Скачать fb2
Sekretny Dziennik Adriana Mole’a Lat 13 i 3/4

Sekretny Dziennik Adriana Mole’a Lat 13 i 3/4

Аннотация

    Powieść otwierająca zabawny i zarazem ironiczny cykl o fajtłapowatym brytyjskim nastolatku Adrianie Mole’u. Dlaczego nikt oprócz samego ciamajdy zdaje się nie dostrzegać jego geniuszu?
    Męki dojrzewania nigdy jeszcze nie były tak bolesne – i tak zabawne – jak w słynnym sekretnym dzienniku Adriana Mole’a. Uporczywe pryszcze i kryzys małżeński rodziców, porażki na polu literatury i drwiny kumpli ze szkoły – gdyby nie kłody rzucane pod nogi przez okrutny los, geniusz Adriana, niedocenianego intelektualisty i poety, z pewnością rozbłysnąłby pełnym blaskiem. Może dostrzeże go chociaż Pandora?
    „Adrian Mole lat 13 i ¾. Sekretny dziennik”, wydany po raz pierwszy w 1982 r., to pierwsza część cyklu o największym fajtłapie wszech czasów, który błyskawicznie podbił serca czytelników w Wielkiej Brytanii, a potem na całym świecie. Z równie gorącym przyjęciem spotkały się kolejne tomy opisujące perypetie sympatycznego nieudacznika, np. „Bolesne dojrzewanie Adriana Mole’a” i „Adrian Mole. Szczere wyznania”.


Sue Townsend Sekretny Dziennik Adriana Mole’a Lat 13 i 3/4

    Z angielskiego przełożyła Hanna Pawlikowska

    Styczeń

    1 Czwartek

    Święto w Anglii, Irlandii, Szkocji i Walii

    Moje postanowienia noworoczne:
    1. Będę pomagał niewidomym przechodzić przez jezdnię,
    2. Będę wieszał spodnie na wieszaku.
    3. Będę zakładał koszulki na płyty.
    4. Nie zacznę palić.
    5. Przestanę wyciskać pryszcze.
    6. Będę dobry dla psa.
    7. Będę pomagał prostym i ubogim.
    8. Po wysłuchaniu wczoraj wieczorem obrzydliwych odgłosów dochodzących z dołu ślubuję też nigdy nie pić alkoholu.
    Wczoraj podczas przyjęcia ojciec upił psa wiśniówką. Gdyby dowiedziało się o tym
    Królewskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, byłby załatwiony. Minęło już osiem dni od Bożego Narodzenia, a mama ciągle nie włożyła zielonego fartucha z lureksu, który jej kupiłem na gwiazdkę. W przyszłym roku dostanie gałki do kąpieli.
    Trzeba mojego pecha, żeby akurat na pierwszy dzień Nowego Roku pojawił się pryszcz na brodzie.

    1 Piątek

    Święto w Szkocji. Pełnia księżyca

    Czuję się paskudnie. Wszystko przez to, że o drugiej nad ranem mama wyśpiewywała na szczycie schodów "Que sera, sera!" Trzeba mojego pecha, żeby mieć taką matkę! Niewykluczone, że moi rodzice to alkoholicy. W przyszłym roku mogę wylądować w sierocińcu. Pies zemścił się na ojcu. Jednym skokiem wywrócił mu model statku, potem pobiegł do ogrodu, a takielunek plątał mu się między łapami. Ojciec bez końca powtarzał: " Trzy miesiące pracy na nic".
    Pryszcz na mojej brodzie powiększa się coraz bardziej. Wszystko przez to, że mama nie ma pojęcia o witaminach.

    3 Sobota

    Chyba zwariuję z braku snu! Ojciec wyrzucił psa z domu i pies przez całą noc szczekał pod moim oknem. Już taki mój pech! Ojciec bluzgał na niego przekleństwami. Jeżeli nie będzie się hamował, to go przyskrzyni policja za wygadywanie świństw.
    Myślę, że ten pryszcz to czyrak. Trzeba mojego pecha, żeby się uformował akurat w miejscu widocznym dla każdego. Powiedziałem mamie, że nie przyjąłem dzisiaj żadnej witaminy C. A ona na to:, „ Więc kup sobie pomarańczę". Typowe!
    Ciągle jeszcze nie używa fartucha z lureksu.
    Z przyjemnością pójdę znowu do szkoły.

    4 Niedziela
    Druga po Bożym Narodzeniu

    Ojciec rozchorował się na grypę. Przy naszym odżywianiu wcale mnie to nie dziwi. Mimo deszczu mama poszła mu kupić witaminę C w płynie, chociaż – jak jej powiedziałem – "na to już za późno".
    Prawdziwy cud, że nie dostaliśmy jeszcze szkorbutu. Mama twierdzi, że absolutnie nic nie widzi na mojej brodzie, ale przemawia przez nią jedynie poczucie winy z powodu naszego odżywiania.
    Pies uciekł, bo mama nie zamknęła furtki. Ja złamałem ramię adapteru. Nikt jeszcze o tym nie wie, a przy odrobinie szczęścia choroba ojca może potrwać dłuższy czas. Tylko on i ja używamy adapteru. Dalej ani śladu fartucha.

    5 Poniedziałek

    Pies jeszcze nie wrócił. W domu bez niego spokojnie. Mama zadzwoniła na policję i podała jego rysopis. Przedstawiła go znacznie gorzej, niż naprawdę wygląda: rzadkie kudły nad oczami i tak dalej. Uważam, że policja ma ważniejsze sprawy niż szukanie psów, na przykład ściganie morderców. Powiedziałem to mamie, ale i tak zadzwoniła. Dopiero by miała nauczkę, gdyby tak została zamordowana z powodu czyjegoś psa!
    Ojciec jeszcze leniuchuje w łóżku. Podobno jest chory, ale zauważyłem, że nie przestał palić!
    Dzisiaj przyszedł Nigel. Opalony po feriach Świątecznych. Przypuszczam, że wkrótce się rozchoruje z powodu szoku wywołanego zimnem w Anglii. Moim zdaniem rodzice Nigela popełnili błąd zabierając go za granicę.
    Nigel nie ma jeszcze ani jednego pryszcza.

    6 Wtorek
    Trzech Króli. Nów

    Ale pies się urządził!
    Zwalił z roweru faceta z gazowni i pomieszał mu dokumentnie papiery. Pewnie teraz wszyscy wylądujemy w sądzie. Policjant oświadczył, że mamy obowiązek pilnować psa i zapytał, od jak dawna pies kuleje. Mama odpowiedziała, że wcale nie kuleje i zaczęła go oglądać. W lewą przednią łapę wbił mu się miniaturowy model pirata.
    Pies się ucieszył, kiedy mama wyciągnęła pirata, i skoczył zaraz na policjanta ubłoconymi łapami. Mama poleciała do kuchni po ścierkę, ale ja przedtem wytarłem nią nóż po dżemie truskawkowym, więc mundur policjanta wyglądał w końcu jeszcze gorzej. Potem policjant sobie poszedł. Jestem pewien, że zaklął. Mógłbym o tym donieść jego przełożonym.
    Muszę poszukać " Trzech Króli" w moim nowym słowniku.

    7 Środa

    Dziś rano przyjechał Nigel na swoim nowym rowerze. Rower ma bidon, licznik kilometrów, szybkościomierz, żółte siodełko i bardzo wąskie, wyścigowe opony. Szkoda go dla Nigela. Jeździ tylko do sklepów i z powrotem. Gdyby to był mój rower, jeździłbym po całym kraju, zdobywając doświadczenia.
    Mój pryszcz albo czyrak sięgnął szczytu. Większy już chyba być nie może.
    Znalazłem. w słowniku określenie pasujące do ojca. Symulant. Ciągle Jeszcze leży i żłopie witaminę C.
    Pies zamknięty w komórce na węgiel.
    Trzech Króli ma jakiś związek z trzema mędrcami.

    8 Czwartek

    Teraz mama dostała grypy. To oznacza, że obojgiem muszę zajmować się ja. Już taki mój pech.
    Cały dzień biegałem po schodach na górę i na dół. Ugotowałem im ogromny obiad: po dwa jajka w koszulkach z fasolą i budyń z kaszy manny z pliszki. (Dobrze, że włożyłem zielony fartuch z lureksu, bo jaja wyślizgnęły się z garnka i rozpełzły po mnie). O mały włos bym coś powiedział, kiedy zobaczyłem, że w ogóle nie tknęli jedzenia. Niemożliwe, żeby byli tacy chorzy. Zaniosłem wszystko psu do komórki. Jutro rano przychodzi babcia, więc musiałem wyczyścić popalone garnki, a potem wyprowadzić psa na spacer. Zanim się położyłem, było wpół do dwunastej. Nic dziwnego, że jestem mały jak na swój wiek.
    Zdecydowałem jednak, że nie zostanę lekarzem.

    9 Piątek

    W nocy nic tylko kaszel, kaszel, kaszel. Jak nie jedno, to drugie. Można by się spodziewać, że zdobędą się na odrobinę delikatności po moim ciężkim dniu.
    Przyszła babcia, była kompletnie zdegustowana stanem, w jakim znajduje się dom.
    Pokazałem jej mój pokój, tam jest zawsze czysto i porządnie, toteż babcia dała mi pięćdziesiąt pensów. Pokazałem jej wszystkie puste butelki w koszu na śmieci była oburzona.
    Babcia wypuściła psa z komórki. Powiedziała, że mama postąpiła okrutnie zamykając go.
    Pies zwymiotował na podłogę w kuchni. Babcia zamknęła go z powrotem.
    Wydusiła pryszcz na mojej brodzie. Wygląda jeszcze gorzej. Opowiedziałem babci o zielonym fartuchu, a ona wtedy oznajmiła, że na każdą gwiazdkę kupuje mamie sweter ze stuprocentowego akryliku i mama nigdy jeszcze żadnego z nich nie włożyła.

    10 Sobota
    Rano.

    Teraz pies jest chory! Ciągle wymiotuje, więc musi przyjść weterynarz. Ojciec zabronił mi mówić weterynarzowi, że pies był przez dwa dni zamknięty w komórce na węgiel.
    Zalepiłem pryszcz plastrem, żeby nie dostały się zarazki od psa.
    Weterynarz zabrał psa. Jego zdaniem wystąpiła jakaś obstrukcja i konieczna będzie operacja.
    Babcia pokłóciła się z mamą i poszła do domu. Znalazła wszystkie gwiazdkowe swetry pocięte w kawałki w torbie ze ściereczkami do kurzu. To naprawdę oburzające, zważywszy, że tylu ludzi głoduje.
    Pan Lucas z sąsiedniego domu przyszedł odwiedzić rodziców, którzy jeszcze leżą w łóżku.
    Przyniósł mamie kartkę z życzeniami "szybkiego powrotu do zdrowia" i jakieś kwiaty. Mama siedziała w łóżku w takiej koszuli, spod której widać było dość duże partie klatki piersiowej. Mówiła do pana Lucasa głosem przyprawiającym o mdłości. Ojciec udawał, że śpi.
    Nigel przyniósł swoje płyty. Fascynuje go punk rock, ale dla mnie to nie ma żadnego sensu, kiedy nie słyszy się słów. Zdaje mi się zresztą, że staje się intelektualistą. Pewnie z tych wszystkich zmartwień.

    Po południu.

    Poszedłem zobaczyć, jak się czuje pies. Jest po operacji. Weterynarz pokazał mi plastykową torebkę pełną obrzydliwości. Była tam grudka węgla, gałązka jodły ze świątecznego ciasta i modele piratów z okrętu ojca. Jeden z piratów wymachiwał kordelasem, co musiało być dla psa bardzo bolesne. Niestety, za jakieś dwa dni może wrócić do domu.
    Kiedy przyszedłem, ojciec kłócił się przez telefon z babcią o puste butelki w koszu na śmieci.
    Pan Lucas był na górze i rozmawiał z mamą. Po jego wyjściu ojciec poszedł na górę i sprzeczał się o coś z mamą, aż się popłakała. Ojciec jest w złym humorze. To znaczy, że się lepiej czuje. Zrobiłem mamie herbaty, chociaż mnie o to nie prosiła. Też się rozpłakała. Niektórym ludziom trudno dogodzić!
    Pryszcz ciągle na posterunku.

    11 Niedziela
    Pierwsza po Trzech Królach

    Teraz wiem, że jestem intelektualistą. Wczoraj wieczorem oglądałem w telewizji Malcolma Muggeridge'a i rozumiałem niemal każde słowo. Wszystko się zgadza. Nieudany dom, złe odżywianie, niechęć do punków. Chyba zapiszę się do biblioteki i zobaczę, co z tego wyniknie.
    Szkoda, że tu w sąsiedztwie nie ma żadnych innych intelektualistów. Pan Lucas chodzi wprawdzie w sztruksowych spodniach, ale pracuje w ubezpieczeniach. Już taki mój pech!
    Właściwie, co "pierwsze po Trzech Królach"?

    12 Poniedziałek

    Pies wrócił. Bez przerwy liże szwy, więc kiedy jem, siadam do niego tyłem.
    Mama dziś wstała rano, żeby przygotować mu posłanie, na którym będzie spał, dopóki nie wydobrzeje. Jest to tekturowe pudło po paczkach płatków mydlanych. Ojciec stwierdził, że przez to pies będzie kichał i popękają mu szwy, a weterynarz weźmie jeszcze więcej, jeśli będzie musiał go znowu pozszywać. Pokłócili się na temat pudła, a potem ojciec czepiał się pana Lucasa. Nie widzę najmniejszego związku między posłaniem dla psa a panem Lucasem.

    13 Wtorek

    Ojciec poszedł do pracy. Chwała Bogu! Nie wiem, jak mama może go strawić.
    Rano przyszedł pan Lucas, żeby zapytać, czy mama nie potrzebuje pomocy w domu. On jest bardzo dobry. A pani Lucas myła u siebie okna z zewnątrz. Jej drabina chwiała się niebezpiecznie. Napisałem do Malcolma Muggeridge'a na adres BBC z zapytaniem, co mam robić, jako intelektualista. Spodziewam się, że szybko odpisze, bo już mi obrzydł brak jakiejkolwiek bratniej duszy. Napisałem wiersz, co zajęło mi dwie minuty. Nawet sławni poeci potrzebują więcej czasu. Wiersz nazywa się "Kran", ale naprawdę to nie jest o kranie, jest raczej głęboki, w ogóle o życiu i tak dalej.

    KRAN, napisał Adrian Mole

    Woda z kranu kapie i spać mi nie daje,
    Nocą na podłodze jezioro powstaje.
    Brak zlewu dywanom ruiną zagraża,
    Co znowu tatusia na mozół naraża,
    By zakupić nowe.
    A w pracy wszak ojciec może wykorkować.
    Tato, nie bądź taki!
    Lepiej nie omieszkaj zlewu zreperować!

    Pokazałem wiersz mamie, ale tylko ją rozśmieszył. Ona nie jest szczególnie bystra. Ciągle nie wyprała moich spodenek gimnastycznych, a Jutro zaczyna się szkoła. Wcale nie przypomina matek z telewizji.

    14 Środa

    Zapisałem się do biblioteki. Wziąłem "Pielęgnację skóry", "Pochodzenie gatunków" i książkę napisaną przez kobietę, o której ciągle mówi mama. Książka się nazywa "Duma i uprzedzenie", a ta kobieta Jane Austen. Widziałem, że zrobiło to wrażenie na bibliotekarce. Może podobnie jak ja jest intelektualistką. Nie przyglądała się pryszczowi, jest, więc nadzieja, że się zmniejszył. Najwyższy czas!
    Pan Lucas pił z mamą kawę w kuchni. Było pełno dymu. Śmiali się z czegoś, ale kiedy wszedłem, to przestali.
    Pani Lucas czyściła u siebie w domu rynny. Chyba była w złym humorze. Myślę, że małżeństwo państwa Lucasów nie jest szczęśliwe. Biedny pan Lucas!
    Żaden z nauczycieli w szkole nie zauważył, że jestem intelektualistą. Pożałują tego, kiedy zostanę sławny. w naszej klasie jest nowa dziewczyna. Siedzi przy mnie na geografii. Jest całkiem w porządku. Ma na imię Pandora, ale lubi, jak się do niej mówi Puszka. Zupełnie nie mam pojęcia, dlaczego. Może nawet się w niej zakocham. Najwyższy czas, żebym się zakochał, mam już przecież 13 i 3/4 roku.

    15 Czwartek

    Włosy Pandory są koloru melasy i mają odpowiednią długość jak na włosy dziewczyny.
    Pandora ma całkiem niezłą figurę. Widziałem, jak grała w koszykówkę i podskakiwały jej piersi.
    Poczułem się trochę dziwnie. To chyba to!
    Psu zdjęto szwy. Ugryzł weterynarza, ale myślę, że jest do tego przyzwyczajony. (Znaczy weterynarz, bo co do psa, to nie mam wątpliwości).
    Ojciec zauważył złamane ramię adapteru. Skłamałem. Powiedziałem, że to pies skoczył na adapter. Ojciec oświadczył, że poczeka, aż pies kompletnie wydobrzeje po operacji i wtedy go wyrzuci. Mam nadzieję, że to żart.
    Pan Lucas znowu był w kuchni, kiedy wróciłem ze szkoły. Mama już czuje się lepiej, więc nie rozumiem, po co on ciągle przychodzi. Pani Lucas po ciemku sadziła drzewka. Przeczytałem kawałek "Dumy i uprzedzenia", ale to bardzo staroświeckie. Uważam, że Jane Austen powinna napisać coś, chociaż trochę nowocześniejszego.
    Oczy psa są tego samego koloru, co oczy Pandory. Zauważyłem to jedynie, dlatego, że mama go ostrzygła. Wygląda gorzej niż kiedykolwiek. Mama i pan Lucas wyśmiewali się z nowej fryzury psa, co nie było szczególnie eleganckie, bo przecież on nie może się bronić, co stawia go w sytuacji podobnej do rodziny królewskiej.
    Idę wcześnie do łóżka, żeby myśleć o Pandorze i robić ćwiczenia na rozciągnięcie kręgosłupa. Nic nie urosłem przez dwa tygodnie. Jak tak dalej pójdzie, to zostanę karłem.
    Jeżeli pryszcz nie zniknie, pójdę w sobotę do lekarza. Nie mogę dłużej znosić tego, jak mi się wszyscy przypatrują.

    16 Piątek

    Przyszedł pan Lucas i ofiarował się zawieźć mamę samochodem po zakupy. Podwieźli mnie do szkoły. z przyjemnością wysiadłem, miałem dosyć tych wszystkich chichotów i dymu z papierosów. Po drodze minęliśmy panią Lucas. Niosła wielkie torby z zakupami. Mama pomachała jej ręką, ale obładowana pani Lucas nie mogła jej odmachać.
    Dziś była geografia, więc siedziałem całą godzinę obok Pandory. Ona z każdym dniem wygląda lepiej. Powiedziałem jej, że ma oczy tego samego koloru, co nasz pies. Zapytała, jaki to pies. Wyjaśniłem, że kundel.
    Pożyczyłem Pandorze mój niebieski mazak, żeby pokolorowała przestrzeń wokół Wysp
    Brytyjskich.
    Myślę, że docenia te drobne uprzejmości.
    Zacząłem dzisiaj "Pochodzenie gatunków", ale w telewizji to było lepsze. Za to "Pielęgnacja skóry" jest absolutnie bezbłędna. Zostawiłem ją otwartą na stronie o witaminach. Mam nadzieję, że mama zrozumie aluzję. Położyłem książkę na kuchennym stole obok popielniczki, więc musi ją zauważyć.
    Umówiłem się na wizytę u lekarza w sprawie pryszcza. Zrobił się teraz fioletowy.

    17 Sobota

    Zostałem obudzony wcześnie rano. Pani Lucas betonuje przed domem i betoniarka musiała pracować bez przerwy, żeby cement nie stężał, zanim pani Lucas zdążyła go rozprowadzić łopatą.
    Pan Lucas zrobił jej herbaty. On jest naprawdę dobry.
    Nigel przyszedł zapytać, czy pójdę z nim do kina, ale powiedziałem, że nie mogę, bo idę do lekarza w sprawie pryszcza. Nigel na to oświadczył, że nie widzi żadnego pryszcza, ale oczywiście powiedział tak tylko przez grzeczność, bo pryszcz jest dzisiaj gigantyczny.
    Doktor Taylor musi być jednym z tych przepracowanych internistów, o których tyle się czyta. Nawet nie obejrzał pryszcza, powiedział tylko, że nie powinienem się przejmować, i zapytał, czy w domu wszystko w porządku. Opowiedziałem mu o moim nieszczególnym życiu rodzinnym, o kiepskim odżywianiu, na co oznajmił, że jestem dobrze odżywiony i że powinienem wrócić do domu i cieszyć się tym, co mam. To by było na tyle o państwowej służbie zdrowia. Wezmę roznoszenie gazet i przerzucę się na lecznictwo prywatne.

    18 Niedziela
    Druga po Trzech Królach. Początek semestru Hilary w Oksfordzie

    Pani Lucas pokłóciła się z mamą na temat psa. W jakiś sposób wymknął się z domu i przemaszerował po mokrym betonie. Ojciec zaproponował, że załatwi uśpienie psa, ale mama się rozpłakała, więc obiecał, że tego nie zrobi. Wszyscy sąsiedzi myli na ulicy samochody i przez cały czas się przysłuchiwali. Czasami autentycznie nienawidzę tego psa!
    Przypomniałem sobie dzisiaj o moim postanowieniu pomagania prostym i ubogim i zaniosłem parę starych roczników "Beano" jednej raczej niezamożnej rodzinie, która się wprowadziła na sąsiednią ulicę. Wiem, że są biedni, bo mają tylko czarno-biały telewizor. Drzwi otworzył mi chłopak. Wyjaśniłem mu, po co przyszedłem. Rzucił okiem na roczniki, powiedział "czytałem to" i zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Tyle o pomocy ubogim!

    19 poniedziałek

    Dołączyłem w szkole do grupy, która się nazywa Dobrzy Samarytanie. Wychodzimy z pomocą do ludności i takie tam. W poniedziałek po południu opuszczamy matmę.
    Dzisiaj mówiliśmy o tym, co będziemy robić. Mnie przydzielono do grupy emerytów.
    Nigelowi dostało się bezwzględnie paskudne zadanie doglądania dzieci w grupie zabawowej. Jest zdegustowany jak świnia.
    Nie mogę się doczekać następnego poniedziałku. Wezmę magnetofon, żeby nagrywać opowieści wapniaków o wojnie. I tak dalej. Mam nadzieję, że dostanie mi się jakiś z dobrą pamięcią.
    Pies jest z powrotem u weterynarza. Cement powbijał mu się w łapy. Nic dziwnego, że się wczoraj wieczorem tak awanturował na schodach. Dzisiaj w szkole przy obiedzie Pandora uśmiechnęła się do mnie, ale właśnie zakrztusiłem się chrząstką, więc nie mogłem się odwzajemnić uśmiechem. Wiadomo, mój pech!

    2O Wtorek
    Pełnia księżyca

    Mama szuka pracy!
    Mogę skończyć, jako przestępca włóczący się po ulicach. I tak dalej. Pewnie przez całe dnie trzeba będzie przesiadywać w pralni, żeby nie zmarznąć. A co będę robił podczas wakacji? Będę dzieckiem z kluczem na szyi, cokolwiek to znaczy. A kto się zajmie psem? I co ja będę jadł przez cały dzień? Będę skazany na chrupki kartoflane I słodycze, aż zrujnuję sobie kompletnie cerę l wypadną mi wszystkie zęby. Uważam, że mama postępuje bardzo egoistycznie. Zresztą i tak nie będzie dobrym pracownikiem. Nie jest szczególnie rozgarnięta, a na Boże Narodzenie za dużo pije.
    Zadzwoniłem do babci i wszystko jej opowiedziałem, a ona na to, że w czasie wakacji mogę mieszkać u niej, popołudnia mogę spędzać na zebraniach grupy Zimozielonych i tak dalej. Teraz żałuję, że zadzwoniłem. Dziś na przerwie było zebranie Samarytan. Rozdzielono starców. Mnie się dostał jeden mężczyzna o nazwisku Bert Baxter. Ma osiemdziesiąt dziewięć lat, więc chyba nie będę miał z nim do czynienia zbyt długo. Marzę tylko o tym, żeby nie miał psa. Psy obrzydły mi dokumentnie. Albo są u weterynarza, albo stają przed telewizorem zasłaniając obraz.

    21 Środa

    Państwo Lucasowie się rozwodzą! Pierwsi na naszej ulicy. Mama poszła pocieszać pana
    Lucasa. Musiał być bardzo zgnębiony, bo kiedy ojciec wrócił z pracy, mamy jeszcze nie było. Pani Lucas gdzieś pojechała taksówką. Myślę, że odjechała na zawsze, bo zabrała ze sobą swój komplet śrubokrętów. Biedny pan Lucas, teraz sam będzie musiał sobie robić pranie i tak dalej.
    Ojciec przygotował wieczorem kolację. Było curry podgrzane w plastykowej torebce i ryż, jedyna rzecz w zamrażalniku poza paczką czegoś zielonego, od czego odleciała nalepka. Ojciec zażartował, że wyśle to do inspekcji sanitarnej. Mama się nie śmiała. Może jej myśli zaprzątał nieszczęsny pan Lucas pozostawiony samotnie.
    Po kolacji poszedłem do starego pana Baxtera. Ojciec mnie podwiózł, bo jechał grać w badmintona. Dom pana Baxtera trudno dostrzec z ulicy. Otacza go gigantyczny, nigdy nieprzycinany żywopłot z ligustru. Kiedy zapukałem, pies za drzwiami zaczął szczekać, warczeć i rzucać się na skrzynkę do listów. Zanim dałem nogę, usłyszałem jeszcze odgłos przewracanych butelek I przeklinającego mężczyznę. Mam nadzieję, że poszedłem pod zły adres.
    W drodze do domu spotkałem Nigela. Powiedział mi, że ojciec Pandory jest mleczarzem!
    Trochę się do niej zniechęciłem.
    Kiedy wróciłem, w domu nie było nikogo, więc nakarmiłem psa, przyjrzałem się pryszczom i poszedłem spać.

    22 Czwartek

    To bezczelne kłamstwo, że ojciec Pandory jest mleczarzem! Jest księgowym w mleczarni.
    Pandora oświadczyła, że rozkwasi Nigelowi gębę, jeśli jeszcze raz dopuści się zniesławienia. Znowu jestem w niej zakochany.
    Nigel zaprosił mnie na jutrzejszy wieczór do dyskoteki w klubie młodzieżowym, dochody z tej dyskoteki są przeznaczone na komplet nowych piłek do ping-ponga. Nie wiem, czy pójdę, bo Nigel w czasie weekendów jest punkiem. Matka mu na to pozwala pod jednym warunkiem: musi nosić siatkowy podkoszulek pod przepisową bluzą tego bractwa.
    Mama była na rozmowie w sprawie pracy. Ćwiczy pisanie na maszynie i nic nie gotuje. To co będzie, kiedy już dostanie pracę? Ojciec powinien się temu stanowczo sprzeciwić, zanim staniemy się rozbitą rodziną.

    23 Piątek

    Zdecydowanie ostatni raz poszedłem do dyskoteki. Poza mną i Ryśkiem Cytryną, działaczem młodzieżowym, były tam same punki. Nigel przez cały wieczór straszliwie się popisywał.
    W końcu przekłuł sobie ucho agrafką. Mój ojciec musiał go zawieźć do szpitala naszym samochodem. Rodzice Nigela nie mają samochodu, bo jego ojciec ma w głowie stalową płytkę, a matka tylko 122 cm wzrostu. Naprawdę nie można się dziwić, że Nigel jest taki, skoro jest dzieckiem szaleńca i karlicy.
    Ciągle nie mam wiadomości od Malcolma Muggeridge'a. Może jest w złym nastroju. Tacy intelektualiści jak on i ja często miewają złe nastroje. Zwykli ludzie nas nie rozumieją i twierdzą, że mamy muchy w nosie, ale to nieprawda.
    Pandora poszła odwiedzić Nigela w szpitalu. Ma lekkie zakażenie krwi od tej agrafki.
    Pandora uważa, że Nigel jest bardzo odważny. Ja uważam, że jest bardzo głupi.
    Cały dzień bolała mnie głowa przez tę przeklętą maszynę mamy, ale się nie skarżę. Muszę teraz zasnąć. Jutro mam iść do Berta Baxtera. To jednak był dobry adres. Co za obrzydliwy pech!

    24 Sobota

    Dzień dzisiejszy był najkoszmarniejszym dniem mojego życia. Mama dostała pracę; będzie pisać na tej swojej przeklętej maszynie w biurze ubezpieczeń! Zaczyna w poniedziałek! Pan Lucas pracuje w tym samym biurze. Będzie ją codziennie zabierał samochodem.
    Ojciec też jest w złym humorze – podejrzewa, że sypie mu się wał korbowy.
    Ale co najgorsze, Bert Baxter nie jest miłym emerytem! Pije, pali i ma owczarka alzackiego, który się nazywa Szabla. Kiedy przycinałem gigantyczny Żywopłot, Szabla był zamknięty w kuchni, ale nawet na chwilę nie przestał warczeć.
    Jest jednak coś jeszcze gorszego! Pandora chodzi z Nigelem! Chyba nigdy się nie pozbieram po tym szoku!

    25 Niedziela.
    Trzecia po Trzech Królach

    10 rano.
    Jestem chory przez te wszystkie zmartwienia, zbyt słaby, żeby dużo pisać. Nikt nawet nie zauważył, że nie jadłem śniadania.

    2 po południu.
    Wziąłem w południe dwie dziecinne aspiryny i poczułem się trochę lepiej. Może, kiedy stanę się sławny i mój dziennik zostanie odkryty, ludzie uświadomią sobie tortury zapoznanego intelektualisty w wieku 13 i 3/4 roku.

    6 po południu.
    Pandoro! Moja utracona miłości! Już nigdy nie pogłaszczę twych włosów koloru melasy!
    (Chociaż mój niebieski mazak jest ciągle do twojej dyspozycji).

    8 wieczorem.
    Pandoro! Pandoro! Pandoro!

    10 wieczorem.
    Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

    Północ.
    Zjadłem kanapkę z pastą z krabów i pomarańczę (to na cerę). Poczułem się trochę lepiej.
    Mam nadzieję, że Nigel zleci ze swojego roweru i rozpłaszczy go ciężarówka. Nigdy więcej nie będę z nim rozmawiał. Wiedział, że jestem zakochany w Pandorze! Gdybym dostał na gwiazdkę rower wyścigowy zamiast nędznego budzika z radiem stereo, wszystko ułożyłoby się inaczej.

    26 Poniedziałek

    Musiałem się podnieść z łoża boleści, żeby przed szkołą odwiedzić Berta Baxtera. Trwało całe wieki, zanim tam dotarłem, bo czułem się osłabiony i musiałem, co chwila przystawać dla odpoczynku, ale dzięki pomocy jakiejś starszej damy z długimi czarnymi wąsami znalazłem się wreszcie przed frontowymi drzwiami. Bert Baxter leżał jeszcze w łóżku, ale rzucił mi klucz przez okno i otworzyłem sobie drzwi. Szabla był zamknięty w łazience, powarkiwał nieustannie, a inne odgłosy dochodzące z łazienki zdawały się wskazywać, że rozszarpuje na strzępy jakieś ręczniki czy coś.
    Bert Baxter leżał w okropnie brudnej pościeli i palił papierosa. W pokoju straszliwie śmierdziało, przypuszczam, że ten odór wydzielał sam Bert Baxter. Pościel robiła wrażenie pokrwawionej, ale Bert wyjaśnił, że to od kanapek z marynowanymi buraczkami, które zwykle jada przed snem. Było to najobrzydliwsze pomieszczenie, jakie widziałem w życiu (a brud i zaniedbanie nie są mi obce). Bert Baxter dał mi dziesięć pensów i poprosił, żebym mu przyniósł z kiosku "Morning Star". Więc do tego wszystkiego jest jeszcze komunistą! Zwykle Szabla przynosi gazetę, ale dzisiaj został ukarany zamknięciem za obgryzanie zlewu.
    Sprzedawca w kiosku poprosił, żebym doręczył Bertowi Baxterowi rachunek (winien jest za gazety trzydzieści jeden funtów i dziewięćdziesiąt siedem pensów), a kiedy to zrobiłem, Bert roześmiał się i podarł rachunek ze słowami: "Przebrzydły okularnik". Spóźniłem się do szkoły, więc musiałem pójść do sekretarki, żeby mnie wpisała do odpowiedniej księgi. To jest nagroda dla Dobrego Samarytanina! Nawet matma mi nie przepadła! Pandora i Nigel stali razem w kolejce po obiad, ale postanowiłem ich zignorować.
    Pan Lucas nie wstaje z łóżka, jest mężczyzną porzuconym, więc mama się nim opiekuje po pracy. Jest zresztą jedyną osobą, którą on zgadza się przyjmować. Ciekawe, kiedy mama znajdzie czas, żeby zająć się mną i ojcem.
    Ojciec nadąsany. Pewnie zazdrosny o to, że pan Lucas nie jego wybrał na swojego pocieszyciela.

    Północ.
    Dobranoc, Pandoro, moja miłości o włosach koloru melasy.

    27 Wtorek

    Dzisiaj lekcja plastyki bardzo dobra. Malowałem samotnego chłopca na moście. Właśnie utracił swoją pierwszą miłość na rzecz najlepszego eks-przyjaciela. Eks-przyjaciel miotał się w wezbranych wodach rzeki. Chłopiec obserwował, jak najlepszy eks-przyjaciel tonie. Najlepszy eks-przyjaciel trochę z wyglądu przypominał Nigela. Chłopiec był trochę podobny do mnie. Pani Fossington-Gore powiedziała, że w moim obrazku jest "głębia ". W rzece też! Cha, cha, cha!

    28 Środa

    Obudziłem się dziś rano trochę zaziębiony. Poprosiłem mamę, żeby napisała parę słów i zwolniła mnie z wf. Powiedziała, że nie zamierza mnie już więcej rozpieszczać. Ciekaw jestem, jak by się czuła na błotnistym boisku wśród lodowatej mżawki w samej koszulce i spodenkach gimnastycznych? Kiedy rok temu w dniu sportu szkolnego brałem udział w wyścigu trzynożnym, przyszła mnie oglądać ubrana w futro, a oprócz tego owinęła sobie nogi kocem, chociaż był czerwiec! W każdym razie teraz jej głupio, bo graliśmy w rugby i mój kostium był tak ubłocony, że zatkała się rura odpływowa w pralce.
    Zadzwonił weterynarz, żebyśmy już zabrali psa. Był u niego dziewięć dni. Ojciec oświadczył, że pies musi zostać w szpitalu, dopóki on nie dostanie wypłaty, czyli do jutra. Weterynarz bierze tylko gotówkę, a ojciec nie ma żadnych pieniędzy.
    Pandoro! Dlaczego?

    29 Czwartek

    Idiotyczny pies jest z powrotem w domu. Odmówiłem wyprowadzania go na spacery, dopóki nie odrośnie mu sierść na ogolonych łapach. Po powrocie od weterynarza ojciec był dość blady i powtarzał nieustannie: " Wyrzucone pieniądze": Oświadczył też, że od dzisiaj pies będzie jadł tylko resztki z jego talerza.
    To znaczy, że niedługo pies zdechnie z głodu.

    30 Piątek

    Ten parszywy komunista Bert Baxter zadzwonił do szkoły ze skargą, że zostawiłem na deszczu sekator od żywopłotu! Twierdził, że przez to sekator kompletnie zardzewiał. Domagał się odszkodowania. Powiedziałem dyrektorowi, panu Scrutonowi, że sekator już był zardzewiały, nie ulegało jednak wątpliwości, że mi nie uwierzył. Zrobił mi wykład na temat tego, jak trudno jest starym ludziom związać koniec z końcem. Kazał mi iść do Berta Baxtera, wyczyścić i naostrzyć sekator. Chciałem opowiedzieć dyrektorowi wszystko o tym Bercie Baxterze, ale pan Scruton ma w sobie coś takiego, że w jego obecności zupełnie nie mogę zebrać myśli. To chyba dlatego, że jak się wścieknie, strasznie wybałusza oczy.
    W drodze do Berta Baxtera widziałem mamę i pana Lucasa wychodzących z kantoru bukmachera. Machałem do nich i wołałem, ale mnie nie dostrzegli, chyba nie mogli. Cieszę się, że pan Lucas czuje się lepiej. Bert Baxter nie otworzył mi drzwi. Może umarł?
    Pandoro! Ciągle jeszcze myślę o tobie, dziecinko.

    31 Sobota

    Już prawie luty, a ja nie mam, komu wysłać kartki na dzień św. Walentego.

    Luty

    1 Niedziela
    Czwarta po Trzech Królach

    Wczoraj późnym wieczorem straszne krzyki na dole. Kosz na śmieci w kuchni wywrócony kopnięciem drzwi do ogrodu trzaskające bez przerwy. Chciałbym żeby moi rodzice wykazywali trochę więcej delikatności. Przechodzę trudny okres emocjonalny i potrzebuję snu. l tak zresztą nie spodziewam się, żeby potrafili zrozumieć, co to znaczy być zakochanym. Są małżeństwem czternaście i pół roku.
    Poszedłem po południu do Berta Baxtera, ale dzięki Bogu pojechał do Skegness z wycieczką Zimozielonych. Szabla wyglądał przez okno w dużym pokoju. Pokazałem mu znak " V".
    Mam nadzieję, że nie będzie tego pamiętał.

    2 Poniedziałek
    Matki Boskiej Gromnicznej

    Pani Lucas wróciła! Widziałem, jak wyrywała z ogrodu drzewka i krzaki i ładowała je na tył furgonetki; potem zapakowała wszystkie narzędzia ogrodnicze i odjechała. Na boku furgonetki wymalowany był napis "Schronisko dla kobiet". Pan Lucas przyszedł porozmawiać z mamą, zszedłem na dół powiedzieć mu dzień dobry, ale był zbyt przygnębiony, żeby w ogóle mnie zauważyć. Prosiłem mamę, żeby przyszła trochę wcześniej z pracy, bo mam już dosyć wiecznego wyczekiwania na kolację. Nie spełniła jednak mojej prośby.
    Nigela wyrzucono dzisiaj ze szkolnej stołówki, bo pomstował na sznycel zapiekany w cieście: "Pełno cholernego ciasta, a sznycla ani śladu", powtarzał. Uważam, że pani Leech słusznie go wyrzuciła, w końcu wykrzykiwał to przy wszystkich pierwszoklasistach. My z trzeciej klasy musimy dawać przykład. Pandora przygotowała petycję protestacyjną w sprawie sznycla. Ja nie podpiszę.
    Dzisiaj dzień Dobrych Samarytan. Musiałem wobec tego iść do Berta Baxtera. Ominęła mnie klasówka z algebry! Cha, cha, cha! Bert dał mi kawałek pokruszonej skały ze Skegness i przyznał, że mu przykro z powodu telefonu do szkoły ze skargą w sprawie sekatora. Oświadczył, że czuł się samotny i chciał usłyszeć ludzki głos. Gdybym był najsamotniejszą osobą na calusieńkim świecie, nigdy bym nie zadzwonił do naszej szkoły! Wolałbym raczej zegarynkę, odzywa się, co dziesięć sekund.

    3 Wtorek

    Już od wielu dni mama nie robi w domu naprawdę nic. Całe jej zajęcie to chodzenie do pracy, pocieszanie pana Lucasa, czytanie i palenie papierosów. W samochodzie ojca poszedł wał korbowy. Musiałem mu pokazać, skąd odjeżdża autobus do centrum. Żeby czterdziestoletni mężczyzna nie wiedział, gdzie jest przystanek autobusowy! Ojciec wygląda tak niechlujnie, że wstydziłem się pokazać w jego towarzystwie. Kiedy nadjechał autobus, odczułem ulgę. Krzyknąłem jeszcze przez okno, że na dole nie wolno palić, ale pomachał mi ręką i zapalił. Za to jest kara pięćdziesiąt funtów! Gdybym ja zarządzał autobusami, karałbym palaczy grzywną tysiąca funtów, a ponadto zmusiłbym każdego do zjedzenia dwudziestu woodbine'ów.
    Mama czyta "Żeńskiego eunucha " Germaine Greer. Twierdzi, że to książka, której przeczytanie zupełnie zmienia życie. Mojego nie zmieniła, ale tylko ją przejrzałem. Pełno tam plugawych słów.

    4 Środa
    Nów

    Miałem pierwszy mokry sen! A więc mama me myliła się w sprawie tego "Żeńskiego eunucha".
    Zmienił moje życie.

    5 Czwartek

    Mama kupiła sobie taki kombinezon, jaki noszą malarze pokojowi. Pod spodem wyraźnie widać majtki. Mam nadzieję, że nie będzie w tym wychodziła na ulicę.
    Jutro idzie przekłuwać sobie uszy. Mam wrażenie, że staje się rozrzutna. Matka Nigela jest rozrzutna. Stale przychodzą do nich zawiadomienia o wyłączeniu prądu i tak dalej, bo matka Nigela co tydzień kupuje sobie nową parę butów na wysokich obcasach.
    Ciekaw jestem, na co idzie u nas dodatek rodzinny? Właściwie ja powinienem go dostawać.
    Jutro zapytam mamę.

    6 Piątek
    Wstąpienie królowej na tron, 1952

    Mieć pracującą matkę to koszmar. Wpada z wielkimi torbami zakupów, robi kolację, potem szybko się odpicowuje. Ale w dalszym ciągu nic nie sprząta, zanim nie pocieszy pana Lucasa. O ile wiem, już od trzech dni pomiędzy kuchenką a lodówką leży kawałek bekonu!
    Zapytałem ją dzisiaj o mój dodatek rodzinny, odpowiedziała ze śmiechem, że wydała go na dżin i papierosy. Gdyby dowiedziała się o tym opieka społeczna, miałaby za swoje!

    7 Sobota

    Rodzice wrzeszczą na siebie od paru godzin bez przerwy. Zaczęło się od tego plasterka bekonu w szparze obok lodówki, a skończyło na kosztach reperacji samochodu ojca. Poszedłem na górę do swojego pokoju i nastawiłem "Abbę". Ojciec miał czelność otworzyć drzwi i zażądać, żebym ściszył adapter. Ściszyłem. Jak zszedł na dół, znowu nastawiłem głośniej.
    Nikt mi nie ugotował kolacji, więc poszedłem do chińskiej restauracji, kupiłem porcję gorących frytek i torebkę sosu sojowego. Usiadłem pod daszkiem na przystanku autobusowym i zjadłem frytki, a potem trochę pochodziłem, ale czułem się bardzo przygnębiony. Wróciłem do domu. Nakarmiłem psa. Przeczytałem kawałek "Żeńskiego eunucha ". Poczułem się jakoś dziwnie.
    Poszedłem spać.

    8 Niedziela
    Piąta po Trzech Królach

    Ojciec przyszedł rano do mojego pokoju na pogawędkę, jak oznajmił. Przejrzał zbiór wycinków i fotografii dotyczących Kevina Keegana, dokręcił klamkę w szafie swoim wieloczynnościowym scyzorykiem, a potem zapytał, co w szkole. Wreszcie oświadczył, że bardzo mu przykro z powodu wczorajszych awantur, i wyjaśnił, że przechodzą z mamą "niedobry okres".
    Zapytał, czy mam coś do powiedzenia. Powiedziałem, że jest mi winien trzydzieści dwa pensy za chińskie frytki i sos sojowy. Dał mi funta. Zarobiłem w ten sposób sześćdziesiąt osiem pensów.

    9 Poniedziałek

    Rano przed domem pana Lucasa stała ciężarówka od przeprowadzek. Pani Lucas i jakieś inne kobiety wynosiły z domu meble i ustawiały je na chodniku. Pan Lucas przypatrywał się wszystkiemu z okna swojej sypialni. Wydawał się trochę przestraszony. Pani Lucas śmiała się i pokazywała na niego palcem, wtedy wszystkie kobiety zaczynały się śmiać i śpiewały: "Co temu winien Zygmuś, że jest taki śliczny".
    Mama zadzwoniła do pana Lucasa z zapytaniem, czy wszystko w porządku. Pan Lucas Oznajmił, że nie może pójść do pracy, bo musi pilnować adapteru stereo i płyt. Ojciec pomógł pani Lucas załadować na ciężarówkę kuchenkę gazową, a potem Poszedł z mamą na przystanek autobusowy. Szedłem w pewnej odległości za nimi, bo mama miała długie dyndające kolczyki, a ojcu podwijały się mankiety od spodni. Zaczęli się o coś kłócić, więc przeszedłem na drugą stronę ulicy i poszedłem do szkoły dłuższą drogą.
    Bert Baxter był dziś bez zarzutu. Opowiedział mi o pierwszej wojnie światowej. Oświadczył, że uratowała mu życie Biblia, którą zawsze nosił w kieszeni na piersi. Pokazał mi tę Biblię: jest wydana w 1956 roku. Myślę, że Bert zdradza objawy lekkiej sklerozy.
    Pandoro! Wspomnienie o tobie jest nieustającą udręką!

    10 Wtorek

    Pan Lucas mieszka u nas, dopóki nie zdobędzie trochę nowych mebli.
    Ojciec pojechał do Matlock, próbuje tam sprzedać elektryczne piece akumulacyjne jakiemuś wielkiemu hotelowi.
    Nasz piec gazowy wysiadł. Lodowaty ziąb.

    11 Środa
    Pierwsza kwadra księżyca

    Ojciec zadzwonił z Matlock, że zgubił kartę bankową Barclaya i nie może dziś wrócić, więc mama i pan Lucas nie kładli się całą noc, usiłując naprawić piec. Zszedłem na dół o dziesiątej, żeby zobaczyć, czy mogę w czymś pomóc, ale drzwi do kuchni były zamknięte. Pan Lucas oświadczył, że nie może w tym momencie ich otworzyć, bo właśnie doszedł do decydującego etapu reperacji pieca, a mama mu pomaga i ma zajęte ręce.

    l2 Czwartek
    Rocznica urodzin Lincolna

    Dzisiaj wieczorem przyłapałem mamę w łazience na farbowaniu włosów. Było to dla mnie kompletne zaskoczenie. Przez lat trzynaście i trzy czwarte uważałem, że jest ruda, a teraz nagle odkryłem, że ma włosy ciemnoblond. Mama poprosiła, żebym m c me mówił ojcu. Ależ to musi być małżeństwo! Ciekaw jestem, czy ojciec wie o tym, że ona nosi wypchane staniki? Nigdy ich nie wiesza na sznurze z resztą prania, ale widziałem je kiedyś upchnięte w kąt bieliźniarki. Ciekawe, jakie to jeszcze tajemnice mama ukrywa?

    13 Piątek

    Nie ulega wątpliwości, że był to dla mnie pechowy dzień!
    Pandora już nie siedzi przy mnie na geografii. Siedzi za to Barry Kent. Cały czas ode mnie ściągał i wdmuchiwał mi w ucho balony z gumy. Poskarżyłem się pannie Elf, ale ona też się boi Barry
    Kenta, więc nic mu nie powiedziała.
    Pandora wyglądała dziś bardzo powabnie, miała spódnicę z rozcięciem, spod której widać było jej nogi. Ma strup na jednym kolanie. Na nadgarstku zawiązała sobie futbolowy szalik Nigela, ale panna Elf to zauważyła i kazała jej zdjąć. Panna Elf nie boi się Pandory. Posłałem jej kartkę na dzień św. Walentego (Pandorze, nie pannie Elf).

    14 Sobota
    Dzień św. Walentego

    Dostałem tylko jedną kartkę. Charakter pisma mamy, więc się nie liczy. Mama dostała tak gigantyczną kartkę, że musiała ją dostarczyć do domu furgonetka z poczty głównej. Mama zaczerwieniła się po czubki uszu, kiedy otworzyła kopertę i zobaczyła kartkę. To było strasznie fajne. Wielki słoń z satyny dźwigał w trąbie bukiet plastykowych kwiatów, a z pyska wychodził mu balon: "Halo, Króliczku, nigdy cię nie zapomnę". Wewnątrz nie było żadnego imienia, jedynie wyrysowane serca, a w nich napis "Paulina". Kartka od ojca była niewielka, z bukietem purpurowych kwiatów na pierwszej stronie. Ojciec napisał w środku: "Spróbujmy jeszcze raz".
    A oto wiersz, który napisałem na kartce do Pandory:

    Pandoro!
    Ja uwielbiam cię,
    Ja zaklinam cię
    Nie ignoruj mnie.

    Napisałem to lewą ręką, żeby się nie zorientowała, że to ode mnie.

    15 Niedziela:
    Starozapustna

    Wczoraj wieczorem pan Lucas przeniósł się z powrotem do swojego pustego domu. Myślę, że miał po prostu dosyć ciągłych awantur o kartkę ze słoniem. Powiedziałem ojcu, że mama nic nie może poradzić na to, że jakiś mężczyzna uwielbia ją w sekrecie. Ojciec roześmiał się bardzo nieprzyjemnie i oświadczył: "Musisz się jeszcze dużo nauczyć, synu".
    W porze obiadowej wymknąłem się do babci. Ugotowała mi prawdziwy niedzielny obiad, z sosem i puddingiem Yorkshire z małych oddzielnych foremek. Ma też zawsze czas i ochotę, żeby zrobić domowy budyń.
    Zabrałem do babci psa i po południu wszyscy poszliśmy na spacer, żeby lepiej strawić obiad.
    Babcia nie rozmawiała z mamą od czasu awantury o swetry. Twierdzi, że "nigdy więcej noga jej nie stanie w tym domu". Zapytała mnie, czy wierzę w życie po śmierci. Powiedziałem, że nie wierzę, a na to babcia oznajmiła, że właśnie wstąpiła do sekty spirytualistów i słyszała dziadka, który mówił o swoim rabarbarze! A dziadek nie żyje od czterech lat! W środę wieczorem babcia znów idzie do spirytualistów i będzie próbowała ponownie się z nim skontaktować. Chciała, żebym z nią poszedł, bo – jak twierdzi – jest wokół mnie jakaś specyficzna aura.
    Pies zaczął się dławić kością od kurczaka, ale odwróciliśmy go do góry nogami i uderzyliśmy tak mocno w kark, że kość wyleciała. Zostawiłem go u babci, żeby doszedł do siebie po tym przeżyciu.
    Szukałem "starozapustnej" w swoim kieszonkowym słowniku, ale na próżno. Jutro sprawdzę w słowniku w szkole.
    Całe wieki nie mogłem zasnąć, myślałem o Bogu, o Życiu, o Śmierci i o Pandorze.

    16 Poniedziałek.
    Obchody rocznicy urodzin Waszyngtona

    List z BBC! Biała, podłużna koperta z tłustym nadrukiem BBC. I z moim nazwiskiem i adresem!
    Czyżby chcieli wziąć moje wiersze? Niestety, nie. Był za to list od faceta o nazwisku John
    Tydeman, który brzmiał tak:

    Drogi Adrianie Mole'u,
    dziękuje Ci za wiersze, które wysłałeś do BBC, a które jakimś sposobem wylądowały na moim biurku. Przeczytałem je z zainteresowaniem i muszę przyznać, że jeśli weźmie się pod uwagę Twój młody wiek, to mogą się wydawać obiecujące. Nie są jeszcze wystarczająco dobre, byśmy mogli rozważać włączenie ich do któregokolwiek z bieżących programów poetyckich. Czy nie przyszło Ci do głowy, by je posłać do magazynu szkolnego lub parafialnego (jeśli taki istnieje)?
    Jeżeli zamierzasz w przyszłości zaproponować BBC którakolwiek ze swoich prac, to sugerowałbym przepisanie jej na maszynie i zachowanie kopii dla siebie. BBC zazwyczaj w ogóle nie rozpatruje prac nadesłanych w rękopisie, i chociaż Twój rękopis był wyjątkowo porządny, miałem pewne trudności z odcyfrowaniem wszystkich słów- zwłaszcza w zakończeniu wiersza zatytułowanego "Kran", gdzie dość brzydka plama spowodowała rozpłynięcie się atramentu. (Plama z herbaty czy łza? Kropla, która przelała Twój "kran"?)
    Skoro pragniesz poświęcić się karierze literackiej, to chciałbym Cię uprzedzić, że musisz wyrobić w sobie pewien brak wrażliwości, który pozwoli Ci w miarę spokojnie i bezboleśnie godzić się z nieuniknionymi przypadkami odrzucenia Twoich prac.

    Z najlepszym i życzeniami sukcesów w przyszłych wysiłkach literackich, a przede wszystkim z życzeniami szczęścia
    Twój
    John Tydeman.
    PS. Załączam wiersz niejakiego Johna Mole'a, który ukazał się w ostatnim " Times Literary
    Supplement". Czy to kuzyn? Wiersz jest bardzo dobry.

    Na moich rodzicach zrobiło to autentyczne wrażenie. W szkole bez przerwy wyciągałem ten list i odczytywałem na nowo. Spodziewałem się, że któryś z nauczycieli będzie chciał go przeczytać, ale żaden się nim nie zainteresował.
    Bert Baxter przeczytał list, podczas gdy zmywałem te jego przeklęte naczynia. Powiedział, że wszyscy w BBC "to banda narkomanów". Szwagier jego wujka mieszkał kiedyś w sąsiedztwie kobiety, która robiła w rozgłośni herbatę, więc Bert wie wszystko o BBC.
    Pandora dostała siedemnaście kart na dzień, św. Walentego. Nigel siedem. Nawet Barry
    Kent, znienawidzony przez wszystkich, dostał trzy. Uśmiechałem się tylko, kiedy wszyscy rozpytywali, ile kart ja dostałem. W każdym razie idę o zakład, że jestem jedyną osobą w szkole, która dostała list z BBC.

    17 Wtorek

    Barry Kent zapowiedział, że mnie zgnoi, jeśli nie będę mu dawał codziennie dwudziestu pięciu pensów. Powiedziałem, że traci jedynie czas, usiłując pogróżkami wyciągnąć ode mnie pieniądze. Nigdy nie mam żadnych wolnych pieniędzy. Mama wpłaca moje kieszonkowe prosto do spółdzielni mieszkaniowej i daje mi jedynie piętnaście pensów dziennie na batonik Mars. Barry Kent oznajmił, że będę musiał mu wobec tego oddawać pieniądze na obiad. Wyjaśniłem mu, że odkąd obiady podrożały do sześćdziesięciu pensów, ojciec płaci czekiem. Na to Barry Kent uderzył mnie w jajka i odszedł ze słowami: "Jeszcze nie tak oberwiesz!"
    Zapisałem się do roznoszenia gazet.

    18 Środa
    Pełnia księżyca

    Obudziłem się z bólem w jajkach. Powiedziałem mamie. Chciała je obejrzeć, ale nie miałem na to najmniejszej ochoty, więc stwierdziła, że muszę być dzielny. Znowu nie zgodziła się napisać mi usprawiedliwienia na wf i musiałem się tarzać w błocie. Barry Kent wdeptał mi głowę w kałużę. Pan Jones to zauważył i odesłał go wcześniej z boiska, żeby wziął prysznic!
    Chciałbym mieć jakąś bezbolesną chorobę, która uwolniłaby mnie od gier. Coś takiego jak słabe serce byłoby w sam raz.
    Przyprowadziłem psa od babci, która wykąpała go i wyszczotkowała. Śmierdzi jak stoisko perfumeryjne u Woolwortha.
    Poszedłem z babcią na spotkanie spirytualistów; pełno tam było okropnie starych ludzi.
    Jeden szaleniec wstał i oświadczył, że ma w głowie radio, które dyktuje mu, co ma robić. Nikt nie zwrócił na niego uwagi, więc usiadł z powrotem. Kobieta o nazwisku Alice Tonks zaczęła chrząkać, przewracać oczami i rozmawiać z jakimś Arturem Mayfieldem, ale mój dziadek milczał, Babcię trochę to zasmuciło, więc po powrocie do domu zrobiłem jej filiżankę napoju Horlick. Dała mi pięćdziesiąt pensów i poszedłem z psem do domu.
    Zacząłem czytać "Folwark zwierzęcy" George'a Orwella. Myślę, że jak dorosnę, mógłbym zostać weterynarzem.

    19 Czwartek
    1960 – urodził się książę! Andrzej

    Książę Andrzej ma dobrze, pilnują go goryle. Barry Kent nie wyłudza od niego pieniędzy.
    Pięćdziesiąt pensów przepadło! Gdybym tak znał karate, przeciąłbym Barry Kentowi tchawicę.
    W domu spokojnie. rodzice nie rozmawiają ze sobą.

    20 Piątek

    Dzisiaj na geografii Barry Kent poradził pannie Elf, żeby się " wypchała ", wysłała go więc do pana Scrutona, żeby mu wymierzył karę, Mam nadzieję, że dostanie pięćdziesiąt batogów.
    Zamierzam się zaprzyjaźnić z Craigiem Thomasem, To jeden z największych chłopaków w trzeciej klasie, Dziś na przerwie kupiłem mu batonik Mars. Udawałem, że mi niedobrze i nie mam ochoty na czekoladę. Powiedział: "Dobra, Molak". Po raz pierwszy się do mnie odezwał. Jeśli dobrze rozegram swoje karty, mogę się znaleźć w jego gangu. A wtedy Barry Kent nie odważy się mnie tknąć.
    Mama czyta kolejną książkę o seksie, ma to tytuł "Druga płeć", a napisana jest przez jakiegoś pisarza żabojada Simona de Beauvoir. Mama zostawiła książkę na stoliku w dużym pokoju, gdzie każdy mógł ją zobaczyć, nawet babcia!

    21 Sobota

    Miałem cholernie tajny sen, w którym Szabla masakrował Barry Kenta. Przyglądali się temu panna Elf i pan Scruton, Była tam też Pandora w tej spódnicy z rozcięciem. Zarzuciła mi ręce na szyję i powiedziała: "Należę do drugiej płci". W tym momencie się obudziłem i okazało się, że miałem mokry sen po raz drugi w życiu. Musiałem wrzucić piżamę do pralki, żeby mama tego nie odkryła.
    Dzisiaj przyjrzałem się dokładnie swojej twarzy w lustrze w łazience. Mam pięć pryszczy, nie licząc tego na brodzie. Mam też ślady zarostu nad wargą. Wygląda na to, że wkrótce będę musiał zacząć się golić. Poszedłem z ojcem do warsztatu, spodziewał się, że dzisiaj odbierze samochód, ale okazało się, że jeszcze nie gotowy. Wszystkie części leżały osobno. Oczy ojca napełniły się łzami.
    Było mi za niego wstyd. Poszliśmy do Sainsbury'ego. Ojciec kupił puszki łososia, krabów i krewetek, tort owocowy, a także jakiś obrzydliwy biały ser obsypany pestkami od winogron. Kiedy wróciliśmy do domu, mama strasznie się wściekła, bo zapomniał o chlebie, maśle i o papierze toaletowym. Powiedziała, że nie można go nigdzie puścić samego. Ojcu trochę się poprawił humor.

    22 Niedziela
    Mięsopustna

    Ojciec zabrał psa i poszedł na ryby. Pan Lucas przyszedł na obiad i został na kolację. Zjadł trzy kawałki tortu jagodowego. Graliśmy w monopole. Pan Lucas był bankierem. Mama ciągle trafiała do więzienia. Ja wygrałem, ponieważ w przeciwieństwie do nich naprawdę koncentrowałem się na grze. Ojciec wrócił frontowymi drzwiami, a pan Lucas wyszedł tylnymi. Ojciec powiedział, że przez cały dzień miał ochotę na tort jagodowy. Ale nie została ani okruszynka. powiedział, że nie zabrał nic do jedzenia i nic też nie brało na wędkę. Mama dała mu na kolację ten ser z winogronowymi pestkami i odchudzający chleb. Ojciec rzucił tym wszystkim o ścianę i oświadczył, że nie jest… myszą, tylko… mężczyzną, a na to mama, że już od niepamiętnych czasów nie… i wtedy kazali mi wyjść z pokoju. To okropne, kiedy się słyszy, jak własna matka przeklina. Myślę, że to wpływ tych wszystkich książek, które czyta. Jeszcze nie wyprasowała mojego szkolnego mundurka, ale mam nadzieję, że o tym pamięta.
    Pozwoliłem dziś psu spać w moim pokoju, on nie znosi kłótni.

    23 Poniedziałek

    Dostałem list od pana Cherry'ego prowadzącego sklep z prasą, że mogę od jutra rozpocząć roznoszenie gazet. Czy można mieć większego pecha?!
    Bert Baxter niepokoi się o Szablę, który nie chce jeść i nawet nie próbuje nikogo ugryźć.
    Poprosił, żebym go zabrał na badanie. Obiecałem, że zrobię to jutro, jeżeli stan Szabli się nie poprawi.
    Mam dosyć zmywania dla Berta. On chyba odżywia się wyłącznie sadzonymi jajkami; zmywanie naczyń w zimnej wodzie bez żadnego płynu to naprawdę nie żarty. Nigdy nie ma tam suchej ścierki do wycierania. Tak naprawdę to nie ma tam w ogóle żadnej ścierki do naczyń, a Szabla podarł na strzępy wszystkie ręczniki. Więc nie mam pojęcia, w jaki sposób Bert może się w ogóle umyć. Chyba spróbuję załatwić dla niego pomoc domową.
    Muszę się skoncentrować, żeby zdać egzaminy państwowe, jeśli chcę zostać weterynarzem.

    24 Wtorek
    Św. Mateusza

    Wstałem o szóstej, żeby poroznosić gazety. Przypadła mi Elm Tree Avenue. Strasznie elegancka. Czytają tam bardzo ciężkie gazety: " Timesa", "Daily Telegraph" i "Guardiana".
    Wiadomo, mój pech!
    Bert oświadczył, że Szabla ma się lepiej, usiłował ugryźć mleczarza.

    25 Środa

    Dziś wcześnie wstałem powodu roznoszenia gazet. Prócz gazet codziennych dostarczyłem także dwadzieścia pięć egzemplarzy „Puncha".

    26 Czwartek

    Gazety się dzisiaj pomieszały. Elm Tree Avenue dostała "Sun" i "Daily Mirror", a wszystkie ciężkie dzienniki poszły na Corporation Row.
    Nie rozumiem, dlaczego wszyscy się tak powściekali. Można by się spodziewać, że dla odmiany chętnie przeczytają inną gazetę.

    27 Piątek
    Ostatnia kwadra księżyca

    Wcześnie rano zobaczyłem Pandorę na podjeździe pod numerem sześćdziesiątym dziewiątym przy Elm Tree Avenue. Miała na sobie toczek i bryczesy, nie mogła, więc być w drodze do szkoły. Postarałem się, żeby mnie nie zauważyła. Nie chcę, żeby mnie widziała przy takim nędznym zajęciu.
    A więc wiem już, gdzie mieszka Pandora! Dobrze sobie obejrzałem dom. Jest znacznie większy od naszego. We wszystkich oknach są opuszczane drewniane rolety, a pokoje wyglądają jak dżungla tyle tam roślin w doniczkach. Zajrzałem przez skrzynkę do listów i zobaczyłem dużego rudego kota, który coś jadł na kuchennym stole. Biorą "Guardiana", "Puncha", "Priate Eye" i "New Society". Pandora czyta komiks dla dziewcząt "Jackie", nie jest więc intelektualistką tak jak ja. Ale żona Malcolma Muggeridge'a też pewno nie jest intelektualistką.
    28 Sobota
    Pandora ma niedużego tłustego konika, który się nazywa Pączek. Codziennie rano przed szkołą karmi go i skacze na nim przez beczki. Wiem o tym, bo schowałem się za volvem jej taty, a potem poszedłem za nią na pólko w pobliżu torów dawnej kolejki. Ukryłem się za wrakiem samochodu na skraju pola i obserwowałem Pandorę. Wyglądała cholernie fajnie w tym jeździeckim stroju, a piersi jej podskakiwały jak szalone. Wkrótce będzie musiała nosić stanik. Serce biło mi tak mocno, że czułem się jak stereofoniczny głośnik I odszedłem, żeby mnie nie usłyszała.
    Ludzie się poskarżyli, że gazety dotarły z opóźnieniem Został mi "Guardian" w papierowej torbie, Więc wziąłem go do domu, żeby przeczytać. Pełno tam było błędów ortograficznych.
    Niedobrze się robi na myśl o tym, ile osób umiejących pisać ortograficznie jest bez pracy.

    Marzec

    1. Niedziela Zapustna, św. Dawida
    Przed roznoszeniem gazet zaniosłem Pączkowi trochę cukru. W jakiś sposób zbliżyło mnie to do Pandory.
    Nadwerężyłem sobie kręgosłup przez dźwiganie tych wszystkich niedzielnych dodatków.
    Zbywający egzemplarz "Sunday People" zabrałem do domu jako prezent dla mamy, która powiedziała, że to się nadaje wyłącznie do wyłożenia kubła na śmieci. Za sześć poranków dostałem dwa funty i sześć pensów; to naprawdę niewolnicza praca. I w dodatku muszę połowę oddać Barry Kentowi. Pan Cherry otrzymał skargę od numeru sześćdziesiątego dziewiątego przy Elm Street Avenue, że nie dostarczono wczoraj "Guardiana". Posłał więc pod numer sześćdziesiąty dziewiąty "Daily Express" wraz z przeprosinami, ale ojciec Pandory odniósł gazetę do sklepu i stwierdził, że " woli obejść się bez czytania ".
    Dzisiaj nie zadałem sobie nawet trudu, żeby przeczytać gazetę, mam kompletnie dosyć gazet.
    Na niedzielny obiad był jakiś chiński gulasz i fasolka szparagowa.
    Kiedy ojciec poszedł odwiedzić babcię, zjawił się u nas pan Lucas. Miał plastykowego narcyza w klapie sportowej kurtki.
    Moje pryszcze zniknęły całkowicie. To widocznie wpływ porannego powietrza.

    2 Poniedziałek

    Mama weszła przed chwilą do mojego pokoju i oznajmiła, że ma mi coś strasznego do powiedzenia. U siadłem na łóżku i przybrałem szalenie poważny wyraz twarzy na wypadek, gdyby się okazało, że zostało jej tylko sześć miesięcy życia, że przyłapano ją na kradzieży w sklepie czy coś takiego. Niby to poprawiała zasłony, obsypała popiołem z papierosa model Concorde'a i zaczęła mamrotać o "stosunkach między dorosłymi", o "skomplikowanym życiu" i o tym, że "musi siebie odnaleźć". Powiedziała, że jest bardzo do mnie przywiązana! Przywiązana!!! I że za nic nie chciałaby mnie zranić. Następnie oświadczyła, że dla niektórych kobiet małżeństwo jest jak więzienie. Potem wyszła z pokoju.
    Małżeństwo w niczym nie przypomina więzienia! Kobiety wypuszczane są codziennie do sklepów i tak dalej, a wiele z nich nawet chodzi do pracy. Myślę, że mama podchodzi do sprawy trochę melodramatycznie
    Skończyłem "Folwark zwierzęcy". To cholernie symboliczne. Płakałem, kiedy Boksera wzięto do weterynarza. Od tej pory będę traktował świnie z należytą pogardą, jak na to zasługują.
    Bojkotuję wieprzowinę w każdej postaci.

    3 Wtorek
    Ostatki

    Dzisiaj dałem Barry Kentowi forsę za rzekomą ochronę. Nie bardzo widzę, jak może istnieć jakiś Bóg. Gdyby istniał, na pewno by nie dopuścił, aby osobnicy pokroju Barry Kenta bezkarnie zagrażali intelektualistom. Dlaczego więksi są tak niemili dla mniejszych? Być może ich umysły męczą się szybciej z powodu dodatkowego wysiłku koniecznego dla wytworzenia większych kości i tak dalej, być może te wielkie chłopaczyska doznają uszkodzenia mózgu w wyniku tych wszystkich sportów, a może po prostu ci wyrośnięci lubią sypać pogróżkami i staczać bójki. Kiedy pójdę na uniwersytet, mogę się zająć tym problemem. Opublikuję swoją rozprawę i poślę egzemplarz Barry
    Kentowi. Może do tej pory już się nauczy czytać.
    Mama zapomniała, że dzisiaj był dzień pączków. Przypomniałem jej o tym o jedenastej wieczorem. Nie mam wątpliwości, że potem celowo wszystkie przypaliła. Za miesiąc będę miał czternaście lat.

    4 Środa
    Popielec

    Dziś rano doznałem paskudnego szoku. Odniosłem pustą torbę do sklepu pana Cherry'ego i zobaczyłem, jak pan Lucas wertował magazyny z najwyższej półki. Stałem za stelażem i wyraźnie widziałem, że wybrał "Big and Bouncy", zapłacił i wyszedł ze sklepu schowawszy pismo pod palto"Big and Bouncy" to wyjątkowo nieprzyzwoity magazyn. Pełno tam obrzydliwych obrazków.
    Mama powinna się o tym dowiedzieć.

    Dzisiaj ojciec odebrał samochód z warsztatu. Mył go i rozkoszował się nim przez całe dwie godziny. Zauważyłem, że z tylnej szyby zniknęła nalepka w postaci machającej ręki, którą kupiłem mu na gwiazdkę. Powiedziałem, że powinien złożyć skargę w warsztacie, na co oświadczył, że nie chciał stwarzać problemów. Pojechaliśmy do babci, żeby wypróbować samochód. Babcia poczęstowała nas filiżanką rosołu z kostki Bovril i obrzydliwymi ciastkami z anyżkiem. Nie zapytała, jak się czuje mama, stwierdziła natomiast, że ojciec jest szczupły i mizerny i wymaga "odżywienia ".
    Powiedziała, że Berta Baxtera wyrzucono ze stowarzyszenia Zimozielonych z powodu jego zachowania w Skegness. Autokar czekał na niego przez dwie godziny na stacji autobusowej.
    Wysłano grupę zwiadowczą na poszukiwania do pubów, wtedy wrócił Bert – nietrzeźwy, ale sam, i trzeba było wysłać drugą grupę zwiadowczą na poszukiwanie pierwszej. W końcu zawołano na pomoc policję i wiele czasu minęło, zanim udało się wytropić wszystkich emerytów i doprowadzić ich do autokaru.
    Według babci podróż powrotna była koszmarem. Wszyscy emeryci nieustannie się przepychali (nie do wyjścia, tylko między sobą). Bert Baxter recytował nieprzyzwoity wiersz o Eskimosie, a pani Harriman zasłabła i trzeba było rozluźnić jej gorset.
    Babcia oznajmiła, że od czasu tej wycieczki dwóch emerytów już zmarło. Winą za to obciąża Berta Baxtera "tak jakby ich zamordował" – ale według mnie jest bardziej prawdopodobne, że wykończyły ich zimne wiatry w Skegness. Powiedziałem: "Bert Baxter nie jest taki zły, kiedy się go bliżej pozna ". A babcia na to, że nie rozumie, jak Dobry Bóg mógł zabrać dziadka, a zostawić taką szumowinę jak Bert Baxter. Potem zesznurowała usta i zaczęła przecierać oczy chusteczką, więc wyszliśmy.
    Kiedy wróciliśmy do domu, mamy nie było; chodzi teraz na zebrania jakiejś grupy kobiecej.
    Słyszałem, jak ojciec mówił samochodowi "dobranoc". Chyba coś z nim niedobrze!

    6 Piątek
    Nów

    Pan Cherry jest bardzo zadowolony z mojej pracy I podniósł moje wynagrodzenie do dwóch i pół pensa za godzinę. Zaproponował mi też wieczorną rundę na Corporation Row, ale odmówiłem. Na Corporation Row magistrat lokuje wszystkich trudnych lokatorów. Pod numerem trzynastym mieszka Barry Kent.
    Pan Cherry dał mi dwa stare numery "Big and Bouncy". Prosił tylko, żebym nic nie mówił mamie. Jakby coś podobnego w ogóle mogło mi przyjść do głowy! Schowałem magazyny pod materac. Tacy intelektualiści jak ja mają prawo interesować się seksem. Zwykli ludzie typu pana Lucasa powinni się tego wstydzić.
    Dzisiaj zadzwoniłem do opieki społecznej, żeby zapytać o pomoc domową dla Berta Baxtera. Skłamałem i przedstawiłem się, jako jego wnuk. W poniedziałek przyślą do niego opiekuna społecznego. Wypożyczyłem "Wojnę i pokój" na kartę ojca. Swoją kartę biblioteczną zgubiłem.
    Zaprowadziłem psa na pólko koło torów, żeby poznał Pączka. Całkiem sobie przypadli do gustu.

    7 Sobota

    Po rozniesieniu gazet położyłem się z powrotem do łóżka i leżałem całe rano czytając "Big and Bouncy". Czułem się jak nigdy dotąd.
    Poszedłem z rodzicami do Sainsbury'ego, gdzie wszystkie kobiety kojarzyły mi się z "Big and Bouncy", nawet te po trzydziestce. Mama oświadczyła, że wyglądam, jakbym miał gorączkę, nawet się tym zaniepokoiła i odesłała mnie na wielopiętrowy parking, żebym dotrzymywał towarzystwa psu w samochodzie.
    Pies miał już towarzystwo, szczekał i skomlał tak głośno, że wokół samochodu zebrała się grupka ludzi wymieniających komentarze typu "biedactwo", "co za okrucieństwo, żeby go w ten sposób przywiązać". Pies zaczepił obrożą o dźwignię zmiany biegów i oczy wychodziły mu z orbit.
    Na mój widok usiłował podskoczyć i omal się nie udusił.
    Próbowałem wytłumaczyć tym ludziom, że kiedy dorosnę, zostanę weterynarzem, ale nie chcieli słuchać i zaczęli coś mówić o Królewskim Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami. Samochód był zamknięty, Więc musiałem sforsować małą szybkę i włożyłem rękę do środka. Pies oszalał z radości, kiedy go uwolniłem, więc ludzie się rozeszli. Ojciec jednak nie szalał z radości na widok uszkodzonej szybki, tylko się wściekł. Cisnął torby z zakupami, potłukł jajka, pogniótł ciasto, a potem jechał zdecydowanie za szybko. W drodze do domu nikt się nie odzywał, jedynie pies nie przestawał się uśmiechać.
    Skończyłem " Wojnę i pokój". Całkiem niezłe.

    8 Niedziela
    Pierwsza w wielkim poście

    Mama poszła na zebranie, na którym grupa kobiet przeprowadza specjalne ćwiczenia, żeby nabrać większej pewności siebie. Mężczyzn się na te zebrania nie wpuszcza. Zapytałem ojca, na czym polega "ćwiczenie pewności siebie". Odpowiedział: "Bóg jeden wie, ale na pewno nie oznacza to dla mnie nic dobrego".
    Na obiad niedzielny mieliśmy odgrzanego w torebce plastykowej dorsza w maśle i frytki pieczone w piecu, potem brzoskwinie z puszki ze śmietaną z tubki. Ojciec otworzył butelkę białego wina i pozwolił mi się trochę napić. Niewiele wiem o winach, ale był to chyba całkiem niezły rocznik.
    Oglądaliśmy film w telewizji i wtedy wróciła mama i zaczęła nas strofować. Mówiła: "no, dosyć tego", "teraz się tutaj zmieni" i temu podobne. Potem poszła do kuchni i zaczęła sporządzać wykres podział wszystkich prac domowych na trzy części. Zwróciłem jej uwagę, że oprócz odrabiania lekcji mam już roznoszenie gazet, opiekę nad emerytem i karmienie psa, nie posłuchała mnie jednak, powiesiła wykres na ścianie ze słowami: "Zaczynamy od jutra".

    9 Poniedziałek
    Dzień Wspólnoty Brytyjskiej

    Przed roznoszeniem gazet wyczyściłem klozet, umyłem wannę i umywalkę. Wróciłem do domu, przygotowałem śniadanie, włożyłem pranie do pralki i poszedłem do szkoły. Wręczyłem Barry Kentowi wymuszone pieniądze na "ochronę", poszedłem do Berta Baxtera, gdzie czekałem na opiekuna społecznego, który się nie zjawił. Obiad zjadłem w szkole. Na lekcji gospodarstwa domowego upiekłem kruche ciasto z jabłkami. Wróciłem do domu. Odkurzyłem hal, duży pokój i jadalnię. Obrałem kartofle, poszatkowałem kapustę, skaleczyłem się w palec, spłukałem krew z kapusty. Położyłem kotlety na grillu, wyszukałem w książce kucharskiej przepis na sos. Zrobiłem sos. Odcedziłem grudki przez sitko. Nakryłem do stołu, podałem kolację, pozmywałem.
    Namoczyłem przypalone garnki. Wyjąłem pranie z pralki, wszystko niebieskie, nie wyłączając białej bielizny i chustek do nosa. Powiesiłem pranie na stojaku. Nakarmiłem psa. Wyprasowałem kostium na wf, wyczyściłem buty. Odrobiłem lekcje. Wyprowadziłem psa na spacer, wykąpałem się.
    Umyłem wannę. Zrobiłem trzy filiżanki herbaty. Umyłem filiżanki. Położyłem się do łóżka. Trzeba mojego pecha, żeby mieć matkę ćwiczącą pewność siebie.

    10 Wtorek
    1964- urodził się książę Edward

    Dlaczego nie mogłem się urodzić, jako książę Edward, a książę Edward, jako Adrian Mole?
    Traktowany jestem jak niewolnik.

    11 Środa

    Powlokłem się do szkoły po rozniesieniu gazet i wykonaniu prac domowych. Mama nie chciała mi dać usprawiedliwienia na wf, więc zostawiłem kostium w domu. Uganianie się po boisku na tym zimnym wietrze wydawało mi się wprost niewyobrażalne.
    Ten sadysta pan Jones kazał mi przebiec całą drogę ze szkoły do domu po kostium. Pies pewnie wybiegł za mną z domu, bo kiedy dotarłem do szkolnej furtki, już tam był. Zamknąłem mu furtkę przed nosem, ale przecisnął się między sztachetami i podążył za mną na boisko. Pobiegłem do szatni i zostawiłem go na zewnątrz, słyszałem jednak głośne szczekanie, rozlegające się echem po szkole. Usiłowałem przemknąć się na boisko niepostrzeżenie, ale pies mnie zauważył i pobiegł za mną, no a potem zobaczył piłkę i włączył się do gry. Okazał się bardzo dobry w futbolu i nawet pan Jones się śmiał, dopóki pies nie przedziurawił piłki.
    Pan Scruton, dyrektor z wyłupiastymi oczami, obserwował to wszystko z okna swojego gabinetu. Polecił mi zabrać psa do domu. Powiedziałem, że stracę przez to szkolny obiad, na co oświadczył, że będzie to dla mnie nauczka, żeby nie przyprowadzać zwierząt do szkoły.
    Pani Leech zarządzająca kuchnią postąpiła nadzwyczaj szlachetnie. Włożyła do pieca moją porcję ryżu i curry, a także ciasto z rodzynkami i budyniem, żeby jedzenie mi nie wystygło. Pani Leech nie lubi pana Scrutona, więc dała mi wielką kość szpikową dla psa.

    12Czwartek

    Dziś po obudzeniu odkryłem na całej twarzy olbrzymie czerwone plamy. Mama stwierdziła, że to nerwowe, ale ja w dalszym ciągu uważam, że odżywiam się nieprawidłowo. Ostatnio jedliśmy mnóstwo rzeczy podgrzewanych w opakowaniach. Może mam uczulenie na plastyk? Mama zadzwoniła do recepcjonistki doktora Greya, żeby zamówić wizytę, ale doktor może mnie przyjąć najwcześniej w poniedziałek! Mogę przecież mieć gorączkę tropikalną i zarażać nią całą okolicę!
    Powiedziałem mamie, że chodzi o nagły wypadek, na co odparła, że "jak zwykle przesadzam ". Orzekła, iż kilka plam nie oznacza bynajmniej, że jestem umierający. Nie mogłem wprost uwierzyć, że zamierza normalnie iść do pracy. Chyba własne dziecko powinno być ważniejsze od pracy?
    Zadzwoniłem do babci, która za chwilę przyjechała taksówką, zabrała mnie do siebie i położyła do łóżka. Właśnie teraz leżę u babci. Jest tu bardzo czysto i spokojnie. Leżę w piżamie dziadka. Przed chwilą zjadłem talerz rosołu z kaszą. To pierwsze odpowiednie pożywienie od wielu tygodni.
    Spodziewam się, że kiedy mama po przyjściu do domu stwierdzi moją nieobecność, to wybuchnie awantura. Ale mówiąc szczerze, mój kochany dzienniczku, mam to w nosie.

    13 Piątek
    Pierwsza kwadra księżyca

    Lekarz, wezwany do nagłego wypadku, zjawił się wczoraj w domu babci o wpół do dwunastej w nocy. Stwierdził, że cierpię na acne vulgaris. Według niego jest to tak powszechne, że uchodzi za normalne objawy wieku dojrzewania. Uznał za mało prawdopodobne, bym cierpiał na gorączkę tropikalną, jako że nie byłem w tym roku w Afryce. Poradził babci, żeby zdjęła wydezynfekowane prześcieradła z okien i drzwi. Babcia oświadczyła, że chciałaby się poradzić jeszcze jednego doktora. I wtedy lekarz stracił cierpliwość. Wykrzykiwał bardzo głośno: "Na miłość boską, ten chłopak ma zwykłe wypryski nastolatka!"
    Babcia oznajmiła, że złoży skargę w Izbie Lekarskiej, na co lekarz się roześmiał, zbiegł na dół i trzasnął drzwiami. Przed pójściem do pracy wstąpił ojciec, przyniósł mi zadania domowe z nauk społecznych i przyprowadził psa. Zapowiedział, że jeśli w czasie przerwy obiadowej zastanie mnie w łóżku, to stłucze mnie na kwaśne jabłko.
    Wywołał babcię do kuchni i odbył z nią głośną rozmowę. Słyszałem, jak mówił: "Sytuacja między mną a Pauliną jest bardzo niedobra, teraz już tylko walczymy o to, komu z nas nie przypadnie opieka nad Adrianem". Ojciec z pewnością się pomylił. Musiało mu chodzić o to, komu z nich przypadnie opieka nade mną.
    A więc zdarzyło się to najgorsze: moja cera w ruinie, a rodzice się rozchodzą.

    14 Sobota

    To już oficjalne. Rozwodzą się! Żadne z nich nie chce się wyprowadzić z domu, więc pokój gościnny przekształcił się w kawalerkę dla ojca. To może się bardzo niekorzystnie odbić na mnie.
    Może mi przeszkodzić w zostaniu weterynarzem.
    Dziś rano mama dała mi pięć funtów, zapowiedziała tylko, żebym nie mowił o tym ojcu. Kupiłem biokrem na moje pryszcze i nową pł ytę długogrającą „Abby ".
    Zadzwoniłem do pana Cherry'ego i wyjaśniłem mu że z powodu problemów osobistych nie będę mógł przez kilka tygodni pracować. Pan Cherry oznajmił, że wie o rozwodzie moich rodziców, ponieważ ojciec odwołał prenumeratę "Cosmopolitan".
    Ojciec dał mi pięć funtów i zapowiedział, żebym nic nie mówił mamie. Część tego wydałem na zakup fioletowego papieru i kopert, żeby zrobić wrażenie na BBC i zmusić ich do przeczytania moich wierszy. Reszta pieniędzy musiała iść na Barry Kenta i jego wymuszoną ochronę. Chyba nikt na świecie nie jest równie nieszczęśliwy. Gdyby nie moja poezja, to już bym kompletnie zwariował.

    PĄCZEK, napisał Adrian Mole, lat prawie czternaście

    Mały konik kasztan
    Tam na polu stoi,
    Jabłka je na błoniu.
    Przyjdzie może pora,
    Kiedy serce moje
    Całkiem się zagoi.
    Głaszczę grzbiet konika
    I nieznane ciepło
    Na wskroś mnie przenika.
    Żegnaj, o kasztanku,
    Ja odchodzę, znikam,
    A wilgoć i błoto buty me przenika.

    Wysłałem wiersz do BBC. Na kopercie napisałem „pilne".

    15 Niedziela
    Druga wielkim poście

    W domu bardzo spokojnie. Ojciec pali papierosy w pokoju gościnnym, mama w sypialni.
    Oboje niewiele jedzą.
    Pan Lucas dzwonił do mamy trzykrotnie. Ona za każdym razem odpowiadała: "Jeszcze nie, jeszcze za wcześnie". Prawdopodobnie zapraszał ją na drinka do pubu, żeby zapomniała o kłopotach.
    Ojciec zabrał stereo do swojego pokoju. Nastawia płyty Jima Reevesa i wpatruje się w okno. Zaniosłem mu filiżankę herbaty, powiedział zdławionym głosem: "Dziękuję, synu".
    Kiedy zaniosłem herbatę mamie, przeglądała stare listy, pisane ręką ojca i powiedziała:
    "Adrianie, co ty sobie o nas myślisz?" Odpowiedziałem, że zdaniem Ryśka Cytryny, młodzieżowego przywódcy, rozwód jest wyłącznie winą układu społecznego. A mama na to: "Do diabła z układem społecznym ".
    Uprałem i wyprasowałem na jutro szkolny mundurek. Robię się zupełnie dobry w pracach domowych.
    Moje pryszcze są tak straszliwe, że nawet nie mogę się zmusić do pisania o nich. W szkole wszyscy będą się ze mnie wyśmiewać.
    Czytam "Człowieka w żelaznej masce". Wiem dokładnie, co on odczuwa.
    Poszedłem do szkoły. Była zamknięta. Wśród tych wszystkich kłopotów zapomniałem, że są ferie. Nie miałem ochoty wracać do domu, więc poszedłem do Berta Baxtera. Oświadczył, że był u niego opiekun społeczny, który obiecał załatwić nową budę dla Szabli, ale nie pomoc domową (dla Berta, nie dla Szabli).
    W zlewie były znowu naczynia z całego tygodnia. Bert twierdzi, że zostawia je dla mnie, ponieważ tak dobrze zmywam. W trakcie zmywania wyznałem Bertowi, że moi rodzice się rozwodzą. Powiedział, że nie popiera rozwodów. Sam był żonaty przez trzydzieści pięć nieszczęsnych lat i nie widzi powodu, żeby, komu innemu miało to być oszczędzone. Ma podobno czworo dzieci, ale żadne z nich do niego nie przychodzi. Dwoje jest w Australii, więc sądzę, że trudno mieć do nich pretensje, ale pozostała dwójka powinna się wstydzić. Bert pokazał mi zdjęcia swojej nieżyjącej żony. Zrobiono je pewnie przed wynalezieniem chirurgii plastycznej. Bert przyznał, że kiedy się żenił, pracował, jako stajenny (stajenny robi coś przy koniach) i dopóki nie zaczął pracować na kolei, nawet nie zauważył, że jego żona przypomina konia. Zapytałem, czy chciałby znowu zobaczyć konia. Powiedział, że tak, więc go zabrałem do Pączka.
    Dojście tam zajęło nam całe wieki. Bert szedł strasznie wolno i co chwila przysiadał na murkach ogrodowych, ale w końcu dotarliśmy na miejsce. Bert stwierdził, że Pączek nie jest koniem, tylko kucykiem – klaczą. Nie przestawał go poklepywać i powtarzać: "No i kto jest taką ślicznotką, co?" Potem Pączek zaczął biegać, więc usiedliśmy na wraku samochodu i Bert zapalił woodbine'a, a ja zjadłem batonik Mars. Później poszliśmy z powrotem do domu Berta. Kupiłem paczkę chińskiego gulaszu z grzybami i krem toffi, więc Bert chociaż raz zjadł przyzwoity posiłek.
    Oglądaliśmy w telewizji "Pebble Mill at One", a potem Bert pokazał mi stare zgrzebła i fotografie wielkiego domu, w którym pracował jako chłopiec. Oświadczył, że właśnie wtedy musiał stać się komunistą, ale zasnął, zanim mi wytłumaczył, dlaczego.
    Kiedy wróciłem do domu, nikogo nie było, więc puszczałem płyty "Abby" na cały regulator, dopóki głucha sąsiadka nie zaczęła walić w ścianę.

    1 7 Wtorek
    Dzień św. Patryka. Święto w Irlandii Północnej i Republice Irlandii

    Przeglądałem "Big and Bouncy". Zmierzyłem mojego. Ma jedenaście centymetrów.
    Pan O'Leary, który mieszka po drugiej stronie ulicy, był pijany o dziesiątej rano! Wyrzucono go od rzeźnika, bo nie przestawał śpiewać.

    18 Środa

    Rodzice rozmawiają z adwokatami. Myślę, że walczą o to, kto będzie się mną opiekować.
    Stanę się rozszarpywanym na wszystkie strony, a moje zdjęcie znajdzie się w gazetach. Mam nadzieję, że do tej pory znikną mi pryszcze.
    19 Czwartek

    Pan Lucas wystawił swój dom na sprzedaż. Mama twierdzi, że wstępna cena wynosi trzydzieści tysięcy funtów!
    Co on zrobi z taką sumą?
    Mama mówi, że kupi inny, większy dom. Zastanawiam się, do jakiego stopnia można zgłupieć. Gdybym ja miał trzydzieści tysięcy funtów, wędrowałbym po świecie, gromadząc doświadczenia.
    Nie wziąłbym jednak z sobą żadnych prawdziwych pieniędzy, ponieważ gdzieś czytałem, że wszyscy cudzoziemcy to złodzieje. Zaszyłbym sobie w spodnie czeki podróżne wartości trzech tysięcy funtów. A przed wyjazdem:
    a) wysłałbym Pandorze trzy tuziny czerwonych róż;
    b) b) zapłaciłbym pięćdziesiąt funtów okupu, żeby zatkać Barry Kenta;
    c) kupiłbym najlepszy rower wyścigowy przejechałbym na nim przed domem Nigela;
    d) zamówiłbym olbrzymi kontener drogiego jedzenia dla psów, żeby pies był należycie odżywiany podczas mojej nieobecności;
    e) wynająłbym gosposię dla Berta Baxtera;
    f) dałbym każdemu z moich rodziców po tysiąc funtów, żeby się nie rozstawali.

    Wróciłbym z wyprawy po świecie wysoki, opalony, pełen ironii płynącej z doświadczenia, a
    Pandora płakałaby wieczorami w poduszkę, żałując utraconej szansy zostania panią Adrianową
    Mole. W rekordowym czasie zdobyłbym kwalifikacje weterynarza i wtedy kupiłbym dom na wsi. Jeden pokój przerobiłbym na gabinet, żeby mieć jakieś spokojne miejsce, gdzie mógłbym być intelektualistą.
    Na pewno nie zmarnowałbym trzydziestu tysięcy funtów na kupno połowy domu -bliźniaka!

    20 Piątek
    Pierwszy dzień wiosny. Pełnia księżyca

    Dzisiaj pierwszy dzień wiosny. Magistrat poprzycinał wszystkie wiązy wzdłuż Elm Tree
    Avenue.

    21 Sobota

    Moi rodzice odżywiają się osobno, o różnych porach, toteż zjadam zazwyczaj sześć posiłków dziennie, bo nie chcę nikomu robić przykrości.
    Telewizor jest teraz w moim pokoju, ponieważ nie mogli ustalić, do kogo należy. Mogę oglądać w łóżku horrory późno w nocy.
    Zaczynam nabierać pewnych podejrzeń co do uczuć mamy wobec pana Lucasa. Znalazłem liścik, który od niego dostała. "Paulino, jak długo jeszcze? Na miłość boską, odejdź ze mną. Twój na zawsze, Bimbo".
    Wprawdzie podpis brzmiał "Bimbo", ale wiedziałem, że to od pana Lucasa, bo napisane było na odwrocie rachunku-monitu, który przysłała mu elektrownia.
    Ojciec powinien się o tym dowiedzieć. Schowałem ten liścik pod materac, razem z numerami "Big and Bouncy".

    22 niedziela
    Trzecia w wielkim poście. Początek czasu letniego w Wielkiej Brytanii

    Dzisiaj są urodziny babci, kończy siedemdziesiąt sześć lat i na tyle wygląda. Zaniosłem jej urodzinową kartkę i roślinę w doniczce, która nazywa się tygrysia lilia, co w obcych językach brzmi Dieffenbachia. W ziemię wetknięta była plastykowa etykietka z napisem: "Uwaga! Sok tej rośliny jest trujący!"
    Babcia zapytała, kto wybrał akurat tę roślinę. Powiedziałem, że mama.
    Babcia jest bardzo zadowolona z rozwodu rodziców. Oświadczyła, że zawsze dostrzegała w mamie skłonność do rozwiązłości i teraz się okazało, że miała rację.
    Nie miałem ochoty wysłuchiwać podobnych uwag o mamie, więc wróciłem do domu.
    Udawałem przed babcią, że idę się spotkać z przyjacielem. Ale tak naprawdę to nie mam już przyjaciela, pewnie, dlatego, że jestem intelektualistą. Przypuszczam, że ludzie trochę się mnie obawiają. Zajrzałem do słownika, żeby sprawdzić, co znaczy "rozwiązłość". Nie jest to bardzo miłe.

    23 Poniedziałek

    Znów do szkoły, już taki mój pech! Mieliśmy dziś lekcję gospodarstwa domowego.
    Piekliśmy w piecu kartofle z nadzieniem z sera. Moje kartofle były największe, toteż nie upiekły się przed końcem lekcji, dokończyłem pieczenie u Berta Baxtera. Chciał znowu zobaczyć Pączka, co jest troszkę kłopotliwe, bo on tak strasznie wolno chodzi. Poszliśmy jednak, wszystko jest lepsze od matmy.
    Bert zabrał ze sobą wszystkie końskie zgrzebła i wyczyścił Pączka, który błyszczał jak prawdziwy kasztan. Bert tak się przy tym zadyszał, że musiał usiąść na wraku samochodu i zapalić woodbine'a, później poszliśmy do jego domu.
    Szabla jest w lepszym humorze, odkąd dostał nową budę, a i dom Berta jest w lepszym stanie, odkąd Szabla więcej przebywa na zewnątrz. Bert powiedział mi, że zdaniem opiekuna społecznego powinien pójść do domu starców, gdzie miałby należytą opiekę. Bert skłamał i powiedział, że wnuk przychodzi codziennie i nim się zajmuje. Opiekun społeczny tosprawdzi, więc mogę się znaleźć w kłopocie za podszywanie się pod kogoś innego! Ciekawe, ile jeszcze potrafię znieść!

    24 Wtorek

    Wczoraj wieczorem widziałem, jak mama wyjeżdżała z panem Lucasem jego samochodem.
    Musiała to być jakaś specjalna okazja, bo ubrana była w kombinezon z cekinami. Wyglądała trochę rozwiąźle. Pan Lucas ubrany był w najlepszy garnitur i miał na sobie mnóstwo złotej biżuterii. Jak na starego człowieka, to niewątpliwie umie się ubrać.
    Gdyby ojciec bardziej dbał o swój wygląd, nie doszłoby do tego wszystkiego. Zrozumiałe, że każda kobieta woli mężczyznę w garniturze, obwieszonego mnóstwem złotej biżuterii od takiego jak mój ojciec, który rzadko się goli, nosi stare rzeczy i nie ma żadnej biżuterii. Nie będę spał, żeby zobaczyć, o której mama wróci.
    Północ. Mamy jeszcze nie ma.
    2 nad ranem. Mamy ani śladu.

    25 Środa
    Zwiastowanie N M Pannie

    Zasnąłem w końcu, więc nie wiem, o której mama wróciła. Ojciec powiedział, że poszła na kolację i na tańce urządzane w firmie ubezpieczeniowej z okazji Bożego Narodzenia. W marcu! Daj spokój, tato! Nie urodziłem się wczoraj! Dziś na wf było pływanie. Woda, podobnie jak szatnia, była lodowato zimna. Muszę postarać się o jakąś kontuzję, żeby nie iść na wf w przyszłym tygodniu.

    26 Czwartek

    Policja zatrzymała Barry Kenta, bo jechał na rowerze bez tylnego światła. Mam nadzieję, że wsadzą go do więzienia. Dobrze by mu zrobił gwałtowny szok.

    27 Piątek

    Pandora i Nigel rozstali się! Głośno o tym w szkole. Dla mnie to najlepsza wiadomość od niepamiętnych czasów.
    Czytam "Panią Bovary". To też napisał żabojad.

    28 Sobota
    Ostatnia kwadra księżyca

    Nigel dopiero, co wyszedł, jest zupełnie załamany. Próbowałem go pocieszyć aforyzmami o plaży pełnej kamyków I morzu pełnym ryb. Był jednak za bardzo przygnębiony, żeby w ogóle mnie słuchać. Powiedziałem mu o moich podejrzeniach dotyczących mamy i pana Lucasa, na co zauważył, że to przecież ciągnie się od dawna. A więc wszyscy wiedzieli, poza mną i ojcem!
    Rozmawialiśmy jeszcze przez dłuższy czas o rowerach wyścigowych, a potem Nigel poszedł do domu rozmyślać o Pandorze.

    Jutro Dzień Matki. Nie mogę się zdecydować, czy kupić jakiś prezent czy nie, Mam tylko sześćdziesiąt osiem pensów.

    29 Niedziela
    Czwarta w wielkim poście, Dzień Matki

    Wczoraj wieczorem ojciec dał mi trzy funty. Powiedział przy, tym: "Synu, kup matce coś porządnego, to może być już po raz ostatni". Nie miałem najmniejszego zamiaru jechać z powodu mamy do śródmieścia, więc kupiłem u pana Cherry'ego pudełko czekoladek Czarna Magia i kartę z nadrukiem " Wspaniałej matce". Producenci kart widocznie uważają, że wszystkie matki są wspaniałe, bo słowo to figuruje na absolutnie każdej kartce. Miałem ochotę wykreślić " wspaniała " i napisać w to miejsce "rozwiązła", ale się powstrzymałem. Podpisałem "syn Adrian". Dałem mamie prezent rano. Powiedziała tylko: "Adrianie, nie powinieneś był tego robić". Miała rację, rzeczywiście nie powinienem był.
    Muszę kończyć, Mama urządza coś, co nazywa "cywilizowanym spotkaniem". Ma być pan
    Lucas. Ja naturalnie nie jestem zaproszony! Będę podsłuchiwał pod drzwiami.

    30 Poniedziałek

    Straszna rzecz zdarzyła się wczoraj wieczorem, Ojciec i pan Lucas pobili się w ogródku przed domem, cała ulica wyległa, żeby to obserwować. Mama starała się ich rozdzielić, ale obydwaj przykazywali, żeby "trzymała się od tego z daleka". Pan O'Leary próbował pomóc mojemu ojcu i wykrzykiwał raz po raz: "George, przyłóż temu oślizgłemu cwaniaczkowi jednego ode mnie". Pani O'Leary wygadywała głośno straszne rzeczy na moją matkę. Wyglądało na to, że od Bożego Narodzenia pilnie obserwowała wszystkie mamy poruszenia. Cywilizowane spotkanie skończyło się koło piątej, kiedy ojciec uzmysłowił sobie, od jak dawna trwał romans mamy i pana Lucasa.
    Około siódmej odbyli kolejne cywilizowane spotkanie, kiedy jednak mama wyznała, że wyjeżdża z panem Lucasem do Sheffield, ojciec zapomniał o kulturze i zaczął walczyć. Pan Lucas uciekł do ogrodu, ale ojciec przygwoździł go chwytem rugby koło krzaków laurowych i walka rozgorzała na nowo. Naprawdę było to bardzo ekscytujące. Z okna mojego pokoju miałem dobry widok. Pani O'Leary powiedziała w pewnej chwili: "Żal mi tylko tego dziecka ", wtedy wszyscy spojrzeli do góry i zauważyli mnie, więc zrobiłem smutną minę. To doświadczenie objawi się prawdopodobnie w przyszłości pod postacią jakichś urazów. Na razie czuję się dobrze, ale przecież nigdy nie wiadomo.

    31Wtorek

    Mama wyjechała z panem Lucasem do Sheffield. Musiała usiąść za kierownicą, bo pan
    Lucas miał tak popodbijane oczy, że nic nie widział. Poinformowałem sekretarkę w szkole o ucieczce mamy. Była bardzo miła i dała mi jakiś formularz, żeby ojciec wypełnił. To na bezpłatne obiady w szkole. Staliśmy się teraz niepełną rodziną.
    Nigel poprosił Barry Kenta, żeby przez kilka najbliższych tygodni przestał mnie maltretować.
    Barry Kent oświadczył, że się nad tym zastanowi.

    Kwiecień

    1 Środa
    Prima aprilis

    Rano zadzwonił Nigel udając przedsiębiorcę pogrzebowego i zapytał, kiedy ma przyjechać po ciało.
    Telefon odebrał ojciec. On naprawdę nie ma poczucia humoru.
    Miałem w szkole dobrą zabawę mówiąc dziewczynom, że wystają im halki, co było nieprawdą. Barry Kent przyniósł na lekcję plastyki proszek łaskoczący i nasypał go do długich butów pani Fossington-Gore. Ona też nie ma za grosz poczucia humoru. Barry Kent nasypał mi trochę proszku za koszulę. To nie. było zabawne. Musiałem pójść do szkolnej pielęgniarki, żeby mnie uwolniła od tego całego łaskotania.
    Dom wygląda potwornie brudno, bo ojciec nic nie robi. Pies tęskni za mamą.
    Urodziłem się dokładnie trzynaście lat i trzysta sześćdziesiąt cztery dni temu.

    2 Czwartek

    Dziś mam czternaście lat! Dostałem od ojca dres i piłkę. (On nie ma najmniejszego pojęcia 0 moich potrzebach). Od babci Mole dostałem "Podręcznik stolarki dla chłopców". (Bez komentarza).
    Od dziadka Sugdena jednego funta schowanego w kartce urodzinowej. (Z pewnością nie można go zaliczyć do osób nadmiernie rozrzutnych). Najlepsze było dziesięć funtów od mamy i pięć od pana Lucasa. (Wyrzuty sumienia).
    Nigel przysłał żartobliwą kartkę. Na pierwszej stronie jest nadruk: "Kto jest atrakcyjny, czarujący, inteligentny i przystojny", a w środku: "no, z pewnością nie ty, bracie". Nigel dopisał do tego: "Bez obrazy, druhu". Do koperty włożył dziesięć pensów.
    Bert Baxter przysłał kartę do szkoły, ponieważ nie wie, gdzie mieszkam. Ma cholernie porządny charakter pisma, zdaje się, że to się nazywa pismo rytownicze. Na pierwszej stronie kartki jest owczarek alzacki, a w środku Bert napisał: "Najlepsze życzenia od Berta i Szabli. PS. Zlew się zatkał". W kopercie był bon książkowy wartości dziesięciu szylingów. Stracił ważność w 1958 roku, ale mimo wszystko był to miły gest.
    A więc nareszcie mam czternaście lat! Wieczorem przyjrzałem się sobie dokładnie w lustrze i wydało mi się, że dostrzegłem pewne oznaki dojrzałości. (Poza tymi przeklętymi pryszczami).

    3 Piątek

    Dziś dostałem doskonałą ocenę z klasówki z geografii. Tak! Z dumą donoszę, że uzyskałem dwadzieścia punktów na dwadzieścia możliwych! Zostałem także pochwalony za schludną formę mojej pracy. Nie ma takiej rzeczy, której bym nie wiedział o norweskim przemyśle skórzanym.
    Barry Kent wydaje się rozkoszować własną ignorancją. Na pytanie panny Elf, jaką pozycję zajmuje Norwegia w odniesieniu do Wielkiej Brytanii, odpowiedział: "Piąta woda po kisielu". Przykro mi odnotować, że nawet Pandora śmiała się wraz z całą klasą. Jedynie ja i panna Elf zachowaliśmy powagę. Przepchałem zlew Berta Baxtera, pełen był kości i liści herbacianych. Poradziłem Bertowi, żeby używał raczej herbaty w torebkach. W końcu żyjemy w dwudziestym wieku! Bert obiecał, że spróbuje. Powiedziałem mu też,że moja mama uciekła z agentem ubezpieczeniowym, a on na to: "Czyżby to było zrządzenie boskie"? I zaczął się śmiać, aż mu oczy zaszły łzami.

    4 Sobota
    Nów

    Dzisiaj z ojcem sprzątaliśmy w domu. Nie mieliśmy wyboru: jutro babcia przychodzi na herbatę. Po południu poszliśmy do Sainsbury'ego. Ojciec wybrał wózek, którym nie sposób było kierować. Ponadto wózek piszczał jak torturowana mysz. Wstydziłem się być w pobliżu. Ojciec oczywiście ładował do wózka wyłącznie niezdrowe jedzenie. Musiałem się temu sprzeciwić i żądałem z uporem, żeby kupił jakieś świeże owoce i sałatę. Kiedy doszliśmy do kasy, nie mógł znaleźć karty gwarancyjnej banku, bez której kasjerka nie chciała przyjąć czeku, dopiero kierownik kas musiał zażegnać ten spór. W końcu ojciec pożyczył ode mnie część pieniędzy urodzinowych.
    Winien mi jest osiem funtów, trzydzieści osiem i pół pensa. Zmusiłem go do napisania czegoś w rodzaju weksla na odwrocie rachunku ze sklepu.
    Muszę przyznać, że chylę czoło przed Sainsburym, potrafią, jak się zdaje, przyciągnąć lepszą klientelę. Obserwowałem pastora, który kupował całe opakowanie złożone z czterech rolek papieru toaletowego potrójnej grubości i w kolorze fioletowym. Musi mieć za dużo pieniędzy! Mógłby kupić zwykły biały papier, a różnicę w cenie ofiarować na biednych. Co za hipokryzja!

    5 Niedziela
    Niedziela pasyjna

    Rano przyszedł Nigel. Ciągle jeszcze szaleje na punkcie Pandory. Próbowałem odwrócić jego uwagę, opowiadając o norweskim przemyśle skórzanym, ale jakoś nie udało mi się go zainteresować.
    Zmusiłem ojca, żeby wstał o pierwszej po południu. Nie widzę powodu, żeby gnił w pościeli cały dzień, kiedy ja jestem od rana na nogach. Wstał i wyszedł myć samochód. Z boku za tylnym siedzeniem znalazł kolczyk mamy, więc usiadł i tępo się w niego wpatrywał. Zapytał: "Adrianie, czy tęsknisz za matką?" Odpowiedziałem: "Oczywiście, ale życie musi toczyć się dalej". A on na to: "Nie rozumiem, dlaczego". Uznałem to za objaw samobójczych nastrojów, więc natychmiast pobiegłem na górę i usunąłem z łazienki wszystkie niebezpieczne przedmioty.
    Kiedy zmywałem po kolacji, na którą była mrożona wołowina, głośno domagał się w łazience swojej brzytwy. Skłamałem, że nie mam pojęcia, gdzie jest jego brzytwa. Następnie usunąłem z kuchennych szuflad wszystkie noże i ostre narzędzia. Ojciec usiłował ogolić się maszynką na baterie, ale z baterii powyciekał płyn i całe pozieleniały.
    Lubię myśleć o sobie, jako o człowieku wyrozumiałym, ale język, którego używał ojciec,.
    przekraczał wszelkie dopuszczalne granice, i to jedynie, dlatego, ze nie mógł się ogolić! Herbata okazała się imprezą raczej nudnawą. Babcia cały czas wygadywała straszne rzeczy na mamę, a ojciec nie przestawał majaczyć na temat swojej za nią tęsknoty. Mnie w ogóle nikt nie zauważył.
    Znacznie więcej uwagi poświęcili psu.
    Babcia wyperswadowała ojcu pomysł zapuszczenia brody. Powiedziała: "Dla ciebie,
    George, to może zabawne, że będziesz wyglądał jak komunista, ale dla mnie nie!" Oświadczyła, że dziadek golił się codziennie, nawet w okopach pod Ypres. Czasami musiał odganiać szczury, żeby nie zjadły mu mydła do golenia. Dziadka podobno przedsiębiorca pogrzebowy ogolił jeszcze w trumnie, więc skoro umarli mogą być ogoleni, to dla żywych tym bardziej nie ma usprawiedliwienia,
    Ojciec próbował się wytłumaczyć, ale babcia ani na chwilę nie przestawała mówić, więc było to dość trudne.
    Obaj byliśmy zadowoleni, kiedy poszła do domu. Przeglądałem "Big and Bouncy". W końcu to przecież niedziela pasji!

    6 Poniedziałek

    Dostałem pocztówkę od mamy. Mieszkają u przyjaciół, dopóki nie znajdą mieszkania,
    Napisała, że jak się już urządzą, to będę mógł przyjechać na weekend. Bardzo denerwująca jest ta liczba mnoga.
    Nie pokazałem tej kartki ojcu.

    7 Wtorek
    Moja ukochana Pandora chodzi z Craigiem Thomasem. Thomas, możesz być pewien, że ostatni raz dostałeś ode mnie batonik Mars!
    Barry Kent podpadł, bo na lekcji plastyki rysował nagą kobietę. Pani Fossington-Gore oświadczyła, że jest wstrząśnięta nie tyle tematem rysunku, ile brakiem znajomości podstaw biologii.
    Ja zrobiłem bardzo dobry rysunek. Niewiarygodny Olbrzym.miażdży, rozkwasza kompletnie Craiga Thomasa. Pani Fossington-Gore uznała to za "doskonałe wyrażenie przytłaczającej opresji.”
    Telefon od mamy. Miała dziwny głos, jakby była zaziębiona. Bez przerwy powtarzała:
    "Adrianie, pewnego dnia zrozumiesz". W tle słychać było cały czas odgłosy jakby siorbania. Pewnie ta glista, Lucas, obcałowywał jej szyję. Widziałem, jak to robili na filmie.

    8 Środa

    Ojciec nie chciał mi napisać usprawiedliwienia na wf, więc prawie cały ranek spędziłem w piżamie nurkując i wyciągając cegły z dna basenu. Wykąpałem się natychmiast po powrocie d? domu, ale jeszcze ciągle śmierdzę chlorem. Nie widzę, jaki. sens mają podobne zajęcia. Mało prawdopodobne, żebym, jako człowiek dorosły spacerował w piżamie wzdłuż brzegów rzeki. I kto byłby na tyle głupi, żeby dawać nurka do rzeki po jakąś cholerną starą cegłę? Wszędzie dokoła leży pełno cegieł!

    9 czwartek

    Wczoraj wieczorem odbyliśmy z.ojcem ważną rozmowę. Zapytał, z kim wolałbym mieszkać, z nim czy z mamą? Odpowiedziałem, że z obojgiem. Oświadczył na to, że zaprzyjaźnił się w pracy z jedną panią, która nazywa Się Doreen Slater. Chciałby, żebym ją poznał. A Więc to tak!
    Tak wygląda z bliska porzucony mąż, kompletnie załamany i bliski samobójstwa!

    1O Piątek

    Zadzwoniłem do babci, żeby jej powiedzieć o Doreen Slater. Nie wydawała się zachwycona i oznajmiła że to bardzo pospolicie brzmiące nazwisko, w czym jestem skłonny jej przyznać rację.
    Wziąłem z biblioteki "Czekanie na Godota ". Bardzo się rozczarowałem, że to sztuka teatralna. Mimo wszystko spróbuję przeczytać. Ostatnio zaniedbałem swój umysł.

    Nigel zapytał, czy nie chciałbym u niego zostać na weekend: Jego rodzice jadą na wesele do
    Croydon. Ojciec mi pozwolił. Wydawał się całkiem zadowolony. Idę do Nigela jutro rano.
    Dziś zaczęły się ferie wielkanocne. Muszę się starać by mój umysł nie zaśniedział.

    11 Sobota
    Pierwsza kwadra księżyca

    Nigel ma cholerne szczęście. Jego dom jest absolutnie fantastyczny. Wszystko nowoczesne.
    Wyobrażam sobie, co on myśli o naszym domu, niektóre meble u nas mają ponad sto lat!
    Sypialnia Nigela jest olbrzymia, jest tam kolorowy telewizor, kompletna aparatura stereo, tory kolejki elektrycznej, gitara elektryczna i wzmacniacz. Nad łóżkiem punktowe światła. Czarne ściany, biały dywan i kołdra w stylu kontynentalnym z reklamą samochodów wyścigowych. Nigel ma też mnóstwo starych numerów "Big and Bouncy", więc je przeglądaliśmy, potem Nigel wziął zimny prysznic, a ja tymczasem pokroiłem bagietkę i ugotowałem zupę. Nieźle się uśmieliśmy z "Czekając na Godota". Nigel dostał ataku śmiechu, kiedy powiedziałem, że Vladimir i Estragon to brzmi jak pigułki antykoncepcyjne.
    Przejechałem się na wyścigowym rowerze Nigela. Chciałbym mieć taki rower bardziej niż cokolwiek na świecie. Gdybym miał wybierać między Pandorą a rowerem, to wybrałbym rower.
    Przykro mi, Pandoro, ale taka jest prawda.
    Poszliśmy do frytkami i zamówiliśmy wszystko. Rybę, frytki, marynowaną cebulę, korniszony i rozciapciany groszek. Dla Nigela nic nie było za drogie, ma olbrzymie kieszonkowe.
    Trochę połaziliśmy, a potem oglądaliśmy w telewizji "Ponowny atak potwora". Powiedziałem, że ten potwór przez swoje wyłupiaste oczy trochę mi przypomina dyrektora Scrutona. Nigel znowu dostał histerii ze śmiechu. Wydaje mi się, że mam duży dar zabawiania ludzi. Może zmienię jeszcze plany i zamiast zostać weterynarzem, zacznę pisać komedie sytuacyjne do telewizji.
    Kiedy skończył się film, Nigel zapytał:, „Co byś powiedział na kieliszeczek?" Podeszliśmy do barku w rogu pokoju i Nigel nalał każdemu z nas dużą whisky z wodą sodową. Tak naprawdę to nigdy dotychczas nie próbowałem whisky i już nigdy więcej nie spróbuję. Nie rozumiem, jak ludzie mogą to pić dla przyjemności! Gdyby to było lekarstwo, każdy szybko wylałby je do zlewu!
    Nie pamiętam, kiedy położyłem się spać, ale musiałem to zrobić, bo siedzę teraz w łóżku rodziców Nigela i piszę swój dziennik.

    12 Niedziela
    Niedziela Palmowa

    Weekend u Nigela naprawdę otworzył mi oczy! Przez ostatnie czternaście lat żyłem w nędzy, nawet o tym nie wiedząc. W najlepszej wierze przystałem na kiepskie mieszkanie, nędzne jedzenie i mizerne kieszonkowe. Jeżeli ojciec nie może mi zapewnić przyzwoitego poziomu życia ze swojej obecnej pensji, to musi po prostu zacząć szukać nowej pracy. Zresztą i tak ciągle narzeka na kłopoty z upychaniem elektrycznych pieców akumulacyjnych, Ojciec Nigela pracował jak niewolnik, żeby swojej rodzinie zapewnić nowoczesne warunki życia. Może gdyby mój ojciec zrobił barek z formiki w rogu dużego pokoju, mama dalej mieszkałaby z nami, Ale nie! On woli się przechwalać meblami sprzed stu lat.
    Tak! Zamiast się wstydzić naszych antyków, dumny jest z tych starych parszywych rupieci,
    Powinien brać przykład z Wielkiej Literatury, Przecież pani Bovary uciekła od tego głupca, doktora Bovary, bo nie potrafił zaspokoić jej potrzeb.

    13 Poniedziałek

    Dostałem bilecik od pana Cherry'ego z zapytaniem, kiedy mogę z powrotem podjąć roznoszenie gazet. Odpowiedziałem, że z powodu opuszczenia domu przez mamę jestem ciągle w złym stanie psychicznym. To zresztą prawda. Wczoraj chodziłem w skarpetkach nie do pary i nawet sobie z tego nie zdawałem sprawy. Jedna była czerwona, a druga zielona. Muszę się zebrać do kupy, bo mogę skończyć w domu wariatów.

    14 Wtorek

    Dostałem kartkę od mamy. Znalazła mieszkanie i chce żebym możliwie najprędzej przyjechał do niej i do Lucasa,
    Dlaczego mama nie może napisać listu jak każdy normalny człowiek? Dlaczego listonosz ma mieć wgląd w moje prywatne sprawy? Nowy adres mamy: 79a, President Carter Walk, Sheffield.
    Zapytałem ojca, czy będę mógł pojechać, Powiedział: "Oczywiście, jeżeli ona zapłaci za bilet". Więc napisałem do mamy z prośbą o przysłanie jedenastu funtów i osiemdziesięciu pensów,

    15 Środa

    Poszedłem z Nigelem do klubu młodzieżowego. Było cholernie fajnie. Graliśmy w ping-ponga, dopóki nie popękały piłeczki. Wtedy spróbowaliśmy stołowej piłki nożnej. Wbiłem Nigelowi pięćdziesiąt goli na jego trzynaście. Nigel zaczął się dąsać i oznajmił, że przegrał tylko dlatego, że nogi jego bramkarza zlepione były przezroczystą taśmą. Ale to nieprawda. Wygrałem dzięki nieporównanie większej zręczności.
    Gromada punków zaczęła robić nieprzyjemne uwagi na temat moich rozszerzanych spodni, ale młodzieżowy przywódca Rysiek Cytryna włączył się w sprawę i poprowadził dyskusję dotyczącą indywidualnego gustu. Zgodziliśmy się wszyscy, że każdy ma prawo się ubierać zgodnie z własnymi upodobaniami. Jednak chyba zapytam ojca, czy mógłbym dostać nowe spodnie. Dziś mało, który czternastolatek nosi takie rozszerzane, a ja nie chcę rzucać się zbytnio w oczy.
    Barry Kent usiłował się wcisnąć wyjściem przeciwpożarowym, żeby nie płacić pięciu pensów wstępu. Ale Rysiek Cytryna wypchnął go z powrotem na dwór, na deszcz. Bardzo byłem z tego zadowolony. Winien jestem Barry Kentowi dwa funty za wymuszoną ochronę.

    16 Czwartek

    Dostałem kartkę urodzinową od cioci Zuzannyo dwa tygodnie za późno! Ona nigdy nie pamięta właściwych dat. Ojciec twierdzi, że to z powodu nieustannego napięcia w pracy, ale mnie się zdaje, ze strażniczka więzienna ma wyjątkowo łatwe zajęcie, w końcu wszystko sprowadza się do zamykam a I otwierania drzwi. Ciotka wysłała mi prezent zwykłą pocztą, więc przy odrobinie szczęścia powinienem go dostać na gwiazdkę. Cha, cha!

    17 Piątek
    Wielki Piątek

    Biedny Jezus, to musiało być dla niego straszne. Ja sam nie miałbym na to dość odwagi..
    Pies pomiętosił wielkanocne ciastka, nie szanuje żadnej tradycji.

    18 Sobota

    Przyszła paczka od cioci Zuzanny. Haftowany pokrowiec na szczotkę do zębów, zrobiony przez jedną z więźniarek, która się nazywa Gracja Basen. Ciotka Zuzanna twierdzi, że powinienem za to podziękować. Chyba wystarczy, że siostra mego ojca pracuje w więzieniu Holloway. Teraz jeszcze oczekuje się ode mnie, że zacznę pisywać listy do więźniarek! Gracja Basen może być nawet morderczynią!
    Ciągle czekam na jedenaście funtów osiemdziesiąt pensów. Nie wydaje się, żeby mama nadzwyczajnie pragnęła mnie zobaczyć.

    Niedziela
    19
    Wielkanoc

    Dzisiaj jest dzień, w którym Jezus uciekł z grobu w grocie. Houdini pewnie od niego zaczerpnął pomysł.
    Ojciec zapomniał pójść w piątek do banku, więc jesteśmy bez grosza. Musiałem zanieść do sklepu butelki po lemoniadzie, żeby kupić sobie jajko wielkanocne. Oglądałem film, a potem było fantastyczne śniadanie u babci. Upiekła ciasto przybrane maleńkimi puchatymi kurczakami. Trochę tego puchu dostało się ojcu do ust i trzeba go było mocno walić w plecy. On zawsze potrafi wszystko zepsuć. Nie ma za grosz towarzyskiego wyrobienia. Po śniadaniu poszedłem do Berta
    Baxtera. Ucieszył się na mój widok, a ja poczułem się dość paskudnie, bo ostatnio go zaniedbałem.
    Dał mi górę komiksów pod tytułem "Orzeł" ze wspaniałymi rysunkami. Czytałem je do trzeciej nad ranem. My, intelektualiści, często nie śpimy do późna. To nam dobrze robi.

    20 Poniedziałek
    Święto w Zjednoczonym Królestwie (prócz Szkocji)

    Ojciec wściekły, ponieważ bank ciągle zamknięty. Zabrakło mu papierosów, co mu na pewno nie zaszkodzi. Dalej ani śladu jedenastu funtów osiemdziesięciu pensów.
    List do Gracji Basen. Jest w skrzydle "D". Napisałem tak:

    Droga panno Basen,
    dziękuję za zrobienie pokrowca na szczotkę do zębów. Jest zachwycający.

    Z uprzejmym pozdrowieniem
    Adrian
    21 Wtorek

    Dziś rano ojciec był pierwszy w kolejce do banku. Kiedy dostał się do środka, kasjer oświadczył, że nie może mu wypłacić żadnych pieniędzy, bo na koncie nic już nie zostało. Ojciec zażądał rozmowy z kierownikiem. Było mi okropnie wstyd, więc siedziałem za plastykowym drzewkiem czekając, aż ustaną krzyki. Pan Niggard, facet z dyrekcji, wyszedł i uspokoił ojca.
    Obiecał, że załatwi tymczasową pożyczkę. Ojciec wyglądał okropnie żałośnie, powtarzał ciągle: " To rachunek tego przeklętego weterynarza". Pan Niggard wydawał się pełen zrozumienia. Pewno też ma zwariowanego psa. Niemożliwe przecież, żebyśmy tylko my byli w takiej sytuacji.
    Jedenaście funtów z przyległościami przyszło popołudniową pocztą, więc jutro rano jadę do
    Sheffield. Nigdy jeszcze nie jechałem sam pociągiem. Naprawdę ostatnio rozwijam skrzydła.

    22 Środa

    Ojciec odwiózł mnie na stację. Udzielił mi także rady na drogę: żebym nie jadł wieprzowych pasztecików w bufecie.
    Stałem przy oknie, a ojciec na peronie. Ciągle spoglądał na zegarek. Nie przychodziło mi do głowy nic, co mógłbym mu powiedzieć. Ojcu też nie. Wreszcie zapytałem: ",Nie zapomnisz nakarmić psa, prawda?" Ojciec roześmiał się Się nieprzyjemnie i w tym momencie pociąg ruszył, więc pomachałem mu ręką i Poszedłem szukać miejsca w przedziale dla niepalących. Wszyscy śmierdzący palacze stłoczyli się razem, krztusząc się i kaszląc… Wyglądali dość prymitywnie i zachowywali Się hałaśliwie, przecisnąłem się, więc przez ten niewielki przedział, wstrzymując oddech.
    Pasażerowie w przedziałach dla niepalących robili wrażenie ludzi spokojniejszego, typu. Znalazłem miejsce przy oknie naprzeciwko jakiejś starszej pani. Chciałem wyglądać przez okno albo poczytać książkę, ale starsza pani zaraz zaczęła Opowiadać mi o operacji macicy swojej córki i mówiła różne rzeczy, których nie miałem ochoty słuchać.
    O mało nie zwariowałem! Nieustanne jap, jap, jap! Jednak dzięki Bogu wysiadła w
    Chesterfield. Zostawiła tygodnik "Świat Kobiet", więc najpierw zdrowo się uśmiałem nad kącikiem problemów, potem przeczytałem opowiadanie i pociąg zaczął zwalniać przed Sheffield. Mama rozpłakała się na mój widok.
    Było to trochę krępujące, ale równocześnie bardzo przyjemne. Z dworca wzięliśmy taksówkę. Sheffield wygląda całkiem dobrze, zupełnie się nie różni od naszego miasta. Nie zauważyłem żadnych wytwórni noży i widelców. Pewnie Margaret Thatcher wszystkie polikwidowała.

    23 Czwartek
    Św. Jerzego

    Dzisiaj poszliśmy z mamą po zakupy. Kupiliśmy w Habitacie abażur do lampy w sypialni, a potem dla mnie nowe spodnie. Są cholernie fajne, naprawdę obcisłe.
    Zjedliśmy chiński lunch dla businessmenów i poszliśmy na film Monty Pythona o życiu Jezusa. Film był strasznie odważny, więc było mi głupio, że się śmiałem.
    Kiedy wróciliśmy, Lucas był w domu. Przygotował kolację, ale powiedziałem, że nie jestem głodny i poszedłem do swojego pokoju. Chyba bym się udławił, gdybym zjadł posiłek przygotowany przez tę glistę. Później zadzwoniłem z budki do ojca, ale ledwie zdążyłem krzyknąć: "Nie zapomnij nakarmić psa”, kiedy włączył się sygnał.
    Poszedłem do łóżka z powodu wyczynów tego przebrzydłego Lucasa. Mówi na mamę "Poli", choć doskonale wie, że ona ma na imię Paulina.

    24 Piątek

    Pomogłem mamie pomalować kuchnię. Wybrała kolory brązowy i kremowy, wygląda to paskudnie, zupełnie jak nasze szkolne ubikacje. Lucas podarował mi scyzoryk. Próbuje mnie przekupić, żebym go znów polubił. Nic z tego, Lucas! My Mole'owie nigdy nie zapominamy.
    Podobni jesteśmy do mafii; kto się nam narazi, pamiętamy o nim do końca życia. Lucas ukradł żonę i matkę, więc będzie musiał za to zapłacić! Szkoda, bo scyzoryk ma mnóstwo przyborów, które bardzo by mi się przydały, na co dzień.

    25 Sobota

    Lucas nie pracuje w soboty, więc musiałem przez cały dzień znosić jego lubieżność. Bez przerwy dotyka ręki mamy, albo ją całuje, albo otacza ramieniem; nie mam pojęcia, jak ona to wytrzymuje. Ja bym zwariował.
    Po południu Lucas powiózł nas za miasto, teren był pagórkowaty i znaleźliśmy się dość wysoko. Zmarzłem, więc siedziałem w samochodzie i obserwowałem, jak mama i Lucas robili z siebie głupców. Dzięki Bogu, że nie było w pobliżu żadnych ludzi. Nie jest to zbyt atrakcyjny widok, kiedy starsi państwo wbiegają pod górę zanosząc się od śmiechu.
    Wróciliśmy do domu, wykąpałem się, pomyślałem o psie i zasnąłem.
    Jutro do domu.

    3 nad ranem.

    Właśnie mi się śniło, że zakłułem Lucasa wykałaczką do zębów od mojego scyzoryka.
    Najmilszy sen od niepamiętnych czasów.

    26 Niedziela

    14.10. A więc mój krótki pobyt w Sheffield dobiega końca. Mam jechać pociągiem o
    19.10, czyli zostało mi tylko pięć godzin na spakowanie. Ojciec miał rację. Nie potrzebowałem dwóch walizek z ubraniami. Jednak zawsze twierdzę, że od przybytku głowa nie boli; lepiej mieć za dużo niż za mało. W każdym razie na pewno bez żalu opuszczę to ponure mieszkanie z kaszlącymi sąsiadami, choć oczywiście trochę mi przykro z powodu uporu mamy, która nie dała się namówić na to, by wrócić ze mną do domu.
    Powtarzałem, że pies zagłodzi się na śmierć z tęsknoty za nią, więc mama natychmiast zadzwoniła do ojca, a on, jak skończony głupiec, powiedział, że pies właśnie zjadł całą puszkę Pedigree Chum i pełną miskę sucharów Winalot.
    Opowiedziałem mamie o ojcu i Doreen Slater w nadziei, że się wścieknie z zazdrości, ale tylko się roześmiała i zapytała: "A więc Doreen jeszcze ciągle wszystkich obskakuje?" Bardzo się starałem sprowadzić ją do domu, ale muszę wyznać, że poniosłem klęskę
    23.00. Podróż powrotna jeden koszmar wszystkie przedziały dla niepalących pełne, musiałem, więc dzielić przedział z fajkami, cygarami i papierosami. Dwadzieścia minut stałem w kolejce po kawę do bufetu. Kiedy doszedłem do okienka, krata się zamknęła i facet zatknął wywieszkę: "Nieczynne z powodu awarii sygnalizacji". Wróciłem do przedziału, na moim miejscu siedział jakiś żołnierz. Znalazłem inne miejsce, ale musiałem znosić towarzystwo jakiegoś wariata siedzącego, naprzeciwko, który twierdził, że ma w głowie radio kontrolowane przez Fidela Castro.
    Ojciec czekał na mnie na dworcu, pies rzucił się na powitanie, ale źle obliczył i mało brakowało, a wpadłby pod ekspres do Birmingham dwudziesta pierwsza dwadzieścia trzy.
    Ojciec oznajmił, że na kolacji była Doreen Slater. Wnioskując ze stanu, w jakim zastałem dom, można było przypuszczać, że była na śniadaniu, na obiedzie i na kolacji! Nigdy jej nie widziałem, ale pozostawione przez nią ślady świadczą, że ma jasnorude włosy, używa pomarańczowej szminki i sypia po lewej stronie łóżka.
    Ładny powrót do domu, nie ma co!
    Ojciec poinformował mnie, że Doreen wyprasowała mi na rano szkolny mundurek. Nie wiem, czego się spodziewał. Bo chyba nie podziękowań?

    27 Poniedziałek

    Podczas zajęć z gospodarstwa domowego pani Bull uczyła nas zmywania naczyń. Tak jakby jajko uczyło kurę! Muszę być chyba najlepszym pomywaczem na świecie. Barry Kent stłukł nietłukący się talerz, więc pani Buli wyrzuciła go z klasy. Widziałem, jak palił na korytarzu papierosa, wcale się z tym nie kryjąc. Nie można mu odmówić odwagi. Uznałem, że moim obowiązkiem jest donieść na niego do pani Bull.
    Zrobiłem to wyłącznie w trosce o zdrowie Barry Kenta. Zabrano go do Wytrzeszcza Scrutona i skonfiskowano paczkę Benson and Hedges. Nigel twierdził, że pan Scruton palił je w pokoju nauczycielskim w czasie przerwy, ale to chyba nie może być prawda.
    Pandora i Craig Thomas wywołują skandal, demonstrując jawnie na boisku swoje zainteresowania płciowe. Panna Elf musiała pukać w szybę pokoju nauczycielskiego i prosić, żeby wreszcie przestali się całować.

    28 Wtorek

    Dziś rano na zebraniu całej szkoły pan Scruton wygłosił mowę. Dotyczyła ogólnego braku moralności w kraju, ale tak naprawdę, to chodziło o Pandorę i Craiga Thomasa. Mowa ta nie odniosła żadnego skutku, bo kiedy śpiewaliśmy " W dali jest zielone wzgórze", zauważyłem, jak Pandora i Craig wymieniali namiętne spojrzenia.

    29 Środa

    Ojciec się martwi, bo akumulacyjne piece elektryczne idą nie najlepiej. Jego zdaniem dowodzi to jedynie, iż konsumenci nie są tak głupi, jak się powszechnie przypuszcza. Mam zupełnie dosyć jego nocnych wędrówek po domu. Poradziłem mu, żeby się zapisał do jakiegoś klubu albo znalazł sobie jakieś hobby, ale on najwyraźniej nie ma zamiaru przestać się nad sobą litować. Humor poprawia mu się tylko wtedy, kiedy w telewizji reklamują te elektryczne piece do ogrzewania. -Wtedy śmieje się do rozpuku.

    30 Czwartek.

    Dzisiaj w szkole byłem poważnie zagrożony. Barry Kent rzucił moją dyrektorską aktówkę z automatycznym zamkiem na bramkę do rugby. Muszę szybko zdobyć dwa funty, zanim zacznie w podobny sposób traktować mnie samego. Nie ma sensu prosić ojca o pieniądze, i tak jest w rozpaczy z powodu tych wszystkich rachunków-monitów na czerwonych blankietach.

    Maj

    1 Piątek

    Wcześnie rano zadzwoniła babcia i ni stąd, ni zowąd oświadczyła:, „Chociaż maj na świecie, nie rozdziej się przecie". Nie mam najmniejszego pojęcia, o co jej chodziło. Domyślam się jedynie, że miało to jakiś związek z noszeniem podkoszulków.
    Z przyjemnością notuję, że Barry Kent i jego banda zostali wyrzuceni z klubu młodzieżowego "Nie na ulicy". (Co oznacza, że teraz będą spędzali czas rzeczywiście na ulicach.
    Cholerny pech!) Rzucili prezerwatywę napełnioną wodą w grupę dziewcząt, które podniosły wrzask.
    Pandora przekłuła to szpilką od znaczka klubowego, a Rysiek Cytryna wyszedł ze swojego biura i poślizgnął się na mokrej podłodze. Wściekł się potwornie, na jego żółtych spodniach pełno było brudnych plam. Pandora pomogła mu wyrzucić całą tę bandę i miała przy tym strasznie zaciętą minę.
    Pewnie dostanie odznakę "najaktywniejszy członek roku".

    2 Sobota

    Przyszedł list od Gracji Basen! Brzmiał następująco

    Drogi Adrianie,
    dziękuję za Twój uroczy list z podziękowaniami. Sprawił m radochę. Dziewczyny wyśmiewają się z mojego zalotnika Wychodzę warunkowo piętnastego czerwca, czy mogłabym przyjechać i zobaczyć się z Tobą? Twoja ciotka Zuzanna jest jedną z najlepszych klawiszek, dlatego w ogóle zrobiłam ten pokrowiec na szczotkę do zębów. A więc do zobaczenia piętnastego
    Z serdecznymi pozdrowieniami
    Gracja Basen

    PS. Zostałam niesłusznie skazana za podpalenie, ale to już należy do przeszłości.

    Dobry Boże! I co ja mam teraz zrobić?

    3Niedziela

    Druga po Wielkanocy

    Nie ma nic w zamrażalniku, w spiżarni pusto, a w pojemniku na pieczywo tylko jakiś odchudzający chleb. Nie mam pojęcia, co ojciec robi z pieniędzmi.
    Musiałem pójść do babci w obawie przed śmiercią głodową. O czwartej przeżyłem jedną z owych rzadkich chwil szczęścia, które będę pamiętał przez całe życie. Siedziałem u babci przed elektrycznym kominkiem, jadłem ociekającą masłem grzankę i czytałem News of the World". W czwartym programie radia szło dobre słuchowisko o torturach w obozach koncentracyjnych. Babcia spała, a pies siedział spokojnie. I nagle ogarnęło mnie to strasznie błogie uczucie. Może robię się religijny.
    Wydaje mi się, że mam zadatki na to, by zostać jakimś świętym.
    Zadzwoniłem do cioci Zuzanny, ale była na służbie w więzieniu Holloway. Prosiłem jej przyjaciółkę Glorię, żeby ciocia jak najszybciej do mnie zadzwoniła

    4 Poniedziałek
    Święto w Zjednoczonym Królestwie. Nów

    Zadzwoniła ciocia Zuzanna. Gracji Basen cofnięto warunkowe zwolnienie, ponieważ podłożyła ogień w pracowni hafciarskiej i spłonęły wszystkie pokrowce na szczotki do zębów.
    Tamta strata jest moim zyskiem!

    5Wtorek

    W drodze do szkoły spotkałem naszego listonosza, który powiedział, że mama przyjedzie mnie odwiedzić w sobotę. Naprawdę mam ochotę napisać na niego zażalenie do głównego dyrektora poczty za czytanie cudzych prywatnych kartek!
    Kiedy wróciłem po szkole do domu, już i ojciec zdążył przeczytać moją kartkę. Wydawał się zadowolony i zaczął porządkować duży pokój, potem zadzwonił do Doreen Slater i powiedział, że "nie wyrobi się w sobotę". Dorośli zawsze pouczają młodzież, że powinna wyrażać się jasno, a następnie sami wypowiadają masę bredni. Doreen Slater zaczęła coś wykrzykiwać do telefonu.
    Ojciec na to oznajmił, że "nie chciał długotrwałego związku", że "nie ukrywał tego od początku" i że "nikt nie zastąpi jego Pauliny". Doreen Slater wrzeszczała bez przerwy, aż wreszcie ojciec odłożył słuchawkę. Telefon nie przestawał dzwonić, dopóki ojciec nie zdjął słuchawki z widełek. Do drugiej w nocy sprzątał jak szalony, a przecież jest dopiero wtorek! Co to będzie w sobotę rano?
    Nieszczęsny idiota wyobraża sobie, że mama wraca na dobre.

    6 Środa

    Z dumą zapisuję, że zrobiono mnie dyżurnym w porze obiadu. Moim obowiązkiem jest stać przy kuble dla świń i pilnować, żeby koledzy-uczniowie dokładnie opróżniali swoje talerze.

    7 Czwartek

    Bert Baxter zadzwonił do szkoły, żebym jak najszybciej do niego przyszedł. Pan Scruton mnie obrugał, oświadczył, że szkolny telefon nie jest przeznaczony dla wygody uczniów. Wypchaj się, Scruton, stary, głupi Wytrzeszczu! Bert był w straszliwym stanie. Zgubił sztuczne zęby. Miał je od 1946 roku i był do nich wyjątkowo przywiązany, bo przedtem należały do jego ojca. Szukałem ich wszędzie, ale nie znalazłem.
    Poszedłem do sklepu, kupiłem mu zupę w puszce i krem toffi w proszku. Nie mógłby zjeść nic innego. Obiecałem, że jutro przyjdę znowu i spróbuję poszukać tych zębów. Szabla chociaż raz wydawał się zadowolony, coś energicznie przeżuwał w swojej budzie.
    Ojciec ciągle jeszcze sprząta w domu. Nawet Nigel zauważył, jak czysta jest podłoga w kuchni.
    Wolałbym jednak, żeby ojciec nie używał fartucha, wygląda w nim jak pedał.

    8 Piątek

    Znalazłem zęby Berta w budzie Szabli. Bert wypłukał je pod kranem i włożył w usta! To najohydniejsza scena, jaką kiedykolwiek widziałem.
    Ojciec poznosił bukiety kwiatów na powitanie mamy. Są wszędzie i zasmradzają cały dom.
    Dom pana Lucasa został w końcu sprzedany. Widziałem, jak posłaniec agenta handlu nieruchomościami wywieszał odpowiednią tablicę. Mam nadzieję, że nowi właściciele będą przyzwoici. Czytam "Młyn nad Flossą ", napisany przez faceta o nazwisku George Eliot.

    9 Sobota

    O 8.30 obudziło mnie głośne walenie we frontowe drzwi. Był to urzędnik z elektrowni.
    Kompletnie mnie zaskoczył, podobno przyszedł wyłączyć prąd.
    Ojciec jest winien elektrowni dziewięćdziesiąt pięć funtów siedemdziesiąt dziewięć pensów.
    Powiedziałem urzędnikowi, że prąd elektryczny jest nam potrzebny do zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych, jak telewizja i stereo, na co on oświadczył, że ludzie tacy jak my podkopują egzystencję tego kraju. Podszedł do szafy z licznikami, coś tam pogrzebał i druga wskazówka kuchennego zegara zatrzymała się nagle. To było cholernie symboliczne. Ojciec wrócił ze sklepu, gdzie poszedł po "Daily Express". Pogwizdywał i miał szalenie wesołą minę. Zapytał nawet urzędnika z elektrowni, czy nie napiłby się herbaty. Urzędnik odmówił z podziękowaniem i pobiegł szybko przez ogródek do swojej niebieskiej furgonetki. Ojciec włączył czajnik elektryczny. Musiałem mu powiedzieć.
    Oczywiście okazało się, że to wszystko moja wina! Ojciec oświadczył, że nie powinienem był wpuścić tego inkasenta. A ja na to, że powinien co tydzień odkładać pieniądze na zapłacenie rachunków, tak jak robi babcia. Ale on się po prostu wściekł. Mama przyjechała z Lucasem! Było zupełnie jak dawniej, wszyscy wykrzykiwali coś jednocześnie. Poszedłem z psem do sklepu i kupiłem pięć paczek świec. Pan Lucas pożyczył mi pieniądze.
    Kiedy po powrocie zatrzymałem się w hollu, usłyszałem, jak mama mówiła: "George, nic dziwnego, ze nie możesz popłacić rachunków. Spójrz tylko na te kwiaty. Musiały kosztować majątek”Powiedziała to bardzo ciepło. Pan Lucas oswladczył., ze pożyczy ojcu szmalu", ale ojciec odparł z wielką godnością: "Wszystko, czego chcę od pana, to moja żona". Mama pochwaliła go, że utrzymuje dom w takim porządku. Ojciec robił wrażenie smutnego i wyglądał staro. Było mi go bardzo żal…
    Wysłano mnie na dwór na czas dyskusji nad tym, kto będzie się mną opiekował i te przepychanki trwały w nieskończoność. Aż do momentu, kiedy trzeba było zapalić świece.
    Lucas ochlapał stearyną swoje nowe zamszowe buty. Było to jedyne radosne wydarzenie w tym całym tragicznym dniu.
    Kiedy mama z Lucasem odjechała taksówką, położyłem się do łóżka z psem. Słyszałem, jak ojciec rozmawiał przez telefon z Doreen Slater, potem trzasnęły frontowe drzwi i zobaczyłem przez okno jak odjeżdżał samochodem. Na tylnym siedzeniu pełno było kwiatów.

    16 Niedziela
    Trzecia po Wielkanocy. Dzień Matki w USA i Kanadzie. Pierwsza kwadra księżyca

    Wstałem dopiero o wpół do piątej po południu. Chyba cierpię na depresję. Przez cały dzień nic się nie zdarzyło, prócz burzy gradowej koło szóstej.

    11 Poniedziałek

    Bert zaproponował, że pożyczy nam piecyk naftowy. Nasze gazowe centralne nie działa bez elektryczności. Podziękowałem mu za tę uprzejmą propozycję, ale odmówiłem. Czytałem gdzieś, że te piecyki łatwo się przewracają, więc nie ulega wątpliwości, że nasz pies spowodowałby absolutne piekło.
    Jeżeli się wyda, że wyłączono nam prąd, to chyba poderżnę sobie gardło. To byłby przecież wstyd nie do wytrzymania.

    12Wtorek

    Miałem dziś długą rozmowę z panem Vannem, doradcą do spraw wyboru zawodu.
    Powiedział, że jeśli chcę zostać weterynarzem, muszę zdawać maturę z fizyki, chemii i biologii.
    Według niego plastyka, obróbka drewna i gospodarstwo domowe nie na wiele mi się zdadzą.
    Jestem na rozdrożu życiowym. Niewłaściwa decyzja w chwili obecnej może spowodować niepowetowaną stratę w świecie weterynarii. W naukach ścisłych jestem beznadziejny. Zapytałem pana Vanna, z jakich przedmiotów trzeba zdać maturę, żeby pisać komediowe seriale do telewizji.
    Oznajmił, że do tego nie potrzeba żadnych kwalifikacji, wystarczy być kretynem.

    13 Środa

    Miałem poważną rozmowę na temat matury z ojcem, poradził mi, żebym wybrał tylko te przedmioty, z których jestem dobry. Powiedział, że weterynarz spędza pół życia wsadzając ręce w krowie w tyłek, a drugir pół robiąc zastrzyki tłustym, rozpaskudzonym psom. Rozważam, więc od nowa moją zawodową przyszłość.
    Chętnie zostałbym poławiaczem gąbek, ale nie sądzę, żeby było na to w Anglii wielkie zapotrzebowanie.

    14 Czwartek.

    Panna Sproxton mnie zwymyślała, bo wypracowanie angielskie nosiło wyraźne ślady stearyny: wyjaśniłem, że rękawem płaszcza zawadziłem o świecę, kiedy odrabiałem lekcje. Oczy jej napełniły się łzami, powiedziała, że jestem "kochanym, dzielnym chłopcem " i postawiła mi dobry stopień.
    Po kolacji złożonej z krakersów i tuńczyka graliśmy z ojcem w karty przy świecach. Było cholernie fajnie. Ojciec poobcinał końce palców w rękawiczkach, Więc wyglądaliśmy jak para ściganych przestępców. Czytam "Ciężkie czasy" Karola Dickensa.

    15 Piątek

    Właśnie babcia złożyła nam niespodziewaną wizytę. Zastała nas przy nowej kampingowej kuchence gazowej: jedliśmy zimną fasolę z puszki. Ojciec czytał przy świecy "Playboya", a ja
    "Ciężkie czasy", oświetlając strony latarką z kółka na klucze. Czuliśmy się absolutnie zadowoleni.
    Ojciec nawet zauważył, że to "dobry trening na wypadek końca cywilizacji", kiedy wpadła babcia i dostała histerii. Zmusiła nas, żebyśmy przenieśli się do niej, więc leżę teraz w łóżku nieboszczyka dziadka. Ojciec śpi na dole, na dwu zsuniętych fotelach. Babcia wypisała czek z banku pocztowego na zapłacenie rachunku za elektryczność. Jest wściekła, bo za te pieniądze zamierzała napełnić zamrażarkę. Kupuje rocznie dwie całe krowy.

    16 Sobota

    Pomogłem babci w zakupach na weekend. W spożywczym była okropnie czujna, wpatrywała się w wagę jak jastrząb w mysz polną. Następnie zaatakowała i oskarżyła ekspedientkę o niedoważenie bekonu. Ekspedientka śmiertelnie jej się przestraszyła i dołożyła plasterek bekonu.
    Ręce nam odpadały, kiedy wreszcie doczłapaliśmy się pod górę z wielkimi torbami zakupów. Nie mam pojęcia, jak babcia sobie radzi, kiedy jest sama. Myślę, że magistrat powinien zainstalować na wzgórzach ruchome chodniki, na dłuższą metę przyniosłoby to oszczędności, bo starzy ludzie nie padaliby tak często we wszystkich możliwych miejscach. Ojciec zapłacił dziś na poczcie rachunek za elektryczność, ale upłynie co najmniej tydzień, zanim komputer wyda zezwolenie na ponowne podłączenie u nas prądu.

    17 Niedziela

    Babcia zerwała nas wcześnie i zabrała z sobą do kościoła. Ojciec musiał się uczesać i włożyć krawat swojego nieboszczyka ojca. Babcia trzymała nas obu pod ręce i wydawała się dumna z naszej obecności. Nabożeństwo było okropnie nudne. Pastor wyglądał jak najstarszy człowiek na świecie i przemawiał dziwnie słabym głosem. Ojciec uparcie wstawał wtedy, kiedy powinno się siedzieć i vice versa. Ja robiłem to, co babcia, bo ona zawsze wie, jak się zachować. Ojciec śpiewał za głośno i wszyscy na niego spoglądali. Kiedy już można było wyjść na zewnątrz, uścisnąłem rękę pastora. Jakbym dotknął martwych liści.
    Po obiedzie słuchaliśmy płyt babci z Alem Jolsonem, potem babcia poszła się zdrzemnąć, a my z ojcem pozmywaliśmy naczynia. Ojciec stłukł dzbanek do mleka, który miał czterdzieści jeden lat! Musiał wyjść na piwo, żeby się pozbierać po tym szoku. Ja poszedłem najpierw do Berta
    Baxtera, ale nie zastałem go w domu, więc poszedłem zobaczyć Pączka. Bardzo się ucieszył na mój widok. Musi być cholernie nudno tak przez calusieńki dzień stać na tym poletku. Nic dziwnego, że Pączek chętnie widzi gości.

    18 Poniedziałek

    Babcia nie rozmawia z ojcem z powodu tego dzbanka. Nie mogę się doczekać powrotu do domu, gdzie takie sprawy jak dzbanek do mleka nie mają znaczenia.

    19 Wtorek
    Pełnia księżyca

    Ojciec w tarapatach, bo wczoraj wrócił późno. Autentycznie! Ma tyle lat co ten stłuczony dzbanek, więc chyba może wracać, kiedy mu się podoba. Dzisiaj powiedziałem mu o wymuszaniu ochrony. Musiałem to zrobić, ponieważ Barry Kent poważnie uszkodził mój szkolny mundurek i oderwał szkolną tarczę. Jutro ojciec porozmawia z Barry Kentem i odbierze od niego wszystkie moje pieniądze, wygląda na to, że stanę się zamożny!

    20 Środa

    Barry Kent wyparł się wszystkiego, udawał, że nigdy nie słyszał o jakichkolwiek pogróżkach wobec mnie i bardzo się śmiał, kiedy ojciec zażądał od niego zwrotu pieniędzy. Ojciec poszedł do jego ojca, pokłócili się i mój ojciec zagroził wezwaniem policji. Uważam, że ojciec jest bardzo odważny. Ojciec Barry Kenta przypomina wielką małpę i ma Więcej włosów na wierzchu dłoni niż mój ojciec na całej głowie.
    W policji powiedzieli, że nie mogą nic zrobić bez dowodów, więc zamierzam poprosić
    Nigela o zeznanie pod przysięgą, że widział, jak wręczałem pieniądze za tę wymuszoną ochronę.

    21 Czwartek

    Barry Kent pobił mnie dzisiaj w szatni: Zawiesił mnie na wieszaku na palta. Nazwał mnie między innymi "zausznikiem glin ", ale inne przezwiska. są zbyt okropne, żeby je zapisywać. Babcia dowiedziała się o całej sprawie (ojciec nie chciał jej o tym powiedzieć ze względu na jej cukrzycę).
    Wysłuchała mnie uważnie: włożyła kapelusz, zacisnęła wargi i wyszła. Nie było jej godzinę i siedem minut. Wróciła, zdjęła płaszcz, poprawiła fryzurę i ze specjalnego paska antyzłodziejskego, który nosi wokół talii, wyciągnęła.dwadzieścia siedem funtów osiemnaście pensów. Powiedziała: "Adrianie, on już nie będzie ci więcej dokuczał, ale gdyby tylko spróbował, daj mi znać". Potem przygotowała mi kolację. Sardele, pomidory, piernik. W dowód wdzięczności i uznania kupiłem babci w aptece pudełko czekoladek dla cukrzyków.

    22 Piątek

    Cała szkoła mówi o tym, jak siedemdziesięciosześcioletnia starsza dama wystraszyła Barry Kenta i jego tatę do tego stopnia, że oddali mi wyłudzone przemocą pieniądze. Barry Kent nie ma odwagi się pokazać. Jego banda wybiera nowego przywódcę.

    23 Sobota

    Z powrotem w domu, elektryczność włączona wszystkie rośliny doniczkowe uschły.
    Słomianka pełna rachunków-monitów na czerwonych blankietach.

    24 Niedziela.
    Ostatnia przed Wniebowstąpieniem

    Postanowiłem pomalować swój pokój na czarno, bo lubię ten kolor. Nie mogę dłużej znieść tapety z Noddym. W moim wieku to po prostu nieprzyzwoicie budzić się codziennie patrząc na Kłapoucha i innych głupców ze świata zabawek na wszystkich ścianach. Ojciec twierdzi, że mogę pomalować na taki kolor, jaki mi Się żywnie podoba pod warunkiem, że kupię farbę I sam to zrobię.

    25 Poniedziałek

    Postanowiłem zostać poetą. Ojciec powiedział że poeci nie mają stałego zatrudnienia, żadnych emerytur czy innych podobnych nudziarstw, ale mimo to jestem absolutnie zdecydowany.
    Usiłował zainteresować mnie karierą programisty komputerowego, ale mu wyjaśniłem, że "w moją pracę muszę wkładać duszę całą, a wiadomo powszechnie, że komputery nie mają duszy". Ojciec odparł: "Amerykanie właśnie nad tym pracują". Ale ja nie mogę czekać tak długo.
    Kupiłem dwie puszki czarnej farby emulsyjnej i półcalowy pędzelek. Zacząłem malować zaraz po powrocie ze sklepu Zrób-to-sam. Noddy ciągle prześwituje spod czarnej farby. Chyba potrzebne będą dwie warstwy. Wiadomo, mój pech.

    26 Wtorek
    Ostatnia kwadra księżyca

    Położyłem już dwie warstwy czarnej farby! Noddy ciągle przebija! Czarne ślady łap na podeście i na schodach. Nie mogę zmyć farby z rąk. Z pędzla wypadają włosy. Mam dosyć tej całej imprezy. Pokój wygląda ciemno i ponuro. Ojciec nawet nie kiwnął palcem, żeby mi pomóc.
    Wszędzie czarna farba.

    27 Środa
    Trzecia warstwa. Trochę lepiej, przebija już tylko czapka Noddy'ego.

    28 Czwartek
    Wniebowstąpienie

    Przejechałem po czapkach Noddy'ego dziecinnym pędzlem i resztą farby, ale ciągle przebijają te przeklęte dzwoneczki.

    29 Piątek

    Przejechałem po dzwoneczkach czarnym mazakiem, dziś wieczorem zrobiłem sześćdziesiąt dziewięć, zostało już tylko sto dwadzieścia cztery.

    30 Sobota.

    O 23.25 skończyłem ostatni dzwoneczek. Wiem, jak musiał się czuć Rembrandt po wymalowaniu kaplicy sykstyńskiej w Wenecji.
    2 nad ranem. Farba wyschła, ale musiała być jakaś wybrakowana, bo wszędzie są smugi, a gdzieniegdzie można dostrzec pasiaste spodnie Gollywoga i nos pana Ploda. Dzięki Bogu, nie przebijają już te przeklęte dzwoneczki! Przed chwilą pojawił się ojciec powiedzieć mi, żebym poszedł spać, oznajmił przy okazji, że mój pokój przypomina mu obraz Salvadora Dali, Określił to jako surrealistyczny koszmar, ale jest po prostu zazdrosny, bo w jego sypialni są na ścianach obrzydliwe różyczki.

    31 Niedziela
    Pierwsza po Wniebowstąpieniu

    Kupiłem laseczkę kadzidła w sklepie pana Singha. Zapaliłem je w moim pokoju, żeby się pozbyć zapachu farby. Ojciec przyszedł do mojego pokoju, wyrzucił laseczkę przez okno z okrzykiem: "Nie dopuszczę do zabaw z narkotykami". Usiłowałem mu wytłumaczyć, o co chodzi, ale był zbyt rozwścieczony, żeby w ogóle słuchać. Przez parę godzin siedziałem w swoim pokoju, wydawało mi się jednak, że te czarne ściany zamykają się nade mną, więc poszedłem do Berta Baxtera. Nie mogłem go w żaden sposób zmusić, żeby słyszał, co do niego mówię, wróciłem wobec tego do domu i oglądałem program religijny w telewizji, Zjadłem kolację, odrobiłem geografię, poszedłem do łóżka. Pies nie chce teraz zostawać sam w pokoju, piszczy, żeby go wypuścić.

    Czerwiec

    1 Poniedziałek
    Święto w Republice Irlandii

    Ojciec dostał list, od którego twarz mu pobladła: zwolnili go z pracy! Będzie na zasiłku! Jak zdołamy się utrzymać za te grosze, które da nam rząd? Trzeba będzie się pozbyć psa. Jego jedzenie kosztuje trzydzieści pięć pensów dziennie, nie licząc psich krakersów Winalot, Jestem teraz dzieckiem niepełnej rodziny, którego ojciec bierze zasiłek dla bezrobotnych! Opieka społeczna będzie mi kupowała buty!
    Nie poszedłem dzisiaj do szkoły, zadzwoniłem do sekretarki i wyjaśniłem, że mój ojciec jest chory psychicznie i wymaga opieki, Wydawała się okropnie tym przejęta i zapytała, czy zdradzał objawy gwałtowności. Powiedziałem, że dotychczas nie zdradził Żadnych, ale jeśli zacznie, to zadzwonię po lekarza.
    Zrobiłem ojcu mnóstwo gorących, słodkich napojów, jako lekarstwo na szok, a on nie przestawał mówić o elektrycznych piecach akumulacyjnych i o tym, jak wszystko wygada prasie.
    Zadzwonił do Doreen Slater, zjawiła się natychmiast i przyprowadziła ze sobą strasznego dzieciaka, który miał na imię Maxwell. Pierwsze spotkanie z Doreen Slater było dla mnie szokiem.
    Niepojęte, jak ojciec mógł z nią obcować cieleśnie. Jest chuda jak tyczka. Nie ma ani biustu, ani tyłka. Jest cała prosta, od góry do dołu, nie wyłączając nosa, ust, włosów. Jak tylko przestąpiła próg, porwała ojca w objęcia. Maxwell zaczął płakać, pies zaczął szczekać, więc poszedłem z powrotem do swojego czarnego pokoju i policzyłem, ile elementów przebija spod farby. Jest ich sto siedemnaście!
    Doreen wyszła o 13.30, żeby zaprowadzić Maxwella do przedszkola. Zrobiła dla nas jakieś zakupy, a potem ugotowała nędzny posiłek złożony ze spaghetti i sera. Ona też jest samotną matką, Maxwell to dziecko nieślubne. Opowiedziała mi o sobie, kiedy zmywaliśmy naczynia. Mogłaby być całkiem przyjemna, gdyby tylko nie była taka chuda.

    2 Wtorek
    Nów

    Doreen i Maxwell zostali na noc. Maxwell miał spać na sofie, ale tak płakał, że wylądował w końcu w małżeńskim łóżku pomiędzy ojcem a Doreen, więc ojciec nie mógł pogłębić cielesnego poznania Doreen. Wymiotował zresztą jak świnia, ale i tak mniej niż Maxwell. Cha, cha, cha!

    3 Środa

    Dzisiaj poszedłem do szkoły, ale nie mogłem się skoncentrować, ciągle myślałem o Tyczce.
    Ma ładne, białe zęby (proste, oczywiście). Kiedy wróciłem ze szkoły, przygotowała dla mnie ciasteczka z dżemem. Nie skąpi tak dżemu jak niektóre inne kobiety.
    Ojciec strasznie pije i pali, a według Doreen stał się również okresowo impotentem. To jest coś, o czym wolałbym nie wiedzieć! Doreen rozmawia ze mną tak jak z kimś dorosłym, nie jak z chłopcem w wieku lat czternastu, dwóch miesięcy i jednego dnia, który jest synem jej kochanka.

    4 Czwartek

    Z samego rana zadzwoniła mama, telefon odebrała Doreen. Mama poprosiła mnie do telefonu. Chciała wiedzieć, co Doreen robi u nas w domu. Powiedziałem, że ojciec przechodzi załamanie nerwowe i Doreen się nim opiekuje. Powiedziałem też o wyrzuceniu go z pracy i o tym, że bardzo pije, za dużo pali i w ogóle się zaniedbuje. Potem poszedłem do szkoły. Byłem w nastroju buntowniczym, więc włożyłem czerwone skarpetki. To surowo zabronione, ale co mnie to obchodzi.

    5 Piątek

    Panna Sproxton podczas apelu zauważyła moje czerwone skarpetki. Stara Torba doniosła wytrzeszczowi Scrutonowi. Wezwał mnie do gabinetu i wygłosił mowę o niebezpieczeństwach nonkonformizmu. Potem odesłał mnie do domu, żebym się przebrał w regulaminowe czarne skarpetki. Kiedy przyszedłem do domu, ojciec leżał w łóżku – przechodził kurację przeciwko impotencji. Oglądałem z Maxwellem program dla dzieci w TV, dopóki ojciec nie zszedł na dół.
    Wtedy opowiedziałem mu całą skarpetkową sagę.
    Przemienił się natychmiast w kompletnego szaleńca! Zadzwonił do szkoły i wyciągnął
    Scrutona ze strajkowego zebrania dozorców. Wykrzykiwał do telefonu: "Żona mnie porzuciła, straciłem pracę, opiekuję się zidiociałym chłopcem – domyślam się, że chodziło mu o Maxwella – a pan prześladuje mojego syna z powodu koloru skarpetki!" Scruton oświadczył, że jeśli przyjdę do szkoły w czarnych skarpetkach, cała sprawa pójdzie w niepamięć, ale ojciec odparł, że będę nosił skarpetki takiego koloru, jaki mi się podoba. Scruton wyjaśnił, że stara się utrzymać pewien standard. Ojciec na to, że angielska drużyna na mistrzostwach piłkarskich świata w 1966 roku nie miała czarnych skarpetek, nie miał ich także sir Edmund Hillary w 1953 roku. Scruton w tym momencie jakby nieco przycichł. Ojciec odłożył słuchawkę ze słowami: "Pierwsza runda dla mnie".
    Cała ta historia mogła się z powodzeniem znaleźć w gazetach, jako "Awantura o czarne skarpetki w szkole”. Gdyby mama to przeczytała, wróciłaby do domu.

    6 Sobota

    O radości! O zachwycie! Pandora organizuje protest w sprawie skarpetek. Przyszła dziś do mnie do domu! Tak! Stanęła na frontowym ganku i oświadczyła, że podziwia moją postawę!
    Zaprosiłbym ją do środka, ale dom jest w strasznym stanie, więc nie mogłem tego zrobić. W poniedziałek rano Pandora będzie zbierała podpisy pod petycją w szkole. Powiedziała, że jestem bojownikiem w walce o prawa jednostki. Chce, żebym jutro rano przyszedł do niej do domu.
    Wyłania się komitet i ja mam być głównym mówcą! Chciała koniecznie zobaczyć czerwone skarpetki, ale powiedziałem jej, że są w pralce.
    Doreen Slater i Maxwell pojechali dziś do domu. Wieczorem przychodzi babcia, więc trzeba usunąć wszystkie ślady ich pobytu.

    7 Niedziela Zielone Świątki

    Babcia znalazła smoczek Maxwella w łóżku ojca. Skłamałem, że to pewnie pies przyniósł z ulicy. Był to bardzo nieprzyjemny moment. Nie jestem dobrym kłamcą, czerwienię się jak burak, a babcia ma oczy, które dostrzegają wszystko, wydają się przenikaćczłowieka na wskroś. Żeby odwrócić jej uwagę, opowiedziałem o awanturze z czerwonymi skarpetkami, ale babcia stwierdziła, że przepisy są po to, żeby ich przestrzegać.
    Pandora wraz z komitetem czekali na mnie w wielkim salonie. Pandora przewodniczy, Nigel jest sekretarzem, a przyjaciółka Pandory, Klara Neilson, skarbnikiem. Craig Thomas i jego brat Brett są tylko zwykłymi członkami. Ja nie mogę piastować wysokiej funkcji, ponieważ jestem ofiarą.
    Rodzice Pandory rozwiązywali krzyżówkę z "Sunday Timesa " w kuchni wyłożonej drewnianą boazerią. Zdaje się, że całkiem dobrze się z sobą czują. Przynieśli nam do salonu kawę i zdrowotne herbatniki. Pandora przedstawiła mnie rodzicom. Powiedzieli, że podziwiają moją postawę. Oboje należą do Labour Party i dużo mówili o męczennikach z Tolpuddle*. (Przypis: *Męczennicy z Tolpuddle – sześciu robotników folwarcznych z Tolpuddle w pobliżu Dorchester, których w] 834 r. wywieziono do Australii za założenie związku zawodowego.
    W wyniku ogólnonarodowych protestów zostali dwa lata później ułaskawieni)
    Zapytali, czy to, że zdecydowałem się protestować w czerwonych skarpetkach, jest faktem znaczącym. Skłamałem, powiedziałem, że wybrałem czerwone, ponieważ to symbol rewolucji i oblałem się rewolucyjnie czerwonym rumieńcem. Ostatnio staję się niemal profesjonalnym kłamcą.
    Mama Pandory powiedziała, że mogę do niej mówić Tania. To chyba rosyjskie imię? Ojciec
    Pandory zaproponował. żebym nazywał go Iwan. Jest bardzo miły, dał mi do przeczytania książkę "Filantropi w podartych spodniach ". Jeszcze jej nie przejrzałem, ale będę ją czytał dziś wieczorem, bo interesuje mnie zbieranie znaczków.
    Uprałem czerwone skarpetki i położyłem na kaloryferze, żeby wyschły na rano.

    8 poniedziałek

    Obudziłem się i ubrałem, najpierw włożyłem czerwone skarpetki, przed kalesonami i podkoszulkiem. Ojciec stał w drzwiach i życzył mi powodzenia. Czułem się jak bohater. Spotkałem Pandorę i resztę komitetu na rogu naszej ulicy; wszyscy mieliśmy czerwone skarpetki. Skarpetki Pandory były z lureksu. Ta dziewczyna ma odwagę! Całą drogę do szkoły śpiewaliśmy "Nic nas nie powstrzyma ". Kiedy wchodziliśmy w bramę, poczułem się trochę przestraszony, ale Pandora okrzykami zachęty podniosła nas wszystkich na duchu.
    Wytrzeszcz Scruton musiał być wcześniej o wszystkim powiadomiony, bo czekał na nas w szatni czwartej klasy. Stał nieruchomo z założonymi rękami, wpatrując się w nas podpuchniętymi oczyma. Nie odezwał się, jedynie ruchem głowy wskazał, że mamy iść na górę. Wszystkie czerwone skarpetki zebrały się na górze. Serce biło mi strasznie głośno. Scruton w milczeniu wszedł do swego gabinetu, usiadł za biurkiem i zaczął uderzać w zęby szkolnym piórem. A my po prostu staliśmy.
    Uśmiechnął się jakoś strasznie i nacisnął dzwonek na swoim biurku. Weszła sekretarka, a on powiedział: "Pani Claricoates, proszę usiąść, podyktuję pani list". List był do naszych rodziców i brzmiał następująco:

    Szanowni Państwo…
    Jest moim smutnym obowiązkiem poinformować Państwa. że wasz syn/córka świadomie nie podporządkowała się jednemu z przepisów obowiązujących w tej szkole Traktuję to jako niezwykle poważne wykroczenie. Zawieszam przeto syna/córkę Państwa na okres tygodnia.
    Młodym ludziom bardzo często brak obecnie moralnego przewodnictwa w domu, toteż uważam za swój obowiązek zajmować nieprzejednane stanowisko w szkole. Jeśli Państwo życzą sobie omówić ze mną tę kwestię bardziej szczegółowo. proszę zatelefonować do sekretarki by ustalić termin spotkania.
    Z
    poważaniem
    G.Scruton Dyrektor

    Pandora zaczęła mówić, że ucierpią na tym jej egzaminy, ale Scruton ryknął, żeby się zamknęła! Nawet pani Claricoates podskoczyła na krześle. Scruton kazał nam poczekać, aż list zostanie przepisany i powielony, a wówczas lepiej będzie, żebyśmy się "jak najszybciej zabierali ze szkoły". Czekaliśmy przed gabinetem Scrutona. Pandora płakała (ponieważ była zła i zawiedziona, jak wyjaśniła). Na sekundę otoczyłem ją ramieniem. Pani Claricoates dała nam listy. Uśmiechała się bardzo uprzejmie; niełatwa musi być pracy u despoty. Poszliśmy do domu Pandory, ale był zamknięty, więc powiedziałem, że wszyscy mogą przyjść do mnie. Wyjątkowo było całkiem czysto, poza śladami psiej sierści. Ojciec wściekł się z powodu listu. Podobno jest konserwatystą, ale na razie nie zachowuje się zbyt konserwatywnie.
    Mimo wszystko nie mogę odżałować, że nie włożyłem w piątek czarnych skarpetek.

    9 Wtorek
    Pierwsza kwadra księżyca

    Ojciec widział się dziś ze Scrutonem i zapowiedział, że jeśli nie będę mógł wrócić natychmiast do szkoły w skarpetkach dowolnie przeze mnie wybranego koloru, to złoży skargę u lokalnego posła. Pan Scruton zapytał ojca, kto jest posłem w jego okręgu. Ojciec nie wiedział.

    10 Środa

    Jesteśmy w sobie zakochani, Pandora i ja! To już oficjalne. Ona powiedziała o tym Klarze
    Neilson, Klara powtórzyła Nigelowi, a Nigel mnie.
    Poprosiłem Nigela, żeby powiedział Klarze, żeby powiedziała Pandorze, że odwzajemniam jej miłość. Jestem w siódmym niebie z radości i zachwytu. Mogę nawet nie zwracać uwagi na to, że Pandora pali dziennie pięć papierosów Benson and Hedges i że ma własną zapalniczkę. Kiedy jest się zakochanym, takie sprawy nie mają znaczenia.

    11 Czwartek

    Spędziłem cały dzień z moją ukochaną. Nie mogę dużo pisać, jeszcze mi się trzęsą ręce.

    12 Piątek

    Dostałem wiadomość ze szkoły, że Bert Baxter chce mnie widzieć w pilnej sprawie.
    Poszedłem tam z Pandorą (jesteśmy nierozłączni). Bert jest chory. Pandora posłała mu łóżko, zmieniła pościel (smród jakby w ogóle jej nie przeszkadzał), a ja zadzwoniłem do lekarza. Opisałem objawy. Dziwne oddychanie, blada twarz, poty.
    Próbowaliśmy trochę uprzątnąć sypialnię, podczas gdy Bert nie przestawał wygadywać jakichś głupstw, które nie trzymały się kupy. Pandora powiedziała, że on majaczy. Trzymała go za rękę, dopóki nie przyszedł lekarz. Doktor Patel był całkiem sympatyczny, stwierdził, że Bert potrzebuje tlenu. Podał mi numer telefonu, żeby wezwać karetkę, która nie przyjeżdżała całe wieki.
    Myślałem o tym, że ostatnio zaniedbałem Berta i poczułem się jak wredny szczur. Sanitariusze znieśli Berta na dół na noszach. Utknęli na zakręcie schodów i postrącali całe mnóstwo pustych słoików po buraczkach.
    W hallu na dole przebiliśmy z Pandorą przejście między śmieciami i nosze jakoś przeszły.
    Zanim wyszli na zewnątrz, otulili Berta wielkim puchatym, czerwonym kocem. Potem wsadzili go do karetki i odjechalina sygnale. W gardle miałem wielka kulę, a oczy mi zaczęły łzawić.Musiało to być spowodowane kurzem.
    W domu Berta są straszne kurze.

    13 Sobota

    Bert jest na oddziale reanimacji i nie można go odwiedzać. Dzwonię co cztery godziny, żeby się dowiedzieć o jego stan. Udaję, że jestem kuzynem. Pielęgniarki udzielają odpowiedzi typu: "Bez zmian” Szabla jest u nas. Nasi pies jest u babci. ponieważ on się boi owczarków alzackich.
    Mam nadzieję, że Bert nie umrze. Poza tym. że go lubię, to nie mam się w co ubrać na pogrzeb.
    Ciągle szaleńczo zakochany w P.

    14 Niedziela
    Św. Trójcy.

    Poszedłem odwiedzić Berta, wszędzie ma jakieś rurki. Zaniosłem mu słoik buraczków, na potem, kiedy już się będzie lepiej czuł. Pielęgniarka schowała je do szafki Berta. Zaniosłem mu też kilka kart z życzeniami "powrotu do zdrowia ", jedną od Pandory i ode mnie, jedną od babci, jedną od ojca i jedną od Szabli.
    Bert spał, więc nie siedziałem długo.

    15 Poniedziałek

    Komitet Czerwonych Skarpetek głosował za tym, żeby tymczasem ustąpić Scrutonowi.
    Nosimy czerwone skarpetki pod czarnymi. Buty są przez to trochę ciasne, ale to nam nie przeszkadza, ponieważ chodzi o zasadę.
    Bertowi trochę się poprawiło. Mniej śpi. Jutro pójdę go odwiedzić.

    16 Wtorek

    Bert ma już tylko kilka rurek. Nie spał, kiedy wszedłem do pokoju. Na początku mnie nie poznał, ponieważ byłem w masce i w fartuchu. Wziął mnie za lekarza. Powiedział: "Zabierzcie te przeklęte rury z moich genitaliów, nie jestem systemem kanalizacyjnym". Wtedy zorientował się, że to ja i zapytał, jak się czuje Szabla. Odbyliśmy długą rozmowę na temat zachowania Szabli, a potem przyszła pielęgniarka i powiedział, że muszę już iść. Bert prosił, żebym powiadomił jego córki, że jest na łożu śmierci: dał mi pół korony na telefon! Dwie z tych córek mieszkają w Australii. Powiedział, że numery telefonów znajdę na odwrocie jego starej wojskowej książeczki wypłat żołdu.
    Ojciec wyjaśnił mi”, że pół korony ma mniej więcej wartość dwunastu i pół pensa.
    Zatrzymam tę półkoronówkę.Jest solidnej grubości i na pewno stanie się kiedyś cennym starociem.

    17 Środa
    Pełnia księżyca

    Przewróciliśmy z Pandorą cały dom Berta do góry nogami w poszukiwaniu książeczki wypłat żołdu. Pandora znalazła plik brązowo-kremowych pocztówek" bardzo nieprzyzwoitych. Były podpisane: A VI!C!C)li! amour cheri. Lula. Oglądając je poczułem się jakoś dziwnie. Pandora też.
    Wymieniliśmy pierwszy naprawdę namiętny pocałunek. Miałem ochotę na pocałunek francuski, ale nie bardzo wiem, na czym on polega" więc musiałem poprzestać na zwyczajnym, angielskim.
    Ani śladu książeczki żołdu.

    18 Czwartek

    Teraz Bertowi odłączono już wszystkie rurki. Jutro przenoszą go na normalny oddział.
    Powiedziałem, że nie znalazłem tej książeczki, a on oświadczył, że to już nie ma znaczenia, skoro wie, że nie umiera.
    Dzisiaj była ze mną Pandora. Jest w dobrej komitywie z Bertem, rozmawiali o Pączku. Bert dał jej kilka wskazówek na temat pielęgnacji kucyków, Potem Pandora wyszła, żeby włożyć do wazonu kwiaty, które przyniosła, a Bert zapytał, czy "już mi dała". Czasami zachowuje się po prostu jak obleśny starzec, który nie zasługuje na żadne odwiedziny.

    19 Piątek

    Bert jest na dużej sali, pełnej mężczyzn z połamanymi nogami i z bandażami na piersi. Teraz, kiedy włożył zęby, wygląda dużo lepiej. Niektórzy pacjenci powitali gwizdami Pandorę wchodzącą na oddział. Wolałbym, żeby nie była wyższa ode mnie. Bert naraził się siostrze oddziałowej, bo poplamił szpitalną poście1 sokiem buraczanym. Ma przepisaną płynną dietę.

    20 Sobota

    Mam nadzieję, że Bert wkrótce wróci do domu. Ojciec ma kompletnie dosyć Szabli, a babcia nie może już znieść naszego psa.
    Lekarz powiedział, żeby Bert przestał palić, ale Bert twierdzi, że w osiemdziesiątym dziewiątym roku życia to już nie warto. Poprosił, żebym mu kupił dwadzieścia woodbine'ów i pudełko zapałek. Co ja mam zrobić?

    21 Niedziela
    Pierwsza po św. Trójcy – Dzień Ojca

    Nie mogłem spać w nocy ze zmartwienia przez te woodbine'y. Po długim namyśle postanowiłem nie spełnić życzenia Berta. Potem poszedłem do szpitala, gdzie okazało się, że Bert kupił sobie te swoje cuchnące pety w ruchomym kiosku.
    Właśnie zmierzyłem swojego. Urósł jeden centymetr. Może mi być niedługo potrzebny.

    22 Poniedziałek

    Obudziłem się z bólem gardła, nie mogłem przełykać, próbowałem przywołać ojca z dołu, ale udało mi się jedynie wydać rodzaj skrzeku. Starałem się zwrócić uwagę ojca waląc szkolnym butem w podłogę, ale ojciec krzyknął: "Przestań, do diabła, hałasować". W końcu wysłałem na dół psa z wiadomością wetkniętą za obrożę. Czekałem strasznie długo, aż usłyszałem psa szczekającego na ulicy. Więc nie przekazał wiadomości! Byłem bliski rozpaczy. Musiałem wstać, żeby pójść do ubikacji, ale nie mam pojęcia, jak się tam dostałem, wszystko przypominam sobie jak przez mgłę,
    Stałem na szczycie schodów i skrzeczałem najgłośniej, jak mogłem, ale ojciec słuchał płyt Almy Cogan, więc musiałem zejść na dół i powiedzieć mu, że,jestem chory. Zajrzał mi do gardła i wykrzyknął: "Jezus Maria! Adrianie, masz migdałki jak rakiety Polaris1 Co ty tu robisz? Wracaj natychmiast do łóżka, ty głupcze!" Zmierzył mi gorączkę, miałem 112° Fahrenheita. Po prawdzie powinienem już nie żyć.
    Teraz brakuje pięciu minut do północy, rano przychodzi lekarz. Modlę się tylko, żebym dożył do tej pory. Gdyby jednak miało się zdarzyć to najgorsze, zapisuję niniejszym wszystkie moje dobra doczesne Pandorze Braithwaite, zam. przy Elm Tree Avenue pod numerem sześćdziesiąt dziewięć. Wydaje mi się, że jestem przy zdrowych zmysłach. Ale to bardzo trudno stwierdzić, kiedy ma się 112° Fahrenheita gorączki.

    23 Wtorek

    Mam zapalenie migdałków" T o już pewne. Jestem na antybiotykach. Pandora siedzi przy moim łóżku i czyta mi głośno. Wolałbym jednak, żeby tego nie robiła, bo każde słowo czuję jak spadający na głowę kamień.

    24 Środa

    Kartka "wracaj do zdrowia" od mamy. W kopercie banknot pięciofuntowy. Poprosiłem ojca, żeby kupił mi za to pięć butelek lukozady.

    25 Czwartek
    Ostatnia kwadra księżyca

    Prześladują mnie sny-majaki na temat lady Diany Spencer, mam nadzieję, że będę czuł się lepiej na ślub. Gorączka ciągle 112° Fahrenheita.
    Ojciec nie mógł sobie poradzić z Szablą, więc Pandora wzięła go do siebie (Szablę, nie ojca).

    26 Piątek

    Doktor powiedział, że termometr jest zepsuty. Czuję się troszeczkę lepiej.
    Dzisiaj wstałem na dwadzieścia minut. Oglądałem program dla dzieci, występowała Carol
    Leader, to moja ulubiona prezenterka.
    Pandora przyniosła mi kartkę "wracaj do zdrowia”. Sama ją narysowała mazakami.
    Podpisała: "Na zawsze twoja, Pan"
    Chciałem ją pocałować, ale wargi mam jeszcze popękane.

    27 Sobota

    Dlaczego mama mnie nie odwiedziła?

    28 Niedziela
    Druga po św" Trójcy

    Mama właśnie wyszła, żeby zdążyć na pociąg do Sheffield. Jestem wykończony od nadmiaru wzruszeń" Następuje pogorszenie.

    29 Poniedziałek

    Pandora poszła odwiedzić Berta Baxtera. Powiedziała, że pielęgniarki mają go dosyć, bo nie chce leżeć w łóżku i nie robi niczego, co mu zalecą. Wypisują go w czwartek.
    Tęsknię za ciszą i spokojem oddziału szpitalnego. Byłbym idealnym pacjentem.
    Ojciec Pandory oddał Szablę do przechowalni, kosztuje go to trzy funty dziennie, ale twierdzi, że się stokrotnie opłaca,

    30 Wtorek

    Wkraczam w okres rekonwalescencji, Muszę się bardzo oszczędzać, jeśli mam odzyskać swój dawny wigor.

    Lipiec

    1 Środa
    Dzień dominiów (Kanada), Nów

    Dziś po południu pojawił się łowca wagarowiczów, przyłapał mnie na leżaku we frontowym ogródku. Nie wierzył, że jestem chory! Napisze na mnie raport do szkoły! Wydawał się nie dostrzegać tego, że byłem w piżamie, szlafroku i w kapciach i że popijałem lukozadę.
    Zaproponowałem, że mu pokażę moje obrzydliwe migdałki, ale zrejterował i nadepnął psu na łapę.
    Pies jest bardzo niewytrzymały na ból, więc dostał szału. Wyszedł ojciec i jakoś ich rozdzielił, ale wszystko mogło się źle dla nas skończyć.

    2 Czwartek

    Lekarz powiedział, że mogę jutro iść do szkoły, jeżeli się będę dobrze czuł. Nie ma wątpliwości, że moje samopoczucie nie będzie wystarczająco dobre.

    3 Piątek

    Do dawnego domu pana Lucasa wprowadza się ciemnoskóra rodzina, Mogłem się dobrze przypatrzeć z mojego leżaka, jak wyjmowano ich meble z furgonu. Damy o brązowej skórze wnosiły do domu olbrzymie garnki, więc wygląda na to, że rodzina jest liczna. Ojciec oświadczył, że "to początek końca naszej ulicy". Pandora należy do Ligi Antynazistowskiej. Uznała za niewykluczone, że ojciec może być rasistą.
    Czytam "Chatę wuja Toma".

    4 Sobota
    Święto Niepodległości w USA

    Ulica pełna jest brązowoskórych ludzi przyjeżdżających lub odjeżdżających samochodami, furgonetkami, minibusami. Bez przerwy wchodzą i wychodzą z dawnego domu pana Lucasa. Ojciec mówi, że pewno na jeden pokój przypadają trzy rodziny,
    Wybieramy się z Pandorą, aby ich powitać w naszej dzielnicy. Zdecydowani jesteśmy udowodnić, że nie wszyscy biali są fanatycznymi rasistami.
    Bert Baxter ciągle w szpitalu.

    5 Niedziela
    Trzecia po św. Trójcy

    Leżałem w łóżku do szóstej po południu. Nie miałem powodu wstawać. Pandora poszła na hippodrom.

    6 Poniedziałek

    Pani O'Leary usiłuje zorganizować bankiet uliczny w dniu ślubu księcia Karola. Na razie zapisała się na to jedynie rodzina Singhów.

    7 Wtorek

    Bert Baxter uciekł ze szpitala. Zadzwonił do Krajowego Komitetu Swobód Obywatelskich i tam mu powiedzieli, że może się wypisać na własną prośbę, więc to zrobił. Jest u nas w pokoju gościnnym. Ojciec chodzi po ścianach z wściekłości.
    Pandora, Bert i ja zapisaliśmy się na ten sąsiedzki bankiet uliczny. Bert wygląda teraz znacznie lepiej, bo może już palić, ile chce.
    Przyszedł do nas ojciec Pandory, żeby naradzić się z moim ojcem, co zrobić z Bertem i Szablą. Obaj się upili i zaczęli się kłócić na tematy polityczne. Bert walił butem w podłogę, domagając się, żeby mówili ciszej.
    8 Środa

    Ojciec jest bliski desperacji z powodu chrapania Berta. Mnie to nie przeszkadza, kładę w uszy stopery.
    Dzisiaj poszedłem do szkoły. Postanowiłem zdawać egzaminy końcowe z gospodarstwa domowego, plastyki, obróbki drewna i z angielskiego. Na maturę przygotowuję geografię, matematykę i historię.
    Pandora zdaje egzaminy końcowe z dziewięciu przedmiotów. Miała jednak lepsze ode mnie warunki. Należała do biblioteki już w wieku lat trzech.

    9 Czwartek

    Jutro zaczynają się w szkole ośmiotygodniowe. wakacje. Pandora wkrótce jedzie do
    Tunezji. Nie wiem, jak przeżyję bez mojej ukochanej. Próbowaliśmy francuskiego pocałunku, ale żadnemu z nas się to nie podobało, więc wróciliśmy do angielskiego.
    Moja cera jest bardzo dobra. Myślę, że wpływa na to w równym stopniu fakt, że jestem zakochany, jak I to, że piję lukozadę.

    1O Piątek

    Dzisiaj w szkole było cudownie. Wszyscy nauczyciele w dobrych humorach. Rozeszła się nawet pogłoska, że widziano, jak Wytrzeszcz Scruton się śmiał, ale ja osobiście w to nie wierzę.
    Barry Kent wdrapał się na maszt od flagi i powiewał majtkami swojej matki. Pandora stwierdziła, ze pewno po raz pierwszy od paru lat zostały przewietrzone. Sean O'Leary kończy dziś dziewiętnaście lat. Zaprosił mnie na przyjęcie urodzinowe. Mieszka naprzeciwko, więc nie będę musiał daleko chodzić.
    Robię zapis w dzienniku już teraz na wypadek, gdybym wypił o jeden za dużo. Ludzie wydają Się popadać w stan alkoholowego upojenia tuz po przekroczeniu progu domu O'Learych.

    11 Sobota

    Pierwszy prawdziwy kac. W wieku czternastu.lat, pięciu miesięcy i dziewięciu dni. Pandora położyła mnie do łóżka. W ciągnęła mnie na schody systemem strażackim.

    12 Niedziela

    Dziś rano ojciec zabrał mnie, Pandorę i Berta do przechowalni psów zwanej "Machnięcie ogonem". Właścicielka, pani Kalle, nie chce dłużej trzymać Szabli. Bardzo wzruszające było spotkanie Berta i Szabli. Pani Kalle to twarda kobieta, zrobiła się bardzo nieprzyjemna, kiedy ojciec odmówił zapłacenia za pobyt Szabli; nie przestawała przygładzać czarnych wąsów palcami pełnymi odcisków i używała języka nieprzystojącego kobiecie.
    Bert oświadczył, że już więcej się z Szablą nie rozstanie. powiedział, że Szabla jest jego jedynym przyjacielem! Po tym wszystkim, co dla niego zrobiłem! Gdyby nie ja, już by nie żył, a Szabla byłby sierotą na łasce Królewskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

    13 Poni'edziałek

    Bert rozmawiał z panią Singh! Mówi płynnie w języku hindi! Twierdzi, że pani Singh znalazła jakieś nieprzyzwoite czasopisma pod linoleum w łazience. Dziedzictwo po tejgliście!
    Pan Singh jest oburzony. Napisał do agenta handlu nieruchomościami ze skargą, że dom został splugawiony.
    Bert pokazał mi jeden z tych magazynów. Moim zdaniem nie są one nieprzyzwoite, no, ale ja jestem człowiekiem obytym. Schowałem ten magazyn pod materac, razem z "Big and Bouncy".
    Nazywa się "Fotograf Amator".
    Wieczorem przyszła opiekunka społeczna Berta, Katie Bell. Głupio z nim rozmawiała. powiedziała, że jest dla niego miejsce w Domu Promiennego Słońca im. radnego Coopera. Bert oświadczył, że nie chce tam iść. Na to Katie Bell, że nie ma wyboru, musi. Nawet ojciec przyznał, że było mu żal Berta. Nie na tyle jednak, by mu zaproponować zamieszkanie z nami na stałe.
    Biedny Bert, co się z nim stanie?
    Bert przeprowadził się do Singhów. Pan Singh przeniósł budę Szabli, więc to już oficjalne.
    Bert robi wrażenie niezwykle szczęśliwego. Curry to jego ulubiona potrawa.
    Pandora pozwoliła mi dotknąć biustu. Obiecałem, że nikomu nie powiem, ale tak naprawdę, to nie ma, o czym mówić. Nie mogłem się w ogóle zorientować, gdzie zaczyna się jej biust pod tymi wszystkimi warstwa mi bielizny, sukienek, swetrów, wiatrówek.
    Czytam "Seks, garść faktów" dra A.P.G. Haiga.

    16 Czwartek

    11 rano. Ojciec dostał dzisiaj czek z rekompensatą za wymówienie. Skakał po całym hallu wydając kowbojskie okrzyki. Umówił się z Doreen Slater, żeby to uczcić. Ciekawe, kto też zajmie się przez ten czas Maxwellem? Tak, kochany dzienniczku, odgadłeś prawidłowo! To mam być ja!
    11 wieczorem. Maxwell dopiero, co zasnął. O 21.30 dzwoniła Pandora, żeby zapytać, jak sobie radzę. Nie słyszałem jej dobrze, bo Maxwell strasznie wrzeszczał. Pandora poradziła, żebym dodał trochę wódki do gorącego mleka i wlał to siłą w jego przebrzydłe gardło. Właśnie tak zrobiłem. I poskutkowało.
    To nie jest taki zły dzieciak, kiedy śpi.

    17 Piątek
    Pełnia księżyca

    Jutro moja najdroższa, ukochana, opuszcza te brzegi. Odprowadzam ją na lotnisko. Mam nadzieję, że jej samolot nie będzie cierpiał na zmęczenie metalu. Właśnie.sprawdziłem na mapie świata, gdzie leży Tunezja, 1 odczułem niewypowiedzianą ulgę przekonawszy się, że Pandora nie będzie musiała przelatywać nad trójkątem bermudzkim.
    Gdyby cokolwiek się przydarzyło mojej ukochanej, nigdy już bym się nie uśmiechnął.
    Kupiłem jej książkę do czytania w samolocie. Ma tytuł "Krach!", a napisał ją facet o nazwisku
    William Goldenstein III. Jasno z niej wynika, co robić, jeśli przydarzy się najgorsze.

    18 Sobota

    Pandora czytała "Krach!" w autokarze w drodze na lotnisko. Kiedy zawołali pasażerów do samolotu, dostała lekkiej histerii i ojciec musiał ją wnieść po schodkach. Machałem ręką tak długo, aż samolot skrył się w wielkiej chmurze, a potem ze smutkiem wsiadłem do autokaru i wróciłem do domu. Nie mam pojęcia, jak przetrwam dwa tygodnie. Dobranoc, moja tunezyjska piękności.

    19 Niedziela
    Piąta po św. Trójcy

    Leżałem w łóżku i oglądałem Tunezję na mapie.

    20 Poniedziałek

    Nie ma jeszcze kartki od mojej ukochanej.

    21 Wtorek

    Dziś rano przyszedł Bert. Powiedział, że w Tunezji czają się liczne niebezpieczeństwa.

    22 Środa

    Dlaczego jeszcze nie dostałem kartki? Co się mogło stać?

    23 Czwartek

    Pytałem naszego listonosza o połączenia między Tunezją a Anglią. Powiedział, że są
    "diaboliczne"' tunezyjska poczta zależy przede wszystkim od wielbłądów.

    24 Piątek.
    Ostatnia kwadra księżyca

    Poszedłem odwiedzić pana Singha. Powiedział, że Tunezja jest bardzo niehigieniczna.
    Wszyscy, prócz mnie, wydają się znać Tunezję!

    25 Sobota

    Pandoro! Pandoro! Pandoro!

    O, moja miłości,
    Serce moje wzdycha,
    Język mi wysycha,
    Dusza moja płonie.
    Ty bawisz w Tunisie,
    Ja na Anglii łonie"
    Wspominając o mnie,
    Racz uronić łezkę.
    Wracaj cała, zdrowa,
    Od słońca brązowa
    I ciesz się, że tata
    Ma zasobną kieskę.

    Ona wraca za sześć dni.

    26 Niedziela
    Szósta po św. Trójcy

    Poszedłem na obiad do babci. Byłem smutny i zamknięty w sobie z powodu pobytu Pandory w Tunezji. Babcia zapytała, czy mam zatwardzenie. O mały włos bym jej wszystko powiedział, ale jaki ma sens próba wyjaśniania miłości kobiecie siedemdziesięciosześcioletniej, która uważa, że samo to słowo jest nieprzyzwoite?

    27 Poniedziałek

    Kartka z poczty wielbłądziej! Jak następuje:

    Najdroższy,

    warunki ekonomiczne są tutaj przerażające. Miałam kupić Ci prezent, ale oddałam wszystkie pieniądze żebrakowi, Adrianie, jesteś bardzo wspaniałomyślny, nie wątpię, więc, że zrozumiesz,
    Będę Cię kochać w nieskończoność,

    Twoja na zawsze
    Pandora

    Co za pomysł, żeby pieniądze na prezent dla mnie oddawać brudnemu, leniwemu żebrakowi! Nawet nasz listonosz był zgorszony.

    28 Wtorek

    Zadziwiające, że mam jeszcze siłę utrzymać pióro! Cały dzień byłem zajęty przygotowaniami do sąsiedzkiego bankietu z okazji zaślubin w rodzinie królewskiej. Przyszła pani O'Leary z zapytaniem, czy bym nie pomógł w rozwieszaniu chorągiewek. " Uważam to za swój patriotyczny obowiązek", odpowiedziałem, Pani O'Leary zaproponowała, żebym wszedł na drabinę, a ona będzie mi podawała chorągiewki. Wszystko było w porządku na pierwszych czterech czy pięciu szczebelkach, ale potem niepotrzebnie spojrzałem w dół i dostałem strasznego zawrotu głowy, więc już później na drabinę wchodziła pani O'Leary. Nie mogłem nie zauważyć jej majtek. Niezwykle prowokujące, jak na osobę, która chodzi codziennie do kościoła, a w niedzielę nawet dwa razy,
    Czarna koronka! Z czerwonymi wstążeczkami z satyny! Zdaje mi się, że pani O'Leary wiedziała, że przyglądam się jej majtkom, bo poprosiła, żebym mówił do niej Caitlin. Byłem zadowolony, kiedy pan O'Leary przyszedł mnie zastąpić. Państwo Singh wywiesili gigantyczną flagę brytyjską z okna sypialni od frontu. Bert powiedział mi, że ukradł tę flagę, kiedy był w wojsku.
    Nasz dom jest najgorszy na całej ulicy. Ojciec zdobył się jedynie na przyczepienie do frontowych drzwi ścierki z Karolem i Dianą.
    Oglądaliśmy z ojcem w telewizji pokaz sztucznych ogni z okazji tych zaślubin. Mogę jedynie stwierdzić, że próbowałem się nimi zachwycić, ale mi się nie udało. Ojciec powiedział, że to jeden ze sposobów palenia pieniędzy. Ciągle jeszcze jest rozgoryczony, że nie ma pracy,
    Ufam, że książę Karol nie zapomni usunąć nalepki z ceną z podeszew swoich butów; mój ojciec na swoim ślubie tego nie zrobił. Wszyscy w kościele mogli przeczytać:,,9 1/2 wybrakowane, 10 szylingów".

    29 Środa

    DZIEŃ ZAŚLUBIN KSIĄŻĘCYCH!!!

    Rozpiera mnie duma, że jestem Anglikiem!
    Cudzoziemcy na pewno zielenieją z zazdrości!
    Naprawdę nie mamy sobie równych na świecie w dziedzinie pompy i parady. Muszę przyznać, że łzy zakręciły mi się w oczach, kiedy zobaczyłem wszystkich londyńczyków, którzy stali od świtu pozdrawiając z całego serca kolejnych bogatych, dobrze ubranych, sławnych ludzi przejeżdżających przed nimi w karetach i rolls royce'ach.
    Babcia i Bert przyszli do nas oglądać ślub, ponieważ mamy dwudziestoczterocalowy kolorowy telewizor. Początkowo nawet oglądali w zgodzie, ale potem Bert przypomniał sobie, że jest komunistą i zaczął robić antymonarchiczne uwagi typu: "bogaci próżniacy" czy "krwiopijcy", więc babcia wysłała go z powrotem przed przenośny kolorowy telewizor Singhów.
    Książę Karol wyglądał całkiem przystojnie mimo swoich uszu. Jego brat jest strasznie przystojny, co za szkoda, że się nie mogli zamienić na dzisiejszy dzień głowami. Serce mi zamarło na widok lady Diany w przybrudzonej białej sukni. Pomogła nawet jakiemuś staruszkowi przejść przez nawę. Uważam, że było to bardzo uprzejme z jej strony, zważywszy, że to dzień jej ślubu. Były całe tabuny okropnie sławnych ludzi. Nancy Reagan, Spike Milligan, Mark Phillips itd., itd. Królowa sprawiała wrażenie, jakby była trochę zazdrosna. Pewnie dlatego, że tym razem ludzie nie na nią patrzyli.
    Książę pamiętał o zdjęciu nalepki z ceną ze swoich butów. W ten sposób mam jedno zmartwienie z głowy. Kiedy książę i D i wymienili obrączki, babcia zaczęła płakać. Nie miała przy sobie chusteczki, więc poszedłem na górę po rolkę papieru toaletowego. Kiedy wróciłem na dół, byli już małżeństwem. Przegapiłem w ten sposób historyczny moment ich zaślubin!
    W czasie nudnej przerwy muzycznej robiłem herbatę, ale wróciłem akurat w porę, żeby posłuchać, jak śpiewa ta cała Kiwi. Ta ma dopiero płuca! Sadowiliśmy się właśnie z babcią, żeby oglądać triumfalny powrót szczęśliwej pary do pałacu, kiedy rozległo się głośne walenie do frontowych drzwi. Zignorowaliśmy to, więc ojciec musiał wstać z łóżka i otworzyć. Bert, państwo Singhowie i mnóstwo małych Singhów przyszli prosić o azyl. Zepsuł się im telewizor. Babcia zacisnęła usta, nie żywi bowiem szczególnego entuzjazmu do czarnych, brązowych, żółtych, Irlandczyków, Żydów i w ogóle cudzoziemców. Ojciec wpuścił ich do środka, a potem odwiózł babcię samochodem do domu. Rodzina Singhów i Bert skupili się wokół telewizora rozmawiając w języku hindi.
    Pani Singh częstowała wszystkich małymi kornwalijskimi pasztecikami. Zjadłem jeden i musiałem wypić cały galon wody. Miałem wrażenie, że w ustach zapłonął mi ogień! To zdecydowanie nie przypominało pasztecików kornwalijskich!
    Oglądaliśmy telewizję aż do chwili, gdy szczęśliwa para odjechała ze stacji Victoria bardzo dziwnie wyglądającym pociągiem. Zdaniem Berta pociąg wyglądał dziwnie tylko, dlatego, że był czysty.
    Pani O'Leary przyszła z zapytaniem, czy może pożyczyć na bankiet nasze stare krzesła. Pod nieobecność ojca wyraziłem zgodę i pomogłem wynieść krzesła na chodnik. Nasza ulica wyglądała strasznie dziwacznie bez samochodów, z flagami i ozdobnymi chorągiewkami powiewającymi wokół.
    Pani O'Leary z panią Singh bardzo porządnie zamiotły jezdnię i chodniki. Następnie wszyscy pomagaliśmy ustawiać na jezdni stoły i krzesła. Całą pracę wykonały kobiety, mężczyźni stali na chodnikach, pijąc nadmiernie i robiąc dowcipy na temat ślubu książęcej pary.
    Pan Singh wystawił głośniki stereo na parapety okien swojego saloniku i słuchaliśmy Desa
    O'Connora, zastawiając równocześnie stoły kanapkami, ciastkami z marmoladą, kiełbaskami w cieście i na patyczkach. Potem pani O'Leary wręczyła każdemu mieszkańcowi naszej ulicy jakiś zabawny kapelusz i zasiedliśmy do jedzenia. Pod koniec kolacji pan Singh wygłosił mowę o tym, jak wspaniale jest być Brytyjczykiem. Wszyscy wiwatowali i śpiewali "Kraj chwały i nadziei". Jedynie pan Singh znał całe słowa. Potem wrócił mój ojciec z czterema kartonami jasnego piwa i dwoma tuzinami papierowych kubków i wkrótce wszyscy zachowywali się w sposób niezbyt dystyngowany. Pan O'Leary usiłował nauczyć panią Singh irlandzkiej dżigi, ale bezustannie zaplątywał się w jej sari. Nastawiłem swój longplay z "Abbą " na cały regulator i po chwili nawet starzy ludzie, czterdziestoletni i starsi, zaczęli tańczyć! Kiedy zapaliły się latarnie uliczne, Sean O'Leary wdrapywał się na nie kolejno i okręcał żarówki czerwoną, białą i niebieską krepiną, żeby wprowadzić odpowiednią atmosferę. Ja przyniosłem z domu resztę świec i pozapalałem na stołach. Ulica wyglądała bardzo po cygańsku.
    Bert opowiadał jakieś łgarstwa o wojnie, ojciec mówił kawały. Bankiet ciągnął się do pierwszej w nocy! Normalnie wypisują skargi, jeżeli się tylko głośniej chrząknie po jedenastej wieczorem!
    Ja nie tańczyłem, byłem jedynie rozbawionym, cynicznym obserwatorem. Zresztą bolały mnie nogi.

    30 Czwartek

    Ślub pary książęcej widziałem już w telewizji siedem razy.

    31 Piątek
    Nów

    Śmiertelnie znudzony ślubem pary książęcej. Jutro wraca Pandora, przyjaciółka żebraków.

    Sierpień

    1Sobota

    Kartka od mamy. Chce, żebym pojechał na wakacje z nią i tą glistą Lucasem. Jadą do
    Szkocji. Mam nadzieję, że będą się dobrze bawić.
    Samolot Pandory opóźnia się z powodu strajku bagażowych w Tunisie.

    2 Niedziela Siódma po św. Trójcy

    Bagażowi ciągle strajkują, a ojcu Pandory żebrak ukradł kartę American Express!
    Pandora powiedziała, że jej matkę ugryzł wielbłąd, ale już dochodzi do siebie w damskiej toalecie na lotnisku w Tunisie. Cudownie było słysz ć głos Pandory w telefonie, rozmawialiśmy przeszło pół godziny. Miała wspaniały pomysł, żeby zamówić w Tunezji rozmowę na koszt abonenta!

    3 Poniedziałek
    Święto w Szkocji i w Republice Irlandii

    Tunezyjscy bagażowi zgodzili się na arbitraż. Pandora twierdzi, że przy odrobinie szczęścia będzie w czwartek w domu.

    4 wtorek

    Tunezyjscy bagażowi dostrzegają światło u wylotu tunelu.
    Pandora odżywia się wyłącznie paczkowanymi daktylami i miętówkami Polo.

    5 Środa

    Tunezyjscy bagażowi ładują już bagaże. Pandora będzie w domu w piątek wieczorem!

    6 Czwartek

    Ojciec odmówił płacenia rozmowy z Tunezją na koszt abonenta, Komunikacja pomiędzy nami została przerwana.

    7 Piątek
    Pierwsza kwadra księżyca.

    Zadzwoniłem do Tunezji, kiedy ojciec brał kąpiel. Wypytywał głośno z łazienki, do kogo dzwonię. Skłamałem. Powiedziałem, że dzwonię do zegarynki. Samolot Pandory odleciał szczęśliwie. Powinna być w domu koło północy.

    8 Sobota

    O siódmej rano Pandora zadzwoniła ze stacji St. Pancras. Ze względu na elektryfikację trakcji we Flitwick przyjedzie z opóźnieniem.
    Ubrałem się i poszedłem na stację, kupiłem peronówkę i czekałem na peronie drugim przez sześć długich samotnych godzin. Po powrocie do domu zastałem wiadomość od Pandory. Brzmiała jak następuje:

    Adrianie,
    wyznaję, że Twój wyraźny chłód z okazji mojego powrotu łamie mi serce. Byłam pewna, że dojdzie do wzruszającego powitania na peronie trzecim. Widocznie jednak to się nie miało zdarzyć,

    Adieu Pandora

    Poszedłem do domu Pandory. Wyjaśniłem. Doszło do wzruszającego powitania za szopą, w której jej ojciec trzyma narzędzia.

    9 Niedziela
    Ósma po św. Trójcy

    Znów dotykałem biustu Pandory. Tym razem, jak mi się wydaje, poczułem coś miękkiego.
    Mój bezustannie to rośnie, to się kurczy, zdaje się żyć własnym życiem. Nie mam nad nim kontroli.

    10 poniedziałek

    Dziś rano poszliśmy z Pandorą na basen. Wyglądała super w białym sznurkowym bikini.
    Zrobiła się tego samego koloru, co pani Singh. Nie bardzo dowierzałem, że mój zachowa się jak należy, więc siedziałem na balkonie dla publiczności i obserwowałem, jak Pandora skakała z najwyższej trampoliny. Wróciliśmy do nas do domu. Pokazałem jej mój czarny pokój, Zapaliłem laseczkę kadzidła. Nastawiłem longplay "Abby" i przemyciłem na górę butelkę Santogenu,
    Pozwoliliśmy sobie na drobne obmacywanie, ale potem Pandorę rozbolała głowa i poszła do domu odpocząć.
    Cierpiałem seksualne katusze, ale przeszło mi, kiedy pomogłem ojcu rozrzucić nawóz na klombie z różami.

    11 Wtorek

    Dostałem następną kartkę od mamy.

    Kochany Aidy,

    nie masz pojęcia, jak bardzo czekam na spotkanie z Tobą. Macierzyńskie więzy nie straciły mocy. Wiem, że czujesz się zagrożony przez mój związek z Bimbem, ale zapewniam
    Cię, Adrianie, że nie masz powodu. Bimbo zaspokaja moje potrzeby seksualne. Ni mniej, ni więcej. A więc, Aidy, bądź dorosły i przyjeżdżaj do Szkocji.

    Mnóstwo pocałunków
    Paulina (matka)
    PS. Wyjeżdżamy piętnastego. Przyjedź pociągiem ósma dwadzieścia dwa do Sheffield.

    Listonosz oświadczył, że gdyby mama była jego żoną, sprawiłby jej niezłe baty. On nie zna mojej mamy. Gdyby ktokolwiek tknął ją palcem, zgniotłaby go na miazgę.

    12 Środa

    Pandora uważa, że próbne rozstanie dobrze nam zrobi. Twierdzi, że nasze próbne obmacywanki, dochodzące w porywach do skali średniej, staną się wkrótce bardzo poważne.
    Muszę przyznać, że to napięcie wywiera zgubny wpływ na moje zdrowie. Nie mam zupełnie energii, a sen przerywają mi nieustanne marzenia o białym bikini Pandory i majtkach pani O'Leary.
    Może mimo wszystko pojadę do Szkocji.

    13 Czwartek

    Ojciec zdecydował się pojechać piętnastego do Skegness. Zarezerwował czteroosobową przyczepę campingową. Zabiera Doreen i Maxwella! I spodziewa się, że ja też pojadę!
    Gdybym pojechał, ludzie naturalnie uważaliby Doreen za moją matkę, a Maxwella za mojego brata! Jadę do Szkocji.

    14Piątek

    Miałem Wczoraj tragiczny wieczór z Pandorą. Oboje przysięgliśmy sobie wierność. Jestem całkiem spakowany. Pies został odwieziony do babci z czternastoma puszkami Pedigree Chum i olbrzymią torbą psich krakersów Winalot.
    Zabieram " Ucieczkę z dzieciństwa " Johna Holta do czytania w pociągu.

    15 Sobota.
    Pełnia księżyca

    Ojciec, Tyczka i Maxwell House odprowadzili mnie na stację. Ojciec zupełnie się nie przejął tym, że postanowiłem jechać do Szkocji zamiast do Skegness. W istocie wyglądał na bardzo zadowolonego. Jazda pociągiem był straszna. Przez całą drogę do Sheffield musiałem stać.
    Rozmawiałem z kobietą na wózku inwalidzkim, która jechała w budce strażnika. Była bardzo miła, powiedziała, że jedyna korzyść z inwalidztwa polega na tym, że zawsze ma się miejsce w pociągu.
    Choćby w budce strażnika.
    Mama i ta glista Lucas czekali na mnie na dworcu w Sheffield. Mama jest okropnie wychudzona, zaczęła się ubierać w rzeczy dużo dla niej za młode. Glista Lucas miał na sobie dżinsy!
    Brzuch wylewał mu się znad paska. Całą drogę do Szkocji udawałem, że śpię. Lucas prowadził samochód nie przestając jednocześnie miętosić mamy.
    Jesteśmy w miejscowości zwanej Loch Lubnaig. Leżę na łóżku w chacie z bali. Mama z
    Lucasem poszli do miasteczka w poszukiwaniu papierosów. W każdym razie taką wersję podali.

    16Niedziela

    Przed chatą jest jezioro sosnowy las, a za chatą góra. Nie ma tu w ogóle, co robić…
    Okropnie nudno.

    17 Poniedziałek

    Zrobiłem pranie w pralni mieszczącej się w innej chacie z bali. Rozmawiałem z amerykańskim turystą, który nazywa się Hamish Mancini. Jest dokładnie w moim wieku. Jego matka przebywa w podróży poślubnej po raz czwarty.

    18 Wtorek

    Cały dzień padało.

    19 Środa

    Wysłałem kartki. Dzwoniłem do Pandory na koszt abonenta. Jej ojciec odmówił zgody na zapłacenie.

    20 Czwartek:

    Grałem w karty z Hamishem Mancinim. Jego matka i ojczym i moja matka ze swoim kochankiem pojechali samochodem oglądać wodospad. Wielkie rzeczy!

    21 Piątek

    Maszerowałem dwie i pół mili do Callander, żeby kupić batoniki Mars. Grałem w automacie w najeźdźców kosmicznych. Wróciłem, zjadłem kolację. Zadzwoniłem z budki telefonicznej w chacie z bali. Na koszt abonenta. Ciągle mnie kocha. I ja ciągle ją kocham. Poszedłem spać.

    2 2 Sobota.
    Ostatnia kwadra księżyca

    Byłem obejrzeć grób Rob Roya. Obejrzałem, wróciłem z powrotem,

    23Niedziela
    Dziesiąta po św. Trójcy

    Mama zaprzyjaźniła się z małżeństwem o nazwisku Ball. Pojechali do zamku Stirling. Córka pani Ball jest pisarką. Zapytałem, jakie kwalifikacje musiała zdobyć w tym celu. Pani Ball wyjaśniła, że w dzieciństwie córka upadła głową w dół i od tego czasu była "trochę dziwna".
    Dzisiaj są urodziny pani Ball, więc wszyscy przyszli do naszej chałupy, żeby to uczcić.
    Skarżyłem się na hałas o pierwszej nad ranem, o drugiej, o trzeciej, o czwartej. O piątej postanowili wejść na szczyt góry! Zwróciłem im uwagę, że są absolutnie pijani, za starzy, kompletnie nieprzygotowani, niesprawni fizycznie i nieobznajmieni ze sposobami przetrwania, że nie mają podstawowej apteczki, odpowiednich butów, kompasu, mapy ani ciepłych napojów regeneracyjnych. Moje przestrogi spotkały się z kompletnym niezrozumieniem. Wszyscy weszli na szczyt, zeszli na dół i o 11.30 smażyli jajka na bekonie.
    Kiedy to piszę, państwo Ball pływają kajakiem po jeziorze. Chyba są na narkotykach.

    24 Poniedziałek

    Pojechałem do Edynburga. Widziałem zamek, muzeum zabawek, galerię sztuki. Jadłem szkocką potrawę haggis. Wróciłem do chaty, czytałem "Glencoe" Johna Prebble'a. Jutro tam jedziemy.

    25 Wtorek

    Masakra w Glencoe miała miejsce 131utego 1692. 14 lutego John Hill napisał do hrabiego
    Tweeddale'a: "Zrujnowałem Glencoe".
    Miał absolutną rację. Nie ma tam nic. Jutro Glasgow.

    26 Środa

    Przejeżdżaliśmy przez Glasgow o 11 rano, a mimo to na trasie długości jednej mili naliczyłem dwudziestu siedmiu pijanych! Wszystkie sklepy, poza magazynami "Zrób-to sam", mają kraty w oknach. Na dachach sklepów monopolowych jest drut kolczasty i tłuczone szkło. Chwilę pospacerowaliśmy, a potem mama nudziła glistę Lucasa, żeby ją zabrał do galerii obrazów. Miałem zamiar siedzieć w samochodzie i czytać "Glencoe" ale ze względu na tych wszystkich zataczających się pijaków poszedłem z nimi do muzeum bez zbytniego entuzjazmu.
    Naprawdę jestem zadowolony, że to zrobiłem! Mogłem przejść przez życie bez bardzo ważnego kulturalnego doświadczenia!
    Dzisiaj widziałem obraz Salvadora Dali przedstawiający ukrzyżowanie! Autentyczny! Nie żadną reprodukcję!
    Powiesili go w końcu korytarza, tak, że zmienia się, kiedy się podchodzi bliżej. Kiedy wreszcie stoi się blisko, człowiek czuje się jak karzeł. To jest absolutnie fantastyczne!
    Obraz gigant! Wspaniałe kolory, a Jezus wygląda jak autentyczny facet. Kupiłem w muzeum sześć reprodukcji, ale to oczywiście nie to samo.
    Kiedyś przywiozę Pandorę, żeby to zobaczyła. Może w czasie naszego miodowego miesiąca.

    21 Czwartek

    Dziś Oban. Natknęliśmy się na państwa Swallow, którzy mieszkają na sąsiedniej ulicy.
    Wszyscy nieustannie powtarzali: "Ale świat jest mały, prawda?" Pani Swallow zapytała glistę Lucasa, jak się czuje jego żona. Lucas oświadczył, że żona zostawiła go dla innej kobiety. Wszyscy się zarumienili, powtórzyli: jaki świat jest mały, i rozstaliśmy się. Mama wściekała się na Lucasa. Pytała: "Czy musisz to mówić każdemu? Jak ja się mogę czuć, twoim zdaniem, żyjąc z porzuconym mężem lesbijki?" Lucas trochę poskomlał, a mama nagle upodobniła się do babci. Wtedy się uspokoił.

    28 Piątek

    Dzisiaj Fort William. Ben Nevis było kolejnym rozczarowaniem. Nie umiałbym powiedzieć, gdzie się kończy, a gdzie się zaczyna. Tłoczą się nań inne szczyty i wzgórza. Lucas wszedł do burnu (to po szkocku "rzeczka"), który niestety był zbyt płytki, żeby można było się utopić.

    29 Sobota
    Pełnia księżyca

    Poszedłem z Hamishem Mancinim na spacer w okolice chaty. Powiedział, że jego matka jest, zdaje się, na dobrej drodze do czwartego rozwodu. Dziś wieczorem Hamish wraca do domu, w poniedziałek rano ma wizytę u swojego psychoanalityka w Nowym Jorku.
    Skończyłem pakowanie i czekam, żeby mama i ta glista Lucas wrócili z ukradkowej sesji miłosnej w sosnowym lesie.
    Wyjeżdżamy o świcie.

    30 Niedziela
    Jedenasta po św. Trójcy

    Zmusiłem Lucasa, żeby się zatrzymał po pamiątki w Gretna Green. Kupiłem Pandorze kamyk w kształcie wydry, Bertowi szkocki beret, psu kokardę w szkocką kratę, babci krówki w pudełku w szkocką kratę, Tyczce herbatniki w takimż opakowaniu, Maxwellowi cukierek w kształcie smoczka też w szkocką kratę. Ojcu kupiłem ścierkę do wycierania naczyń w takiż wzór.
    Sobie kupiłem notatnik z okładką w szkocką kratę. Jestem zdecydowany zostać pisarzem.
    Oto wyjątki z moich "Myśli o Szkocji" pisanych na autostradzie M6 przy szybkości 120 mil na godzinę:

    Osławiona mgła usuwa się z wolna, by ukazać majestatyczne szczyty Szkocji w całym ich majestacie. Kształt widoczny w Świetlistych przestworzach okazuje się orłem – majestatycznym drapieżnikiem. Ląduje na jeziorze z podwiniętymi szponami zakłócając spokojny majestat burzliwych wód. Orzeł czyni przystanek jedynie po to, by zanurzyć swój majestatyczny dziób w wodzie, zanim rozpostrze majestatyczne skrzydła i odleci do swego szacownego gniazda wysoko w jałowych, suchych, pozbawionych zieleni górach.
    Wysokogórskie bydło tej krainy. Majestatyczne, rogate zwierzęta pochylają brązowookie, włochate, majestatyczne łby przeżuwając tajemnice Glencoe.

    Trochę tu za dużo "majestatycznych". Ale moim zdaniem całkiem dobrze brzmi. Kiedy to skończę, wyślę do BBC. Przyjechałem do domu o szóstej rano. Zbyt zmęczony, żeby więcej pisać.

    31 Poniedziałek
    Święto w Zjednoczonym Królestwie (prócz Szkocji)

    Nikt nie ma pieniędzy. Banki zamknięte, a ojciec nie pamięta sekretnego kodu swojej plastykowej karty bankowej. Był na tyle bezczelny, że pożyczył pięć funtów od Berta Baxtera. Jak można emeryta prosić o pieniądze! Zupełny brak godności.
    Pandora i ja szaleńczo zakochani! Rozstanie jedynie rozpaliło naszą namiętność. Nasze hormony burzą się przy każdym spotkaniu. Ostatniej nocy Pandora spała z kamienną wydrą w ręce.
    Jakże bym chciał być ową wydrą!

    Wrzesień.
    1Wtorek

    Pan Singh musiał pojechać do Indii opiekować się starymi rodzicami, Bert ma wobec tego wrócić do swojego starego, brudnego domu! Pan Singh oświadczył, że nie może zostawić swoich kobiet z Bertem pod jednym dachem. Jak daleko może sięgać głupota? Bert nie przejmuje się tym zbytnio, uważa, że to "duży komplement".
    Posprzątamy z Pandorą dom Berta i pomożemy mu w przeprowadzce. Winien jest magistratowi dwieście dziewięćdziesiąt cztery funty zaległego komornego. Ma spłacać po pięćdziesiąt pensów miesięcznie, więc nie ulega wątpliwości, że umrze zadłużony.

    2 Środa

    Poszliśmy dziś z Pandorą obejrzeć dom Berta. To naprawdę przerażający widok Gdyby
    Bert zaniósł wszystkie puste butelki z powrotem do sklepu monopolowego, na pewno starczyłoby mu na zapłacenie zaległego komornego.

    3 Czwartek

    Ojciec pomógł nam wynieść wszystkie meble z parteru domu Berta, korniki więc tłumnie wyległy na słońce. Kiedy ruszyliśmy dywany, okazało się, że Bert przez całe lata chodził po warstwach brudu, starych gazet, włosów, kamyczków, zdechłych myszy. Powiesiliśmy dywany na sznurze i trzepaliśmy je przez całe popołudnie, ale chmury kurzu bynajmniej się nie zmniejszały. Koło piątej po południu Pandora popadła w nagłą euforię; utrzymywała, że zaczyna dostrzegać wzór na jednym z dywanów, ale przy bliższym badaniu okazało się, ze to rozgniecione ciastko z kremem.
    Jutro bierzemy od mamy Pandory maszynę do czyszczenia dywanów, Pandora twierdzi, że maszynę polecał magazyn konsumentów Which" idę o zakład że urządzenie to nigdy nie miało do czynienia z takim siedliskiem brudu jak dom Berta.

    4 Piątek

    Przed chwilą byłem świadkiem cudu! Tego ranka dywany Berta były ciemnoszare. Teraz jeden okazał się czerwonym axminsterem, a drugi niebieskim wiltonem. Dywany suszą się na sznurze od bielizny. Wywiórkowaliśmy do czysta wszystkie podłogi i umyliśmy meble środkiem dezynfekującym, który zapobiega grzybowi. Pandora zdjęła zasłony, ale rozpadły się na kawałki, zanim zdążyła je donieść do wanny. Bert siedział na leżaku, robił krytyczne uwagi i narzekał. Nie może zrozumieć, dlaczego źle jest mieszkać w brudzie!
    Rzeczywiście, co w tym złego?

    5 Sobota

    Dziś rano ojciec zabrał butelki Berta do sklepu monopolowego, Wypełniały bagażnik, tylne siedzenie i podłogę samochodu. Wnętrze cuchnęło piwem, Po drodze ojcu zabrakło benzyny, więc wezwał Agencję Automobilową. Przyjechał bardzo niegrzeczny mechanik, który oświadczył, że jedyne AA potrzebne ojcu to Anonimowi Alkoholicy!

    6 Niedziela:
    Dwunasta po św. Trójcy,
    Pierwsza kwadra księżyca

    Dom Berta wygląda wspaniale. Wszystko jest okropnie czyste i błyszczące. Przenieśliśmy jego łóżko do pokoju na dole, żeby mógł oglądać telewizję leżąc. Mama Pandory bardzo artystycznie poustawiała kwiaty, a jej ojciec zrobił specjalny otwór z gumową klapą w tylnych drzwiach, żeby Bert nie musiał ciągle wstawać wpuszczać i wypuszczać Szablę.
    Bert jutro wprowadza się z powrotem do siebie.

    7 Poniedziałek Święto Pracy w USA i Kanadzie

    List lotniczy od Hamisha Manciniego.

    Cześć Aid!
    Jak leci? Mam nadzieję, że względem Pandory do przodu! Ona wydaje się bomba! Szkocja mnie przytłukła! Taka radocha, że można ocipieć! Jesteś fajny człowiek, Aid! Matka kompletnie porażona, okazuje się, że numer cztery robi w TV i ma lepszą od niej kolekcję łachów Calvina Kleina! Nie uważasz, że jesień to straszna nuda? Wszędzie te kurewskie liście!
    Do zobaczenia, Brachu!!!
    Hamish

    Pokazałem ten list Pandorze, ojcu i Bertowi, ale nikt go dokładnie nie rozumie. Bert nie lubi
    Amerykanów, ponieważ zbyt długo się ociągali z przystąpieniem do wojny czy coś takiego.
    Bert już w swoim czystym domu. Nie podziękował nam, ale wydaje się szczęśliwy.

    8 Wtorek

    Od czwartku przebrzydła, ohydna szkoła. Mierzyłem stary mundurek, ale tak z niego wyrosłem, że ojciec musi mi jutro kupić nowy.
    Wścieka się z tego powodu, ale ja przecież nic nie mogę poradzić na to, że moje ciało jest w okresie wzrostu. Jestem już tylko pięć centymetrów niższy od Pandory. Mój bez zmian – dwanaście centymetrów.

    9 Środa

    Babcia dowiedziała się, że Doreen i Maxwell byli w Skegness. Już nigdy nie odezwie się do ojca.
    A oto moja lista zakupów:
    sweter 29.99
    2 pary szarych spodni 23.98
    2 białe koszule 11.98 2 szare pulowery 7.98
    2 pary czarnych skarpetek 2.37
    2 pary spodenek na wf 4.99
    l koszulka na wf 3.99
    l dres 11.99
    para tenisówek 7.99
    para butów do piłki nożnej 11.99
    para getrów 2.99
    piłkarskie spodenki 4.99 piłkarska koszulka 7.99
    sportowa torba Adidas 4.99
    para czarnych butów 15.99
    kalkulator 6.99
    ołówki i pióra 3.99
    zestaw do geometrii 2.99

    Sto funtów nie powinno być dla ojca problemem. Musiał dostać olbrzymią rekompensatę za zwolnienie z pracy, więc zupełnie nie rozumiem, dlaczego leży na łóżku i jęczy. Jest po prostu nędznym kutwą! Zresztą i tak nie płacił prawdziwymi pieniędzmi. posługiwał Się kartą American Express.
    Pandora podziwia mnie w nowym mundurku. Twierdzi, że mam duże szanse zostać dyżurnym.

    10 Czwartek

    Godny początek nowego roku szkolnego. Jestem dyżurnym. Moim pierwszym zadaniem jest dyżur poranny. Mam czekać przy dziurze w płocie i zapisywać nazwisko każdego, kto próbuje wślizgnąć się do szkoły spóźniony. Pandora także jest dyżurną. Odpowiada za ciszę w kolejce po obiad.
    Dostałem dzisiaj nowy rozkład zajęć od nowego wychowawcy klasy, pana Docka. Rozkład obejmuje zajęcia związane z egzaminami; obowiązkowe przedmioty to matematyka, angielski, wychowanie fizyczne i religia porównawcza. Zajęcia z dziedziny kultury i twórczości są do wyboru.
    Wybrałem, więc środki masowego przekazu (cholernie łatwe, wystarczy czytać gazety i oglądać telewizję) oraz wiedzę o rodzinie (mam nadzieję, że to wszystko o seksie). Pan Dock uczy także literatury angielskiej, więc będziemy w dobrych stosunkach, bo nie ulega wątpliwości, że jestem teraz najbardziej oczytanym uczniem w szkole. Będę mógł mu pomóc, gdyby się w czymś zaplątał.
    Poprosiłem ojca o pięć funtów pięćdziesiąt pensów na szkolną wycieczkę do British Museum. Wściekł się i zapytał: "A gdzie się podziała bezpłatna edukacja?" Odpowiedziałem, że nie wiem.

    11 Piątek

    Miałem długą rozmowę z panem Dockiem. Wyjaśniłem, że jestem dzieckiem z niepełnej rodziny, a ojciec jest bezrobotny i ma gwałtowny temperament. Pan Dock oświadczył, że nic go nie obchodzi, czy jestem dzieckiem czarnoskórej jednookiej matki lesbijki i trędowatego, garbatego karła Araba – grunt, żeby moje wypracowania były jasne, inteligentne i bezpretensjonalne. Do tego się sprowadza opieka wychowawcy!

    12 Sobota

    Rano napisałem jasny, inteligentny i bezpretensjonalny esej o przyrodzie w Szkocji. Po południu robiłem z ojcem zakupy u Sainsbury'ego. Spotkałem roztrzęsionego Ryśka Cytrynę przy stoisku z owocami. Oświadczył, że wybór owoców jest "aktem zdecydowanie politycznym".
    Odrzucił jabłka z Afryki Południowej i francuskie "złote delicje", izraelskie pomarańcze, tunezyjskie daktyle i amerykańskie grapefruity. Zdecydował się w końcu na angielski rabarbar, "chociaż – jak powiedział – kształt jest falliczny, prawdopodobnie podkreśla dyskryminację płci". Jego dziewczyna Cyc (zdrobnienie od Tycja) pakowała na wózek tony ryżu i nasion roślin strączkowych. Ubrana była w długą spódnicę, ale chwilami widać było jej owłosione kostki. Ojciec oznajmił, że zdecydowanie woli dobrze wygolone nogi. Ojciec lubi pończochy, podwiązki, spódnice mini i dekolty. Jest okropnie staromodny!

    13 Niedziela
    Trzynasta po św. Trójcy

    Poszedłem zobaczyć Pączka. Pandora już na nim nie jeździ, ponieważ nogi wloką się jej po ziemi. W przyszłym tygodniu ma przybyć normalny koń dla Pandory. Nazywa się Ian Smith. Ludzie, którzy go sprzedają, mieszkali przedtem w Afryce w Zimbabwe.
    Jutro urodziny mamy. Kończy trzydzieści siedem lat.

    14 Poniedziałek
    Pełnia księżyca

    Przed pójściem do szkoły zadzwoniłem do mamy. Nikt nie odpowiadał. Pewnie leżała w łóżku z tym cuchnącym szczurem Lucasem.
    Szkolne obiady są teraz zupełnie do niczego. Wszystkie sosy jakby wymieszane z budyniem i gorącym puddingiem. Typowy obiad to hamburger, fasola, frytki, jogurt albo pączek. To nie wystarczy do wytworzenia zdrowych kości i ścięgien. Zastanawiam się nad napisaniem protestu do pani Thatcher. Jeśli wyrośniemy na ludzi apatycznych i pozbawionych moralnego kośćca, nie będzie to nasza wina. A może pani Thatcher chce, żebyśmy byli zbyt słabi, by w przyszłości urządzać demonstracje?

    15 Wtorek

    Barry Kent spóźnił się trzykrotnie w ciągu tygodnia.
    Jest, więc moim nieprzyjemnym obowiązkiem poinformować o tym pana Scrutona.
    Niepunktualność jest oznaką rozkojarzenia umysłu. Więc musi być ukarana.

    16 Środa
    Nasza klasa jedzie w piątek do British Museum. Będziemy z Pandorą siedzieli obok siebie w autokarze. Pandora przyniesie z domu "Guardiana, żebyśmy mogli chociaż częściowo odizolować się od reszty.

    11 Czwartek

    Pani Fossington-Gore miała wykład o British Museum. Powiedziała, że jest to "fascynujący skarbiec osiągnięć jednostek rodzaju ludzkiego". Nikt jej nie słuchał. Wszyscy obserwowali, jak dotykała lewej piersi w momentach podekscytowania.

    18 Piątek
    2 nad ranem

    Właśnie wróciłem z Londynu. Na autostradzie kierowcę autokaru poraziło szaleństwo autostrady. Zbyt jestem wstrząśnięty tym doświadczeniem, by móc napisać jasne i inteligentne sprawozdanie z całego dnia.

    19 Sobota

    Być może szkoła będzie potrzebowała jasnego opisu tego, co się wydarzyło w drodze do
    Londynu, w samym Londynie i w drodze powrotnej, sporządzonego przez obiektywnego obserwatora. Jestem jedyną osobą, która się do tego nadaje. Pandora mimo wszystkich swoich zalet nie ma moich stalowych nerwów.

    WYCIECZKA KLASY IV D DO BRITISH MUSEUM
    7 rano Wsiadanie do autokaru.
    7.05 Jedzenie przygotowanego w paczkach śniadania, picie napoju niskokalorycznego.
    7.10 Autokar się zatrzymuje, Barry Kent wymiotuje.
    7.20 Autokar się zatrzymuje, Klara Neilson idzie do toalety.
    7.30 Autokar odjeżdża spod szkoły.
    7.35 Autokar wraca pod szkołę po torebkę pani Fossington -Gore.
    7.40 Zaobserwowano dziwne zachowanie kierowcy.
    7.45 Autokar się zatrzymuje, Barry Kent ponownie wymiotuje.
    7.55 Podjeżdżamy do autostrady.
    8.00 Kierowca zatrzymał autokar i zwrócił się do wszystkich z prośbą o zaprzestanie pokazywania znaku V kierowcom ciężarówek.
    8.10 Kierowca traci panowanie nad sobą, odmawia jazdy autostradą, jeżeli "cholerni nauczyciele nie uspokoją dzieci".
    8.20 Pani Fossington-Gore zmusza wszystkich do siedzenia na miejscach.
    8.25 Wjazd na autostradę.
    8.30 Wszyscy śpiewają "Dziesięć zielonych butelek".
    8.35 Wszyscy śpiewają "Dziesięć zielonych smarków".
    8.45 Kierowca bardzo głośnymi krzykami kładzie kres śpiewom.
    9.15 Kierowca zjeżdża na stację obsługi, pije długo z piersiówki.
    9.30 Barry Kent rozdaje tabliczki czekolady, ukradzione w sklepie samoobsługowym na stacji. Pani Fossington-Gore wybiera batonik Bounty.
    9.40 Barry Kent wymiotuje w autobusie.
    9.50 Wymiotują dwie dziewczynki siedzące obok Barry Kenta.
    9.51 Kierowca odmawia zatrzymania się na autostradzie.
    9.55 Pani Fossington-Gore zasypuje rzygowiny piaskiem.
    9.56 Pani Fossington-Gore wymiotuje bez opamiętania.
    10.30 Autokar prześlizguje się po twardym poboczu, wszystkie inne pasy zamknięte z powodu robót drogowych.
    11.30 Na tylnych siedzeniach wybucha bójka, autokar tymczasem dojeżdża do końca autostrady.
    11.45 Koniec bójki. Pani Fossington-Gore znajduje podręczną apteczkę i opatruje rany.
    Barry Kent zostaje ukarany – ma siedzieć obok kierowcy.
    11.50 Autokar psuje się w dzielnicy Swiss Cottage.
    11.55 Kierowca załamuje się w obecności mechanika z AA.
    12.30 Klasa IV D wsiada w londyński autobus miejski do St. Pancras.
    13.00 Klasa IV D maszeruje z St. Pancras przez Bloomsbury.
    13.15 Pani Fossington-Gore puka do Tavistock House z zapytaniem, czy dr Laing mógłby szybko zbadać Barry Kenta. Dr Laing w Ameryce z serią wykładów.
    13.30 Wejście do British Museum. Adrian Mole i Pandora Braithwaite przytłoczeni świadectwem bogactwa światowej kultury. Reszta klasy IV D szaleje, śmieje się z nagich posągów i wymyka się kustoszom.
    14.15 Pani Fossington-Gore w stanie kompletnego załamania. Adrian Mole dzwoni do dyrektora szkoły na koszt abonenta. Dyrektor na zebraniu strajkowym obsługi kuchni, więc nie może podejść do telefonu.
    15.00 Kustosze zbierają do kupy klasę IV D i każą wszystkim usiąść na schodach przed muzeum.
    15.05 Turyści amerykańscy fotografują Adriana Mole'a z komentarzem: "jaki to typowy angielski uczeń".
    15.15 Pani Fossington-Gore dochodzi do siebie i zabiera klasę IV D na zwiedzanie
    Londynu.
    16.00 Barry Kent wskakuje do basenu fontanny na Trafalgar Square, jak to przewidział
    Adrian Mole.
    16.30 Barry Kent znika; kiedy widziano go po raz ostatni zmierzał w kierunku Soho.
    16.35 Przyjeżdża policja, zabiera klasę o komisariatu, organizuje autokar powrotny.
    Telefony do rodziców powiadamiające o zmienionej godzinie powrotu. Telefon do dyrektora do domu. Klara Neilson dostaje ataku histerii. Pandora Braithwaite mówi pani Fossington-Gore, ze przynosi ona hańbę nauczycielskiej profesji. Pani Fossington-Gore zgadza się złożyć rezygnację.
    18.00 Barry Kent zostaje odnaleziony w sklepie porno. Oskarżony o kradzież maści "Rośnij duży" i dwóch "łechtaczy".
    19.00 Autokar odjeżdża spod komisariatu w eskorcie policji.
    19.30 Eskorta policyjna macha na pożegnanie.
    19.35 Kierowca autokaru błaga Pandorę Braithwaite o utrzymanie porządku.
    19.36 Pandora Braithwaite utrzymuje porządek.
    20.00 Pani Fossington-Gore pisze wymówienie.
    20.30 Szaleństwo autostrady opanowuje kierowcę autokaru.
    20.40 Przyjazd do domu. Opony autokaru rozpalone. Klasa IV D oniemiała z przerażenia.
    Dyrektor odprowadza panią Fossington-Gore. Ramiona rodziców. Kierowca autokaru zatrzymany przez policję.

    20 Niedziela
    Czternasta po św. Trójcy. Ostatnia kwadra księżyca

    Nawiedzają mnie stany lękowe, ilekroć pomyślę o Londynie, kulturze czy o autostradzie MI.
    Rodzice Pandory wnoszą skargę do wszystkich możliwych czynników.

    21 Poniedziałek

    Pan Scruton pogratulował Pandorze i mnie zdolności przywódczych. Pani Fossington-Gore jest chora. Wszystkie przyszłe wycieczki szkolne zostały odwołane.

    22 Wtorek

    Policja odstąpiła od oskarżenia kierowcy autokaru ze względu na "dowody poważnej prowokacji". Sklep Porno także nie podtrzymuje oskarżenia, ponieważ oficjalnie Barry Kent jest jeszcze dzieckiem. Co za pomysł! Barry Kent nigdy nie był dzieckiem.

    23 Środa

    Pan Scruton przeczytał już moje sprawozdanie z wycieczki do Londynu. Zdobyłem za nie dwa punkty dodatkowe.
    Dzisiaj w dzienniku podano wiadomość, że British Museum rozważa wprowadzenie zakazu wstępu dla wycieczek szkolnych.

    24 Czwartek

    Rozkoszujemy się z Pandorą końcem jesieni, brodząc wśród liści i wdychając zapach ognisk. Po raz pierwszy przeszedłem w tym roku obok drzewa kasztanowego i nie rzuciłem w nie patykiem.
    Pandora twierdzi, że dojrzewam bardzo szybko.

    25 Piątek

    Poszedłem dziś wieczorem z Nigelem grać w kasztany.
    Znalazłem pIęć ślicznych okazów i zgniotłem Nigelowe kasztany na miazgę. Cha, cha, cha!

    26 Sobota

    Przyprowadziłem Pączka do Berta. Bert teraz nie może daleko chodzić. Pączek został
    Sprzedany jakiejś bogatej rodzinie. Ma się uczyć na nim jeździć dziewczynka o imieniu
    Kamila. Według Pandory owa Kamila wyraża się tak wytwornie, że w ogóle nie można jej zrozumieć. Bert był okropnie smutny i mowił do Pączka: „Obaj na złom”.

    27 Niedziela Piętnasta po św. Trójcy

    Pączek odjechał o 10.30. Dałem mu jabłko za szesnaście pensów, żeby odwrócić jego uwagę od rozstania. Pandora biegła za naczepą i wołała "zmieniłam zdanie”, ale samochód się nie zatrzymał.
    Zmieniła także zdanie, co do Iana Smitha. Już nigdy więcej nie chce mieć żadnego konia ani kucyka. Ma straszne poczucie winy z powodu sprzedaży Pączka.
    Ian Smith przyjechał o 14.30 i zaraz został odesłany. Kiedy odjeżdżał w swojej przyczepie, na jego czarnym pysku malowała się wściekłość. Ojciec Pandory idzie jutro wcześnie rano do swojego banku, żeby unieważnić czek, który wypisał w czwartek. Wściekłość malowała się również i na jego twarzy.

    28 Poniedziałek
    Nów

    Coś niedobrego z nogami Berta. Doktor twierdzi, że wymaga stałej opieki. Poszedłem tam dzisiaj, ale Bert jest za ciężki, żebym mógł go poruszyć. Pielęgniarka środowiskowa uważa, że Bert czułby się znacznie lepiej w Domu Promiennego Słońca im. radnego Coopera. Ja jednak nie zgadzam się z tym. Mijam ten dom w drodze do szkoły. Wygląda jak muzeum. A starzy ludzie robią wrażenie eksponatów.

    Bercie, jesteś straszliwie stary.
    Kochasz Szablę, buraki i woodbine'y.
    Nic nas nie łączy.
    Ja mam lat czternaście i pół,
    Ty osiemdziesiąt dziewięć.
    Ty śmierdzisz. ja nie.
    Dlaczego więc jesteśmy przyjaciółmi
    Pozostaje dla mnie tajemnicą.

    29 Wtorek

    Stosunki Berta z pielęgniarką środowiskową nie układają się najlepiej. Bert twierdzi, że nie lubi, kiedy kobieta miętosi mu genitalia. Ja osobiście nie miałbym nic przeciwko temu.

    30 Środa

    Cieszę się, że wrzesień już się kończy, bo przyniósł same kłopoty. Pączek odjechał, Pandora smutna, Bert na ostatnich nogach, Ojciec ciągle bez pracy. Mama dalej opętana przez tę glistę
    Lucasa.

    Październik.

    1 Czwartek

    7.30. Właśnie się obudziłem i okazało się, że mam całą brodę w pryszczach. Jak ja się pokażę Pandorze?
    22.00. Cały dzień unikałem Pandory, ale dopadła mnie podczas szkolnego obiadu.
    Usiłowałem jeść zasłaniając brodę ręką, ale to się okazało bardzo trudne. Przy jogurcie wyznałem
    Pandorze wszystko. Przyjęła moje upośledzenie bardzo spokojnie. Powiedziała, że to w żaden sposób nie wpływa na naszą miłość, ale nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że w jej pocałunku brakowało namiętności, kiedy mówiliśmy sobie dobranoc po wyjściu z klubu młodzieżowego.

    2 Piątek

    18.00. Jestem bardzo nieszczęśliwy i raz jeszcze szukam pociechy w wielkiej literaturze, Nie dziwi mnie wcale, że intelektualiści popełniają samobójstwa, popadają w obłęd czy umierająz przepicia. Odczuwamy, bowiem wszystko znacznie dotkliwiej niż inni ludzie. Wiemy, że świat jest zgniły i że pryszcze rujnują brody. Czytam "Postęp, współistnienie, i swoboda intelektualna" Andrieja D. Sacharowa.
    Według informacji na obwolucie jest to "niesłychaie istotny dokument."
    23.30 "Postęp, współistnienie i swoboda intelektualna” jest przede wszystkim niesłychanie nudną książką, według mnie, Adriana Mole’a.
    Nie zgadzam się z analizą przyczyn odnowy stalinizmu dokonaną przez Sacharowa.
    Przerabiamy Rosję w szkole. więc wiem. o czym mówię.

    3 Sobota

    Pandora robi się obojętna. Dzisiaj nie Pojawiła się u Berta, Musiałem sam u niego posprzątać. Po południu jak zwykle u Sainsbury'ego, sprzedają tam już ciasta na Boże Narodzenie.
    Mam wrażenie, że moje życie ucieka.
    Czytam "Wichrowe wzgórza". To wspaniałe. Gdybym tylko mógł zabrać Pandorę gdzieś na wyżyny, to bez wątpienia odnaleźlibyśmy naszą dawną pasję.

    4 Niedziela
    Szesnasta po św. Trójcy

    Przekonałem Pandorę, żeby zapisała się na kurs sztuki przetrwania w górach, organizowany przez klub młodzieżowy. Kurs odbędzie się w Derbyshire. Rysiek Cytryna wysyła do naszych rodziców listę koniecznego ekwipunku i formularz na wyrażenie zgody, Czy – jak w moim przypadku – do jednego rodzica. Mam tylko dwa tygodnie na osiągnięcie szczytowej formy. Próbuję robić, co wieczór pięćdziesiąt pompek, Próbuję, ale mi się nie udaje. Jak dotąd moje maksimum to siedemnaście.

    5 Poniedziałek

    Opieka społeczna porwała Berta! Trzymają go w Domu Promiennego Słońca im. radnego
    Coopera, Byłem go odwiedzić. Jest w jednym pokoju ze starcem o nazwisku Thomas Bell. Na każdej popielniczce jest nazwisko, Szabla dostał miejsce w przytułku Królewskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Nasz pies zginął. To naprawdę koniec.

    6 Wtorek

    Poszliśmy z Pandorą odwiedzić Berta, co okazało się czystą stratą czasu.
    Jego pokój wywarł na nas dziwny wpływ: straciliśmy ochotę do jakiejkolwiek rozmowy,
    Bert się odgraża, że będzie skarżył opiekę społeczną o pozbawienie go należnych mu praw, Mówi, że musi się kłaść do łóżka o pół do dziesiątej, To niesprawiedliwe, bo on jest przyzwyczajony kłaść się dopiero po ostatnich wiadomościach w TV. Wychodziliśmy przez świetlicę. Starcy siedzieli pod ścianami na wysokich krzesłach. Telewizor był włączony, ale, nikt nie oglądał programu, starzy ludzie robili wrażenie zamyślonych.
    Opieka społeczna pomalowała ściany tej sali na pomarańczowo" pewnie W celu rozweselenia starych ludzi, Nie wydaje mi się, żeby to zdało egzamin.

    7 Środa

    W nocy umarł Thomas Bell, Bert twierdzi, że nikt nie opuszcza tego domu żywy. Bert jest najstarszym pensjonariuszem. Jest, śmiertelnie przerażony wizją śmierci. Teraz został jedynym mężczyzną w całym domu, Pandora mówi, że kobiety żyją dłużej. Twierdzi, że to rodzaj premii, bo za młodu muszą znacznie więcej wycierpieć,
    Psa ciągle nie ma. Umieściłem ogłoszenie w sklepie pana Cherry'ego,

    8 Czwartek

    Bert jeszcze żyje, więc dziś zaprowadziłem do niego Szablę, Posadziliśmy Berta przy oknie w pokoju i machał stamtąd ręką do Szabli, który stał na trawniku na zewnątrz. Do domu nie wolno wprowadzać psów. T o jeszcze jeden z idiotycznych przepisów. Naszego psa dalej nie ma. Teraz już nie ulega wątpliwości, że nie żyje.

    9 Piątek

    Przełożona domu starców obiecuje, że jeśli Bert będzie się zachowywał wyjątkowo przyzwoicie, to w niedzielę dostanie przepustkę na cały dzień, Przyjdzie do nas na obiad i na kolację. Dostaliśmy rachunek za telefon. Schowałem go pod swój materac. Wynosi dwieście osiemdziesiąt dziewięć funtów dziewiętnaście pensów.

    10 Sobota

    Naprawdę niepokoję się o psa. Zniknął z powierzchni naszej dzielnicy. Obszukaliśmy z
    Pandorą i Nigelem wszystkie zaułki.
    Kolejnym moim zmartwieniem jest ojciec. Do południa leży w łóżku, potem smaży sobie jakieś świństwo, zjada je, otwiera puszkę lub butelkę, siada przed telewizorem i ogląda program popołudniowy. Nie czyni żadnych starań, żeby znaleźć pracę. Przydałaby mu się kąpiel, strzyżenie i golenie. We wtorek w szkole jest wywiadówka. Zaniosłem najlepszy garnitur ojca do pralni.
    Kupiłem u W.H. Smitha książkę. Kosztowała tylko pięć pensów. Napisał ją nieznany pisarz Drake Fairclough, a nazywa się "Doskonała kuchnia dla ludzi starszych ". Jutro przychodzi Bert.
    Ojciec Pandory kazał zlikwidować w ich domu telefon. Dowiedział się o rozmowach na koszt abonenta.

    11 Niedziela.
    Siedemnasta po św. Trójcy

    WIZYTA BERTA

    Wstałem wcześniej i usunąłem meble z hallu, żeby wózek inwalidzki Berta miał swobodę manewru. Zrobiłem kawę i zaniosłem ojcu do łóżka, potem zacząłem gotować geriatryczny coq au vin. ZostawIłem go na ogniu i poszedłem na gorę obudzić ojca po raz drugi.
    Kiedy wróciłem na dół, nie ulegało wątpliwości, że spaprałem coq au vin. Cały ocet wyparował, został tylko spalony kurcza. Bardzo się zmartwiłem, bo zamierzałem potraktować tę potrawę, jako mój debiut kucharski. Chciałem zaimponować Pandorze rozlicznymi talentami. Myślę, że jest trochę znudzona moim rozprawianiem o wielkiej literaturze i norweskim przemyśle skórzanym.
    Kiedy ojciec Pandory pojechał do Berta, Bert uparł się, że musi zabrać ze sobą olbrzymi kufer. Jeżeli dodać do tego wózek inwalidzki i fakt, że Bert rozłożył się na całym tylnym siedzeniu, to okaże się, że ja musiałem siedzieć przykucnięty w bagażniku za tylnym siedzeniem. Całą wieczność trwało wyciąganie Berta z samochodu i sadzanie go na wózku.
    Niemal tyle samo czasu zajęło mi wyciągnięcie ojca z łóżka.
    Ojciec Pandory został na jednego drinka, potem na jednego przed obiadem, potem na drugą nogę, potem na strzemiennego. Potem wypił jednego, żeby udowodnić, że nigdy się nie upija w dzień. Usta Pandory zaczęły się robić coraz węższe (kobiety uczą się tej sztuki już, jako małe dziewczynki). Następnie skonfiskowała ojcu kluczyki i zadzwoniła, żeby mama przyszła po samochód. Musiałem przetrzymać wygłupy własnego ojca, który naśladował jakiegoś faceta o nazwisku Frank Sinatra i wyśpiewywał: "Jeden za moją dziewczynkę i jeszcze jeden strzemienny".
    Ojciec Pandory udawał barmana, wykorzystując w tym celu nasze fajansowe dzbanki. Obydwaj wyli pijackie pieśni, kiedy zjawiła się matka Pandory. Usta miała tak zaciśnięte, że właściwie nie było ich widać. Kazała Pandorze pójść z ojcem do samochodu, następnie oświadczyła, że najwyższa pora, żeby mój ojciec wziął się w garść. Zrozumiałe, że czuje się upokorzony, wyobcowany i rozgoryczony z powodu braku pracy, ale daje zły przykład nastolatkowi, który łatwo ulega wpływom. Po tej przemowie odjechała z szybkością dziesięciu mil na godzinę. Pandora posłała mi całusa przez tylną szybę.
    Muszę w tym miejscu gorąco zaprotestować! Żadne poczynania mojego ojca nie wywierają już na mnie żadnego wpływu. Na obiad curry z ryżem firmy Vesta. Kiedy siedzieliśmy przy stole, przyszła pani Singh i rozmawiała z Bertem w języku hindi. Nasze curry wydało jej się bardzo dziwne, ciągle pokazywała na nie palcem i nie przestawała się śmiać. Czasami zdaje mi się, że jestem jedyną osobą na świecie, która ma jeszcze jakiekolwiek maniery.
    Bert wyznał ojcu swoje głębokie przekonanie, że przełożona usiłuje go otruć (Berta, nie ojca), ale ojciec wyjaśnił mu, że we wszystkich tego typu instytucjach jedzenie jest tak samo okropne. Kiedy przyszła pora wracać, Bert zaczął płakać, "nie zmuszajcie mnie, żebym tam wracał" i tak dalej, na podobnie smutną nutę. Ojciec wytłumaczył, że nie potrafilibyśmy fachowo zająć się nim w domu, popchaliśmy, więc wózek Berta w stronę samochodu, (choć Bert przez cały czas uruchamiał w nim hamulec). Prosił, żebyśmy przechowali w domu jego kufer. Można będzie kufer otworzyć po jego śmierci. Klucz nosi na szyi na kawałku sznurka.
    Pies ciągle nieobecny nieusprawiedliwiony.

    12 Poniedziałek
    Dzień Kolumba w USA. Święto Dziękczynienia w Kanadzie

    Wieczorem poszedłem do klubu młodzieżowego. Rysiek Cytryna miał wykład dotyczący technik przetrwania. Powiedział, że najlepszym sposobem przeciw zamarznięciu jest wejście do plastykowego worka razem z nagą kobietą, na co Pandora zgłosiła formalny sprzeciw, a przyjaciółka Ryśka, zwana Cyc, wyszła z sali. Trzeba mojego pecha, żeby znaleźć się w górach z kobietą oziębłą!
    Pies niech spoczywa w pokoju.

    13 Wtorek
    Pełnia księżyca

    Nerwowy telefon od babci z zapytaniem, kiedy zamierzamy odebrać psa! Głupi pies zjawił się się u niej szóstego października. Poszedłem natychmiast i byłem zupełnie wstrząśnięty jego stanem: wyglądał staro i mizernie. Ma jedenaście lat, ale według psiego kalendarza powinien być na emeryturze. Nigdy nie widziałem, żeby pies postarzał się tak szybko. Te osiem dni z babcią to musiało być piekło. Babcia jest bardzo zasadnicza.

    14 Środa

    Już się prawie przyzwyczaiłem do staruszek w domu starców. Wpadam tam codziennie w drodze do szkoły. Wydają się zadowolone, kiedy mnie widzą. Jedna z nich robi mi na drutach kominiarkę na mój kurs przetrwania. Wołają na nią Queenie.
    Trzydzieści sześć i pół pompki dziś wieczorem.

    15 Czwartek

    Poszedłem do klubu młodzieżowego, żeby przymierzyć stare ohydne buty turystyczne.
    Rysiek Cytryna wypożyczył je w sklepie alpinistycznym. Musiałem włożyć trzy pary skarpet,żeby buty pasowały. Jedzie nas sześcioro. Rysiek jest szefem. Nie ma wprawdzie kwalifikacji, ale ma doświadczenie w przetrwaniu trudnych warunków. Urodził się i wychował w Kirby New Town*(przypis: * Kirby New Town – półn.-wsch. przedmieście Liverpoolu, zamieszkane przez ok. 60 tys. mieszkańców, znane z chuligaństwa.)
    Poszedłem do Sainsbury'ego i kupiłem odpowiednie zapasy na przetrwanie. Mamy nieść w plecakach jedzenie i ekwipunek, toteż waga jest istotnym czynnikiem. Kupiłem: paczkę płatków kukurydzianych
    litr mleka
    paczkę herbaty w torebkach
    puszkę rabarbaru
    5 funtów kartofli
    112 funta smalcu
    112 funta masła
    2 bochenki chleba
    funt sera
    2 paczki herbatników
    2 funty cukru
    rolkę papieru toaletowego
    płyn do zmywania naczyń
    2 puszki tuńczyka
    puszkę duszonej wołowiny
    puszkę marchwi
    Ledwie dałem radę przynieść tę minimalną porcję od Sainsbury'ego do domu, więc nie mam pojęcia, jak będę maszerował z tym wszystkim po górach! Ojciec radził, żeby coś zostawić. Nie zabiorę papieru toaletowego albo płatków kukurydzianych.

    16Piątek

    Postanowiłem nie zabierać mojego dziennika do Derbyshire. Nie mogę zagwarantować, że nie przeczytają go nieprzyjazne oczy. Poza tym nie zmieści się do mojego plecaka.
    Muszę już kończyć, bo minibus czeka i nadużywa klaksonu.

    17 Sobota

    18 Niedziela
    Osiemnasta po św. Trójcy

    20.00. Cudownie być z powrotem na łonie cywilizacji!
    Przez ostatnie dwa dni żyłem jak nędzny dzikus! Spałem na ziemi, jedynie śpiwór oddzielał mnie od żywiołów! Usiłowałem zrobić frytki na maleńkim prymusie! Przedzierałem się mozolnie przez strumyki w moich niewygodnych butach! Musiałem wykonywać naturalne funkcje na wolnym powietrzu! Wycierać tyłek liśćmi! Nie mogłem się wykąpać ani wymyć zębów. Żadnej telewizji, radia ani niczego podobnego. Rysiek Cytryna nie pozwolił nam nawet siedzieć w minibusie, kiedy zaczynało padać. Twierdził, że powinniśmy znaleźć schronienie wśród bogactwa natury! Pandora znalazła plastykowy worek po karmie dla zwierząt, więc chowaliśmy się pod nim na zmianę.
    Nie wiem, jak mi się udało przeżyć. Jajka się potłukły, chleb zamókł, herbatniki się pokruszyły, nikt nie miał otwieracza do konserw. Mało nie umarłem z głodu. Bogu dzięki, ser nie przeciekał, nie kruszył się, nie nasiąkał wodą i nie był zamknięty w puszce. Byłem zadowolony, kiedy nas odnaleziono i zabrano do stacji Pogotowia Górskiego. Ryśkowi dostało się za to, że nie miał ani mapy, ani kompasu. Powiedział, że zna te wzgórza jak własną kieszeń. Na co główny ratownik świadczył, że chyba musiała to być kieszeń innych spodni, bo znajdowaliśmy się w odległości siedmiu mil od minibusu i zmierzaliśmy w złym kierunku.
    Po raz pierwszy od dwóch dni będę spał w łóżku. Jutro nie idę do szkoły z powodu pęcherzy.
    Muszę dać stopom dwudniowy odpoczynek. Doktor Grey był bardzo nieprzyjemny, nie ukrywał, że nie lubi być wzywany do paru pęcherzy.
    Zdziwiła mnie jego postawa. Wszystkim wiadomo, że gangrena zaczyna się u alpinistów właśnie od palca u nogi.

    20 Wtorek
    Ostatnia kwadra księżyca

    Oto leżę w łóżku, nie mogę chodzić z powodu paraliżującego bólu, a ojciec wypełnia rodzicielskie obowiązki podając mi trzy razy dziennie parę kanapek z bekonem.
    Jeśli mama nie wróci wkrótce do domu, skończę jako istota upośledzona i nie przystosowana. Już teraz jestem zaniedbany.

    21 Środa

    Pokuśtykałem do szkoły. Wszyscy nauczyciele ubrani odświętnie, bo dziś wywiadówka.
    Ojciec się umył i włożył najlepszy garnitur. Wyglądał dobrze, dzięki Bogu! Nikt by nie zgadł, że jest bezrobotny. Wszyscy moi nauczyciele powiedzieli mu, że jestem chlubą szkoły.
    Ojciec Barry Kenta sprawia wrażenie chorej świni. Cha, cha, cha!

    22 Czwartek

    Kulałem pół drogi do szkoły. Pies szedł za mną. Pokuśtykałem z powrotem do domu.
    Zamknąłem psa w komórce na węgiel. Przekuśtykałem całą drogę do szkoły. Spóźniłem się piętnaście minut. Pan Scruton oznajmił, że dyżurny od spóźnień daje w ten sposób naprawdę dobry przykład. Łatwo mu mówić! Przyjeżdża do szkoły fordem cortiną, a potem tylko sobie zarządza całą szkołą. Ja mam mnóstwo problemów i nie mam samochodu.

    23 Piątek

    Dostałem list ze szpitala z zawiadomieniem, że będę musiał się poddać operacji usunięcia migdałków we wtorek, dwudziestego siódmego tego miesiąca. Spadło to na mnie całkiem niespodziewanie! Ojciec twierdzi, że byłem zapisany w kolejce na ten zabieg od piątego roku życia!
    Musiałem, więc przez dziesięć lat przeżywać coroczne zapalenie migdałków tylko, dlatego, że państwowa służba zdrowia nie dostaje odpowiednich funduszy!
    Dlaczego akuszerki nie mogą niemowlętom usuwać migdałków przy urodzeniu?
    Oszczędziłoby to wielu kłopotów, bólu i pieniędzy.

    24 Sobota
    Dzień Narodów Zjednoczonych

    Poszedłem kupować nowy szlafrok, piżamę, kapcie i przybory toaletowe. Ojciec, jak zwykle, lamentuje. Oświadczył, że nie rozumie, dlaczego nie miałbym używać w szpitalu mojej dotychczasowej nocnej bielizny. Odpowiedziałem, że wyglądałbym śmiesznie w szlafroku Piotruś
    Pan i piżamie typu Kubuś Puchatek. Poza tym, że mają okropny wzór, Są za małe i strasznie połatane. Ojciec na to, że kiedy on był chłopcem, to sypiał w nocnej koszuli Uszytej z dwu worków na węgiel. Zadzwoniłem do babci, żeby sprawdzić to podejrzane oświadczenie i zmusiłem ojca, żeby powtórzył je przez telefon. Babcia Wyjaśniła, że były to worki od mąki nie od węgla, więc już teraz nie mam wątpliwości, że ojciec jest patologicznym kłamcą!
    Mój szpitalny ekwipunek, bez owoców, czekolady i lukozady, kosztował pięćdziesiąt cztery funty dziewiętnaście pensów. Według Pandory w moim nowym nylonowym szlafroku wyglądam jak Noel Coward. Powiedziałem "dziękuję, Pandoro", choć mówiąc szczerze, nie mam pojęcia, kim był czy jest Noel Coward. Mam nadzieję, że nie jest to sławny morderca czy coś podobnego.

    25 Niedziela
    Dziewiętnasta po Św. Trójcy. Koniec brytyjskiego czasu letniego

    Zadzwoniłem do mamy, żeby ją poinformować o czekającym mnie przeżyciu chirurgicznym.
    Telefon nie odpowiadał. Typowe. Woli raczej wyjść się zabawić z tą glistą Lucasem niż pocieszać jedyne dziecko!
    Zadzwoniła babcia, żeby powiedzieć, że zna kogoś, kto ma znajomego, który znał kogoś, kto miał usuwane migdałki i wykrwawił się na śmierć na stole operacyjnym. Zakończyła słowami: "Nie martw się, Adrianie, jestem przekonana, że u ciebie wszystko pójdzie dobrze".
    Stokrotne dzięki, droga babciu!

    26 Poniedziałek

    11 rano. Zapakowałem się i poszedłem odwiedzić Berta. On kończy się w bardzo szybkim tempie, więc może to być nasze ostatnie spotkanie. Bert także znał kogoś, kto wykrwawił się na śmierć po operacji migdałków. Mam nadzieję, że chodzi o tę samą osobę.
    Pożegnałem się z Pandorą, szlochała bardzo wzruszająco. Przyniosła podkowę Pączka, żebym ją zabrał do szpitala. Powiedziała, że przyjacielowi jej ojca usuwano cystę i nigdy nie obudził się z narkozy. Zostaję przyjęty na oddział im. Ivy Swallow o 14.00 czasu Greenwich.
    18.00. Ojciec opuścił właśnie wezgłowie mojego łóżka po czterech godzinach oczekiwania na to, by wyrażono zgodę na jego odejście. Każda cząstka mojego ciała została zbadana. Pobrano ode mnie wszystkie płynne substancje, zważono mnie i wykąpano, wymierzono, obmacano i ostukano, ale nikt mi nie zajrzał do gardła!
    Na stoliku przy łóżku położyłem encyklopedię zdrowia rodziny, żeby zrobić odpowiednie wrażenie na lekarzach. Nie mogę na razie powiedzieć, jak wygląda reszta oddziału, bo pielęgniarki zapomniały usunąć parawany. Nad moim łóżkiem wisi napis „Wyłącznie płyny". Jestem potwornie wystraszony.
    22.00 Umieram z głodu! Czarna pielęgniarka zabrała wszystko, co miałem do jedzenia i do picia. Mam teraz zasnąć, ale tu jest istny dom wariatów. Staruszkowie co chwila wypadają z łóżek.
    Nad moim łóżkiem jest nowy napis "Nic doustnie". Umieram z pragnienia! Dałbym sobie uciąć prawą rękę za puszkę soku.

    27 Wtorek
    Nów

    4 w nocy. Jestem całkowicie odwodniony!
    6 rano. Właśnie zostałem obudzony! Operacja ma być dopiero o 10.00. Dlaczego nie pozwolili mi spać? Mam się znowu wykąpać. Powiedziałem, że to wnętrze mojego ciała ma być operowane, ale oni nie słuchają.
    7 rano. Pielęgniarka Chinka była cały czas ze mną w łazience pilnując, żebym się nie napił wody. Nie przestawała się we mnie wpatrywać, więc musiałem zakryć mojego szpitalną gąbką.
    7.30. Ubrali mnie jak szaleńca. Jestem gotów do operacji. Dostałem zastrzyk, który miał mnie otumanić, ale jestem zupełnie przytomny i przysłuchuję się awanturze o zgubioną kartotekę pacjenta.
    8.00. Moje usta są kompletnie wysuszone. Zwariuję z pragnienia, nie piłem nic od dziewiątej czterdzieści pięć wczoraj wieczorem. Czuję się bardzo dziwnie, z zainteresowaniem wpatruję się w pęknięcia w suficie.
    Muszę znaleźć jakieś miejsce, żeby ukryć mój dziennik. Nie chcę, żeby przeczytały go jakieś wścibskie oczy.
    8.30. Mama jest przy moim łóżku! Schowa mój dziennik do swojej torby ze specjalnymi przegródkami. Przysięgła (na głowę psa), że nie będzie go czytać.
    8.45. Mama pali papierosa na terenie szpitala. Wygląda staro i mizernie. Daje o sobie znać całe to wyuzdanie.
    9.00. Wózek z operacyjnego ciągle przyjeżdża na oddział i wyrzuca na łóżka nieprzytomnych mężczyzn. Sanitariusze pchający wózek mają zielone kombinezony i kalosze. Na podłodze sali operacyjnej muszą być potoki krwi!
    9.15. Wózek jedzie w moim kierunku!
    Północ. Pozbyłem się migdałków. Ból przeraźliwy. Mama szukała mojego dziennika trzynaście minut. Jeszcze sama się dobrze nie rozeznaje w swojej torbie ze specjalnymi przegródkami. Tych przegródek jest siedemnaście.

    28 Środa

    Nie mogę mówić. Nawet jęki sprawiają mi straszny ból.

    29 Czwartek

    Przeniesiono mnie z oddziału pooperacyjnego. Moje cierpienie było zbyt trudne do zniesienia dla pozostałych pacjentów. Dostałem kartę z życzeniami powrotu do zdrowia od Berta i Szabli.

    30 Piątek

    Dzisiaj mogłem wypić troszeczkę rosołu od babci. Przyniosła go w termosie. Ojciec przyniósł mi dużą paczkę chrupek kartoflanych, równie dobrze mógłby przynieść żyletki.
    Pandora przyszła w porze wizyt, niewiele miałem jej do wyszeptania. Rozmowy nie bawią, kiedy człowiek waha się między życiem a śmiercią.

    31 Sobota
    Wigilia Wszystkich Świętych

    3 w nocy. Byłem zmuszony się poskarżyć na hałasy dochodzące z domu pielęgniarek. Mam kompletnie dosyć słuchania (i oglądania) pijanych pielęgniarek i policjantów po służbie, wygłupiających się w przebraniach czarownic i czarowników. Siostra Boldry wyczyniała Szczególnie nieprzyjemne rzeczy z dynią. Najwcześniej jak tylko zechcą mnie przyjąć, zapisuję się do BOPY, do sektora prywatnego lecznictwa.

    Listopad

    1 Niedziela
    Dwudziesta po Św. Trójcy

    Pielęgniarki zachowują się wobec mnie bardzo ozięble. Twierdzą, że zajmuję łóżko, na którym mógłby leżeć ktoś naprawdę chory! Muszę zjeść talerz płatków kukurydzianych, zanim mnie wypuszczą. Dotychczas odmawiałem tego kategorycznie, nie mogę znieść bólu.

    2 Poniedziałek

    Siostra Boldry wepchnęła łyżkę płatków kukurydzianych w moje sponiewierane gardło.
    Zanim zdążyłem je strawić zaczęła zdejmować posciel z mojego łóżka. Powiedziała nawet, że zafunduje mi taksowkę, ale oznajmiłem, że poczekam aż przyjedzie ojciec i zaniesie mnie do samochodu.

    3 Wtorek
    Wybory w USA

    Leżę we własnym łóżku, Pandora jest uosobieniem siły. Porozumiewamy się. bez słów. Mój głos został uszkodzony przez operację.

    4 Środa

    Dzisiaj po raz pierwszy od tygodnia wyskrzeczałem jakieś słowa. „ Tato zadzwoń do mamy i powiedz, że najgorsze minęlo." Ojciec nie mógł zapanować na uczuciem ulgi i wzruszenia. Jego śmiech brzmiał niemal histerycznie.

    5 Czwartek
    Pierwsza kwadra księżyca

    Doktor Grey twierdzi, że moje kłopoty z głosem to "tylko sprawa dorastania". On jest zawsze w złym humorze!
    Spodziewał się, że się poczołgam do jego gabinetu i będę wyczekiwał swojej kolejki w poczekalni pełnej zarazków. Oświadczył, że powinienem być na powietrzu i z chłopcami w moim wieku rozpalać ognisko. Powiedziałem, że jestem za stary na takie pogańskie obrzędy. A on na to, że mimo czterdziestu siedmiu lat ciągle jeszcze lubi porządny ogień.
    Czterdzieści siedem! To wiele wyjaśnia, powinni go już wysłać na emeryturę.

    6 Piątek

    Ojciec zabiera mnie jutro na jakąś specjalnie organizowaną zabawę przy ognisku
    (oczywiście, jeżeli będę się czuł dość dobrze). Cała impreza ma na celu zdobycie pieniędzy na Poradnię Matrymonialną. Mama Pandory gotuje jedzenie, a jej ojciec odpowiada za sztuczne ognie.
    Do mojego ojca należy rozpalenie ogniska, więc będę się starał stać w odległości przynajmniej stu metrów. Wiele razy widziałem, jak przypalał sobie brwi.
    Wczoraj wieczorem jacyś kompletnie nieodpowiedzialni mieszkańcy naszej ulicy urządzali zabawę przy ognisku we własnym ogródku!
    Fakt!
    Mimo wszystkich ostrzeżeń o niebezpieczeństwie powtarzanych przez radio, telewizję, program "Blue Peter" i inne środki masowego przekazu, kierowali się jedynie własnym egoizmem.
    Tym razem obyło się bez wypadku, ale to niewątpliwie tylko kwestia szczęścia.

    7 sobota

    Ognisko na rzecz Poradni Matrymonialnej było gigantyczne. Wielkie osiągnięcie lokalnej społeczności. Pan Cherry przeznaczył na nie setki egzemplarzy magazynu pod tytułem " Teraz!"
    Powiedział, że od przeszło roku zawalały mu kantorek za sklepem. Pandora spaliła swoją kolekcję komiksów, „Jakie". Oświadczyła, że "nie wytrzymują feministycznej analizy" i wobec tego "nie chciałaby, żeby się dostały w ręce młodych dziewcząt".
    Pan Singh i wszyscy mali Singhowie przynieśli hinduskie zimne ognie. Są znacznie głośniejsze od angielskich. Byłem zadowolony, że zamknęliśmy psa w komórce na węgiel z watą w uszach.
    Nikt nie został poważnie poparzony, ale puszczanie sztucznych ogni równocześnie z podawaniem jedzenia wydawało mi się błędem.
    Spaliłem rachunek telefoniczny na czerwonym blankiecie, który przyszedł dziś rano.

    8 Niedziela
    Dwudziesta pierwsza po św. Trójcy.
    Dzień pamięci poległych w pierwszej wojnie światowej

    Naszą ulicę wypełnia gryzący dym. Poszedłem zobaczyć resztki ogniska z gorącego popiołu sterczą numery czasopisma " Teraz!", których ogień nie bierze. (Nasz czerwony rachunek telefoniczny zniknął, dzięki Bogu).
    Pan Cherry będzie musiał wykopać wielki dół i zalać numery " Teraz!" wapnem palonym, inaczej cała dzielnica zaczadzieje.
    Poszedłem do Berta. Wyszedł gdzieś z Queenie.

    9 Poniedziałek

    Poszedłem do szkoły. Pies u weterynarza; trzeba mu usunąć watę z uszu.

    10 Wtorek

    Spuchły mi sutki! Przekształcam się w dziewczynę!!!

    11 Środa
    Dzień Weterana w USA.
    Dzień Pamięci w Kanadzie.
    Pełnia księżyca

    Doktor Grey skreślił mnie z listy pacjentów! Oświadczył, że obrzęk sutek jest powszechny u chłopców. Zazwyczaj zdarza się to w wieku lat dwunastu i pół. Doktor Grey stwierdził, że jestem niedojrzały uczuciowo i fizycznie! Ja niedojrzały? Dostałem przecież odmowny list z BBC! A czyż mogłem iść do gabinetu ze spuchniętymi sutkami?
    Swoją drogą nie mam pojęcia, dlaczego on to nazywa gabinetem, skoro nie robi tam nigdy żadnych zabiegów.

    12 Czwartek

    Powiedziałem panu Jonesowi, że nie mogę ćwiczyć na wf z powodu obrzęku sutek.
    Zachował się niezwykłe prymitywnie. Nie wiem, czego ich uczą w tym studium nauczycielskim.

    13 Piątek

    Dziś wieczorem odbyliśmy z Pandorą szczerą rozmowę na temat naszego związku. Ona nie chce mnie poślubić za dwa lata!
    Zamiast tego pragnie robić karierę zawodową!
    Całkiem naturalne, że jestem przytłoczony tym ciosem. Wyznałem szczerze, iż nie miałbym nic przeciwko temu, by po ślubie pracowała w jakiejś cukierni czy gdzieś, na co oświadczyła, że zamierza wstąpić na uniwersytet, a do cukierni będzie chodziła jedynie po świeżutkie ciastka.
    Padły między nami ostre słowa. (Znacznie ostrzejsze z jej strony).

    14 sobota

    Nadpalone numery „Teraz!" fruwają nad całą naszą uliczką. Wydają się obdarzone szczególną wolą przetrwania. Magistrat wysłał specjalny zespół ludzi w celu wyzbierania wszystkich numerów magazynu.
    Pies nie ma już waty w uszach. Po prostu udaje, że nie słyszy.
    Poszedłem do B.B., ale był gdzieś z Quennie. Ona pcha jego wózek po terenach rekreacyjnych.

    15 niedziela
    Dwudziesta druga po sw. Trójcy

    Przeczytałem „Miasto jak Alicja" Nevila Shute'a; to bardzo dobre. Chciałbym mieć przyjaciela intelektualistę, z którym mógłbym rozmawiać o wielkiej literaturze. Mój ojciec uważa, że „Miasto jak Alicja" napisał Lewis Caroll.

    16 Poniedziałek

    Wróciłem ze szkoły z bólem głowy. Bardzo mi szkodzi cały ten hałas, krzyki i pouczania.
    Chyba nie ulega wątpliwości, że nauczyciele powinni być lepiej wychowani.

    17 Wtorek

    Bardzo mnie martwi ojciec. Nie poprawia mu moru nawet stale powtarzana wiadomość o poczęciu przez księżnę Dianę.
    Babcia zrobiła już na drutach trzy pary bucików i wysłała je na adres pałacu Buckingham.
    Ona jest prawdziwą patriotką.

    18 Środa
    Ostatnia kwadra księżyca

    Drzewa stoją całkiem gołe,
    Chodniki zaśmiecają
    Ich jesienne stroje.
    Zamiatacze ulic ogniem je traktują
    Tworząc miejskie całopalne stosy.
    Ja, Adrian Mole,
    Kopię je nogami.
    Ogniem za to igram
    Z moimi butami.

    Przepisałem wiersz starannie i wysłałem do Johna Tydemana do BBC. Sprawia na mnie wrażenie człowieka, który lubi wiersze o jesiennych liściach.
    Muszę mieć wkrótce coś na antenie albo w druku, bo inaczej Pandora straci do mnie cały szacunek.

    19 Czwartek

    Pandora zasugerowała, żebym założył pismo literackie wydawane na szkolnym powielaczu.
    W czasie przerwy obiadowej napisałem pierwszy numer. Nazywa się "Głos Młodości".

    20 Piątek

    Pandora przejrzała "Głos Młodości". Zaproponowała, żebym zaprosił do Współpracy innych utalentowanych pismaków.
    Powiedziała, że sama napisze coś o uprawie roślin w skrzynkach okiennych. Klara Neilson złożyła wiersz punk, bardzo awangardowy, ale nie obawiam się wprowadzania nowości.

    WIERSZ PUNK
    Społeczeństwo to rzygowina
    Ohydne wymioty.
    Flagę brytyjską
    Sprofanował Sid.
    Johnnie to zgnilizna,
    Śmierć, śmierć, śmierć.
    Zabita przez szarość
    Anglia cuchnie.
    Ściek świata.
    Gnojowisko Europy.
    Chwała Punkom
    Królom i królowym ulicy.

    Klara chce wydrukować to pod przybranym nazwiskiem, jej ojciec jest radnym z ramienia konserwatystów.
    Nigel napisał krótki artykuł o konserwacji roweru wyścigowego. Bardzo nudne, ale nie mogę mu tego powiedzieć, bo to mój najlepszy przyjaciel.
    Zaczynamy druk w środę.
    Podczas weekendu Pandora napisze całość na matrycach.
    A oto mój pierwszy artykuł wstępny:

    Cześć Koledzy.
    To jest wasz własny szkolny magazyn. Tak! Napisany i wyprodukowany wyłącznie nakładem pracy dziecięcej. W pierwszym numerze starałem się spenetrować nieznane obszary.
    Wielu z was pewno nie zna tajemnic uprawiania roślin w skrzynkach okiennych czy rozkoszy konserwacji roweru wyścigowego. Jeśli tak, to bądźcie przygotowani na wspaniałą niespodziankę!
    ADRIAN MOLE, REDAKTOR
    Będziemy sprzedawać egzemplarz po dwadzieścia pięć pensów.

    21 Sobota

    Ojciec Pandory ukradł ze swojego biura paczkę matryc. Kiedy to piszę, Pandora przepisuje pierwsze strony "Głosu Młodości". Jestem w połowie expose pod tytułem "Prawda o Barry Kencie".
    Nie ośmielił się tknąć mnie palcem od czasu dramatycznej interwencji babci, więc wiem, że nic mi nie grozi.
    Zbyt zajęty, żeby iść do Berta, zrobię to jutro.

    22 Niedziela
    Ostatnia po św Trójcy

    Skończyłem expose na temat Barry Kenta. Wstrząśnie szkołą w posadach. Wspomniałem o jego seksualnych perwersjach, o obrzydliwym zwyczaju pokazywania swojego za pieniądze pięć pensów za jeden rzut oka.

    23 Poniedziałek

    Dostałem od babci kartkę z życzeniami świątecznymi, przyszło także zawiadomienie z poczty, że wyłącza ją nam telefon.
    Zapomniałem odwiedzić Berta, byliśmy z Pandorą zbyt zajęci ostatecznym redagowaniem magazynu. Jakże bym chciałby c tak zajęty tylko Pandorą!
    2 nad ranem. Co robić z tym rachunkiem za telefon?

    24 Wtorek

    Nigel się obraził. Poszło mu o redakcję jego artykułu. Usiłowałem mu wytłumaczyć, że tysiąc pięćset słów o szprychach rowerowych to zwykły brak samokontroli, ale nawet nie chciał słuchać.
    Wycofał artykuł. dzięki Bogu! Dwie strony mniej do falcowania.
    Jutro "Głos Młodości" znajdzie się w klasach.
    Jutro muszę odwiedzić Berta.

    25 Środa

    Obezwładnił nas dziki strajk! Pani CIaricoates szkolna sekretarka, odmówiła powielenia Głosu Młodości". Stwierdziła, że w zakres jej obowiązków nie wchodzi zawracanie sobie głowy szkolnymi magazynami.
    Zespół redakcyjny podjął się powielić egzemplarze, ale pani Claricoates utrzymuje, że tylko ona potrafi obsługiwać "to przeklęte urządzenie”.
    Jestem w rozpaczy. Zmarnowane całe sześć godzin pracy!

    26 Czwartek
    Święto Dziękczynienia w USA.
    Nów

    Ojciec Pandory robi odbitki "Głosu Młodości" na swojej biurowej fotokopiarce. Nie chciał się tego podjąć, ale Pandora zamknęła się nadąsana w swoim pokoju i odmawiała przyjmowania pokarmów dopóki ojciec nie wyraził zgody.

    27 Piątek

    Dziś w stołówce było w sprzedaży pięćset egzemplarzy "Głosu Młodości".
    Pod koniec popołudnia pięćset egzemplarzy zamknięto w szafce w sali gier. Ani jeden egzemplarz nie został sprzedany! Ani jeden! Moi szkolni koledzy to banda filistrów i półgłówków.
    W poniedziałek obniżamy cenę do dwudziestu pensów.
    Dzwoniła mama i chciała rozmawiać z ojcem. Wyjaśniłem jej, że pojechał na ryby ze stowarzyszeniem Bezrobotnych Sprzedawców Elektrycznych Pieców Akumulacyjnych.
    Kartka z poczty:, jeżeli ojciec me zadzwoni do nich przed siedemnastą trzydzieści, telefon zostanie wyłączony.

    28 Sobota

    Telegram! Zaadresowany do mnie! Z BBC? Nie, od mamy:

    ADRIAN STOP POWRÓT DO DOMU STOP

    Co ona ma na myśli? "Stop powrót do domu"? Jak mogę przestać wracać do domu?
    Przecież tu mieszkam!
    Telefon wyłączony! Rozważam możliwość ucieczki z domu.

    29 Niedziela
    Pierwsza niedziela adwentu

    Mama pojawiła się nagle, bez żadnego ostrzeżenia! Przywiozła ze sobą wszystkie walizki.
    Rzuciła wszystko na szalę, zdając się na wyrozumiałość ojca. A on rzucił się na jej ciało. Taktownie wycofałem się do swojego pokoju, gdzie próbuję właśnie uświadomić sobie, jakie uczucia budzi we mnie powrót mamy. W sumie jestem bardzo szczęśliwy, ale przeraża mnie myśl o tym, co będzie, kiedy obejrzy nasz brudny dom. Wścieknie się, kiedy odkryje, że pożyczyłem Pandorze jej futro z lisów.

    3O Poniedziałek
    Św. Andrzeja

    Kiedy wychodziłem do szkoły, mama i ojciec byli jeszcze w łóżku.
    Sprzedaliśmy jeden egzemplarz "Głosu Młodości". Barry Kentowi. Chciał odkryć prawdę o sobie. On bardzo wolno czyta, więc pewno zajmie mu to czas do piątku. Spróbujemy obniżyć cenę do piętnastu pensów, żeby zwiększyć popyt. Teraz jest do sprzedania czterysta dziewięćdziesiąt dziewięć egzemplarzy!
    Mama i ojciec są znowu w łóżku, a jest dopiero dziewiąta.
    Pies bardzo zadowolony z powrotu mamy. Przez cały dzień chodzi uśmiechnięty.

    Grudzień

    1 Wtorek

    Zadzwoniłem na pocztę i udawałem ojca. Mówiłem bardzo niskim głosem i wypowiedziałem masę kłamstw. Oświadczyłem, że ja, George Mole, spędziłem trzy miesiące w domu wariatów, a telefon był mi potrzebny, żeby dzwonić do Samarytan itd. Kobieta odpowiadała mi okropnie nieprzyjemnie; oznajmiła, że ma dosyć idiotycznych wymówek nieodpowiedzialnych dłużników.
    Telefon zostanie włączony dopiero kiedy zapłacimy dwieście osiemdziesiąt dziewięć funtów dziewiętnaście pensów, plus czterdzieści funtów za podłączenie, plus czterdzieści funtów kaucji.
    Trzysta sześćdziesiąt dziewięć funtów! Kiedy rodzice wstaną z łóżka i odkryją brak sygnału, koniec ze mną!

    2 Środa

    Dzisiaj ojciec próbował gdzieś dzwonić w sprawie pracy. Dostał szału.
    Mama sprzątała mój pokój, przewróciła materac, znalazła numery „Big and Bouncy" i rachunek telefoniczny na niebieskim blankiecie.
    Siedziałem w kuchni na stołku, kiedy mnie przesłuchiwali i obrzucali obelgami. Ojciec chciał mi spuścić takie lanie, żebym się nie mógł podnieść", ale mama go powstrzymała. Powiedziała:
    ,,Większą karą będzie, jeśli ten skąpy gówniarz wyrzyga trochę swoich oszczędności z książeczki".
    A więc do tego mnie zmuszają!
    Teraz już nigdy nie będę mógł sobie kupić domu.

    3 Czwartek

    Wyjąłem z mojej książeczki w spółdzielni mieszkaniowej dwieście funtów. Nie wstydzę się przyznać, że miałem łzy w oczach. Minie kolejnych czternaście lat, zanim zdołam uskładać taką sumę.

    4 Piątek

    Cierpię na poważną depresję. To wszystko przez ojca Pandory. Powinien spędzać urlopy w
    Anglii.

    5 Sobota

    Dostałem list od babci z zapytaniem, dlaczego nie wysłałem jej jeszcze kartki świątecznej.

    6 Niedziela Druga w adwencie

    Ciągle traktują mnie jak przestępcę. Mama i ojciec nie odzywają się do mnie, nie wolno mi wychodzić. Spokojnie mogę zacząć popełniać przestępstwa.

    7 Poniedziałek

    Ukradłem w sklepie pana Cherry'ego kółko do kluczy z Kevinem Keeganem*. (przypis: Kevin Keegan (ur. w 1951 r.) – brytyjski piłkarz, napastnik. W latach 1978 i 1979 piłkarz roku. Grał w reprezentacji Anglii. Wycofał się w 1984 r.)
    Wystarczy na prezent gwiazdkowy dla Nigela.

    8 Wtorek

    Jestem okropnie zmartwiony sprawą kółka do kluczy. dziś mieliśmy w szkole zajęcia z etyki i moralności.

    9 Środa

    Nie mogę spać ze zgryzoty z powodu tego kółka do kluczy. W gazetach pełno historii o staruszkach przyłapanych na kradzieży w sklepie. Starałem się zapłacić więcej za batonik Mars, ale pan Cherry przywołał mnie z powrotem do kasy i wydał mi resztę.

    10 Czwartek

    Śnił mi się strażnik zamykający mnie w celi więziennej. Wielki żelazny klucz zwisał z kółka z Kevinem Keeganem.
    Ten ohydny, przeklęty, cuchnący telefon już działa.

    11 Piątek

    Zadzwoniłem do Samarytan i wyznałem moją zbrodnię. Mężczyzna powiedział: " Więc odnieś to z powrotem, chłopcze". Jutro tak zrobię.
    12 Sobota

    Pan Cherry przyłapał mnie, kiedy wieszałem na miejscu kółko do kluczy. Napisał list do moich rodziców. Właściwie mógłbym się zabić.

    13 Niedziela
    Trzecia w adwencie

    Dzięki Bogu, że w niedzielę nie przychodzi listonosz. Rodzice doskonale się bawili ubierając choinkę. Z ciężkim sercem obserwowałem, jak zawieszali Świecidełka.
    Czytam "Zbrodnię i karę". To najbardziej prawdziwa książka, jaką kiedykolwiek czytałem.

    14 Poniedziałek

    Wstałem o piątej, żeby złapać listonosza. Mimo mżawki zabrałem psa na spacer (chciał dalej spać, ale mu nie pozwoliłem). Całą drogę do następnej przecznicy pies kwękał i marudził, więc w końcu pozwoliłem mu wrócić do kartonowego pudła. Chciałbym być psem, zwierzęta nie mają najmniejszego pojęcia ani o etyce, ani o moralności.
    Listonosz przyniósł pocztę o siódmej trzydzieści, akurat, kiedy byłem w ubikacji. Wiadomo, mój pech!
    Ojciec zabrał listy i położył je za zegarem. Przejrzałem je szybko, kiedy zanosił się kaszlem przy pierwszym papierosie. Oczywiście jeden z listów zaadresowany był do rodziców niewprawną ręką pana Cherry'ego.
    Mama i ojciec przez parę minut roztkliwiali się wzajemnie nad sobą, potem zaczęli otwierać listy, gdy tymczasem dmuchany ryż rozmiękał im w mleku. Było siedem parszywych kart świątecznych, które rozwiesili nad kominkiem. Skoncentrowałem wzrok na liście od pana
    Cherry'ego. Mama otworzyła list, przeczytała i powiedziała: "George, ten stary kretyn Cherry przysłał rachunek za cholerne gazety". Potem zjedli dmuchany ryż i tyle. Zmarnowałem mnóstwo adrenaliny, martwiąc się niepotrzebnie. Jeżeli nie będę uważał, to mi niewiele zostanie.

    15 Wtorek

    Mama wyjaśniła mi, dlaczego zostawiła glistę Lucasa i wróciła do ojca. Powiedziała:
    "Adrianie, Bimbo traktował mnie jak obiekt seksualny, oczekiwał, że ugotuję mu codziennie kolację i obcinał sobie paznokcie u nóg w saloniku. Zresztą bardzo jestem przywiązana do twojego ojca ". O mnie nie wspomniała.

    16 Środa

    Biorę udział w eksperymentalnej szopce w szkole. Nazywa się "Od żłobka do gwiazdy".
    Gram Józefa, Pandora gra Marię. Jezusem jest najmniejszy chłopak z pierwszej klasy, Peter Brown.
    Bierze proszki, żeby urosnąć.

    11 Czwartek

    Kolejny list z BBC!

    Drogi Adrianie Mole,

    dziękuję za przysłanie najnowszego wiersza. Zrozumiałem go bez trudu, ponieważ napisałeś go na maszynie. Jednak, Adrianie, zrozumienie to nie wszystko. Nasza sekcja poezji zasypana jest jesiennymi wierszami. Zapach ognisk i szelest zeschłych liści opanował nawet korytarze. Dobra próba, ale spróbuj ponownie, dobrze?

    Z najlepszym i życzeniami
    John Tydeman

    "Próbuj ponownie". To niemal zamówienie. Odpisałem mu następująco:

    Szanowny panie Tydeman,

    ile dostanę pieniędzy, jeżeli nada pan jeden z moich wierszy przez radio? Kiedy mam go przysłać? O czym ma być? Czy mogę go sam przeczytać? Czy zapłaci mi pan koszty przejazdu z góry? 0 której pójdzie na antenę? Ja muszę być w łóżku o dziesiątej.

    Z poważaniem
    A. Mole

    PS. Życzę panu bardzo udanych świąt.

    18 Piątek
    Ostatnia kwadra księżyca

    Dzisiejsza próba "Od żłobka do gwiazdy" była kompletnym fiaskiem. Peter Brown tak wyrósł, że nie mieści się w kołysce, więc pan Animba, instruktor obróbki drewna, będzie musiał zrobić drugą.
    Pan Scruton siedział w głębi sali gimnastycznej obserwował próbę. Kiedy doszliśmy do momentu, w którym trzej królowie zostali zdemaskowani jako kapitalistyczne świnie, jego twarz przypominała północne stoki Eigeru.
    Zabrał pannę Elf do pomieszczenia z prysznicami na słówko". Wszystkie,,słówka" słyszeliśmy dokładnie,) strasznie krzyczał. Oświadczył, że życzy sobie wystawienia tradycyjnej szopki, w której lalka Tiny Tears zastępuje Jezusa, a trzej królowie ubrani są szlafroki i ścierki do naczyń. Zagroził odwołaniem przedstawienia, jeśli Maria, alias Pandora, będzie dalszym ciągu symulowała poród w żłobie. Jakie to typowe dla Scrutona! On jest zwyczajną, tępą, prowincjonalną, seksualnie zacofaną, faszystowską świnią. Nie mam pojęcia, jakim sposobem mógł dojść do stanowiska dyrektora. Przez trzy lata chodzi w tym samym zielonym, kosmatym garniturze.
    Jak możemy aż wszystko zmienić? Przedstawienie ma się odbyć wtorek wieczorem.
    Mama dostała kartkę świąteczną od tej glisty Lucasa. Napisał: „Poli, czy masz kwit z pralni na mój wyjściowy garnitur? Bardzo trudno dojść do ładu pralnią Sketcheleya". Mamę bardzo to przygnębiło. Ojciec zadzwonił do Sheffieid i zakazał Lucasowi wszelkich prób komunikowania się z mamą, w przeciwnym razie może poczuć kawałek sheffieidskiej stali między swoimi świńskimi łopatkami. Ojciec wyglądał doskonale przy telefonie. Papieros miał przylepiony do wargi. Mama stała oparta o lodówkę i trzymała papierosa w ręku. Przypominali trochę Humphreya Bogartai Lauren Bacall z pocztówki, którą mam na ścianie. Chciałbym być synem prawdziwego gangstera, wtedy przynajmniej zobaczyłbym kawałek życia.

    19 Sobota

    Nie mam pieniędzy na prezenty gwiazdkowe. Zrobiłem jednak ich spis na wypadek, gdybym znalazł dziesięć funtów na ulicy.

    Pandora – duży flakon Chanel Numer 5 (1.50)
    Mama – stoper do gotowania jajek (75 p)
    Ojciec – zakładka do książki (38 p)
    Babcia – paczka zmywaków (45 p)
    Pies – psie czekoladki (45 p)
    Bert – 20 woodbine'ów (95 p)
    Ciocia Zuzanna – słoik Nivei (69 p)
    Szabla – małe pudełko Bob Martins (39 p)
    Nigel – duża paczka cukierków Maltesers (34 p)
    Panna Elf – rękawica kuchenna (własnej roboty)

    2O Niedziela
    Czwarta w adwencie

    Odbyliśmy z Pandorą prywatną próbę ról Józefa i Marii w moim pokoju.
    Zaimprowizowaliśmy wielką scenę, kiedy Maria wraca z Ośrodka Planowania Rodziny i mówi Józefowi, że jest w ciąży. Grałem Józefa jak Marlon Brando w „Tramwaju zwanym pożądaniem".
    Pandora grała Marię trochę jak Blanche Dubois. Było bardzo dobrze, dopóki ojciec nie zaczął uskarżać się na krzyki. Pies miał reprezentować pokorne bydlątko, ale nie można go było utrzymać bez ruchu na tyle długo, by stworzyć żywy obraz.
    Po kolacji mama napomknęła mimochodem, że zamierza włożyć futro z lisów na wtorkowy koncert w szkole. O zgrozo! O utrapienie! Natychmiast poszedłem do domu Pandory, żeby przynieść te parszywe lisy, ale okazało się, że pożyczyła je mama Pandory na świąteczną kolację z tańcami w Poradni Matrymonialnej! Pandora oświadczyła, że nie zdawała sobie sprawy, iż jedynie pożyczyłem jej futro, uważała je za dar kochanka! W jaki sposób uczeń w wieku 14 i 3/4 roku może sobie pozwolić na rozdawanie futer z lisów? Czy Pandora sobie wyobraża, że jestem milionerem jak Freddie Laker?
    Mama Pandory wróci po północy, więc będę musiał tam pójść przed szkołą i potem przemycić futro do plastykowego pokrowca. To będzie trudne, ale ostatnio już nic w moim życiu nie jest łatwe ani proste. Prawie stale czuję się jak bohater rosyjskiej powieści.

    21 Poniedziałek

    Obudziłem się w ataku paniki i okazało się, że zegarek kwarcowy przy moim łóżku wskazywał ósmą pięćdziesiąt! Czarne ściany wydawały się niezwykle jasne i błyszczące; wystarczyło jedno spojrzenie przez okno, by potwierdzić moje podejrzenia: na zewnątrz leżał śnieg jak biały dywan.
    Poszedłem po tym śniegu do domu Pandory, potykając się bez przerwy w rybackich butach ojca. Na miejscu okazało się, że nie ma w domu żadnej ludzkiej istoty. Zajrzałem przez otwór na listy i zobaczyłem, że rudy kot Pandory maltretuje lisy mojej mamy. Wykrzykiwałem różne przekleństwa, ale parszywy cuchnący kot z sarkastyczną miną dalej włóczył futro po przedpokoju.
    Nie miałem wyboru, musiałem podważyć drzwi do pralni, wtargnąć do hallu i uratować futro mamy.
    Wyszedłem szybko (tak szybko, jak to możliwe w rybackich butach po kolana, za dużych o cztery numery). Zarzuciłem futro na siebie, żeby nie zmarznąć podczas niepewnej drogi do domu. Niemal zabłądziłem na rogu Ploughman's Avenue i Shepherd's Crook Drive, ale przedzierałem się przez zamieć śnieżną, dopóki nie dostrzegłem znajomych garaży z prefabrykatów na rogu naszej uliczki.
    Wpadłem do kuchni w stanie kompletnego przemarznięcia i poważnego wyczerpania; mama paliła papierosa i robiła paszteciki. Zawołała: „Coś ty, do diabła, robił w moim futrze z lisów?" Nie była ani miła, ani zatroskana, jej zachowanie w najmniejszym stopniu nie przypominało zachowania, które zazwyczaj przypisuje się matkom. Robiła wiele zamieszania, wycierając śnieg z futra i susząc je suszarką do włosów. Nawet nie zaproponowała, że zrobi mi coś gorącego do picia. Powiedziała tylko: „ Mówili przez radio, że szkoła zamknięta z powodu śniegu, więc może się na coś przydasz i sprawdzisz, czy łóżka polowe nie pordzewiały. Sugdenowie przyjeżdżają na święta". Sugdenowie!
    Rodzina mamy z Norfolk! Brr! Są za blisko ze sobą spokrewnieni i nie potrafią mówić normalnie!
    Zadzwoniłem do Pandory, żeby wyjaśnić sprawę futra, uszkodzeń w domu itd., ale poszła zjeżdżać na nartach ze wzgórza za spółdzielczą piekarnią. Ojciec Pandory kazał mi się wyłączyć, bo musiał pilnie zatelefonować do komisariatu. Powiedział, że właśnie wrócił do domu i odkrył ślady włamania! Oświadczył, że dom jest w strasznym stanie (to musiał zrobić kot, ja byłem bardzo ostrożny), ale na szczęście zginęło tylko stare futro z lisów, którym Pandora wyłożyła koszyk kota.
    Przykro mi, Pandoro, ale to była ostatnia kropla,która przepełniła kielich. Możesz sobie poszukać innego Józefa, nie chcę występować na scenie z dziewczyną, dla której ważniejsza jest wygoda kota niż dylemat jej chłopaka.

    22 Wtorek

    Dziś rano szkoła była zamknięta, ponieważ nauczyciele nie mogli dojechać z powodu śniegu.
    To ich oduczy mieszkać w starych młynach i wiatrakach na wsi! Panna Elf mieszka z jakimś
    Murzynem w szeregowym domku w mieście, więc dzielnie zjawiła się w szkole, żeby przygotować wszystko na popołudniowe występy. Postanowiłem wybaczyć Pandorze incydent z futrem z lisów w kocim koszyku, kiedy mi wyjaśniła, że to kotka i że oczekuje małych.
    Koncert szkolny nie był zbyt udany. Dzwonek dochodzący z klasy pierwszej G dzwonił za długo, ojciec powtarzał: „Dzyń! Dzyń!", mama roześmiała się za głośno i pan Scruton groźnie na nią spojrzał.
    Orkiestra szkolna była straszna! Mama zapytała:, „Kiedy wreszcie przestaną stroić instrumenty i zaczną grać?" Wyjaśniłem, że właśnie odegrali koncert Mozarta na róg. To sprawiło, że mama i ojciec, a także mama i ojciec Pandory zaczęli się śmiać w sposób bardzo nieelegancki.
    Kiedy Alicja Bernard z trzeciej C, ważąca siedemdziesiąt kilo, wyszła na scenę w spódniczce baleriny i odegrała umierającego łabędzia, myślałem, że mama się rozpęknie. Mama Alicji Bernard zapoczątkowała oklaski, ale tylko nieliczni poszli w jej ślady.
    Klasa Dumbo odśpiewała na stojąco kilka starych, nudnych kolęd. Barry Kent śpiewał ich wulgarne wersje (wiem, bo patrzyłem mu na usta), potem usiedli ze skrzyżowanymi nogami, a kujon Henderson z piątej K grał na trąbce, na drumli, na fortepianie i na gitarze. Kretyński lizus kłaniał się w czasie oklasków z wyraźnym poczuciem wyższości. Potem nastąpiła przerwa i nadszedł czas, żebym przebrał się w kostium Józefa – białą trykotową koszulkę i dżinsy. Napięcie za sceną było olbrzymie. Stałem w kulisie (termin teatralny – oznacza bok sceny) i przyglądałem się publiczności zajmującej miejsca po przerwie. Wtedy z głośników stereo rozległa się melodia z „Bliskich spotkań", rozsunęła się kurtyna ukazując abstrakcyjny żłobek i zdążyłem tylko szepnąć Pandorze:,,Połam nogi, kochanie", a już panna Elf wypchnęła nas w światła. Grałem wspaniale! Naprawdę stałem się Józefem, ale Pandora nie była taka dobra, zapomniała spoglądać z czułością na Jezusa – Petera
    Browna.
    Trzej punkowie-królowie zbytnio pobrzękiwali łańcuchami i popsuli moją kwestię na temat sytuacji na Bliskim Wschodzie, a na aniołów reprezentujących panią Thatcher publiczność sykała tak głośno, że recytowany przez nich chórem tekst o bezrobociu przeszedł niezauważony.
    Mimo wszystko przedstawienie zostało dobrze przyjęte przez publiczność. Pan Scruton wygłosił pełną hipokryzji mowę o „odważnym eksperymencie" i „niestrudzonej pracy panny Elf za kulisami", po czym odśpiewaliśmy,,Życzymy wam Wesołych Świąt"!
    W samochodzie w drodze do domu ojciec powiedział: „To najśmieszniejsza szopka, jaką kiedykolwiek widziałem. Komu przyszło do głowy zrobić z tego komedię?" Nic nie odpowiedziałem.
    To nie była komedia.

    23 Środa

    9 rano. Zostały tylko dwa dni na przedświąteczne zakupy, a ja ciągle jestem bez grosza.
    Zrobiłem rękawicę kuchenną Niebieski Piotruś dla panny Elf, ale żeby jej to wręczyć przed gwiazdką, musiałbym podjąć wyprawę do getta i narazić się na napad rabunkowy.
    Będę zmuszony śpiewać kolędy, to jedyny sposób zdobycia funduszy.
    22.00. Właśnie wróciłem ze śpiewania kolęd. Domy na przedmieściu okazały się kompletnym niewypałem. Ludzie krzyczeli:,,Przyjdź na Boże Narodzenie" nawet nie otwierając drzwi. Moją najlepszą publicznością okazali się pijaczkowie wtaczający się do i wytaczający się z „Czarnego Byka". Niektórzy płakali bez żadnego skrępowania, wzruszeni pięknem mojego solowego wykonania „Cichej nocy".
    Muszę przyznać, że przedstawiałem naprawdę wzruszający obrazek, kiedy tak stałem na śniegu zwróciwszy młodzieńczą twarz w stronę niebios, całkowicie niebaczny na pijackie brewerie rozgrywające się wokół.
    Zebrałem trzy funty, trzynaście i pół pensa, plus irlandzką dziesięciopensówkę i kapsel od piwa Guinness. Jutro idę znowu. Włożę szkolny mundurek, to powinno przynieść kilka funtów ekstra.

    24 Czwartek

    Zaniosłem Bertowi woodbine'y. Jest dotknięty, ponieważ nie przychodziłem go odwiedzić.
    Powiedział, że nie chce spędzać świąt z gromadą złośliwych starych bab. On i Oueenie wywołują skandal. Są nieoficjalnie zaręczeni. Ich imiona znalazły się na tej samej popielniczce. Zaprosiłem Berta i Oueenie na pierwszy dzień świąt. Mama jeszcze o tym nie wie, ale na pewno nie zrobi jej to różnicy, mamy dużego indyka. Zaśpiewałem staruszkom kilka kolęd. Dostałem od nich dwa funty i jedenaście pensów, więc poszedłem do Woolwortha kupić Pandorze Chanel Numer 5. Nie mieli
    Chanela, więc kupiłem jej dezodorant pod pachy.
    Dom wygląda bardzo czysto i porządnie, w powietrzu unosi się magiczny zapach gotowania i pomarańcz. Poszukiwałem swoich prezentów, ale nie ma ich nazwykłym miejscu. Chcę tylko rower wyścigowy, nic innego nie sprawi mi przyjemności. Już pora, żebym uzyskał niezależność ruchów.
    23.00. Przed chwilą wróciłem z „Czarnego Byka". Pandora poszła ze mną, ubraliśmy się w szkolne mundurki i przypominaliśmy wszystkim pijakom ich rodzone dzieci. Wyrzygali pieniądze za nieczyste sumienie w wysokości dwunastu funtów pięćdziesięciu siedmiu pensów! Możemy więc pójść w drugi dzień świąt na pantomimę i kupić sobie po dużej tabliczce czekolady Cadbury'ego.

    25 Piątek
    Boże Narodzenie

    Wstałem o piątej rano, żeby się przejechać na moim wyścigowym rowerze. Ojciec zapłacił za niego kartą American Express. Nie mogłem pojechać daleko z powodu śniegu, ale to nie szkodzi.
    Już samo patrzenie na mój rower sprawia mi przyjemność. Ojciec napisał na bileciku przyczepionym do kierownicy: „Tym razem nie zostawiaj go na deszczu na dworze" – tak jakbym mógł zrobić coś podobnego!
    Rodzice mają porządnego kaca, więc zaniosłem im śniadanie do łóżka i równocześnie wręczyłem prezenty. Mama bardzo się ucieszyła czasomierzem do gotowania jajek, a ojciec był równie zachwycony zakładką; w istocie wszystko było w porządku, dopóki nie wspomniałem mimochodem, że Bert i Oueenie są tego dnia moimi gośćmi i czy ojciec nie mógłby wstać i pojechać po nich samochodem.
    Awantura trwała aż do przyjazdu tych przebrzydłych Sugdenów. Babcia i dziadek Sugdenowie, wujek Dennis, jego żona Marsja i syn Maurycy wyglądają identycznie. Jakby codziennie chodzili na pogrzeby. Trudno mi uwierzyć, że mama jest z nimi spokrewniona. Sugdenowie odmówili drinka i pili herbatę, podczas gdy mama rozmrażała indyka w wannie.
    Pomogłem ojcu wytaszczyć Queenie (105 kg) i Berta (98 kg) z samochodu. Queenie należy do tego typu hałaśliwych staruszek, które farbują włosy i usiłują wyglądać młodo. Bert jest w niej zakochany.
    Powiedział mi to, kiedy go prowadziłem do ubikacji.
    Babcia Mole i ciocia Zuzanna przyszły o pół do pierwszej i udawały, że lubią Sugdenów.
    Ciocia Zuzanna opowiedziała parę zabawnych anegdot z życia w więzieniu, ale rozśmieszyły one tylko ojca, mnie, Berta i Queenie.
    Poszedłem do łazienki i zastałem tam zapłakaną mamę, która oblewała indyka gorącą wodą z kranu. Powiedziała: „Adrianie, ten przeklęty ptak nie chce się rozmrozić. Co ja mam zrobić?" „Po prostu wrzuć go do pieca", poradziłem. I mama tak właśnie zrobiła.
    Zasiedliśmy do świątecznego obiadu z czterogodzinnym opóźnieniem. Ojciec był już wtedy zbyt pijany, żeby cokolwiek jeść. Sugdenom podobało się przemówienie królowej, ale jakoś nic poza tym ich nie zadowalało. Babcia Sugden dała mi książkę pod tytułem „Historie biblijne dla chłopców". Nie bardzo mogłem jej powiedzieć, że utraciłem wiarę, więc podziękowałem i uśmiechałem się fałszywie tak długo, aż mnie rozbolały mięśnie.
    O dziesiątej Sugdenowie poszli na swoje polowe lóżka. Bert, Queenie i moi rodzice grali w karty, a ja czyściłem swój rower. Wszyscy bawiliśmy się doskonale, żartując z Sugdenów. Potem ojciec odwiózł Berta i Queenie do domu starców, a ja zadzwoniłem do Pandory, żeby jej powiedzieć, że kocham ją bardziej niż samo życie.
    Idę do niej jutro, żeby zanieść dezodorant i zabrać ją na pantomimę.

    26 Sobota
    Święto w Zjednoczonym Królestwie i w Republice Irlandii (może być dzień zamienny).
    Nów

    Sugdenowie wstali o siódmej, ubrani w najlepsze rzeczy porozsiadali się wokół i wyglądali godnie. Ja wyjechałem na moim rowerze. Kiedy wróciłem, mama jeszcze leżała w łóżku, a ojciec sprzeczał się z dziadkiem Sugdenem na temat zachowania psa, udałem się więc na kolejną przejażdżkę.
    Wstąpiłem do babci Mole, zjadłem cztery paszteciki i pojechałem z powrotem do domu. Na dwupasmowej drodze osiągnąłem szybkość trzydziestu mil na godzinę. Wspaniałe uczucie.
    Włożyłem nową zamszową kurtkę i sztruksowe spodnie (zawdzięczam je karcie kredytowej ojca z banku Barelaya) i poszedłem po Pandorę. Podarowała mi na gwiazdkę płyn po goleniu. To był ważny moment, oznaczał koniec dzieciństwa.
    Całkiem dobrze się bawiliśmy na pantomimie, chociaż była dla nas trochę za dziecinna. Bili Ash i Carole Hayman byli dobrzy w rolach Aladyna i Księżniczki, ale najlepsi byli złodzieje – Jeff Teare i Jan Giles. Sue Pomeroy bawiła wszystkich jako wdowa Twankey. Bardzo jej w tym pomogła krowa, odgrywana przez Chrisa Martina i Lou Wakefielda.

    27 Niedziela
    Pierwsza po Bożym Narodzeniu

    Sugdenowie, dzięki Bogu, odjechali do Norfolk! W domu znowu zwykły bałagan. Wczoraj wieczorem rodzice ponieśli z sobą do łóżka butelkę wódki i dwa kieliszki. Nie widziałem ich od tamtej pory.
    Pojechałem na rowerze do Melton Mowbray, zajęło mi to pięć godzin.

    Poniedziałek

    Poważnie podpadłem, bo wczoraj wieczorem zostawiłem rower na zewnątrz. Rodzice się do mnie nie odzywają. Nic mnie to nie obchodzi, właśnie się ogoliłem i czuję się wspaniale.

    29 Wtorek

    Ojciec w bardzo złym humorze, bo nie ma już nic do picia poza jedną butelką sherry.
    Poszedł do rodziców Pandory pożyczyć butelkę alkoholu.
    Pies przewrócił choinkę i wszystkie igły świerkowe powbijały się w nędzny dywan.
    Przeczytałem już wszystkie gwiazdkowe prezenty, a biblioteka ciągle zamknięta. Jestem skazany na „Reader's Digest" ojca, a więc na sprawdzian mojego zasobu słów.

    30 Środa

    Wszystkie balony się pokurczyły. Przypominają piersi starych kobiet z telewizyjnych filmów dokumentalnych o Trzecim Świecie.

    31 Czwartek
    Ostatni dzień roku! Tyle się wydarzyło. Zakochałem się. Byłem dzieckiem niepełnej rodziny.
    Stałem się intelektualistą. I otrzymałem dwa listy z BBC. Nieźle, jak na kogoś w wieku 14 i l roku.
    Mama i ojciec byli na balu sylwestrowym w Grand Hotelu. Mama poszła w sukience!
    Minęło ponad rok od czasu, gdy po raz ostatni wystawiła swoje nogi na widok publiczny.
    Witałem Nowy Rok razem z Pandorą, odbyliśmy bardzo namiętną sesję przy akompaniamencie Andy Stewarta i kobziarza.
    O pierwszej w nocy ojciec z wielkim hałasem wkroczył frontowymi drzwiami, trzymając w ręku grudkę węgla. Jak zwykle, pijany.
    Mama zaczęła się rozwodzić nad tym, jakim jestem wspaniałym synem i jak bardzo mnie kocha. Szkoda, że nigdy nie mówi nic podobnego na trzeźwo.

    Styczeń

    1 Piątek
    Święto w Zjednoczonym Królestwie, Republice Irlandii, USA i Kanadzie

    Moje noworoczne postanowienia:
    1. Będę wierny Pandorze.
    2. Będę na noc wnosił rower do domu.
    3. Nie będę czytał bezwartościowych książek.
    4. Będę się intensywnie uczył do egzaminów i dostanę dobre stopnie.
    5. Będę się starał być lepszy dla psa.
    6. Spróbuję być na tyle wspaniałomyślny, żeby przebaczyć Barry Kentowi jego rozliczne grzechy.
    7. Będę mył wannę po kąpieli.
    8. Przestanę się martwić długością mojego.
    9. Będę, co wieczór wykonywał ćwiczenia na rozciągnięcie kręgosłupa.
    10. Każdego dnia nauczę się nowego słowa i będę go używał.

    2 Sobota
    Święto w Szkocji (może być dzień zamienny)

    Bardzo to interesujące, że aabec to rodzaj australijskiej kory używanej na poty.

    3 Niedziela
    Druga po Bożym Narodzeniu.
    Pierwsza kwadra księżyca

    Chętnie pojechałbym do Afryki polować na aardwarka.

    4 Poniedziałek

    A jak już byłbym w Afryce, to pojechałbym na południe poszukać aardwolfa.

    5 Wtorek

    I unikałbym spotkania z aasvoglem.

    6 Sobota
    Trzech Króli

    Prześladują mnie koszmarne sny o bombie. Mam nadzieję, że nie spadnie, zanim dostanę wyniki egzaminów państwowych w sierpniu 1983. Nie chciałbym też umrzeć w stanie kompletnego dziewictwa.

    7 Czwartek

    Przyszedł Nigel, żeby obejrzeć mój rower wyścigowy. Powiedział, że to produkt masowy, podczas gdy jego rower jest „dziełem specjalisty z Nottingham". Obrzydł mi Nigel, trochę mi także obrzydł mój rower.

    8 Piątek

    Dostałem zaproszenie na ślub Berta i Oueenie, pobierają się 16 stycznia w urzędzie stanu cywilnego przy Pocklington Street.
    Moim zdaniem to strata czasu. Bert ma prawie dziewięćdziesiąt lat, a Oueenie prawie osiemdziesiąt. Prezent ślubny kupię dopiero w ostatniej chwili.
    Znowu zaczął padać śnieg. Poprosiłem mamę, żeby mi kupiła takie zielone kalosze jak ma królowa, ale przyniosła najbardziej pospolite czarne. Potrzebne mi są tylko, żeby odprowadzać Pandorę do naszej furtki. Nie zamierzam wychodzić na dwór, dopóki śnieg się nie roztopi. W przeciwieństwie do większości chłopaków w moim wieku nie znoszę taplać się w śniegu.

    9 Sobota
    Pełnia księżyca

    Nigel powiedział, że dziś wieczorem nastąpi koniec świata. Księżyc przechodzi kompletną zapaść, oznajmił. (Nigel powinien czytać „Reader's Digest", żeby wzbogacić swój zasób słów).
    Fakt, że zrobiło się w pewnej chwili zupełnie ciemno, wstrzymałem, więc oddech i obawiałem się najgorszego, ale księżyc zaraz wrócił do normy i życie toczyło się dalej zwykłym trybem, wszędzie oprócz Yorku, gdzie zrządzeniem losu zalane zostało całe śródmieście.

    10 Niedziela
    Pierwsza po Trzech Królach

    Nie mogę zrozumieć, dlaczego mój ojciec w wieku czterdziestu jeden lat wygląda tak staro w porównaniu z prezydentem Reaganem, który ma siedemdziesiąt. Ojciec nie ma żadnych zajęć ani zmartwień, a wygląda okropnie nędznie. Biedny prezydent Reagan musi dźwigać na swoich barkach losy całego świata, a mimo to jest zawsze uśmiechnięty i pogodny. To wszystko jakoś nie trzyma się kupy.

    11 Poniedziałek

    Przeglądałem zeszłoroczny dziennik i uświadomiłem sobie, że Malcolm Muggeridge nigdy nie odpowiedział na mój list z zapytaniem, co robić, jeśli się jest intelektualistą. Zmarnowałem znaczek pocztowy pierwszej klasy! Powinienem był napisać do British Musem, bo tam kręcą się wszyscy intelektualiści.

    12 Wtorek

    Dziś wieczorem poszedłem z Pandorą do klubu młodzieżowego. Było całkiem fajnie. Rysiek Cytryna prowadził dyskusję na temat seksu. Nikt nic nie mówił, ale Rysiek pokazał kilka interesujących zdjęć łona przeciętego na pół.

    13 Środa

    Rodzice Pandory strasznie się pokłócili. Sypiają w oddzielnych sypialniach. Mama Pandory wstąpiła do SDP, a ojciec pozostał wierny Partii Pracy.
    Pandora popiera liberałów, więc ma dobre stosunki z obojgiem rodziców.

    14 Czwartek

    Ojciec Pandory przestał się maskować i przyznał, że jest zwolennikiem Benna* (przypis:*
    Tony Benn (ur. w 1925 r.) – znany polityk, członek Labour Party od 1943 r., bardzo lewicowy w poglądach. W r. 1963 zrzekł się prawa sukcesji do tytułu szlacheckiego, żeby wejść do Izby Gmin.)
    Pandora jest w dalszym ciągu lojalna wobec niego, ale gdyby dowiedziała się o tym spółdzielnia mleczarska, byłby skończony.

    15 Piątek

    Dzięki Bogu, śnieg topnieje! Nareszcie mogę bezpiecznie chodzić po ulicach w poczuciu pewności, że nikt nie wepchnie mi kuli śniegowej za kołnierzyk kurtki.

    6 Sobota
    Ostatnia kwadra księżyca

    Dzisiaj Bert się ożenił. Dom Promiennego Słońca im. radnego Coopera wynajął autokar, żeby staruszki z balkonikami do chodzenia mogły utworzyć szpaler honorowy.
    Bert prezentował się bardzo dobrze. Spieniężył swoją polisę ubezpieczeniową na życie i kupił nowy garnitur. Oueenie miała kapelusz z kwiatami i owocami. Na twarz nałożyła zwały pomarańczowego pudru, usiłując przykryć zmarszczki. Nawet Szabla miał na szyi czerwoną kokardę. To ładnie, że Królewskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami wypuściło Szablę na ślub jego pana. Mój ojciec i ojciec Pandory wnieśli na schody wózek inwalidzki z Bertemjako kawalerem i znieśli go ze schodów z Bertem jako człowiekiem żonatym. Staruszki rzucały ryż i konfetti. Moja mama i mama Pandory wycałowały Oueenie i dały jej na szczęście końską podkowę.
    Reporter i fotograf z gazety ustawiali wszystkich do zdjęć. Zapytano mnie, jak się nazywam, uchyliłem się jednak od odpowiedzi wyjaśniając, że nie chcę nadawać rozgłosu moim aktom miłosierdzia wobec Berta.Przyjęcie odbyło się w domu starców. Przełożona upiekła ciasto, na wierzchu wypisała kolorowymi marmoladkami litery „B" i „Q".
    W poniedziałek Bert i Queenie przenoszą się do pawilonu, ale miodowy miesiąc spędzą w głównym budynku.
    Miesiąc miodowy! Cha, cha, cha!

    17 Niedziela
    Druga po Trzech Królach

    W nocy śnił mi się chłopak podobny do mnie, który w czasie deszczu zbierał kamyczki. Był to bardzo dziwny sen.
    Czytam,,Czarnego księcia" Iris Murdoch. Rozumiem jedno słowo na dziesięć. Moją ambicją stało się teraz odczucie prawdziwej przyjemności przy czytaniu którejś z książek tej autorki.
    Wtedy będę wiedział, że stoję powyżej przeciętnej masy.

    18 Poniedziałek

    Szkoła. Pierwszy dzień nowego semestru. Mnóstwo zadań domowych w związku z egzaminami państwowymi. Nigdy sobie z tym nie poradzę. Jestem wprawdzie intelektualistą, ale nie mam zbyt wielkich zdolności do nauki.

    19 wtorek

    Przyniosłem do domu czterysta osiemdziesiąt trzy egzemplarze,,Głosu Młodości" w worku i torbie Adidas. Panu Jonesowi potrzebna jest szafa w sali gimnastycznej.

    20 Środa

    Dwie i pół godziny odrabiania lekcji! To napięcie mnie wykończy. Nie wytrzymam takiego obciążenia.

    21 Czwartek

    Mój umysł jest obolały. Musiałem przetłumaczyć na angielski dwie strony „Makbeta".

    22 Piątek

    Moim przeznaczeniem jest zostać pracownikiem fizycznym. Nie mogę nic robić w obecnym napięciu. Panna Elf oświadczyła, że moja pierwsza praca jest całkowicie zadowalająca, ale to nie wystarczy, skoro Pandora dostaje oceny „doskonałe" wypisane czerwonym piórem na wszystkim, cokolwiek zrobi.

    23 Sobota

    Leżałem w łóżku do wpół do szóstej wieczorem, żeby mieć całkowitą pewność, że ominą mnie zakupy u Sainsbury'ego. W „Radio Cztery" wysłuchałem słuchowiska o nieszczęśliwym domu.
    Zadzwoniłem do Pandory. Odrobiłem geografię. Drażniłem się z psem. Usnąłem. Obudziłem się.
    Martwiłem się przez dziesięć minut. Wstałem. Zrobiłem kakao.
    MÓJ system nerwowy – w ruinie.

    24 Niedziela.
    Trzecia po Trzech Królach

    Mama przypisuje stan moich nerwów Iris Murdoch. Twierdzi, że nie powinno się czytać książek o bolesnym dojrzewaniu w trakcie przygotowań do egzaminów.

    15 Poniedziałek
    Nów

    Nie umiałem odrobić matematyki. Zadzwoniłem do Samarytan. Miły pan w telefonie powiedział mi, że wynik jest dziewięć ósmych. Okazał wielką wyrozumiałość dla osoby pogrążonej w rozpaczy.

    26 Wtorek

    Głupi Samarytanin podał mi zły wynik! Powinno być tylko siedem piątych. Dostałem sześć punktów na dwadzieścia możliwych. Pandora wszystko zrobiła dobrze. Prawdę mówiąc, uzyskała sto procent.

    27 Środa.

    W naszym dużym pokoju odbywa się zebranie zwolenniczek równych praw kobiet. Nie mogę się skupić na odrabianiu lekcji z powodu krzyków, śmiechów i tupania na schodach. W żadnym razie nie zachowują się jak prawdziwe damy.

    28 Czwartek

    Dostałem z historii piętnaście punktów na dwadzieścia możliwych. Pandora dostała dwadzieścia jeden na dwadzieścia możliwych. Dodatkowy punkt przypadł jej za to, że wiedziała, jak miał na imię ojciec Hitlera.

    29 Piątek

    Wróciłem wcześniej ze szkoły ze straszliwą migreną (ominęła mnie klasówka z religii porównawczej). Zastałem ojca oglądającego w telewizji program dla dzieci, udawał, że jest żołędziem wyrastającym w dąb.
    Położyłem się do łóżka, zbyt wstrząśnięty, by w ogóle na to zareagować.

    30 Sobota

    Migrena. Nie mogę pisać.

    31 Niedziela
    Czwarta po Trzech Królach

    Przyszła Pandora. Przepisałem od niej zadania domowe. Czuję się lepiej.

    Luty

    1 Poniedziałek
    pierwsza kwadra księżyca

    Mama postawiła ojcu ultimatum: albo znajdzie pracę, albo zacznie zajmować się domem, albo się wyprowadzi.
    Ojciec szuka pracy.

    2 Wtorek
    Matki Boskiej Gromnicznej.
    Dzień kwartalnej płatności w Szkocji

    Przyszła babcia Mole, żeby mi powiedzieć, że w jej kościele spirytualistycznym zapowiedziano w ubiegłym tygodniu koniec świata. Oświadczyła, że wszystko powinno było się skończyć wczoraj.
    Byłaby przyszła powiadomić mnie o tym wcześniej, ale prała zasłony.

    3 Środa

    Ojcu odebrano karty kredytowe! Bankom Nat West, Barciay i American Express znudziła się jego szalona rozrzutność. Nasza sytuacja pogarsza się z każdą chwilą. Ojcu zostało w szufladzie ze skarpetkami już tylko parę funtów z odszkodowania wypłaconego przez firmę.
    Mama szuka pracy.
    Towarzyszy mi poczucie deja vu.

    4 Czwartek

    Poszedłem odwiedzić Berta i Oueenie. W tym swoim pawilonie mają taką masę rupieci, że prawie nie można się poruszać. Szabla przy każdym machnięciu ogonem strąca co najmniej dziesięć bibelotów. Oboje wydają się dosyć szczęśliwi, chociaż ich życie seksualne pozostawia pewno wiele do życzenia.

    5 Piątek

    Mam napisać wypracowanie o przyczynach drugiej wojny światowej. Co za strata czasu!
    Wszyscy znają przyczyny. Wszędzie, gdzie się ruszyć, napotyka się fotografię Hitlera.

    6 Sobota
    Skończyłem wypracowanie, przepisałem je z encyklopedii Pears.
    Mama poszła na ćwiczenia kobiet w samoobronie. Jeśli ojciec zacznie marudzić z powodu przypalonych grzanek, będzie mogła zaaplikować mu cios karate w tchawicę.

    7 niedziela
    Starozapustna

    Cały dzień nudziłem się śmiertelnie. Moi rodzice nigdy nie robią nic w niedzielę poza czytaniem gazet. Inne rodziny jeżdżą do parku safari itd. My nigdy.
    Kiedy ja zostanę rodzicem, będę dostarczał moim dzieciom mnóstwa podniet w czasie weekendów.

    8 Poniedziałek
    Pełnia księżyca

    Mama znalazła pracę. Wybiera pieniądze z automatów. do gry „Inwazja z kosmosu".
    Rozpoczęła dzisiaj, po naglącym telefonie z agencji pośrednictwa pracy, w której jest zarejestrowana.
    Powiedziała, że najwięcej monet znajduje się w automatach zainstalowanych w obskurnych kawiarniach i w uniwersytetach.
    Myślę, że mama sprzeniewierza się swoim zasadom. Ta praca służy zaspokojeniu obsesji ludzi słabych.

    9 Wtorek

    Mama zrezygnowała z pracy. Oświadczyła, że była narażona na zaczepki seksualne, a ponadto ma uczulenie na monety dziesięciopensowe.

    10 Środa

    Ojciec uruchamia prywatny biznes. Będzie wyrabiał półeczki na przyprawy kuchenne.
    Resztę pieniędzy pozostałych z odszkodowania wydał na drewno sosnowe i klej. Pokój gościnny przekształcił się w warsztat. Trociny są w całym domu.
    Jestem bardzo dumny z ojca. Jest teraz dyrektorem przedsiębiorstwa, a ja jestem synem dyrektora przedsiębiorstwa.

    11 Czwartek

    Po szkole dostarczyliśmy pani Singh gigantyczną półkę na przyprawy. Nieśliśmy ją we dwóch, a potem zainstalowaliśmy w kuchni. Wypiliśmy po filiżance nędznej indyjskiej herbaty, pani Singh zapłaciła ojcu i zaczęła zapełniać półki egzotycznymi indyjskimi przyprawami. Wyglądały znacznie ciekawiej niż nudne pietruszki i tymianki u mamy.
    Ojciec kupił butelkę szampana, żeby uczcić sprzedanie pierwszej półki! Pojęcie „inwestycja" dla niego nie istnieje.

    12 Piątek

    Pandora pojechała ze swoim ojcem do Londynu posłuchać wystąpienia Tony Benna. Mama
    Pandory pojechała do Loughborough na zjazd SDP. To bardzo smutne, kiedy polityka rozdziela rodziny.
    Nie jestem pewien, jak będę głosował. Czasami zdaje mi się, że pani Thatcher jest przyjemnym typem kobiety. Kiedy jednak następnego dnia widzę ją w telewizji, napawa mnie absolutnym przerażeniem. Oczy ma jak psychopatyczny morderca, ale glos osoby łagodnej. Trochę to jest mylące.

    13 Sobota

    Pandora zachwycona Tonym Bennem, zupełnie jak kiedyś Adamem Antem. Twierdzi, że starsi mężczyźni są podniecający.
    Próbuję zapuścić wąsy. Jutro św. Walentego. Dziś przyszła olbrzymia kartka ze stemplem pocztowym Sheffield.

    14 Niedziela
    Mięsopustna. Św. Walentego

    Wreszcie dostałem walentynkę od kogoś nie należącego do rodziny! Kartka od Pandory była czarowna, zawierała proste słowa miłości:

    Adrianie, tylko ty.

    Ja posłałem Pandorze pseudowiktoriańską kartkę, a w środku napisałem:

    Moja miłości!
    Włosy w kolorze melasy
    I skarpetki do kolan
    Wprawiają mnie w stan szoku
    Masz cudowną figurę.
    Czuję, żem Roy Rogers*,
    A ty jesteś Trigger.

    (przypis: Roy Rogers (ur. w 1912 r.) – aktor, od 1938 r. grał w westernach klasy B. Bardzo popularny do późnych lat pięćdziesiątych. Jeździł na koniu Trigger.)

    Nie wypadło to najlepiej, ale bardzo się spieszyłem. Pandora nie zrozumiała aluzji do Roya Rogersa, więc pożyczyłem jej stare roczniki Roya Rogersa należące do ojca.
    Ojciec wyrzucił do kosza kartkę z Sheffield. Mama ją wyciągnęła, kiedy ojciec poszedł do pubu. Tekst brzmiał:

    Paulino, cierpię.

    Mama uśmiechnęła się i podarła kartkę.

    15 Poniedziałek
    Rocznica urodzin Waszyngtonu w USA.
    Ostatnia kwadra księżyca

    Kiedy wróciłem ze szkoły, mama rozmawiała przez telefon z tą glistą Lucasem. Mówiła obrzydliwym głosem rzeczy typu: „Nie proś mnie o to, Bimbo, nie mogę tego zrobić" czy,,Kochanie, między nami wszystko skończone, musimy się starać zapomnieć".
    Nie wytrzymam już dalszych emocjonalnych stresów. Wystarczy, że muszę się tak dużo uczyć i rywalizować z Tonym Bennem o względy Pandory.

    16 Wtorek

    Wczoraj wieczorem przyszła mama Pandory z reklamacją w sprawie półeczki na przyprawy.
    Półka spadła ze ściany. Rozmaryn, bazylia i wszystko inne rozsypało się po całej podłodze z korkowych płytek. Mama przepraszała w imieniu ojca, który tymczasem ukrywał się w komórce na węgiel.
    Rozmyślam poważnie nad tym, żeby wszystko rzucić i zostać włóczęgą. Nawet podobałoby mi się takie życie pod warunkiem, że mógłbym się codziennie wykąpać.

    17 Środa

    Panna Elf opowiedziała nam dzisiaj o swoim przyjacielu. Nazywa się Winston Johnson. Jest magistrem nauk humanistycznych i nie może dostać pracy! To jakie są moje szanse?
    Panna Elf powiedziała, że sytuacja absolwentów jest w całym kraju beznadziejna. Jej zdaniem pan Scruton nie ma wstydu, jeżeli ośmielił się powiesić nad swoim biurkiem portret pani Thatcher.
    Chyba staję się radykałem.

    18 Czwartek

    Dziś rano zebrano całą szkołę w dużej sali. Pan Scruton wszedł na podium i zachowywał się jak w filmach o Hitlerze. Oświadczył, że w całej swojej długiej karierze nauczycielskiej nie zetknął się z aktem podobnego wandalizmu. Wszyscy stali w głębokim milczeniu zastanawiając się, o co chodzi. Pan Scruton oznajmił, że ktoś wszedł do jego gabinetu, dorysował Margaret Thatcher wąsy i napisał jej na dekolcie „Trzy miliony bezrobotnych".
    Pan Scruton powiedział, że profanacja największego przywódcy, jakiego miał ten kraj, jest zbrodnią przeciwko ludzkości. Równa się zdradzie stanu, toteż kiedy zostanie znaleziony winny, będzie natychmiast usunięty ze szkoły. Oczy Scrutona wyłupiały się do tego stopnia, że kilku pierwszoklasistów zaczęło płakać. Panna Elf odprowadziła ich w bezpieczne miejsce.
    Cała szkoła będzie musiała przedstawić próbkę charakteru pisma.

    19 Piątek

    Panna Elf złożyła wymówienie. Będzie mi jej brakowało, ona, bowiem przyczyniła się do rozwoju mojej świadomości politycznej. Stałem się zdecydowanie radykałem. Jestem niemal wszystkiemu przeciwny.

    20 Sobota

    Pandora, Nigel, Klara Neilson i ja założyliśmy grupę radykalną Różowa Brygada.
    Dyskutujemy o takich sprawach jak wojna (jesteśmy przeciwko), pokój (jesteśmy za) i ostateczne unicestwienie społeczeństwa kapitalistycznego.
    Ojciec Klary Neilson jest kapitalistą, ma sklep warzywny. Klara próbuje go nakłonić, by rozdawał bezrobotnym tanie produkty, ale on odmawia. Tuczy się na ich głodzie!

    21 Niedziela
    Zapustna

    Posprzeczałem się z ojcem na temat „Sunday Expressu". On nie zdaje sobie sprawy, że jest posłusznym narzędziem reakcyjnej prawicy. Odmawia przerzucenia się na czytanie „Morning Star".
    Mama czyta wszystko bez wyboru, prostytuując niejako umiejętność czytania.

    22 Poniedziałek

    Znowu mam pryszcze. Ponadto jestem bardzo sfrustrowany seksualnie. Nie mam wątpliwości, że jedna namiętna sesja miłosna bardzo by poprawiła moją cerę.
    Pandora twierdzi, że nie zaryzykuje ewentualnością zostania samotną matką z powodu kilku głupich pryszczy. Będę, więc musiał powrócić do folgowania sobie.

    23 wtorek
    Ostatki.
    Nów

    Zjadłem dziewięć pączków w domu, trzy u Pandory, cztery u Berta i Oueenie. Babcia poczuła się dotknięta, kiedy nie przystałem na jej miłą propozycję, że zrobi mi krem. Byłem zbyt najedzony.
    To obrzydliwe, jeśli się weźmie pod uwagę, że Trzeci Świat żywi się kilkoma ziarnkami ryżu.
    Czuję okropne wyrzuty sumienia.

    24 Środa
    Popielec

    Nasze panie kucharki w sokole zostały zwolnione. Obiady przyjeżdżają teraz w gorących pudłach z kuchni centralnej. Zainicjowałbym protest, ale mam jutro klasówkę z geografii.
    Pani Leech dostała piec mikrofalowy za trzydziestoletnie trudy przy garnku z budyniem.

    25 Czwartek

    Dostałem z geografii piętnaście punktów na dwadzieścia możliwych. Straciłem punkty, bo napisałem, że Wyspy Falklandzkie należą do Argentyny.

    26 Piątek

    Mój ma teraz trzynaście centymetrów, a w stanie spoczynku nawet nie ma go co mierzyć.
    Ogólnie rzecz biorąc poprawia się również mój wygląd. Myślę, że ćwiczenia rozciągające kręgosłup zaczynają przynosić rezultaty. Byłem tym, któremu wszyscy dokopywali, teraz mogę się spokojnie przyglądać, jak dokopują innym.

    27 Sobota

    Przez cały tydzień ojciec nie wykonał i nie sprzedał ani jednej półki. Żyjemy teraz z zasiłku dla bezrobotnych i pieniędzy z opieki społecznej. Mama przestała palić. Pies dostaje pół puszki swojego mięsa dziennie.

    28 Niedziela
    pierwsza niedziela wielkiego postu

    Na obiad niedzielny jajka, frytki i fasola! Żadnego deseru! Nie było nawet serwetek!
    Mama mówi, że jesteśmy nouveau poor.

    Marzec

    1 Poniedziałek
    Św. Dawida (Walia}

    Ojciec przestał palić. Chodzi po domu z pobladłą twarzą i przyczepia się do wszystkiego, co robię.
    Pokłócili się po raz pierwszy od powrotu mamy. Spowodował to pies, który zjadł na podwieczorek szynkę z puszki. To było silniejsze od niego, biedak był na pół oszalały z głodu.
    Znowu dostaje całą puszkę swojego mięsa dziennie.

    2 Wtorek
    Pierwsza kwadra księżyca

    Rodzice cierpią na ciężkie objawy odwyku od nikotyny. Dla kogoś niepalącego jest to bardzo zabawne.
    3 Środa

    Musiałem pożyczyć ojcu pieniądze na galon benzyny, jechał na rozmowę w sprawie pracy.
    Mama przystrzygła mu włosy i ogoliła go, pouczyła też, co ma mówić i jak się zachowywać. Żal patrzeć, jak bezrobocie wpędziło ojca w dziecinną zależność od innych.
    Czeka na wiadomość z Rządowej Agencji do Walki z Bezrobociem.
    Ciągle jest chory z powodu niepalenia. Ma teraz niezwykle wybuchowy temperament.

    4 Czwartek

    Jeszcze nie ma żadnych wiadomości o pracy. Spędzam możliwie jak najwięcej czasu poza domem. Rodzice są nie do wytrzymania. Niemal chciałbym, żeby znów zaczęli palić.

    5 Piątek

    Dostał pracę!
    Zaczyna w poniedziałek, jako nadzorca renowacji brzegów kanału. Odpowiada za gromadę młodzieży prosto po szkole. Dla uczczenia tej nowiny kupił mamie sześćdziesiąt Benson and Hedges, a sobie sześćdziesiąt playersów. Ja dostałem dużą paczkę baloników Mars.
    Przynajmniej raz wszyscy są bardzo szczęśliwi. Nawet pies trochę poweselał. Babcia robi na drutach wełnianą czapkę dla ojca do pracy.

    6 Sobota

    Poszliśmy z Pandorą obejrzeć ten fragment kanału, za którego brzegi odpowiada teraz mój ojciec.
    Gdyby nawet pracował tysiąc lat, to nigdy nie oczyści tego miejsca ze wszystkich starych rowerów, wózków, zielska i puszek po coca-coli! Powiedziałem ojcu, że znalazł się w beznadziejnej sytuacji, a on na to: „Nic podobnego, za rok będzie to miejsce godne podziwu". Bez wątpienia! A ja jestem Nancy Reagan, drogi tato!

    7 Niedziela
    Druga w wielkim poście

    Ojciec poszedł rano zobaczyć swoje brzegi kanału. Wrócił do domu i zamknął się w sypialni.
    Ciągle jeszcze tam jest, słyszę, jak mama próbuje go pocieszać.
    Nie jest pewne, czy jutro pójdzie do pracy. W sumie myślę, że raczej nie.

    8 Poniedziałek

    Ojciec poszedł do pracy.
    Wracałem ze szkoły wzdłuż brzegów kanału. Zobaczyłem, jak dyrygował grupą skinów i punków. Wyglądali raczej ponuro i nie zdradzali zbytniej ochoty do współpracy. Żaden nie chciał pobrudzić ubrania. Wydawało się, że jedynie ojciec coś robi. Był cały ubłocony. Próbowałem zamienić parę słów z chłopakami, ale zlekceważyli moje wysiłki. Podkreśliłem, że są wyalienowani przez okrutne, obojętne społeczeństwo, na co ojciec powiedział: „Zjeżdżaj do domu, Adrianie. Pleciesz lewicowe brednie". Jeśli nie będzie się kontrolował, wkrótce spotka się z otwartym buntem.

    9 Wtorek
    Pełnia księżyca

    Moje wyniki w nauce sięgają dna. Dostałem tylko pięć punktów na dwadzieścia możliwych za ortografię. Myślę, że mogę mieć anoreksję.

    10 Środa

    Ojciec poprosił, żebym nie przyprowadzał Pandory nad kanał po szkole. Twierdzi, że po jej odejściu nie może sobie poradzić z chłopakami. To prawda, że Pandora jest oszałamiająco piękna, ale chłopcy muszą się po prostu nauczyć samokontroli. Ja musiałem to zrobić. Pandora odmówiła skonsumowania naszego związku. Zastanawiam się czasami, co ona we mnie widzi.
    Żyję w ciągłym strachu, że nasz związek się skończy.

    11 Czwartek

    Pandora i jej matka dołączyły do kobiecej grupy mojej mamy. Żaden mężczyzna ani chłopak nie ma wstępu do naszego frontowego pokoju. Ojciec tymczasem musi prowadzić żłobek w jadalni.
    Herod, córeczka Ryśka Cytryny, pełzała dziś pod stołem wydając okrzyki: „Cyc! Cyc!"
    Ojciec starał się ją uspokoić, dopóki mu nie wyjaśniłem, że Cyc to imię jej matki. Herod jest bardzo radykalnym dzieckiem, nigdy nie je słodyczy i nie chodzi spać przed drugą w nocy.
    Ojciec twierdzi, że kobiety powinny siedzieć w domu i zajmować się gotowaniem. Mówi to szeptem, żeby uniknąć śmiertelnego ciosu karate.

    12 Piątek

    Ojciec miał dobry dzień nad brzegiem kanału. Dotarł już prawie do poziomu trawy. Żeby to uczcić, przyprowadził skinów i punków do domu na szklankę piwa własnego wyrobu. Mama i pani Singh obserwowały z przerażeniem, jak chłopaki wkraczają do kuchni, ale kiedy ojciec przedstawił im Baza, Daza, Maza Leva, Melva i Boża, trochę się odprężyły.
    Boz pomoże mi zreperować hamulce w moim rowerze. Jest ekspertem od rowerów.
    Kradnie je od szóstego roku życia.

    13 Sobota

    Dziś Boz zaproponował mi powąchanie kleju, ale odmówiłem z podziękowaniem.

    14 Niedziela
    Trzecia w wielkim poście

    Wszystkie znane mi kobiety udały się na wiec protestacyjny w sprawie prawa kobiet do pracy. Pani Singh poszła w przebraniu.
    Widziałem w parku Ryśka Cytrynę, popychał huśtawkę z Herod zbyt wysoko. Herod krzyczała: „Cyc! Cyc!"

    15 Poniedziałek

    Kochany jestem przez dwie kobiety: Elżbieta Sally Broadway podała Wiktorii Luizie
    Thomson kartkę na lekcji fizyki. „Zapytaj Adriana Mole'a, czy chce ze mną chodzić".
    Wiktoria Luiza Thomson (dalej zwana W.L.T.) przekazała mi pytanie. Odpowiedziałem
    W.L.T. odmownie.
    Elżbieta Sally Broadway (dalej zwana E.S.B.) miała bardzo smutną minę i zaczęła zalewać łzami palnik Bunsena. Cudowna jest świadomość, że obydwie, Pandora i Elżbieta, są we mnie zakochane.
    Może jednak nie jestem taki brzydki.

    16 Wtorek

    Pandora i E.S.B. pobiły się na boisku. Pandora zachowała się obrzydliwie. Na ostatnim zebraniu Różowej Brygady przysięgła całe życie być pacyfistką.
    Pandora zwyciężyła! Cha, cha, cha!

    17 Środa
    Dzień św. Patryka (Irlandia).
    Ostatnia kwadra księżyca

    O 22.30 wóz policyjny przywiózł pana 0'Leary do domu. Pani 0'Leary przyszła z prośbą, żeby ojciec pomógł jej zaprowadzić pana 0'Leary na górę do łóżka. Ojciec jeszcze tam jest. Mimo podwójnych szyb dobiegają do mnie dźwięki muzyki i śpiewy.
    To wcale nie żarty, kiedy trzeba się wyspać przed pójściem do szkoły.

    18 Czwartek

    Czytam,,Dlaczego dzieciom się nie udaje" Johna Holta. To bardzo dobre. Jeśli obleję egzaminy, będzie to wyłącznie wina rodziców.

    19 Piątek

    Moje twórcze wypracowanie z angielskiego:
    WIOSNA,
    napisał Adrian Mole
    Drzewa wystrzelają w pąki niektóre nawet mają liście. Gałęzie pchają się w niebo jak pijane strachy na wróble. Ich pnie wkręcają się w ziemię tworząc plątaninę korzeni. Jasne niebo wychyla się niepewnie jak nieśmiała oblubienica na progu małżeńskiej łożnicy. Ptaki wypisują skrzydłami swoje chaotyczne trasy w wacie chmur niby pijane strachy na wróble.
    Przezroczysty strumyk majestatycznie pluszcze do kresu swej drogi. „Do morza", woła, „do morza" powtarza bez ustanku.
    Na brzegu siedzi samotny chłopiec, w lędźwiach czuje płomień i obserwuje swoje spokojne odbicie we wzburzonym strumieniu. Na sercu leży mu ciężar. Wzrok jego skierował się ku ziemi i spoczął na zdumiewającym, majestatycznym, wielobarwnym motylu. Skrzydlaty owad uniósł się w powietrze, a oczy chłopca unoszą się za nim tak długo, aż stanie się plamką na tle czerwono zachodzącego słońca. Chłopiec wyczuwa zefirek nadziei dla rodzaju ludzkiego.
    Pandora uważa, że to najlepsza rzecz, jaką napisałem, ja jednak wiem, że czeka mnie jeszcze długa droga, zanim opanuję swoje rzemiosło.

    20 Sobota
    Równonoc wiosenna

    Mama obcięła włosy zupełnie krótko. Wygląda, jakby była jedną z więźniarek cioci Zuzanny. Już wcale nie ma w niej nic macierzyńskiego. Nie wiem, czy kupić jej coś na Dzień Matki.
    Wczoraj nie przestawała o tym mówić, według niej to naciąganie naiwnych przez handel.

    21 Niedziela
    Czwarta w wielkim poście.
    Dzień Matki

    11.30. Nic nie kupiłem mamie, więc całe rano była w złym humorze.
    13.00. Ojciec powiedział: „Na twoim miejscu, chłopcze, pobiegłbym do pana Cherry'ego i kupił mamie kartę i prezent". Dał mi dwa funty, więc kupiłem kartę z napisem „Kocham cię, mamusiu" (jedyna, jaka została; wiadomo, mój pech) i pięć pudełek lukrecji (taniej, bo pudełka były zgniecione). Mamie poprawił się humor i nawet nie miała za złe, że ojciec poszedł do babci z bukietem tulipanów i wrócił po pięciu godzinach roztaczając wokół woń alkoholu.
    Mama Pandory tymczasem rozpieszczana była w restauracji. Zrobię to samo dla mojej mamy, kiedy już będę sławny.

    22 Poniedziałek

    Skatalogowałem bibliotekę w mojej sypialni. Mam sto pięćdziesiąt jeden książek, nie licząc dzieł Enid Blytons.

    23 Wtorek

    Za jedenaście dni będę miał piętnaście lat. Gdybym chciał się ożenić, to wystarczy poczekać tylko rok i jedenaście dni.

    24 Środa

    Jedyny szczegół mojej powierzchowności, którym się teraz naprawdę martwię, to uszy.
    Odstają pod kątem dziewięćdziesięciu stopni. To fakt stwierdzony naukowo, bo za pomocą przyborów do geometrii.

    25 Czwartek
    Dzień Zwiastowania (dzień płatności kwartalnych).
    Nów

    Doznałem duchowego przebudzenia. Przyszło do domu dwóch przyjemnych panów reprezentujących ugrupowanie religijne Ludzie Słońca. Mówili o tym, że tylko oni mogą przynieść światu pokój. Trzeba wpłacić dwadzieścia funtów, żeby się do nich zapisać. Jakoś zdobędę te pieniądze. Nie ma zbyt wygórowanej ceny, gdy w grę wchodzi pokój.

    26 Piątek

    Próbowałem namówić Pandorę, żeby wstąpiła do Ludzi Słońca. Moje argumenty w ogóle na nią nie podziałały. Oni przychodzą jutro, żeby się zobaczyć z moimi rodzicami i podpisać porozumienie.

    27 Sobota

    Ludzie Słońca przyszli o szóstej. Ojciec trzymał ich na progu, na deszczu. Odzienie przemokło im na wskroś. Ojciec oświadczył, że usiłowali otumanić naiwne dziecko. Mama potem obserwowała, jak szli w górę ulicy. Zauważyła: „Nie wyglądają teraz zbyt charyzmatycznie, są po prostu cholernie zmoknięci". Ja uroniłem kilka łez. Myślę, że płakałem z uczucia ulgi, w końcu dwadzieścia funtów to kupa forsy.

    28 Niedziela
    Niedziela pasyjna.
    Początek brytyjskiego czasu letniego

    Ojciec zapomniał wczoraj przesunąć zegarki, więc spóźniłem się na zebranie Różowej
    Brygady w salonie u Pandory. Przegłosowaliśmy wykluczenie z zebrania ojca Pandory z uwagi na jego ekstremistyczne lewicowe poglądy. Postanowiliśmy popierać Roya Hattersieya w spodziewanej walce o przywództwo w Partii Pracy.
    Pandora zraziła się do Tony'ego Benna, odkąd się dowiedziała, że to arystokrata-odszczepieniec.
    Klara Neilson wprowadziła nowego członka. Nazywa się Barbara Boyer. Jest bardzo urodziwa i bardzo inteligentna. Nie zgodziła się z Pandorą w sprawie polityki nuklearnej NATO.
    Pandora musiała przyznać, że Chiny to jedna wielka niewiadoma. Poprosiła potem Klarę Neilson, żeby więcej nie przyprowadzała Barbary.

    29 Poniedziałek

    Przy obiedzie w szkole siedziałam obok Barbary Boyer. To naprawdę wspaniała dziewczyna. Zauważyła, że Pandora ma wiele wad. Musiałem jej przyznać rację.

    30 Wtorek

    Popełniłem nieseksualne cudzołóstwo z Barbarą. Jestem ośrodkiem odwiecznego trójkąta.
    Wie o tym tylko Nigel, zaprzysiągł dochować tajemnicy.

    31 Środa

    Nigel rozpaplał to po całej szkole. Pandora spędziła popołudnie w gabinecie wychowawczyni.

    Kwiecień

    1 Czwartek
    Prima aprilis.
    Pierwsza kwadra księżyca

    Barbara Boyer skończyła naszą krótką affaire. Zadzwoniłem do niej do sklepu zoologicznego, gdzie pracuje dorywczo czyszcząc klatki. Powiedziała, że nie może znieść wyrazu cierpienia w oczach Pandory. Zapytałem, czy to dowcip primaaprilisowy, ale ona zaprzeczyła przypominając mi, że już minęło południe.
    Dostałem porządną nauczkę. Z powodu pożądania postradałem miłość.
    Jutro kończę piętnaście lat.
    Ogoliłem się, żeby sobie poprawić samopoczucie.

    2 Piątek

    Mam piętnaście lat, ale z punktu widzenia prawa ciągle jeszcze jestem dzieckiem. Wszystko, co było mi niedozwolone wczoraj, jest też niedozwolone dziś. Cholerny pech!
    Dostałem siedem kart od krewnych i trzy od przyjaciół. Moje prezenty to jak zwykle jakaś japońska tandeta, chociaż Bert podarował mi model samolotu wykonany w Niemczech Zachodnich.
    Pandora zignorowała moje urodziny. Nie mam jej tego za złe. Zawiodłem jej zaufanie.
    Boz, Baz, Daz, Maz, Kev i Mev przyszli znad kanału i wyhoplali mnie urodzinowo. Boz podarował mi tubkę kleju do mojego modelu samolotu.

    3 Sobota

    8.00. Wielka Brytania w stanie wojny z Argentyną!!! Właśnie zakomunikowało to,,Radio
    Cztery". Bardzo jestem podniecony. Jedna moja połowa uważa, że to tragiczne, a druga, że bardzo ekscytujące.
    10.00. Obudziłem ojca, żeby mu powiedzieć o najeździe Argentyny na Falklandy.
    Wyskoczył z łóżka jak oparzony, bo myślał, że Falklandy leżą u wybrzeży Szkocji. Kiedy wyjaśniłem, że są oddalone o osiem tysięcy mil, położył się z powrotem i naciągnął kołdrę na głowę.
    16.00. Przeżyłem właśnie najbardziej upokarzające doświadczenie mego życia. Zaczęło się od tego, że składałem ten model samolotu. Już prawie kończyłem, kiedy wpadło mi do głowy, żeby tak eksperymentalnie powąchać klej. Przytknąłem nos do podwozia i wdychałem przez kilka sekund, ale nie przydarzyło mi się nic w płaszczyźnie duchowej, za to nos mi się przykleił do samolotu na mur! Ojciec zawiózł mnie na ostry dyżur, żeby samolot odkleić. Sam nie wiem, jak przeżyłem te wszystkie śmiechy i drwiny.
    Lekarz na ostrym dyżurze napisał na mojej karcie wąchacz kleju".
    " Zadzwoniłem do Pandory, przyjdzie po lekcji gry na altówce. Jedynie miłość pozwala mi zachować równowagę…

Sue Townsend


***

Top.Mail.Ru