odparł. -
    Ale chciałbym bardzo, żebyś powiedziała mi otwarcie, co czujesz do mnie, nie jako do twojego brata, ale do mężczyzny.
    Była zbyt nieśmiała, żeby mu odpowiedzieć.
    Odwróciła się od niego.
    – Powiedz mi prawdę – nalegał.
    Ujął ją delikatnie za podbródek i odwrócił jej twarz do swojej.
    – Nie… mogę – wyszeptała.
    – Dlaczego?
    – Ponieważ… może nie chciałbyś tego… usłyszeć… może by cię to zgorszyło.
    – Wątpię, żeby tak się mogło stać. Powiedz mi prawdę.
    Była całkowicie w jego władzy. Nie mogła odwrócić twarzy. Nie mogła się od niego odsunąć.
    Poczuła, że strach i poczucie zagrożenia odpływają.
    Miała teraz wrażenie, że gwiazdy zeszły z nieba i mrugają srebrzyście w jej duszy.
    – Powiedz mi prawdę – nalegał hrabia.
    Jego usta były tak blisko, że niemal poczuła ich dotyk.
    – Kocham cię – wyszeptała – nic na to nie poradzę… kocham cię… jeśli będę się musiała z tobą rozstać… nie przeżyję tego.
    Hrabia uwolnił jej podbródek i przytulił ją mocniej. Poczuła ciepło jego ciała. Jego usta spoczęły na jej wargach.
    Kiedy ją pocałował, uzmysłowiła sobie, że od dawna tego pragnęła. Wydawało jej się, że gwiazdy spadły z nieba i tańczyły na jej ustach.
    Doznawała uczuć tak rozkosznych, tak doskonałych, i o tyle cudowniejszych od czegokolwiek, co była sobie w stanie wyobrazić, że przez chwilę myślała, iż umarła i jest już w niebie.
    Takie upojenie i szczęście musiały mieć boską naturę.
    – Kocham… kocham… kocham – powtarzało jej serce.
    Te słowa pulsowały w całym jej ciele i niosły się echem na usta, żeby dotknąć jego ust.
    Długi pocałunek odebrał im dech w piersiach.
    Kiedy hrabia uniósł głowę i przemówił do niej, jego głos brzmiał inaczej niż zwykle:
    – Jak to możliwe? Jak to możliwe, że po wszystkich cierpieniach, które przeżyłem, zdarza się taki cud? To cud, że nie jesteś moją siostrą.
    – Ty… cierpiałeś? – zapytała Noella.
    Wszystko działo się tak szybko, tak nieoczekiwanie, wywoływało tak silne, nie znane jej wcześniej emocje, że nie dość, iż sama mówiła z ogromnym trudem, to jeszcze nie w pełni rozumiała, co hrabia mówił do niej.
    – Pokochałem cię od pierwszej chwili – powiedział.
    – Nigdy przedtem nie sądziłem, że kobieta może być tak piękna. Kiedy uświadomiłem sobie, że się w tobie zakochałem, wiedziałem, że muszę cię odesłać z zamku, choćbym miał umrzeć z cierpienia.
    – Czy właśnie dlatego… kazałeś mi… poślubić Stephena Hortona?
    – Zapewniłby ci przynajmniej wszystkie wygody.
    – Ale bywałeś wobec mnie bardzo… okrutny… tak często cię irytowałam.
    – Nie umiałem się powstrzymać. Doprowadzałaś mnie do szaleństwa. Kiedy patrzyłem na ciebie, myślałem tylko o tym, żeby cię pocałować.
    Spojrzała na niego z niecierpliwością.
    Ich usta znów się spotkały w gorącym, namiętnym pocałunku.
    Kiedy uwolnił ją na chwilę, powiedziała:
    – Kocham cię, Lyndonie, tak bardzo cię kocham… ale co my teraz zrobimy?
    – Pobierzemy się – odpowiedział. – Dopiero wtedy będę miał pewność, że cię nigdy nie utracę.
    – Ale to… niemożliwe. Tak wiele osób myśli, że jestem… twoją siostrą. Wiem, jak bardzo się boisz… skandalu.
    – Unikniemy go – powiedział stanowczym tonem.
    – Ale w jaki sposób?
    – Poradzimy sobie. Podobnie jak poradzimy sobie ze sprawą Jaspera.
    W miłosnym uniesieniu zapomniała o Jasperze.
    Teraz jednak znów pomyślała o nim.
    Wydało się jej, że wrócił, że znów jej zagraża.
    – Pozwól mi się tym zająć. Nie będziemy musieli być na jego pogrzebie. Wszystko zostanie przeprowadzone w najgłębszej tajemnicy. Nie zamierzam nawet powiadamiać rodziny o jego śmierci.
    Noella słuchała uważnie.
    Jakby się obawiała, że coś mogłoby zagrozić ich szczęściu, przez cały czas przytulała się do hrabiego.
    – Jak to możliwe, że jesteś taka piękna? zapytał nieoczekiwanie. – Nie tylko twoja uroda, ale każde twoje słowo, każdy gest sprawia, że kocham cię jeszcze bardziej i wiem, że nie potrafiłbym już żyć bez ciebie.
    – Jak możesz tak mówić po tym, jak cię oszukałam? – zapytała Noella. – Myślałam, że będziesz przez to jeszcze bardziej nieufny wobec kobiet.
    – Nie ufałem kobietom, bo kiedy opuściła mnie matka, tęskniłem za nią straszliwie i pragnąłem jej nienawidzić za to, że sprawiła mi ból.
    Noella westchnęła cicho, nie przerywając mu.
    – Potem – kontynuował hrabia – kiedy uratowałaś mnie od niechybnej śmierci z rąk Jaspera, myślałem, że kochasz mnie tak, jak siostra kocha brata. Ale teraz wiem, najdroższa, że to inny rodzaj miłości.
    – Kocham cię tak bardzo, że żadne słowa tego nie opiszą.
    Dotknęła jego twarzy, jakby się chciała upewnić, że nie jest zjawą. Potem powiedziała cichutko:
    – Nigdy cię nie skrzywdzę i Bóg mi świadkiem, że już nigdy więcej cię nie okłamię.
    Hrabia nie mógł się powstrzymać, by znów jej nie pocałować i minęła długa chwila, zanim ponownie się odezwał:
    – Przed przybyciem komisarza chciałbym przedstawić ci mój plan.
    – Chcę tylko być u twego boku i powtarzać, jak bardzo cię kocham – wyznała Noella.
    – A ja chcę się do ciebie jeszcze bardziej zbliżyć – odparł.
    Noella zarumieniła się i zakryła twarz. Hrabia mówił dalej:
    – Kocham cię, Bóg jeden wie, jak bardzo.
    Ale musimy wrócić na ziemię. Nie możemy sobie pozwolić na błędy.
    – Zrobię wszystko… co… mi każesz – wyszeptała Noella.
    – Jutro rano pojedziemy do Londynu. Weźmiemy cichy ślub w kościele, który jest najbliżej mego domu przy Park Street – oznajmił hrabia.
    Noella uniosła głowę, słuchając go uważnie.
    – Potem wyjedziemy za granicę – dodał.
    – Za granicę? – zdziwiła się Noella.
    Przecież hrabia nienawidził miejsc, w których mieszkały jego matka i siostra.
    Zanim zdążyła zapytać, wyjaśnił:
    – Będziemy podróżować jachtem, który pożyczę od jednego z moich przyjaciół.
    Ucałował włosy Noelli i ciągnął dalej:
    – Myślę, kochanie, że miło nam będzie razem poznawać miejsca, których nigdy nie widzieliśmy, poszerzy nam to horyzonty i da wiele ciekawych tematów do dyskusji.
    – Z tobą wszędzie będzie wspaniale powiedziała Noella.
    – Krótko po naszym ślubie rozejdzie się wieść, że hrabina Ravensdale i jej córka Noella Raven zmarły w Rzymie – ciągnął hrabia.
    Noella spojrzała na niego pytająco, a on wyjaśnił:
    – Wszyscy ci, którzy będą tym zainteresowani, czyli głównie rodzina Ravenów, pomyślą, że zabrałem cię do Rzymu, gdzie zamierzałem pogodzić się z matką.
    – Bardzo sprytnie to obmyśliłeś – wyszeptała Noella.
    – Będziemy podróżować do jesieni, i tuż przed naszym powrotem do Anglii każę ogłosić, że ożeniłem się z panną Noellą Wakefield.
    – A jeśli ktoś się domyśli, że to ja udawałam twoją siostrę?
    – Nikt nie będzie nic podejrzewał. Rodzina przecież wie o tym, że nasze matki były kuzynkami, co wyjaśni twoje podobieństwo do mojej siostry. Ludzie widzą to, czego oczekują, i nikomu nie przyjdzie do głowy, że mógł cię już kiedyś widzieć.
    Noella westchnęła leciutko.
    – Bardzo to wszystko sprytne. Ale czy jesteś pewien, tak do końca pewien, że chcesz mnie za żonę?
    Hrabia zaśmiał się i był to radosny śmiech szczęśliwego człowieka.
    – Jestem całkowicie pewien, że chcę cię poślubić i nikt ani nic w świecie nie jest w stanie odwieść mnie od tego zamiaru.
    Ich usta znów się połączyły, po czym powiedział:
    – Uwielbiam cię, najdroższa, nareszcie mogę to wyznać i nie muszę walczyć ze swoim uczuciem, choć walka ta i tak z góry był skazana na porażkę.
    Znów ją pocałował, po czym wstał ze słowami – Idę się ubrać i przygotować na wizyt komisarza. Każę lokajowi spakować moje rzeczy, a ty zbudź swoją nianię około szóstej ran i przypilnuj, żeby wraz ze służącymi spakował wszystko, co posiadasz.
    Mówiąc to hrabia podszedł do okna i odsłonił story.
    Gwiazdy na niebie już zbladły i nad ziemią wisiała mgła, która zawsze ją okrywa tuż przed świtem. Już wkrótce na wschodzie pojawi się słońce.
    Wiedziała, że hrabia spoglądał na swe włości, dziękując Bogu nie tylko za to, że żyje, ale także za to, że jest zakochany.
    Potem skierował się do drzwi i wychodząc powiedział:
    – Pośpiesz się, najdroższa. Bardziej niż czegokolwiek na świecie pragnę, byś była moją żoną, ale zanim nie wyjedziemy pamiętaj, że musisz udawać moją siostrę.
    Noella uśmiechnęła się i hrabia pomyślał, że żadna kobieta na świecie nie wyglądała tak promiennie.
    Potem zamknęły się za nim drzwi i Noella opadła na poduszki, powtarzając bez końca:
    – Dzięki ci, Boże. Dzięki!
    Noella wraz z hrabią podróżowali na południe w luksusie, znacznie przewyższającym warunki, które zapewnił im Jasper w drodze do Yorkshire.
    Powóz hrabiego, obszerny i bardzo wygodny, ciągnęła szóstka doborowych koni.
    Kiedy rankiem przygotowywali się do podróży, zaprzęgnięto czwórkę świeżych koni, które hrabia kazał zawczasu rozstawić.
    Pokoje, w których nocowali, nie były nadzwyczaj eleganckie, ale hrabia podróżował nie tylko z własną pościelą, ale nawet z dywanikami, które kładzie się przy łóżku. Zaopatrzył się również w wino i te artykuły żywnościowe, których nie spodziewał się znaleźć w przydrożnych zajazdach. Co do posiłków, to w razie potrzeby miał o nie zadbać jeden z czterech forysiów, który był doskonałym kucharzem.
    Niania podróżowała z Hawkinsem w części bagażowej powozu. Kiedy dowiedziała się od Noelli o oświadczynach hrabiego, krzyknęła z radości:
    – Jaśnie pan hrabia będzie dla ciebie lepszym mężem, niżby twoja matka mogła sobie wymarzyć! Jestem pewna, że twoje małżeństwo będzie równie szczęśliwe, jak jej.
    Czasami jednak Noella przypominała sobie, że nie tak dawno całkiem realna była perspektywa jej ślubu z Stephenem Hortonem. Wzdragała się na samą myśl o tym.
    Teraz jednak, kiedy wiedziała, jak bardzo hrabia ją kocha, była pewna, że nie uczyniłby wtedy świadomie niczego, co mogłoby ją unieszczęśliwić.
    – Bałem się własnych uczuć – wyjaśniał jej, kiedy po raz kolejny o tym rozmawiali. – Ponieważ zaś Stephen Horton jest bardzo bogaty, sądziłem, że robię to, co dla ciebie najlepsze.
    – Ale teraz już rozumiesz, że nie mogłabym wyjść za mężczyznę, którego bym nie kochała – powiedziała Noella.
    – Nie wierzyłem w miłość, dopóki nie spotkałem ciebie – odpowiedział. – Teraz wiem, że wmawiałem to sobie. Tak naprawdę bałem się cierpienia, jakie przeżywałem, gdy opuściła mnie matka.
    – Już nigdy więcej nie będziesz nieszczęśliwy – wyszeptała Noella.
    Kiedy dotarli do Londynu, hrabia wysłał Noellę do łóżka wiedząc, że na pewno jest zmęczona po tak długiej podróży.
    – Przede mną sporo przygotowań – powiedział.
    Ponieważ chcę, żebyś była wypoczęta, najdroższa moja, radzę ci przespać całą noc i większość jutrzejszego dnia, bo jutro wieczorem weźmiemy ślub.
    Noella była bardzo szczęśliwa, ale także odrobinę zmęczona, dlatego odpowiedziała:
    – Zrobię, cokolwiek mi rozkażesz. Bardzo chcę zostać twoją żoną.
    – Nawet nie w połowie tak bardzo, jak ja twoim mężem – odrzekł hrabia, a Noella wiedziała, że mówił to szczerze.
    Żeby przypodobać się przyszłemu małżonkowi, Noella zaraz poszła spać i kiedy obudziła się dopiero następnego dnia po południu, hrabiego nie było w domu.
    Była pewna, że załatwiał formalności związane z ich ślubem i wypożyczeniem jachtu, na którym mieli spędzić miodowy miesiąc.
    Nie wyobrażała sobie bardziej nęcącej perspektywy niż zagraniczne wojaże z hrabią.
    Nieważne, dokąd pojedziemy, choćby i w nieznane, na pewno będzie jak w niebie, bo on tam będzie ze mną – pomyślała w duchu Noella.
    Niania, która bardzo odmłodniała od chwili, gdy nie musiała się już martwić o przyszłość, wybrała dla Noelli prześliczną suknię ślubną.
    Była oczywiście biała i pochodziła z najlepszego sklepu w Londynie.
    Niania wybrała suknię z tiulu, ozdobioną falbankami z koronki. Była to najpiękniejsza suknia, jaką Noella kiedykolwiek widziała.
    Miała szerokie, modne rękawy, a jej rozkloszowany dół podkreślał wiotką talię Noelli tak, że wyglądała jak z obrazka.
    Ponieważ ślub odbył się w tajemnicy i nawet służący w Londynie nie wiedzieli, co się dzieje, Noella zamiast welonu włożyła toczek ozdobiony białymi różami.
    Zamiast bukietu ślubnego trzymała w ręku modlitewnik w oprawie z masy perłowej.
    Wyglądała tak pięknie, że hrabia nie mógł znaleźć słów, by wyrazić swój zachwyt.
    Jechali w milczeniu wynajętym powozem, aby ich woźnica nie wiedział, dokąd się udają.
    Trzymali się za ręce, a hrabia całował jej dłonie. Niania kupiła Noelli koronkowe mitenki zamiast zwykłych skórzanych rękawiczek.
    Czując ciepło namiętnych ust hrabiego, Noella znów doznała czegoś, co można porównać tylko do migotania gwiazd.
    Kiedy konie zatrzymały się przed kościółkiem, w którym mieli się pobrać, hrabia wyszeptał:
    – Uwielbiam cię, najdroższa.
    W kościele panowała cisza, a słowa starszego proboszcza odprawiającego mszę zabrzmiały bardzo szczerze i wzruszyły ich do głębi.
    Ołtarz przyozdobiono białymi liliami, które symbolizowały czystość panny młodej.
    Wierzył głęboko, jak gdyby powiedzieli mu o tym święci, że Noella nigdy go nie zasmuci ani nie zawiedzie.
    Kiedy otrzymali od księdza błogosławieństwo, ruszyli wolnym krokiem wzdłuż nawy głównej w kierunku wyjścia, a Noella była pewna, że słyszy śpiew aniołów.
    Udali się następnie do domu hrabiego i zjedli przepyszny posiłek w jadalni, która wyglądała zupełnie inaczej niż wtedy, gdy Noella ujrzała ją po raz pierwszy, podróżując z Jasperem do Yorkshire.
    Obsługiwał ich tylko Hawkins i zaufany lokaj hrabiego.
    Kolację podano na rodowych srebrach, które na tę okazję wyjęto z sejfu. Książę kazał też przykryć ciemne, dębowe boazerie girlandami kwiatów.
    Na stole stały piękne bukiety, podobnie jak w sypialni, której Noella nie widziała w czasie swej pierwszej wizyty.
    Ponieważ jej wystrój był bardzo gustowny i kobiecy, Noella domyśliła się, że należała do hrabiny. Wybierając tę sypialnię na noc poślubną książę dał Noelli do zrozumienia, że wybaczył swej matce to, że go opuściła. Dopiero teraz zrozumiał nieodpartą moc miłości.
    Noella postanowiła, że kiedyś z nim o tym porozmawia, ale nie dziś.
    Może wtedy, gdy zbliżą się do siebie tak bardzo, że nie będą mieć już przed sobą żadnych tajemnic.
    Niania pomogła jej w wieczornej toalecie.
    Po wyjściu niani z sypialni Noella modliła się, żeby hrabia nie był nią rozczarowany. Bała się, że brak doświadczenia w miłości może go do niej zrazić.
    Wiedziała, że chociaż deklarował nienawiść i brak zaufania do płci pięknej, utrzymywał stosunki z kilkoma kobietami, choć nigdy nie zaangażował się uczuciowo.
    Kiedy wszedł do sypialni, wydał się jej niebiańsko przystojny. Była pewna, iż nawet jeśli sam nie darzył tamtych kobiet uczuciem, to z pewnością wiele z nich straciło dla niego głowę.
    Podszedł do łóżka i, swoim zwyczajem, usiadł na jego brzegu.
    – Wyglądasz na przestraszoną, najdroższa.
    Dlaczego?
    – Trochę się… boję – szepnęła.
    – Mnie?
    – Nie boję się ciebie. Obawiam się, że będziesz mną rozczarowany.
    Wyciągnęła ręce do niego i mówiła dalej:
    – 
    Zdaję sobie sprawę, jak niewiele wiem… nie widziałam niczego poza cichą wsią… ptakami i kwiatami… wszystko to zawsze wydawało mi się bardziej rzeczywiste niż ludzie.
    Wciągnęła głęboko powietrze i powiedziała:
    – Co będzie… jeśli poczujesz się mną znudzony?
    Hrabia spojrzał na nią z uśmiechem:
    – Czy to w ogóle możliwe?
    Ujął jej dłonie i ucałował je.
    Zdjął szlafrok i położył się obok niej.
    W sypialni paliła się tylko jedna świeca w złotym świeczniku stojącym za jedwabnymi i muślinowymi kotarami, które osłaniały łoże.
    Noella dobrze widziała jego twarz. Wydawało się jej, że dostrzega ogień w jego oczach, kiedy szukał jej ust.
    Pocałował ją namiętnie.
    Przytulił ją jeszcze mocniej i powiedział:
    – 
    Nie bój się niczego. Będę bardzo delikatny.
    Jesteś jeszcze taka młoda, taka wrażliwa i, dzięki Bogu, taka niewinna.
    – I… taka… niedoświadczona – szepnęła Noella.
    – Czy myślisz, że chciałbym, żebyś była inna?
    Przycisnął ją do siebie i powiedział:
    – Chyba dlatego, że zbyt młodo poznałem prawdziwy smak życia, zawsze pragnąłem pojąć za żonę kobietę, którą sam będę mógł nauczyć wszystkiego o miłości.
    – A jeśli… i tak się mną… znudzisz?
    – To niemożliwe.
    Odgarnął włosy z jej twarzy i pogłaskał ją.
    – Jesteś cudowna. Ale twoja dusza jest równie piękna jak ciało, w którym mieszka.
    Wciągnął głęboko powietrze i powiedział:
    – 
    Zawsze marzyłem o tobie. Teraz, kiedy jesteś moja, obiecuję ci, że będę się tobą opiekował, bronił cię oraz wielbił i czcił do końca życia.
    Noella zrozumiała wagę tego ślubu.
    – Ja też zawsze marzyłam o tobie… i moje marzenie się ziściło… jestem bardzo szczęśliwa.
    – Ja nawet nie potrafię nazwać mojego szczęścia. Jesteś moim błogosławieństwem.
    Jego głos brzmiał bardzo poważnie, gdy mówił:
    – Kiedy przysięgaliśmy sobie miłość przed ołtarzem, czułem, że nasze spotkanie było możliwe dzięki Bożemu błogosławieństwu.
    Łączy nas nie tylko ślub i miłość małżeńska, ale jedność dusz i serc.
    W westchnieniu Noelli słychać było najczystsze szczęście i wzruszenie wyznaniem hrabiego. Objęła go, przycisnęła do siebie i powiedziała:
    – Najdroższy, najukochańszy… naucz mnie… naucz mnie być taką, jaką chcesz mnie mieć. Kocham cię… kocham… kocham cię całą duszą i sercem.
    Czuła, że sposób, w jaki mówiła te słowa, rozpalał w nim ogień.
    Zanim znalazł jej usta, szepnęła:
    – Chciałabym ci jeszcze coś powiedzieć.
    – Co takiego, najdroższa?
    Całował ją po policzkach i po szyi. Poczuła nieznaną wcześniej, niewyobrażalną rozkosz, tak oszałamiającą, że trudno było jej mówić.
    Wiedziała jednak, że on czeka na jej słowa:
    – 
    Mówiłam ci… że nic nie wiem o sprawach…
    miłości… tyle tylko… że jest ona darem Boga… a ja tak ciebie kocham… że chcę ci urodzić syna… żebym już nigdy… nie bała się… że ktoś taki jak Jasper będzie chciał cię zabić dla spadku.
    Książę znieruchomiał. Przez chwilę myślała, że powiedziała coś niestosownego. Kiedy jednak spojrzała mu w oczy, zrozumiała, że właśnie te słowa pragnął usłyszeć. Wpatrywał się w nią, jakby była nie tylko ukochaną osobą, lecz świętością.
    Łagodnie dotknął jej ust.
    Jego pocałunki stawały się coraz gorętsze i namiętniejsze.
    Płonący w nim ogień przeniknął do jej ciała i rozniecił w nim najżarliwsze płomienie.
    Był to najczystszy ogień, wypalający zło, kłamstwa, oszustwa, uwalniający od nieprawości i grzechu.
    Był to boski ogień, czysty jak światło słońca, doskonały, nieskazitelny i piękny jak uroda kwiatów i śpiew ptaków.

Barbara Cartland


***

Top.Mail.Ru